Spotkania Literackie, 2008/2009

 Renata Piżanowska

...jeśli mówię o sobie „poetka”
mam na myśli duszę
a nie twórczość...

 

Promenada snów

 

pamiętaj, że kiedyś powrócę…

…w twoim śnie wsłuchana w kroki śpiących przechodniów. z poduszki, drogi naszego spaceru, wycieram ślady szminki. a słońce dla nas nigdy nie zajdzie... nie ma bowiem zachodu uczuć, choć wschody rażąco przypominają wieczory. gdy umierają jedne, rodzą się drugie, wciąż bez końca i początku niczym przyczajony punkt na okręgu życia. nie ma miejsca, w którym mógłbyś zamknąć swoje pragnienia i gdzie schowany drżysz w obawie przed swoim obnażeniem. i chociaż życie toczy się w kółko to ty zacieśniasz siebie do środka. coraz ciaśniej i ciaśniej. słońce już dawno przestało malować moje usta. chwyć mnie za rękę i prowadź po promenadzie snów… i wspominaj, wspominaj gorące spojrzenia przechodzących dni, których dzień dobry było tylko marnym skinieniem głowy poranka. i mów tak mało, zbyt mało, by pocałunek nie zamykał, lecz otwierał usta.

na promenadzie zwykle jest tłok…

przede mną, niczym namolnym owadem odganiasz siebie z siebie, a resztki snu, które mogą choć odrobinę pokazać ciebie zabijasz bezpowrotnie. jak drapieżnik rozszarpuję twoje wnętrze, a zjadając duszę zamyślam się nad jej oryginalnością. nie ma w niej bezpieczeństwa. zostało zmazane niepewnością. czy obudzisz się po takim mocnym wrażeniu zachwiania własnego ego? bo to ty mnie wybrałeś i wsadziłeś we własny sen, a teraz, gdy zastąpiły go koszmary, chcesz wytrzepać mnie z pościeli razem z wygniecionym śladem po nocy. zgaś lampę, może to właśnie ona trzyma mnie w swoim kloszu.

pamiętaj, że kiedyś powrócę…

z filiżanką herbaty, którą dałeś mi bym spijała z niej swoje pragnienia. z jaśminową, z zapachem tea ulotnie parzonej. sen szepcze do ucha wabiące słowa spojrzeniem kołysząc się na moich kolczykach. pachnie mgliście, po czym oplata brzegi filiżanki tańcząc na niej niczym baletnica na pozytywce. a jaśminy tak późno kwitły tego roku… a mgliste opary herbaty, tak wcześnie ulatują znad mego kubka… na twoim policzku świeci rosa poranna. świat łez jest taki tajemniczy… nie płacz książę… noc zawsze kusi zapachem… noc zwykle wabi ciemnością…

mówiłam ci, że wrócę?

z tą piosenką przy morskim bulwarze, rozbryzganą pianą na piasku i zaschniętą solą na skorupie muszli… wysmagane skały przyglądają się nadmorskim spotkaniom, a wczorajsza bryza szturcha splecione ciała porzucone leniwie gdzieś na portowej ławce. kiedy kochałam tutaj ciebie, kiedy byłam tutaj z tobą… teraz zakładam kapelusz przed słońcem i wędruję samotnie brzegiem twoich snów…

Powrót do spisu treści

Dalej