Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu

 

Spotkania literackie

 

Wydawnictwo

pod redakcją Macieja Pinkwarta

 

Nowy Targ 2004


 

Joanna Bucior (Nowy Targ)

 Trzy plagi nie-egipskie

 

Ciekawe ile można dostać za morderstwo. Znając nasz wymiar kary to pewnie dostałabym ze 20 lat, po 10 wyszła za dobre sprawowanie. Co z tego, wyrzuty sumienia i tak nie miną. Na moją duszę na pewno czyhają już pomocnicy właściciela otchłani piekielnych. Co ja plotę?! Nie dość, że miotają mną depresyjne uczucia za sadystyczne i wyrachowane pozbawienia możności istnienia muchy, to jeszcze bzdury opowiadam. Tak czy siak podtopiłam dzisiaj taką jedną Muscę domesticę, a byłby z niej niezły materiał genetyczny. Cholera, będę się smażyć na wieki wieków! Z drugiej strony to musiało ciekawie wyglądać: najpierw biegam ze ścierką nad moim ciastem truskawkowym, potem chlapię wodą takie małe czarne stworzonko, by wreszcie użalać się na jej parszywym losem. Wyciągam encyklopedię. Piszą, że to „synantropijny owad” (mogliby pisać po polsku!) „...ok. 8 mm ...natrętny ...może przenosić choroby...”, to dobra wiadomość – taka okoliczność łagodząca. Ale orderu zasługi chyba nie dostanę. Dopuściłam się muchobójstwa. Mówcie do mnie „killer”. Kara musi nadejść, matka natura tak tego nie zostawi!

                                                                       *

Pechowiec! Przy mnie Jasiek Fasola to farciarz! Dziś rano miałam odebrać ciotkę Hankę z lotniska. Gładko jednak nie poszło. „Dzień dobry, dokumenciki proszę” zatrzymał mnie dziś jeden mundurowy, który zaczaił się na skrzyżowaniu. Ja mu na to, że naturalnie zauważyłam znak STOP, ale dzisiaj poniedziałek, a budzik nie zadzwonił, że babcie mam chorą i w ogóle muszę już jechać, bo mam egzamin na uczelni, a naszej profesorce na pewno nie spodoba się moje spóźnienie..., a on nic. Wyobraźcie sobie, że nie drgnął. No to ja swoje, wszystkich wdzięków używam, produkuje się jak mogę, a on milczy. Nagle mój słowotok został brutalnie powstrzymany przez drugiego, już mniej sympatycznego policjanta...

- Pouczyłeś już panią, że nie należy słuchać walkmena podczas jazdy?

- No właśnie próbuję, ale...

- Żadne ale, należy się...

- Uhm, tak więc chodzi o słuchanie – resztką sił ratowałam sytuację i wykorzystałam talent piosenkarski, o którego istnieniu dowiedziałam się w tym momencie – ja ten tego... lubią panowie Lipnicką? No „...zabij mnie, to nic nie boli..”, nie za bardzo? A może coś innego, mam też T-Love. „...bogaci są fajni i w miarę uczciwi, policja surowo karze złych przestępców” – ups, szybko pożałowałam tego wyboru...

Ale ogłupieli policjanci pokiwali głową dopiero na „chciałem być marynarzem” Krawczyka (Pewnie jakieś niespełnione, dziecięce marzenia. No co, nie wszyscy chłopcy chcą być strażakami!), a że nie posiadam jego płyty w swej kolekcji, grzecznie przeprosiłam i obiecałam, że dostarczę na komisariat takową w najbliższym czasie. Dodałam też, że choć lubię takie pogaduszki o muzyce to naprawdę muszę już lecieć i odjechałam unikając odpowiedzialności. Nie wiem tylko czy przekonał ich mój śpiew (uczciwie mówiąc mój głos nie spełnia ogólnoświatowych norm humanitarnych, a już na pewno narusza konwencje genewskie) czy litość. To był jednak pozorny powrót do równowagi psycho-fizycznej. Z powodu strajku przesiedziałam cztery godziny na krakowskim terminalu, czekając na to aż stewardesy dowoli skorzystają ze swojego konstytucyjnego prawa. Jedna z niezadowolonych kobiet chwyciła mnie nawet za rękę, bym przyłączyła się do ich protestu. Ja osobiście nic przeciw demokracji nie mam, ale dyskretnie odmówiłam, tym bardziej, że moja ciotuchna właśnie pojawiła się na horyzoncie. A powitaniom nie było końca. Oczywiście dostało mi się kolejny raz za to, że nie poszłam w ślady męskiej części mojej rodziny i nie zostałam lekarką. Nie wiem czy przez dwadzieścia dwa lata mojego skromnego życia ktoś z nich zdołał zauważyć, że już w okresie płodowym będąc chromosomem XX sprzeciwiłam się niecnym zamiarom zrobienia ze mnie chirurga. No, już do siebie dochodzę... kilka wdechów... i wydech. Z całą pewnością: konwersacje z rodzinką – powinni tego zabronić!

                                                           *

Teraz siedzę sobie tu w spokoju w moim mieszkanku i tak myślę czy otworzyć list z Sorbony. Dziś wyjątkowo szczęście mi nie sprzyja. Najpierw drobna kompromitacja, potem kolejne zmarnowane przedpołudnie z mojego życiorysu, a na koniec docinki krewnej. To klątwa przeklętej muchy! Wiem, muszę zadośćuczynić krzywdę, którą wyrządziłam. Oto oficjalna wersja mojej oferty:

 

Do rodziny poległej muchy i w ogóle do wszystkich much z mojej okolicy!

Już nigdy, obiecuję (a postanowień nie dotrzymuję tylko wtedy, gdy chodzi o powstrzymanie się od czekolady, ale to tajemnica,) przenigdy nie uszkodzę żadnego owada z waszej paczki (w przypadkach spornych zadecyduje analiza kodu DNA). Co więcej, przyrzekam nie naruszyć dobrego imienia tegoż gatunku.

             Z kondolencjami, były „killer”

            Może chociaż teraz szczęście się do mnie uśmiechnie. Nie proszę przecież by szczerzyło ząbki, wystarczą dobre chęci. No to otwieram!

 

Powrót do spisu treści

Dalej