Renata Piżanowska-Zarytkiewicz

* * *

 

miasto –

to już brzmi dumnie i wyniośle -

imię chowa się w ciemnościach nocy

krocząc władczo po ciemnych ulicach

za rękę z poświatą księżyca

by rankiem położyć się pod ratuszowym progiem

niczym pies wierny swemu panu…

gdzieś przeplatane kościelnymi dzwonami

nowym i starym,

starym i nowym,

odbija echem po zaułkach

i słabnie na rynkowych kamieniczkach…

wyryte na parkowej ławce zbutwiałej ze starości

gdzie tylko kasztan pamięta

staruszek

na progu rzeki zatrzymane by zostało…

nowotarskie…

5Y