Maria Giłka, Nowy Targ
Szkoda słów
Jak to jest z tym słońcem? – myślała - Obrót wokół osi czyni dzień i noc, a wędrówka po orbicie oddala słońce od nas i wtedy co? I wtedy na przykład kończy się lato. Ach lepiej przestań z tymi pseudo-naukowymi dociekaniami. Poobserwuj lepiej ptaszki. Jakie ptaszki? Przecież jaskółki odleciały, bociany też, gęsi tędy nie latają, a żurawie? kto to wie... Choć miło by było zobaczyć klucz lecących żurawi. No, a ten ptaszek, to co za jeden? to chyba sroka. O! może być - przecież sroki też wszędzie się nie spotka.
Więc zafascynowana patrzyła jak ptaszek usiadł na psiej misce, a głupi Ikar gapi się na niego z takim zainteresowaniem, że przechyla wielki łeb raz w jedną raz w drugą stronę.
Te babcino-psie obserwacje przerwał Michał krzycząc z balkonu:
- Cześć, babciu, jak skończę odkurzanie to przyjdę do ogrodu.
Następnie podjęła kwestię Sabrina wołając też z balkonu:
Babciu, dzień dobry, już schodzę do ciebie, a chcesz może soku?
Po chwili już jest z dzbankiem soku, szklanką, buteleczkami lakieru różnego koloru, pilnikiem, zmywaczem do paznokci, serwetką. Serwetkę rozkłada na ogrodowym stole, na niej stawia dzbanek z sokiem, szklanki, mości się w wiklinowym fotelu i z zapałem piłuje palec po palcu, od czasu do czasu oblizując któryś z opiłowanych już paznokci. Potem otwiera wszystkie cztery buteleczki na raz i w twórczym natchnieniu maluje kwiatki na paznokciach. Zafascynowana tym dziwactwem babcia przerywa krzyżówkowe zmagania i patrzy, już jedna ręka cała w kwiatach, o! na kciuku się nie udało, więc w robocie zmywacz i od nowa.
Chcąc ocieplić to ciche trwanie przy jednym stole babcia pyta świeżo upieczonej licealistki:
- Sabrinko, no i jak w nowej szkole?
- Eee, fajnie...
A wychowawczyni?
- Eee, fajny.
Tu należy wyciągnąć wniosek, że to wychowawca, a nie wychowawczyni.
- A kto cię uczy polskiego?
Pada nazwisko i cisza. Tylko wysuwany od czasu do czasu język podkreśla zaniepokojenie zlewającym się lakierem na wypracowanych płatkach kwiatowych. Na pytanie czy są jacy przystojniacy w klasie odpowiedź brzmi:
- Eee, przeciętniacy.
A na pytanie:
- A w wyższych klasach?
Pada odpowiedź:
- Eee, nie wiem...
Ale po chwili dziewczyna dodaje:
- Tego jeszcze.
Do zajmowanego przez nie stołu dobija wreszcie Michał.
- Odkurzyłeś? - pada pytanie.
- Nooo, takie z przeciągniętą głoską o.
Więc następna seria pytań podobnych do tych zadawanych Sabrinie i na wszystkie pytania odpowiedź brzmi noooo przeciągane. Raptem Sabrina chichocze i zaczyna:
- Babciu, a wiesz, że Michał to.... - nie kończy, bo Michał krzyczy:
- Zamknij się, Sabra! - więc Sabra odkrzykuje:
- Spoko!
Po chwili zaczyna Michał:
- A wiesz babciu, że Sabra... - na co Sabra grzmi:
- Przytkaj się, głąbie!
Więc Michał odpowiada:
- Spoko, jak ja głąb to ty co?
Wtedy babcia próbując łagodzić napiętą sytuację wykrzykuje:
- Sabra spoko! Michu spoko! - i wygrywa rundę, bo ten skrót Michu, utworzony na tej samej zasadzi co „spoko” robi jednak wrażenie, zaskakuje milusińskich i wywołuje u nich burzę śmiechu. Więc babcia może jeszcze wstawić krótką mówkę:
- Wiecie co, żeby bliźniaki tak sobie wzajemnie dokuczały, to napra... - i tu urywa w przekonaniu, że pojęła już sens młodzieżowej mowy.
Upojona sukcesem prowadzonej w stylu młodzieżowym konwersacją idzie na całość i westchnąwszy powiada:
- No cóż... mus mi już iść, ale przecież - i tu wstawia zasłyszane powiedzonko - kalafiorem się nie ogolisz...
- Kaloryferem, babciu, mówi się kaloryferem,
- W tym też nie ma większej logiki - mówi babcia i wychodząc dodaje:
- Sie macie!
Na co słyszy chóralne:
- Nara.
A co to znaczy niech się głupi martwi.
Mało rozumiem, ale zawsze słucham z zainteresowaniem mowy dzisiejszej młodzieży, ale tak po prawdzie już 15 lat temu też nie zawsze rozumiałam dzieci, a może tylko mojego wnuka, wtedy czteroletniego Bartosza, który po powrocie z przedszkola poprosił mnie, abym uczyła go pisać. Ponieważ takie formy zabawowo-dydaktyczne lubiliśmy oboje, więc powiedziałam:
- Dobrze, skarbie, a jakie literki chcesz poznać?
Na co on wyrecytował:
- Stop, meta, koń, dupa.
- Oho! oho! skarbie, tego ostatniego to na pewno ci nie napiszę.
- A Jarkowi to brat napisał... To może napisz mi chociaż „dupek” - nie rezygnował Bartosz, sięgając po dziecinne argumenty - Jarek to może... Jarkowi to dobrze, że ma takiego mądrego brata...
W domyśle: z którego splendor mądrości spływa na Jarka. To musiało przecież budzić zrozumiałą zazdrość u innych dzieci. Czy można się więc dziwić, że Bartosz z determinacją walczył, aby prześcignąć mistrza czterech słów pisanych drukiem w ambitnej rywalizacji w grupie starszych maluchów?