Maciej Pinkwart
Grzejąc się w słonku koło Świętej Anny
Umierać w jesieni jest najzręczniej.
Kiedy z drzewa życia opadają ostatnie uśmiechy
malowniczo żółknąc z zazdrości
czerwieniejąc wstydem nietrafionych uczuć
brązowiejąc jak niewystawione pomniki
gdy wiatr pędzącego czasu
łamie gałęzie niepotrzebnych wspomnień
a nadzieja która jak wiadomo umiera ostatnia
właśnie zaczyna pisać testament
by pozostawić przyszłym pokoleniom
jedynie kiepski żart
własnej nieśmiesznej egzystencji
obciążony podatkiem spadkowym
wyrzutów wygnanego z miasta sumienia
jesienią wydarte oczy Edypa
nie przyniosą Terezjaszowi
ani satysfakcji z udanej przepowiedni
ani ironicznego spojrzenia
w momencie
smutnej konstatacji
że znów nie ma na czym
położyć ostatniego obola
na ostatni rejs
z gondolierem firmy Charon