Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
10-10-2010
Podobno szczególny dzień z powodu daty: 10-10-10... Jest pięknie, choć
chłodno - rano było minus 4 stopnie, trzeba było skrobać samochód i
pierwszy raz żałowałem, że nie założyłem folijki na okno. Myślałem o tym
wczoraj wieczór, jak wróciłem, ale sądziłem, że to głupio będzie
wyglądać i to może przesada. Teraz perę chmur na niebie się pojawiło, po
raz pierwszy od kilku dni, ale w słońcu bardzo ciepło. Przełączając TV
na konkurs Chopinowski (wczoraj rozpoczęły się przesłuchania II etapu)
zobaczyłem dziś grupę żałosnych emerytów pod pałacem prezydenckim,
domagających się "dymisji bandy czworga", zwrotu "ukradzionego" krzyża i
śpiewających apostrofy do Boga, by raczył im zwrócić wolną Ojczyznę. Mam
prośbę, żeby może dobry Pan Bóg dał im gdzieś tę wolną Ojczyznę, w
której będą mogli mieć swojego prezydenta, swojego prokuratora i swoje
spluwaczki, tylko żeby może było to jak najdalej ode mnie i tych, którzy
nie szukają wolności w szaleństwie, w którym może i jest metoda, ale tą
metodą jest destrukcja. Na nowo pomalowanym bloku na sąsiednim osiedlu w
Nowym Targu ktoś - a na pewno nie był to jakiś zdezelowany rencista -
wymalował sprajem napis: Komorowski to pionek Putina. Aż by się
chciało napisać, że kto inny to pacjent Kobierzyna. Niestety, tan kto
inny nie jest pacjentem Kobierzyna, a szkoda. Może zamiast prowadzić
wojnę z dopalaczami, nasz Sejm powinien przeprowadzić ustawę o
obowiązkowych okresowych badaniach lekarskich polityków, szczególnie pod
kątem zdrowia psychicznego. Co do napisów na świeżo pomalowanych domach,
to gdyby tak sprawców owych rzeczy po prostu prawnie zmuszać do
usunięcia tych deklaracji nie tylko na własny kosz, ale i własnymi
rękami, na oczach kamer telewizyjnych? Obok tego Komorowskiego był napis
chlubiący zalety Krakowskiej Wisły, zresztą o wiele ładniejszy
graficznie. A kiedyś na Osiedlu przy Wojska Polskiego, niedaleko dworca
PKS-u było przez kilka miesięcy wielki napis: Cindy to kurwa.
Barbie. A może odwrotnie...
Manifestacja żałoby za utraconym pałacem prezydenckim, której głównym punktem było złożenie przez Jarosława Kaczyńskiego wieńca żałobnego w miejscu, gdzie nie został prezydentem ma - według oświadczenia któregoś z jego przydupasów - odbywać się co miesiąc. a w Sejmie nadal straszą fotografie i świeże kwiaty, upamiętniające odciski tyłków św. pamięci "poległych" posłów. Tylko z PISu notabene, bo w końcu ci inni nie "polegli za sprawę", tylko zginęli w kretyńskim wypadku. Ciekawe, czy tak będzie już zawsze? Na rynku w Pieszczanach w 1986 r. widziałem 1 maja hasło, które zresztą wygrało w naszym prywatnym konkursie na najgłupsze hasło pierwszomajowe: So Sovetským Zväzom po večne časy i nikdy inač... He, he... do tego "inač" trzeba było czekać jeszcze tylko 3 lata, co pokazuje, że nic nie jest wieczne, nawet przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. Ciekawe, że na przykładzie tych 20 procent obywateli popierających Kaczyńskiego doskonale widać to, że nienawiść jest chorobą zakaźną, podobnie jak jej najwyższe stadium - szaleństwo... W dodatku - to jeszcze nie koniec, bo przecież wyraźnie widać, na co ci szaleńcy stawiają - na wywołanie rozruchów. Za nimi, czy przeciw nim, to nieważne... Jeśli władze i my - jeszcze nie ogarnięci szaleństwem członkowie społeczeństwa nie będziemy zaś reagować na te wyraźne prowokacje, to spora część społeczeństwa wysnuje może i uprawniony wniosek, że władza jest słaba, a milcząca większość - głupia. No i w ruch pójdą już nie krzyże, a kamienie. W końcu pod hasłem "precz z Tuskiem" też można obrabować parę sklepów. A wtedy wiele osób chętnie poprze tego, kto obieca zaprowadzenie spokoju silną ręką. I o to cho...
Wczoraj był koncert Leszka Brodowskiego z Krzysztofem Staniendą, którzy w
Miejskiej Galerii w Zakopanem grali dwie Leszkowe transkrypcje Chopina
na altówkę (z wiolonczeli) i Andante Spianato. Sala niezbyt wypełniona,
bo w międzyczasie odbywała się konkurencyjna impreza w... Atmie, gdzie
nie uzgadniając ze mną terminu agencja Silesia, Towarzystwo i
kierownictwo Atmy zrobiło wokalny wieczór, dla odmiany - Chopinowski.
Z Szymanowskim na osłodę też. Ale i termin w ogóle trudny, choć jak na
te okoliczności i tak było sporo ludzi, w tym kilkoro znajomych.
Organizatorem imprezy było Towarzystwo Edukacji Artystycznej, więc
musiałem powiedzieć parę słów przed koncertem, byli Lubowiczowie,
Mazikowie, były prezes Janusz Kasieczko, kilkoro stałych bywalców
koncertowych, nawet pani, która w 2007 roku zaopiekowała się moim byłym
samochodem, użyczając podwórka swego bloku dla jego ukrycia przede mną,
a dziś witamy się bardzo kordialnie... Ciekawe kogo to bardziej śmieszy
- ją czy mnie?
Przedwczoraj zaś obyliśmy piękną jesienna wycieczkę wokół Gorców i Beskidu Wyspowego, kończąc u podnóża Pasma Podhalańskiego i Wandy Czubernatowej, gdzie odebrałem egzemplarz autorski książeczki "Limeryki", dla której napisałem przeszło setkę kawałeczków. Poza mną w tomiku, który wydała "Miniatura", są teksty Wandy, Henryka Urbanowskiego, Zdzisława Barglika i Adama Fiali. Podliczyłem, że to moja 46 pozycja drukowana licząc tytuły, zaś licząc wydania - 68-ma... Jak się ukaże "Podtatrze" to będzie pozycja 69.....