Michał Gołębiowski, Nowy Targ
Umarłym Muzom
Nikt nigdy nie zgłębił zamysłów wiosny.
Bruno Schulz
Prolog
Kobieta z perłą
z ptactwem słowa w tle
źródło metafor tak tkliwych
że boli
czułych jakby spod odartej skóry
niech się wzniesie nade mną
ona - bryła światła
pycha marmuru
przecież duma jest tym
czym żyje sztuka
ona zapala nocą tętna
pozwalając na głos świadomości
trzepot naszej kanciastej
kalekiej poezji
kiedy wszystko
jest złudzeniem
rozciągnięta nade mną na łuku nieba
niewpisywalna w żadną ramę świata
z uwagą zwróconą
wprost z wyżyn perspektywy
muza moich wszystkich
umarłych uniesień
1. Solis
Milczące są ręce spękanej figury -
bezskrzydłe rydwany - strzaskane marmury -
wciąż tkwiące na brzegu zielonej Loary
marzenia bez życia jak zbrodnia bez kary
A wszystko odpływa! - spod skrzydeł pegaza
obłok umyka! - to snów pełna waza -
by rozbić się w dali za cyplem wszechświata
gdzie byt się z niebytem na przemian przeplata
rzucony milczeniem wielkiego kosmosu
on przepadł tragicznie jak sens mego losu
i niebo umarło pod korą spiżową
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
aż Chaos rozbiło jedno twoje słowo
ty sny mi podałaś tak jasno - na dłoni
że sen mi prawdziwość abstrakcją zasłonił
a Pełnia w nieznane wystrzeliła dale
jak blask załamany w rozbitym krysztale
już nie żal mi duszy co jak morska fala
zapada się wiecznie wprost w otchłań Pascala
i nie żal mi myśli że jak żyłem - skonam
gdy widzę znów w gwiazdach sił wyższych ramiona
i uwalniam duszę co w szalonym pędzie
mknie z pustej rozpaczy ku snom o potędze
mknie w Ultima Thule ponad bryłą biesów
by znów spotkać ciebie - na krańcach bezkresu
2.
Jeżeli
jak mówił Mickiewicz:
„Język kłamie głosowi
a głos myślom kłamie”
wsparty o wzniosłe porfiry
z księgą słowa w dłoni
to nie ma w tobie Piękna
czy na próżno próbowałem
odkryć w tobie ostatni pokład ciepła
gdy na ustach osiadł cień
a w oczach zetlał listopad
tylko słońce zdolne jest do szczerych płomieni
z których Piękno wypala
jak ciche obłoki
- klasyczną dostojność natury
Park w nocy
wejdźmy razem w głębię myśli
katabazę labirynty liści
i pozwólmy ziemi kwitnąć
księżyc płynie
Człowiekowi - póki żyje -
obce jest milczenie
3. Rokkoko
Chciałbym cię kochać
w barwach barokko
i zmysły zarzucić
o nogi wierzbowe
rozbita mozaika
jest szklanym okiem
agapa w pejzażu
dla rąk za wysoko
więc opleć me zmysły
bluszczem ramieniem
jak kobra czy piołun
w miłosnym rokkoko
z pasją muzyka
z wyrwanym przez Boga
mym żebrem się pieszczę
od świtu do zmroku
4.
Ty jesteś niczym déja vu
l'heure et voeu
bo jakbym widział ciebie już
w ulicy martwych gazet
w sklepowym szkle
i w kociej łzie
bezsennej którejś nocy
gdy nagle znikłaś w oknach mgieł
zbyt szybko i boleśnie
choć „czego się nie widzi
istnieje przede wszystkiem” -
- tańczył wiatr
tańczył wiatr snuł się deszcz
Ty jesteś niczym ravissement
i jak natchnione le souvenir
po którym pozostało mi
księżyca w pustkę kołatanie
i wybujała snem kabała
5. Carmen
Próżno Hasilino szukasz tu wieczności
poezja przepada jak ciała pergamin
gdy zmrok wietrzyskiem zmrozi nasze białe kości
zobaczysz Hasilino - umiera się ze łzami
ktoś spojrzy - na pewno - na stare marmury
i pamięć po ciele wyłowi z okrycia
(Marsjasza odziera Apollo ze skóry)
i powie - tu nie ma nawet śladu życia
cieszyłaś się Hasilino cieszyłaś bez szaty
i w czerwonej szacie i w szacie naskórka
tak wiersz jak i czas naznaczają straty
od nabrzmienia piersi po sromotę wzgórka
poezja przepada i wszystek umiera
sławiąca piękno twej winnej płodności
duszę przetrawia - z ciała odziera
świątynia upada - opadają kości
6.
Odnalazłem cię w dzwoniącym pustką bezkresie
byłaś kwiatem braminów
mowa twoja była piękna jak poemat
w oczach grały lutnie
Cóż mogłem ci powiedzieć po długich latach
- utoczonych z rzeki nieskończoności latach Niebytu -
o co mogłem spytać
ciebie z tamtej strony
wiedząc że teraz widzisz więcej
mocniej czujesz
a chłodne milczenie gestów jest tylko pozorem
pokazałaś mi jak patrzeć
przez gwiaździste okna nieba
na płynące absoluty
na nowo uczyłaś skóry i znaczenia prostych słów
dziś zerwij dla mnie spod piersi
choć jedną strunę albo listek
bez którego nie potrafię patrzeć
na niebo ani słońce
naucz mnie kochać
muzo sztuki umierania
7. Ciało
Ubiel ciałem to miejsce arabesek
zmruż duszę w czerwcową noc
by wykwitły nasiona sutki
w nabrzmiałe krzewy głogu
niech wytrysną dźwiękiem z ramion
mimozy błękitne niezabudki
chryzantemy wielkich gwiazd
mandolin ciężkie nuty
a ja napiszę ustami
na tej ziemi
inskrypcję
8.
Jawa we śnie
rysuje piersi z piasku
zamiast soczystych owoców
idąc skrajem zimnych ust
wspominam z żalem
że kiedyś była wiosna