Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu
Spotkania literackie
Wydawnictwo
pod redakcją Macieja Pinkwarta
Nowy Targ 2004
Elżbieta Samsel-Czerniawska (Świebodzin)
Blisko, bliżej, najdalej
Dwa tysiące czwarty rok. Tym oto sposobem mamy dwudziesty pierwszy wiek. Czy coś się zmieniło? Pozornie nic. Dalej stoją te same domy, jeżdżą może troszeczkę nowocześniejsze auta. Tak samo jak w poprzednim wieku wybuchają wojny, giną ludzie… Słońce wschodzi i zachodzi też tak samo. Księżyc niewzruszenie przechodzi swoje fazy. Rodzą się dzieci, umierają starcy. No, może klimat troszeczkę nam się zmienił i jest jakby cieplej.
Umysły tysięcy naukowców pracują nad ułatwieniem komunikacji międzyludzkiej. Wyniki przechodzą najśmielsze oczekiwania. Kto by pomyślał czterdzieści lat temu o Internecie czy telefonie komórkowym? Ba, telewizor był cudem techniki. Teraz przesłanie obrazu czy dźwięku do miejsca oddalonego o tysiące kilometrów nie stanowi żadnego problemu. Piętnaście lat temu opowiadano kawał o mężczyźnie, który z holu hotelowego dzwonił do Gdańska. Krzyczał przy tym niemiłosiernie, bo tak się kiedyś rozmawiało przy połączeniach międzymiastowych. Zagraniczny turysta, zdziwiony całym tym rwetesem, zapytał recepcjonistę, „Dlaczego ten pan tak krzyczy”. Recepcjonista odpowiedział, „bo rozmawia z Gdańskiem”, na co turysta jeszcze bardziej zdziwiony zapytał „To nie może zadzwonić?” Dzisiaj ten kawał wydaje się lekko nie świeży, i nikogo nie bawi. Bo dzisiaj wspomniany delikwent nie zamawiałby zamiejscowej, nie czekałby godziny na połączenie, tylko wyciągnąłby telefon komórkowy i zadzwonił. Może nawet wspomnianym telefonem zrobiłby sobie zdjęcie i wysłał ukochanej. Czy do Gdańska czy do Australii, różnica jest tylko w cenie, a problem żaden. Wydawać by się mogło, że ludzie są bliżej siebie niż kiedykolwiek wcześniej. Wyciągasz telefon, dzwonisz i po paru sekundach słyszysz głos bliskiej osoby.
Niestety, tak nie jest. Żona rozmawia z mężem częściej przez telefon niż osobiście. Bo mąż pracuje do późna, by zarobić na wszystkie te udogodnienia, do jakich już przecież przywykliśmy. Oczywiście, rozmowa ogranicza się do rzeczy najpilniejszych, bo to kosztuje. On wraca późno z pracy i jest zmęczony, więc idzie spać. Ona ze swoimi troskami i żalami zostaje sama, bo porozmawiać nie ma kiedy.
Na szczęście jeszcze mamy Internet i wszelkiego rodzaju komunikatory. Co robi wspomniana żona? Siada przed komputerem i rozmawia z obcymi osobami. O wszystkim, o czym nie może porozmawiać z osobą najbliższą.
Dwunastolatek, dla którego rodzice nie mają czasu, nie czyta książek, tylko gra. Przy okazji, napisze do losowo wybranej osoby. Takim o to sposobem, mając jeden z najpopularniejszych komunikatorów internetowych dostaję wiadomość:
- Cze poklikamy – pyta numer z komunikatora.
- jasne
- to spoko. Jestesi z warszawy
- nie
- a skont
- z Dąbrówki
- ja z tarnobrzegu. Jak sie nazywasz agata
- Zadajesz pytania, na które sam odpowiadasz
- co słyhaci
- Szum wentylatorka w komputerze.
Koniec rozmowy.
Dwa dni później, koperta oznaczająca początek rozmowy miga. Otwieram.
- Cze - Pisze osoba o tym samym numerze
- Cze
- pamientasz mnie
- jasne
- ja mam cie zapisanoł
- cóż za zaszczyt
- Oki gram musze jusz konczyci pa
- Pa
- Bende puzniej
- Pa.
Po diabła zaczynać rozmowę skoro się nie rozmawia? Zupełnie nie rozumiem. Patrzę na tekst w okienku i coś mi zaczyna świtać. Kto robi takie błędy? Albo mam do czynienia z dzieckiem, które jeszcze nie nauczyło się pisać, albo z dysortografikiem. Odpowiedź przynosi kolejna rozmowa.
- nio jestesi tam
- jesteś piszemy przez „ś” a nie „si”. Jestem.
- Oki
- Na sprawdzianie - jak znalazł
- No co myszko
- No nic myszko
- Gdzie ty mieszkasz bo zapomniałem kotek
- W Dąbrówce.
- Tygrysek
- Możesz z łaski swojej nie topić mnie w miodzie? Zachłysnąć się człowiek może.
- Pszczułka. Maja. Hehe
- Słuchaj myszko, kotku, tygrysku itp. Zasady są proste, albo rozmawiamy po ludzku, albo wcale.
- Oki to poludzku kotku
- Przestań, więc wylewać miód na ekran bo to lubią jedenastoletnie panienki.
- Fajnie ja mam 12
- A ja mam trzydzieści dwa lata, więc sam rozumiesz, że określenia typu kotku, myszko i inne równie słodziutkie są niewskazane a wręcz drażniące.
- jusz cie wykasówuje jak masz 32 lata. Nie znam cie. Wykasuj mnie ze swojej listy.
- Hm uczciwie muszę przyznać, że nigdy na niej nie byłeś.
- Lesbijko. Wal się starucho.
- Co do preferencji seksualnych – z dziećmi nie zwykłam o nich rozmawiać. Co do epitetów – nie robią na mnie wrażenia. Żegnam.
Pozostaje tylko włączyć odpowiednią opcję by dzieciak nie zachlapał mi ekranu wulgaryzmami. Rodzi się pytanie. Co robią rodzice? Zarabiają? Czy tak ciężko dziecku wpoić przyzwoite słownictwo, jakąś kulturę osobistą? Rozumiem, że żyjemy w ciężkich czasach. Tylko czy historia zna lekkie? Takie, w których wszystkim było miło i przyjemnie? Nie zna, a jednak naszym dziadkom obce było wulgarne słownictwo. Tak rzadko młodzież w wieku szkolnym czuje potrzebę pracy nad sobą. Ogłupiające gierki stały się priorytetem. Mało tego -stały się swoistego rodzaju lekarstwem. Na nudę, na niechęć, na tłumienie własnych potrzeb, na brak kontaktu z rodzicami. Chęć rozmowy zaspokajają światłowody.
Jak to się dzieje, że komunikacja międzyludzka, tak łatwa, tak powszednia, której zadaniem było zbliżać ludzi, oddala ich od siebie? Internet w końcu ma tę dobrą stronę, że czujemy się anonimowo. Możemy być Kopciuszkiem równie dobrze jak księciem Walii. Nikt nie powie „Ojej, jakiego masz pryszcza na nosie”. Sąsiadce nie powiemy: „Wie pani, zdradza mnie mąż”, a obcej osobie… Dlaczego nie? Zawieramy pseudo przyjaźnie, rozmawiamy mniej, lub bardziej intymnie, podczas gdy za ścianą może jest ktoś, kto nas potrzebuje. Z kim mieliśmy rozmawiać do grobowej deski.
Mam spore grono przyjaciół, z którymi spotykam się regularnie. Rozmawiamy ze sobą dość często i zawsze znajdzie się ciekawy temat, na który mamy coś do powiedzenia. Coś mądrego do powiedzenia! Moje potrzeby pod tym względem są zaspokojone, choć ostatnio trafiłam w Internecie na osobę, z którą warto porozmawiać. Miło jest wymienić się opinią na temat wspólnych zainteresowań. Miło jest czegoś się nauczyć. Miło jest znaleźć złoty środek. Oddzielić rzeczywistość od rzeczywistości wirtualnej. Miło jest wykorzystać środki komunikacji międzyludzkiej do tego, do czego zostały stworzone - do zbliżania ludzi!