Renata Piżanowska-Zarytkiewicz, Nowy Targ

Żabski jest ten świat…

 

Deszcz. Uwielbiam jak pada. Cóż za rozkosz wstać w taki piękny poranek. Muszę rozprostować kości. Może jakaś animacja gimnastyczna? No niestety nie wykupiłem karnetu zniżkowego. Zresztą i tak nie mam dresu. Wywaliłem ostatni jak usłyszałem w bagiennych informacjach, że dresiarzy zabijają. Szczególnie dresiarzy. I tak był beznadziejny. Naciągał się i tyle. Spodnie to mi nawet w kroku wisiały. Trzeba przewietrzyć te norę. Śmierdzi jak w stawie… stawy też mnie bolą ostatnio. To chyba z nadmiaru wilgoci. Suche okłady z gorącego błotka przyniosą ulgę. Trzeba będzie tylko poczekać do pierwszego promyka. No, ale fajnie. Świeże powietrze dobrze wpływa na moją krtań…. Oho, słyszę, że Kumak już zaczął. Ten ma spust. Młody, jeszcze liczy na coś. O cholera, ale laska… Ty, zielona gdzie lecisz? Dawno nie widziałem tak uroczej żabci. Chyba nowa. Ciekawe, skąd się wzięła. Pewno bocian ją przyniósł. Wszystkie przynosi. Jakie ma piękne ciałko… Opalona skórka... I te nogi. Wszystkie cztery tak zgrabne, że nawet mercedes by jej zazdrościł wyważenia środka ciężkości. A jaka wysportowana. Fiu, fiu… Tak seksy zarzuca tyłeczkiem jak mało kto. O, popatrzyła się, nawet gul jej się poruszył. Wow, te oczy!!! Tak pięknie wychodzące z orbit. Nie każda ma taką wspaniałą oprawę oczu…Uwielbiam duże zielone, z wyłupiastymi oczami i gulem pod brodą. A te nogi. Mniam, to po prostu rarytas. Takie żabie udka, że grzech się oprzeć. Poszła. Zajęta pewnie. Ale spojrzała w tę stronę. Nic. Pójdę poprawić poranny image. Język wymyję, bo być może spotkam ja dzisiaj. Czysty ozór to podstawa. Nie jem śniadania. Nie chcę, aby potem odbijało mi się muchami…Zresztą, co mi tam, pewnie zajęta. Gdzie ta szczotka do języka?! Znowu ją gdzieś włożyłem i nie wiem gdzie. Jest. Wylazło już z niej całe włosie. Góra dół, góra dół… Moment, jeszcze musze odpiąć kolczyk. Ten bajer wyróżnia mnie przynajmniej, a bociany boją się, że po zjedzeniu dostaną perforacji jelit… Każdy sposób na przeżycie jest the best. No, już. Teraz jeszcze balsamik na skórkę… Trzeba dbać o siebie. Może wreszcie założę rodzinę. Zegar biologiczny tyka, a ja nie mam skrzeku… Zawsze to miło jak w domu słychać tupot maleńkich nóżek… żona czekająca z talerzem muszego rosołku… na stole kotlecik z odwłoku ważki… i deser…o, to już jak potomstwo idzie lulu. Na deser poczekałbym do wieczora. I taka laska koło mnie jak dzisiaj. Marzenia. Dobra. Którą koszulę ubrać? Nie, ubiorę to polo. Żółte. Ok. Ale ze mnie Bolek. Żółte polo, kolczyk w języku, jeszcze brylantyną muszę natrzeć głowę… Może coś podrośnie na niej. Tak bym chciał mieć ze dwa marne włoski… Kiedyś znalazłem w trawie. Ale to były kobiece chyba. Przykleiłem. Oczywiście odpadły po pewnym czasie. Szpaner byłem.

Pogoda piękna. Rozpadało się na dobre. Dobrze, że ten park zrobili. Jest gdzie wyjść przynajmniej. Tyle żab na spacerze. Te cholery zawsze wychodzą, aby zrobić tłok. O, ciocia Zosia! Witaj ciociu, jeszcze żyjesz? Mówili, że zostałaś na śniadanie… u bociana oczywiście… No naprawdę, w sklepie mówili. Jak stałem kiedy rzucili owady po promocji. To ta twoja sąsiadka, tak, ta najbliższa, mówiła. Miała widać ochotę na twoje M4 na Bagiennej… Co słychać poza tym, zdróweczko, rodzinka… Tak, ta reszta, co się jej nie wyrzeknięto jak mnie oczywiście… A ja? Radzę sobie oczywiście. Tak, dalej się źle prowadzę. Bo wie ciocia, ja jestem taki romantyczny gość. Jak widzę laskę, to mi się serce kroi. Tak w przenośni oczywiście, że ona samotna… i muszę przytulić, no a potem… a potem to mi przeszkadza w łóżku. Mam za wąskie… Oczywiście, że się ożenię i ustatkuję, nawet chcę mieć skrzek, jak mi jeszcze męskość nie wyschła… Bo lato było wybitnie suche tego roku. Ciociu, skaczę dalej. Tak dosłownie i tak inaczej też oczywiście. Spadam…

Dobrze, że poszła. Zawsze mówili, że jęzor ma najdłuższy w okolicy. Złapała na niego takiego niedojdę życiowego… Ani kasy, ani urody…i jeszcze chudy do tego. Nic z męskości. Ciocia na zadowoloną też raczej nie wygląda. A to śniadanie na trawie czy w trawie do spółki z bocianem to musiał być jakiś chwyt reklamowy. Zawsze lubiła być w centrum uwagi. Na przyjęciach kucała przy pierwszej muldzie glebowej i zawsze miała okropny rechot… cóż zrobić, taka jest.

O, proszę, a to co? Wycieczka szkolna. Podskoczę ciut bliżej. Jakie młodziwo… Piękne ropuszki. Widać, że to niedawno się wylęgło. Ale w takich ilościach? To zabójstwo dla moich oczu. A zapomniałem, że widzę trochę więcej niż jest. Anatomia nasza jest cudowna. Nikt na łące nie ma takiej rozdzielczości wzroku jak my. Sprawdzałem. Szkoda tylko, że nie zawsze mogę trafić w tę muchę, która akurat jest realna…i oczywiście w zasięgu wzroku. Dzisiaj mam szczęście. Wspaniała pogoda, widoki przecudne, miodzio… Hello, laseczki! Jakie zgrabne. I do tego jeszcze modnie ubrane. Te stringi z trawy, ostatni hit mody, naprawdę genialny wynalazek… Zastanawiam się tylko, czy to nie uwiera za bardzo. W końcu to źdźbło. Ale efekt murowany. Robi wrażenie. One chyba to tak zamiast fartuszków szkolnych… Popatrz maleńka na mnie. Język, język, wysunąć język. Bajerek na wierzch. Zabłyśnij. Jest. Zobaczyła!!! Pokazuje tej, nie, tamtej drugiej mój kolczyk. Tak mam. Super, nie? Nie widziałaś jeszcze takiego bajerka? U żab to rarytas. Wiesz ile kasy to kosztuje. Musiałem wziąć pożyczkę w Moczar Banku, wynająć taryfę i wyemigrować na kilka dni… U nas tego nie robią. To wiocha. A widziałaś tatuaż? Na brzuszku? Tak. To noga bociana, czarnego, z kotwicą… Taki symbol przywiązania do mokradła. Jestem sentymentalny. Jak poznamy się bliżej pokaże ci maleńka inne. Tatuaże oczywiście. Ależ one znikną. To permanentny tatuaż. Zginie za pięć lat. No tak faktycznie, żaby tyle nie żyją… Nie pomyślałem o tym. Powiedz mi, żabciu, podobam ci się? Tak ogólnie… Nie lubisz żółtego polo? I łysych żab? A, cholera, gdzie widziałaś żabę obrośniętą!!! Pokazują temu młodziwu teraz w szkole filmy i myślą takie, że wszyscy są jak Yeti. Nic z romantyzmu. Że co? Za stary jestem? Kochanie, przynajmniej mam doświadczenie życiowe w zawieraniu znajomości ropuszo – żabskich. Umiem całować, masować z napędem na cztery kończyny, łowić żarełko, kochać… A ty co? Wlazłaś w stringi i myślisz, że świat zawojujesz. Zaraz ździebełko się wytrze, a ty zostaniesz jak cię matka stworzyła. Pilnuj się zielona, bo w okolicy jest mnóstwo bocianów. Choć ostatnio podawali, że zmieniły menu na rybne… Fuj, kto by to jadł… Mokre, śliskie i jeszcze ością może stanąć w gardle. Nie złość się, piękna, bo wyblakniesz co nieco. Spadam. Fajnie było cię poznać. Jutro będziecie znowu? No, nie wiem, może, może…

Mówiłem. I po co mi ten aerobik. Wystarczy jogging po parku i już. Teraz obiadek i drzemka… Dba się o linię. Zresztą każdy na bagnach wie, że jestem pedantem. Cóż, życie jest krótkie, trzeba go wykorzystać. A jak? Przede wszystkim zabawa, imprezki, przyjemność… Potem obowiązki i rodzina. A potem? Potem to po mnie zostanie sucha skórka z tatuażem na brzuchu wyschnięta na słońcu jak papier, kolczyk posrebrzany, co odpadnie z języka. I chyba te koszule polo…co je uwielbiam. Chyba, że zostanę zaproszony na obiad do bociana, ale jako danie główne. Wtedy to nawet zmiłuj się nie pomoże…

Żabski jest ten świat… kum-re-re,  kum-re-re

Deszcz. Uwielbiam jak pada. Cóż za rozkosz wstać w taki piękny poranek. Muszę rozprostować kości. Może jakaś animacja gimnastyczna? Gdzie te legginsy do ćwiczeń? Chyba skurczyły się troszkę z wilgoci. Widocznie materiał drugiego gatunku. Muszę się teraz mniej nadymać. Prawa w górę, lewa w dół, tylnia w bok, tylnia w bok… i powtarzamy. Bolą mnie kości. Już miesiąc jak nie ma weterynarza. Wyjechał na urlop, a mnie gościec chwycił… Nie zostawił nawet namiarów, nie wspominając o zastępstwie. Czuć wilgoć. Trzeba przewietrzyć norę. Uchylę to trawsko… Dzień dobry pani. Piękny dzień dzisiaj. Gdzie taka śliczna żabka skacze o tak wczesnej porze? Na koncert? Do parku? Ach, melomanka…Czy mogę dołączyć? Do towarzystwa. Nie lubię samotnie słuchać muzyki. Rozumiem, zajęta… Szkoda. Nie zauważyłem łańcuszka na nóżce… Nóżkę zauważyłem. Nie śmiałem rozglądać się dalej. Przepraszam, że zakłóciłem poranne biegi za sztuką… Ach, te poranki muzyczne…

Żabski jest ten świat… kum-re-re,  kum-re-re...

 

 

 

Dalej

Powrót do spisu treści