Spotkania Literackie, 2008/2009
Andrzej Pietraszkiewicz
…odnaleźć drzewo, strumień, chatę,
nowym widokiem się zachwycić
spotkać człowieka, który bratem w potrzebie będzie…

Ostra laska z trzeciorzędu
Wybór życiowej partnerki należy do jednych z najtrudniejszych, na jaki świadomy powagi sprawy mężczyzna się decyduje. Niestety, wszystkie dotychczasowe oficjalne, mniej oficjalne a nawet zakazane metody wyboru a poniekąd i doboru nie gwarantują sukcesu, o spodziewanym szczęściu nie mówiąc. Nawet tak popularne od prawieków i wciąż udoskonalane wabiki, jak „miłość od pierwszego wejrzenia”, „los tak chciał”, „poza tobą świata nie widzę” czy „bez ciebie nie mam po co żyć” zawierają zbyt duży margines niepewności, aby się im bezwarunkowo poddać.
W tej sytuacji, idąc z duchem postępu cywilizacyjnego, w którym odkrywa się coraz większe obszary niewiedzy, wskazanym jest – nie tylko dla żądnych przygód – zdecydowane spojrzenie wstecz, gdzie w prehistorycznym nurcie dawno już wyważonych bram, odnaleźć można niejedną prawdziwą perłę. I tylko od nas samych zależy, czy się po nią schylimy….
Tak na przykład mój kuzyn z Jelcza, praktykujący erotoman, dwukrotnie rozwiedziony i zwiedziony z tą samą panią (ma z nią absolutnie legalną różnopłciową czwórkę) i znudzony kolejnym tradycyjnym romansem, będąc w okolicach Bałtowa zaglądnął, zresztą zupełnie przypadkowo, do parku dinozaurów, gdzie w bocznej alejce natknął się na zupełnie inny, nigdzie wcześniej nie spotykany i nie opisywany obiekt, do złudzenia przypominający człowieka, a ściślej ujmując - tak zwaną - lepszą jego połowę. W dodatku, obiekt ten był ruchomy i przemówił do kuzyna dźwięcznym i melodyjnym głosem… Wprawdzie jego ruchy były bardzo powolne i niezdarne, a głos przypominał puszczoną na zwolnionych obrotach starą płytę, ale…. było w nim coś, czego jadający już z niejednego pieca kuzyn nie znajdywał w dotychczasowych związkach.
Przedstawił się więc uprzejmie i zaprosił do siebie, a po wstępnym sprawdzeniu przydatności we współczesnych realiach, począł triumfalnie obwozić po bliższej i dalszej rodzinie, aż wreszcie całą i zdrową dowiózł ostrożnie do naszego wiejskiego siedliska, gdzie z dala od wścibskich spojrzeń mógł bez żadnych obaw zaprezentować pełnię jej ponadczasowych możliwości…
Owszem, Ilonka Zaurus w dystansie prezentowała się świetnie (sylwetka jak pantera… przepraszam, jak Pamela), w półdystansie nieco gorzej, zaś konkretnie bliski widok podczas powitalnego zwarcia napawał autentycznym lękiem i przerażeniem (niebezpieczne rysy, zniekształcenia, wybrzuszenia, włącznie z prześwitami na wylot). Najgorzej było jednak podczas śniadaniowego entre, kiedy Ilonka idąc przez środek sieni źle oceniła czasoprzestrzeń i z impetem huknęła w nieznacznie uchylone drzwi łazienki, która, jak wiadomo, w trzeciorzędzie nie była jeszcze tak powszechnie znana. Konieczna więc była przerwa techniczna, w czasie której ja doprowadzałem uszkodzone drzwi do stanu używalności, a kuzyn to samo czynił z Ilonką…
W tej sytuacji i ja i moja żona mieliśmy bardzo poważne obawy o wspólną noc tych dwojga, obawiając się, nie bez powodu, że widoczne tak zwanym gołym okiem w świetle dnia mankamenty, w łóżkowej scenerii, oświetlanej romantycznie księżycowym blaskiem nabiorą upiornie odrażających kształtów, które niczym halny wiatr natychmiast poniosą niefrasobliwego i żądnego eksperymentów kuzyna w krainę, gdzie pieprz rośnie.
Nic z tych rzeczy. Mój samczy kuzyn obwieścił następnego poranka, że z żadną, ale to naprawdę z żadną dotychczasową partnerką nie miał podczas czynności łóżkowych takiej więzi intelektualnej jak z Ilonką. No proszę! I co jest w takim razie najważniejsze w łóżku? Intelekt, proszę Pań ze wszystkich epok przed i polodowcowych. Oczywiście, kuzyn nie w ciemię bity, zdawał sobie sprawę, że Ilonce trzeba zrobić lifting, podciągnąć skórę brzucha, usunąć coś z jednego miejsca i dla równowagi dodać w innym. I był na to przygotowany finansowo.
- Nie poznacie jej - mówił całkiem serio.
A kumple docinali:
- Nie wiedzieliśmy, że lubisz zabytki….
A jednak wkrótce potem, jak w kiepskim harlequinie zostawił ją, ponieważ go oszukała.
- A co takiego zrobiła – spytała moja żona.
- Odjęła sobie dwa lata…
- Skąd wiesz ?
- Bo sprawdziłem w jej dowodzie…
Dosyć łatwo uświadomiliśmy mu, że z tak błahego powodu nie warto niszczyć tak wspaniale zapowiadającego się związku i że tak postępuje 10/10 losowo wybranych kobiet niezależnie od epoki.
Więc znów są razem. Do następnej epoki… albo, … do następnego kłamstwa.