Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
24 maja 2012
Plany i realizacje...
Skończył
się majowy upał, ochłodziło się i zaczęło być deszczowo i burzowo. Luzik
po weekendowym spiętrzeniu też jakby się trochę skończył, bo choć
efektowne popisy będą dopiero w połowie tygodnia, to jednak już teraz
jest sporo takiej codziennej papraniny. Przede wszystkim zaczynają
spływać do mnie teksty prac rocznych moich uczniów, które czytam,
oceniam i archiwizuję. W szkole atmosfera nieco napięta, bo zaczyna się
ocena jej pracy przez tzw. czynniki zewnętrzne, co skutkuje m.in.
cotygodniowymi radami pedagogicznymi i wizytacjami. Ktoś to bardzo
przytomnie wymyślił, bo w tym samym czasie zbliża się koniec roku,
wystawiamy oceny, rozpoczynają się egzaminy końcoworoczne muzyczne, trwa
rekrutacja do szkoły, a konfliktu dyrekcji z Radą Rodziców już nawet
nikt nie ukrywa. Chyba też coraz większa odległość dzieli dwie strony
szkolnej auli - po jednej siedzą zwykle nauczyciele POSA, po drugiej -
Szkoły Muzycznej. Tak to c
zuję,
ale obym się mylił, bo jeśli to prawda, to bilans tego roku będzie
zdecydowanie ujemny, i kto wie, czy nie przesądzi on o dalszych losach
szkoły. Niektórzy uważają, że o to przed 10 miesiącami chodziło. Nie
wiem, czy nie mają racji. Moja chata z kraja, mam tam tylko 6
godzin i nie wiem czy będę je miał jeszcze w przyszłym roku, ale byłoby
mi szkoda, gdyby coś miało zagrozić bytowi albo programowi szkoły, z
którą jestem związany już 20 lat. Czyli od początku.
Trafiła do mnie wreszcie książeczka Muzyczne Zakopane, wydana - jak to elegancko napisali wydawcy - "na okoliczność" wycieczki dla uczestników Sympozjum Naukowego fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej. Ładnie wygląda, ale aż się prosi, żeby ją wydać jeszcze raz, po co najmniej dwukrotnym rozbudowaniu. Może kiedyś... Tymczasem szykuję do druku kolejną edycję "Zakopanego i okolic", być może wkrótce ukaże się też nowy tom opowiadań.
Na razie jednak wciąż nie mam czasu dokończyć korekty, bo szykuję się do przyszłego tygodnia, kiedy to we wtorek i środę jedziemy na "gościnne występy" na Liptów, na zaproszenie zakopiańskiego Biura Promocji, gdzie będziemy przekonywać Słowaków, że warto odwiedzać polskie Podtatrze i Zakopane. W środę też wieczorem mam w Zakopanem spotkanie poświęconej kolejnej promocji "Przedwojennych Tatr". A jutro - szkoła, potem po południu w Dworcu Tatrzańskim spotkanie autorskie Michała Jagiełły z nową edycją "Wołania w górach" i na koniec, już późnym wieczorem - Wieczór na Harendzie, z przedstawicielami środowiska literackiego Krakowa.
PS. Dotarła do mnie wczoraj wiadomość, że jeden z najmłodszych potomków Harrego nie życzy sobie mieć zdjęcia na moim "portalu". Prośby o aktualizację danych i fotografii ze strony innych, młodych przedstawicieli rodziny nie odniosły skutku. Wcześniej obiekcje co do obecności na polskiej stronie internetowej zgłosili potomkowie Christiana z Norymbergi. Z rodziną Wolfganga nie mam żadnego kontaktu. Nie wiem, co się dzieje z Heike. Po śmierci Dietera nie udało się kontynuować związków z Kolonią i Frankfurtem. Wolfgang z Zermatt jako posiadacz hoteli pod Matterhornem i Andreas z Nadrenii-Wesfalii jako ważny polityk z FDP nigdy nie chcieli utrzymywać kontaktów. W Polsce, jak to w Polsce. W tej sytuacji nie mogąc prezentować aktualnych informacji - wywalam zakładkę "Pinkwartowie" i zastępuję ją linkiem, który prowadzi do jednego z dawnych działów tej części portalu, zajmującej się historycznymi badaniami nt. etymologii nazwiska i pochodzenia rodziny. Mam równocześnie nadzieję, że może ktoś inny niż ja podejmie się prób integracji wewnętrznej i transgranicznej Pinkwartów. Mnie to już zmęczyło.