Maciej Pinkwart

Z chmur

 

oglądane z szybowca

nowotarskie marzenia

maszerują równym krokiem

do chicago do wnuka

do dublina na budowę

do mediolanu do rzeźni

wymieniane w kantorach

sny o powiatowej potędze

szeleszczą koronami w dresach

błyskają złotymi słowami

świecą łysiną bezszyjnych karków

pyszniące się na straganach

talenty euroregionalne

budują potęgę skórzanych kurtek

na miarę skody octawii

m-piątki w bloku na sikorskiego

i 32-calowej plazmy z eurosportem

podsłuchane w szeleście fal dunajca

złote słowa wandy i romana

biorą nas na skrzydła

i unoszą do nowotarskiego

nieba poezji

5Y