Renata Piżanowska-Zarytkiewicz
Nie deptać stokrotek!
Zimny wiatr rozpędzony na górskich szlakach opierał się o moje szyby, jakby chciał usilnie wtargnąć do pokoju gdzie lampa rozświetlała mrok. Niczym złodziej spoglądał zza zasłony delikatnie ruszając firanką. Raz po raz widać było jak pochyla drzewa w powitalnym ukłonie, jednocześnie przydeptując zmrożoną trawę. Wierzbową witką smagał tych, co wychodzili na jesienny spacer. Gdzieś cicho płakał w tęsknocie za latem, za pięknem, za przemijaniem… Na pożółkłych liściach spisywał nuty świerszczowej sonaty z letnich wieczorów… Deszcz wystukiwał preludia niczym muzyk ćwiczący na fortepianie. Monotonnie i bezustannie, aż do znudzenia. Uporczywie bębnił palcami po parapecie okna czasami zmieniając rytm. Raz wolniej, raz szybciej, by w końcu urwać w pół taktu… Chmura deszczowa zawisła niczym ręka nad klawiaturą instrumentu w oczekiwaniu na znak dyrygenta. Nawet ptaki ucichły przestraszone w obawie, że skinienie batuty będzie finałem… Rzeka zasypiając przykryła się lodową kołdrą. Głowę położyła na zimnym kamieniu i otuliła szczelnie drżąc przed zmarznięciem. Między palcami przelewała nadchodzące zimowe dni… Czas płynął wolno, leniwie odmierzając długie wieczory.
Na półce, tej drugiej od góry, poukładane są na przemian książki i sentymenty… Wypłowiałe, czarno-białe fotografie w pożółkłych i obdartych ramkach przedzielają wiedzę od albumów i innych drzemiących wspomnień. Spod niektórych wystają koraliki, kiedyś noszone teraz przyłożone zapomnieniem, zakurzone czasem… Stara porcelanowa lalka uśmiecha się głupawo w przestrzeń. W kamiennym wazoniku zasuszony bukiecik stokrotek, chyba stokrotek… Grzbiety książek nieco przygarbiły się od wiedzy, jaką posiadły i wyblakły z nadmiaru widoków, które je otaczały. Między nimi schowana mała historyjka, coś w rodzaju komiksowego kiczu. Banalne chwile dziecinady zamknięte w kilkunastu kartkach, jakiś wierszyk, kilka miłych słów i wspomnij mnie… Aha, i jeszcze, kogo czyli Anię, Krysię, Jurka i innych z pożółkłych kartek, kartek pamiętnika… Szkolny sztambuch z morałami i receptą na fajne, jakże proste i uczciwe życie. Skreśliła Marysia… A ona? Jakie ma życie? Trójka dzieci, mąż albo już nie mąż, bezrobocie, brak pieniędzy, kłamstwo…
Mów zawsze prawdę… A Jurek? Moja stokrotko, kwiecie wiosenny… Żona, druga żona, dzieci… Mnie w tym życiu nie ma. W pamiętniku mydlane chwile rozmywają obraz rzeczywistości, rzeczywistości widzianej oczami dziecka. Niczym w szklanej kuli zamknięty świat bajki, od którego odbijają realia… a że szklana i że kula, nie ma załamania i rozszczepienia jej gładkości. Kiedyś odnaleziony zupełnie przypadkiem, może, dlatego że było to kiedyś… Poradnik życia jakże prosty i mało trafny, bo pisany przez osoby, co jeszcze właściwe tego życia nie znają. Spomiędzy kartek wypada suchy kwiat. Może stokrotka właśnie… Może jedna z tych, które miały być w tym suchym bukiecie? Ktoś kiedyś mi ją dał, ktoś pamięta, że ją mam… Ja zapomniałam. Gdyby nie ta półka, gdyby nie pamiętnik, gdyby nie ta jesień… zima… Jesień okryła pokój nostalgią. Rozdrapując zabliźnione rany spowodowała długą chorobę do wyleczenia dopiero wiosną, dopiero, kiedy pojawią się stokrotki. Zamknięta ostatnia karta pamiętnika. Brak miejsca na wpisy, na sentymenty. Brak czasu na wspomnienia. Wzniesione kurzem w pokoju przez jakiś czas drażnią, nim osiądą… Długie jesienne wieczory, rytmiczna muzyka natury, dyrygentem jest życie…Zaświeciła słońcem z samego rana. Rozchyliła powieki pierwszym promykiem, którym na szybie namalowała wiosenny uśmiech. Zaszeleściła fałdem sukni na balkonie potykając się o leżak będący jeszcze w zimowym transie. Dłonią musnęła źdźbła trawy w ogródku, które nagle jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki wyprostowało się w kierunku słońca. Wiatr zatrzymała w szczytach gór. Zaczął się o nie odbijać jak piłka tenisowa nie mogąc znaleźć nigdzie wyjścia. Być może osłabł po hulaszczych zabawach i szukając bezpiecznego schronienia tuła się teraz po szlakach, chowa między turniami, układa do snu w rozchylonych dłoniach górskich szczytów… Rozłożyła zielony dywan stokrotki na nim układając… Przed łąką znak:
NIE DEPTAĆ STOKROTEK.Wiosna, wiatr, wspomnienia… Bo tylko wiosną kwitną stokrotki, a tylko jesienią można o nich wspominać…