Anna Kram

Na przykład śmietnik, czyli wspomnienia z dzieciństwa

 

Pamiętam trzepak i zabawy na trzepaku. Na naszym podwórku był średniak, czyli taki w sam raz. Można było szaleć do woli, prezentując wyszukane umiejętności składające się na tzw. warzywniak, a więc - jabłko, gruszka, pietruszka it.d. Na osiedlu obok - bardzo niski, ale za to z dużym rozstawem między górną i dolną barierką - więc trudny. I jeszcze jeden — bardzo wysoki, przez co nam, małym szkrabom, zupełnie niedostępny.

Zostawałyśmy z Agą same, gdy Dorota i Sławek (moja siostra i Agi brat) wychodzili do przedszkola. Całe podwórko należało wtedy do nas, klatka schodowa zamieniała się w nasze królestwo, a śmietnik w ciepły dom.

Były jeszcze drabinki i piaskownica. Ta druga kojarzy mi się do dziś z brudem i terenem zamkniętym. Nie pamiętam tylko czy to odgórny zakaz, czy też z własnej woli odmawiałam sobie stwarzania piaskowych światów. Drabinki. Drabinki to Baka. Czemu Baka? Bo Baka była. Baka spacerowała dróżkami naszego podwórka, przemierzała wzdłuż i wszerz osiedle i ulicę, nosząc na twarzy ten sam, niepewny i jakby zagubiony cień uśmiechu. To nie była głośna rozpacz, rozdzierające wołanie o pomoc, beznadziejna rezygnacja melancholii, ale... cicha hesychia, ukołysane milczenie zakłócane czy wzbogacane czasami tylko przez błysk wymykających się poza brzegi ogromnych oczu kropel.

I jeszcze pamiętam gołębia. Wkradł się któregoś dnia do wnętrza bloku, po czym masywne drzwi zamknęły się za nim. Wówczas odezwało się we mnie poczucie misji - uwolnić ptaka! I zapuściłam się nieco wystraszona i nieprzeciętnie przejęta w obcą klatkę schodową, i zaczajona podążałam szlakiem zniewolonego. Z jednej strony zdawałam sobie sprawę z tego, że on wie o mnie, z drugiej - trwałam w magicznej chwili zakonspirowanego pościgu. I tak będąc połączonymi nagle powstałą nicią zależności wspinaliśmy się coraz bardziej w głąb, aż w końcu dotarliśmy na najwyższe piętro, skąd nie było już wyjścia. Zatrzymaliśmy się. I to zawstydzone spostrzeżenie - jak mogło być inaczej, i moment gdy ustępowałam mu miejsca, gdy skrzyżowały się nasze spojrzenia... Wracaliśmy już osobno - on przodem, ja chwilę zaczekałam, nie chcąc go przestraszyć.

Mieszkaliśmy na parterze. I ja, i Aga. Aga ze swoją rodziną naprzeciwko nas. A między nami Artysta - niedoszły absolwent ASP, starszy pan z wiecznie rozwianym włosem i duszą na ramieniu, unikatowy relikt dekadenckich czasów końca wieku. Nad nami mieszkali bliźniacy, trochę starsi niż Aga i ja - byli posiadaczami stadniny kolorowych kucyków, i chyba dzięki temu tylko utknęli mi głęboko w pamięci, bo ani koloru ich włosów, ani oczu, ani imion ich nie przypominam sobie.

Miałam sześć lat, kiedy Nowy Targ z całym osiedlem, królestwem i domem przeszedł do historii. Przeprowadziłam się na wieś.

5Y