Spotkania Literackie, 2008/2009

 Elżbieta Plewa

Miłość imion ma wiele i smaków różnych

Czasem gorzka jak piołun, to znów słodyczą zamęcza.

Bywa tyranem lub pieszczotą zniewala,

Lecz wciąż jest sztuką – cierpliwości, wybaczania i zapominania.

 

Metamorfoza

 

Hej stara! Idziemy do sklepu? Obiecałaś mi super kieckę i buty. Studniówka już za dwa tygodnie - a ty co? W szkole spoko, Jacek przychodzi do domu jak chciałaś, mówi ci jak gdzieś idziemy Te dziewięć stów to nie koniec świata. Weźmiesz nadgodziny i okey.

Zosiu zrozum, teraz nie mogę wydać tyle pieniędzy. Kochanie założysz tę, którą kupiłyśmy na wesele kuzynki. Jest bardzo ładna, świetnie w niej wyglądasz a buciki też są nowe. W tym stroju nikt cię tu nie widział, bo miałaś go na sobie tylko raz.

Ty nie kumasz! Chcę ciuchy na topie! Nie wpędzisz mnie w deprechę. Co ty myślisz? Jestem dorosła, poradzę sobie. Pójdę do pracy i będę mieć własną kasę, bez łachy... Po cholerę było mi liceum - ale ty się uparłaś. I jeszcze studia? O nie! Znajdę sobie sponsora albo wyjadę za granicę. Bez obciachu matka, co? Wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami.

Boże! Co się stało? Od jakiegoś czasu trudno z nią wytrzymać. Nie mogę znów prosić mojej mamy o pożyczkę. Już tyle razy mi pomogła, choć nie pochwalała moich metod wychowania twierdząc, że konsekwencja i niewielka kara jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

Zosia - moja ukochana córeczka. Zgrabna, kręte włosy czarne jak sadza i ogromne niebieskie oczy ocienione długimi rzęsami. Taka podobna do swojego ojca, którego nigdy nie poznała. Nie zaznała opieki ojcowskiej, a życie w pełnej rodzinie zna tylko z obserwacji i opowiadania. Nie umiałam przygotować jej do życia, które ma tyle barw i odcieni. Pilnowałam żeby niczego jej nie brakowało, chroniłam przed najdrobniejszymi niepowodzeniami, nie obarczałam zmartwieniami. Nigdy nie rozmawiałyśmy o wspólnych problemach. To był błąd! Czy uda mi się go naprawić? Straciłam wprawdzie osiemnaście lat, ale zrobię wszystko, żeby ją odzyskać..

Wyjrzała przez okno. Był ciepły letni wieczór. Z nieba mrugał do niej ten sam pyzaty księżyc, świadek słów wypowiedzianych kiedyś do męża: na gwiazdkę zostaniesz ojcem Aleksandrze Na wspomnienie szczęśliwych lat, z oczu popłynęły łzy żalu i złości na niesprawiedliwy los.

Trzasnęły drzwi wejściowe. Ktoś cicho, powoli, wchodził po schodach. Po chwili usłyszała nieśmiałe - mogę do ciebie wejść?

- Naturalnie, Zosiu.

Szybko otarła oczy, ale łzy nie przestawały płynąć. Spojrzała na córkę, jej bladą buzię i zaczerwienione oczy, jakby przed chwilą płakała.

- Mamo, płaczesz? Przecież ty nigdy nie płaczesz. Ja... - nie mogła mówić.

Podbiegła do matki i przytuliła się, jak za dawnych lat, kiedy wracała z podwórka z rozbitymi kolanami, podrapaną buzią i zakrwawionym nosem.

- Wiesz? byłam u Kaśki pożalić się na swój los, ale nie gadałyśmy. Jej stary przepił całą wypłatę, zrobił awanturę, skatował żonę - bo obiadu nie było, a teraz zmęczony śpi. Kaśka nigdy o swoich problemach nie wspominała mi. Często była smutna, zamyślona, a kiedy ja użalałam się nad sobą, mówiła kręcąc głową - „wyluzuj Zośka." Nie pójdzie na bal. Zaraz po maturze zacznie pracować a studiować będzie zaocznie, i wcale nie czuje się nieszczęśliwa.

Wracając do domu rozmyślałam o życiu, o sobie, o tym że nigdy nie istniał nikt i nic, bo moje JA było mega super. Teraz kumam wszystko. Miałam luzackie życie, dla ciebie i babci byłam angielska królowa. Wypięłam się na was, bo to mnie rajcowało! Przecież my, mamo, nigdy nie rozmawiałyśmy o wspólnych problemach, kłopotach, tęsknotach i planach. Ty pracowałaś ponad siły, chciałaś wynagrodzić mi brak taty i było okej? Jest mi wstyd - sorry, mamo! Bardzo brakuje mi ojca. Nie znam słowa „tato", niczego o nim nie wiem. Dlaczego !!!

Masz rację Zosiu. Dużo musimy sobie wyjaśnić, wybaczyć, zapomnieć. Ja też robiłam błędy. Ty jesteś już dorosła a mnie tak trudno pogodzić się z tym. Koniec z niedomówieniami, brakiem szczerości, ukrywaniem błędów. Dajmy sobie szansę.

Twój tata był mądrym człowiekiem, wspaniałym mężem i ojcem. Taka jesteś do niego podobna. Bardzo za nim tęsknię. To tata wybrał dla ciebie imię, przekonany że będziesz mądrą dziewczynką. Zginął wypadku samochodowym wracając z pracy do domu. Ty miałaś wtedy 3 miesiące życia.

Pamiętaj, że bardzo cię kochał i od pierwszego dnia snuł plany na życie dla swojej córuchny. Bo widzisz, Zosiu - miłość to sztuka cierpliwości, wybaczania i zmian na lepsze.

Powrót do spisu treści

Dalej