Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu

 

Spotkania literackie

 

Wydawnictwo

pod redakcją Macieja Pinkwarta

 

Nowy Targ 2004


 

Joanna Bucior (Nowy Targ)

 Piękno śmierci

 

Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają

Jostein Gaarder, „Dziewczyna z pomarańczami”

 Życie nie jest darem. Choć potrzeba było nielada cudu, by wypadkowa spotkania dwóch z sześciu miliardów ludzi i zamysłu Absolutu zmaterializowała się w postaci każdego z nas, to prezentem tego nazwać nie można. Już dzieci wiedzą, że „kto daje i odbiera...” kończy swój parszywy los w królestwie Lucyfera. A nasza ziemska przygoda opiera się właśnie na przyjęciu takich zasad. Mamy do wykorzystania określoną liczbę dni, wschodów słońca, chwil pozornego, bo ulotnego szczęścia. Siła Wyższa (jakkolwiek byśmy jej nie nazwali - Jahwe, Budda czy Allach) igra z nami jak dorośli, którzy wyciągają do dziecka cukierek, kryjąc całą paczkę. Tak my mamy swe kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat – zamiast wieczności. Z drugiej jednak strony, kto zrezygnowałby z tej namiastki, jeśli dane byłoby mu wybierać? Przed takim pytaniem stawia bohaterów swej najnowszej powieści Jostein Gaarder, autor historii o miłości, która pozwoliła odnaleźć tajemniczą Dziewczynę z pomarańczami, o magicznym przyspieszeniu trzmiela i teleskopie Hubble’a.

Wkraczamy do świata Georga w dość przełomowym dla niego momencie bytowania. Oto po jedenastu latach od śmierci ojca, chłopak dostaje od niego list. Nie, nie zaszedł tu cud w stylu wskrzeszenie Łazarza, czy teleportacja z zaświatów – a może to właśnie jest cud. Oto głowa rodziny, małżonek, tata dowiaduje się, że limit jego szczęścia został wyczerpany, pora zakończyć tę ziemską tułaczkę. Ten, który nie zatracił zdolności do nieustannego dziwienia się otaczającą naturą musiał pogodzić się z jej prawami. Mimo nieskrywanego żalu postanawia zaistnieć w życiu syna poprzez te ostatnie słowa, wprowadzić go w dorosłe życie do realiów, o których mógł przecież tylko mniemać. W liście opowiadając Georgowi historię spotkania z jego matką, próbuje przekazać mu najważniejsze prawdy o ludzkiej egzystencji, o tym co należy cenić, z czego nie rezygnować. Zupełnie bajkowa to opowieść, o dwójce ludzi, którzy stali się jednością. Znamienne jest to, że z tym tekstem jest jak z gwiazdami: to co widzimy na niebie, to w większości tylko światło po nieistniejących ciałach niebieskich, jednak to żywe świadectwo ich obecności. Po ojcu pozostało to przesłanie zapisane na kartkach papieru – klucz do zrozumienia praw loterii, w której uczestniczymy.

Wygląda na tkliwe? Nic podobnego. Bo to nie jest książka o śmierci, a o chęci pozostania między ukochanymi. Dla mnie Gaarder znów powrócił do motywu znanego ze „Świata Zofii” – przecież Jan Olav idealnie wpisuje się w schemat filozofa jaki nakreślił autor, wciąż zachwyca go dzieło stworzenia świata. Norweg odziera ze złudzeń, nie ma ucieczki przed mitycznym przejściem ze świata żywych do wieczności – chciałoby się powiedzieć dura lex sed lex. Nie posługuje się jednak chrześcijańską wiarą w raj. On każe inwestować w chwilę obecną – zatem Carpe Diem!

Jeśli teraz czytacie ten tekst, znaczy to, że wciąż możecie korzystać z paszportu „Obywatela Ziemi”, wciąż dane jest wam podróżować, uszczęśliwiać innych, może dawać życie. „Jesteśmy na świecie tylko ten jeden raz”, wasz czas jeszcze płynie! Lucky you!

Powrót do spisu treści

Dalej