Maciej Pinkwart
Zakopiańskim szlakiem Karola Szymanowskiego
Pierwsze pobyty w Zakopanem
Jarosław Iwaszkiewicz datuje pierwszy przyjazd Szymanowskiego
do Zakopanego na rok 1894 lub wcześniej. August Iwański
wspomina, iż poznał Karola w Zakopanem w 1897 roku.
Którąkolwiek datę byśmy przyjęli za pierwszą, faktem jest,
iż kilkunastoletni Szymanowski zetknął się z Zakopanem w
bardzo interesującym okresie rozwoju uzdrowiska.
W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku okrzepły
już podstawy ekonomiczne Zakopanego, kształtowane przez wpływy
z taks klimatycznych, wpłacanych przez blisko cztery tysiące
gości, przyjeżdżających pod Tatry rocznie, a w zasadzie tylko
latem, jako że sezony zimowe, tak ponoć zdrowe dla chorych na
płuca, dopiero zaczynały być wprowadzane w Zakopanem. Jeszcze
nie znano przyjemności narciarskich - przecież dopiero w 1894
roku Stanisław Barabasz z Janem Fischerem odbyli pierwszą w
Tatrach wycieczkę na egzotycznych wówczas nartach! Rozwijała
się natomiast letnia turystyka tatrzańska i coraz więcej
górali zarabiało na przewodnictwie.
Nie żył już "król
Tatr" - otoczony legendami doktor Tytus Chałubiński. Od
kilku lat mieszkał przy Przecznicy (dziś ulica Witkiewicza)
malarz, krytyk sztuki i pisarz - Stanisław Witkiewicz. On to
pierwszy podjął udaną próbę przekształcenia góralskiego w narodowe,
tworząc na bazie autentycznego ludowego budownictwa i zdobnictwa
podhalańskiego swoisty styl zakopiański, będący artystycznym
przekształceniem sztuki ludowej. W latach dziewięćdziesiątych
działalność Witkiewicza przynosiła coraz piękniejsze efekty:
w 1892 roku Maciej Gąsienica Józkowy, Józef Kaspruś Stoch -
późniejszy budowniczy "Atmy" - i inni budarze
wznieśli według projektu Witkiewicza przy ulicy Kościeliskiej
wille o nazwie "Koliba" dla ziemianina z Ukrainy,
Zygmunta Gnatowskiego. Było to pierwsze praktyczne wykorzystanie
projektów Stanisława Witkiewicza. Wkrótce domów takich
powstało więcej, a ukoronowaniem tego rodzaju budownictwa była
wzniesiona w 1897 roku na Kozińcu willa rodziny Pawlikowskich -
"Dom pod Jedlami" oraz wybudowana w latach 1904-08 dla
rodziny Uznańskich kaplica w Jaszczurówce.
W połowie lat dziewięćdziesiątych działało już kilka
stowarzyszeń społecznych i kulturalnych, w tym założone w
1894 roku Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" i
Towarzystwo Szkoły Ludowej oraz nieco wcześniejsze Towarzystwo
Muzyczne. Uzdrowiskiem rządziła pochodząca głównie z
nominacji Komisja Klimatyczna oraz wyłoniona w drodze wyborów
Rada Gminna. Sławny "apostoł Zakopanego", pierwszy
proboszcz pod Giewontem - Józef Stolarczyk zmarł w 1893 roku, a
jego następca, ksiądz Kazimierz Kaszelewski borykał się z
budową murowanego kościoła przy Krupówkach.
Jak jechali Szymanowscy z Tymoszówki do Zakopanego? Z
pewnością długo. Siedem wiorst końmi do stacji kolejowej,
potem z licznymi przesiadkami do Lwowa, a dalej
- do Krakowa, gdzie na Kleparskim Rynku
wynajmowano za dwanaście reńskich dwukonną, a za osiem -
jednokonną bryczkę i przez dwa dni, z noclegiem w Zaborni
lub w Nowym Targu jechano do Zakopanego.
Tutaj podróżni albo zajeżdżali do biura Komisji Klimatycznej
(popularnie zwanej "Klimatyką"), czyli zarządu
uzdrowiska, po adres godziwego gospodarza, albo szukali znajomych
czy umówionych listownie gazdów, albo też skazani byli na
korzystanie z przypadkowego pośrednika.
Gdzie mieszkali Szymanowscy podczas pierwszych pobytów w
Zakopanem? Jarosław Iwaszkiewicz przypuszcza, że Anna
Szymanowska z dziećmi jeździła do swej siostry Heleny z
Taubów, która w 1890 roku wyszła za mąż za doktora medycyny,
Kazimierza Kruszyńskiego. Doktor Kruszyński sezonowo ordynował
w Zakopanem Według meldunku z 1890 roku, wuj Szymanowskiego
zamieszkiwał przy ulicy Krupówki 18. Może tam
więc - w okolicy dzisiejszego hotelu "Gazda", należy
poszukiwać pierwszej, nie istniejącej dziś zakopiańskiej
siedziby Karola Szymanowskiego?
Pewności nie ma. Od 1888 roku co prawda Wydział Gospodarczy
Stacji Klimatycznej (czyli, na dzisiejszą terminologię
przekładając - dyrekcja uzdrowiska) publikował Listę
gości przybyłych do Zakopanego, ale nazwiska
Szymanowskiego czy jego bliskiej rodziny na listach tych w XIX
wieku niema. Może po prostu się nie meldowali, zajeżdżając
do bliskich? Jako rodzina lekarza Szymanowscy mogli być
zwolnieni z opłat klimatycznych, więc i ewidencji mogli ujść.
Przyjmijmy więc za Jarosławem Iwaszkiewiczem, że Karol
Szymanowski po raz pierwszy gościł w Zakopanem latem 1894 roku,
mieszkając przy Krupówkach. Co widział, czym zajmował się
pod Giewontem dwunastoletni "Katot", jak nazywali go
najbliżsi?
W trafikach i biurze "Klimatyki" sprzedawano po 35
centów egzemplarze "Gońca Tatrzańskiego" - wydanie
dla inteligencji i osobne dla górali, redagowane przez
orientalistę, dziennikarza, podróżnika i fantastę - Jana
Grzegorzewskiego. Jako wydawca czwartego już z rzędu pisma
zakopiańskiego figurował Bartłomiej Obrochta z Polan - słynny
"Bartuś": przewodnik, budarz i przede
wszystkim muzyk, który niedawno z Chałubińskim po
tatrzańskich perciach z muzyką chodził, samego Paderewskiego
natchnął do skomponowania Album Tatrzańskiego, a i panu Janowi
Kleczyńskiemu przygrywał, który to Bartusiowe granie wydał w
"Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego". Karol Album
Tatrzańskie grywał, "Pamiętnik" czytywał, a
nawet jedną z opublikowanych tam melodii (prawda, że
całkowicie niepodobną do góralskiego oryginału) wykorzystał
jako temat do skomponowanych parę lat później Wariacji na
polski temat ludowy op. 10, nazywanych przezeń czasem
Wariacjami zakopiańskimi. To pierwszy trop góralszczyzny w
twórczości Szymanowskiego, trop bardzo jeszcze niewyraźny.
"Redaktor" Bartuś kilkanaście lat później stał
się jednym z głównych "profesorów" góralskiej
edukacji Szymanowskiego.
"Goniec Tatrzański" w wydaniu lipcowym z 1894 roku
donosił:
Odczyt Henryka Sienkiewicza na dochód budowy kościoła
zakopiańskiego odbędzie się w tych dniach. Treścią odczytu -
jeden z końcowych rozdziałów powieści "Quo vadis?"
("Spalenie Rzymu")...
W tej największej "bombie" letniego sezonu, jaką
stała się zakopiańska premiera powieści, w dziesięć lat
później nagrodzonej Noblem, uczestniczyli wszyscy ówcześni
letnicy. Może i w innych imprezach brał udział młody gość z
Ukrainy? Koncerty, deklamacje, odczyty, wieczorki
teatralno-muzyczne, nawet bale i słynne zakopiańskie
"reuniony" odbywały się wówczas w Dworcu
Tatrzańskim, wybudowanym w 1882 roku przez Towarzystwo
Tatrzańskie - dla wygody i rozrywki członków T.T.
Dworzec
(niewątpliwy rusycyzm, od słowa dwariec), a jak inni mawiali -
Dwór, czy Kasyno Tatrzańskie - mieścił się przy Krupówkach,
w miejscu, gdzie dziś znajduje się siedziba Zarządu Oddziału
Zakopiańskiego PTTK (ulica Krupówki 12, obok
Muzeum Tatrzańskiego). Na estradzie kasyna występowali m.in.
aktorka Helena Modrzejewska, pianiści Ignacy Paderewski i
Aleksander Michałowski, skrzypek Fritz Kreisler. Tutaj
debiutował - jako skrzypek - szesnastoletni Mieczysław
Karłowicz i tutaj coroczne sierpniowe recitale miał jego
nauczyciel Stanisław Barcewicz, słynny wykonawca utworów
Henryka Wieniawskiego. Tutaj mieli autorskie literaci, odczyty
politycy, tu występowali prestidigitatorzy i tu spotykali się
goście i mieszkańcy Zakopanego. Obok sali widowiskowej
mieściły się biura Towarzystwa Tatrzańskiego, wypożyczalnia
sprzętu turystycznego i cenna biblioteka górska. Niestety, na
Balu Wszechstanów w styczniu 1900 roku na skutek nieumiejętnego
napełniania naftą lampy przez podochoconych gości wybuchł
pożar, który strawił doszczętnie pierwszy zakopiański
ośrodek kultury. Odbudowano go po kilkuletniej dyskusji.
Wzniesiony w 1903 roku nowy, murowany Dworzec Tatrzański stoi do
dziś, ale tradycje dawnego kasyna już się w nim nie
odrodziły.
Poza Dworcem Tatrzańskim mogli Szymanowscy słuchać muzyki
także podczas koncertów na świeżym powietrzu, dawanych w
pogodne dni przez orkiestrę krakowskiego Stowarzyszenia
Przyjaciół Muzyki "Harmonia", zaangażowaną przez
Komisję Klimatyczną na letni sezon gwoli uprzyjemnienia
gościom pobytu w Zakopanem. Muzykowała ona na terenie tzw.
parku klimatycznego, który mieścił się pod Antałówką,
w błotnistym lasku, wydzierżawionym od właściciela dóbr
zakopiańskich, hrabiego Władysława Zamoyskiego. Własną
szkółkę muzyczną prowadziło przy straży pożarnej na ul. Kościeliskiej
Towarzystwo Muzyczne. Zarówno zresztą sezonowe koncerty, jak i
umuzykalnienie mieszkańców - to, tak jak wiele innych
zakopiańskich przedsięwzięć, inicjatywa doktora Tytusa
Chałubińskiego i Towarzystwa Tatrzańskiego, które od 1874
roku w swoim "kasynie", mieszczącym się początkowo w
domu Józefa Krzeptowskiego przy ulicy Kościeliskiej, potem u
Jana Krzeptowskiego przy Krupówkach,
dysponowało fortepianem i organizowało koncerty w wykonaniu
przebywających w Zakopanem artystów. Z instrumentu korzystali
też nudzący się podczas deszczowej pogody letnicy.
Jeden z "głośniejszych" publicznych występów
muzycznych odbył się w Zakopanem w 1877 roku, kiedy to przy
okazji poświęcenia domu Walerego Eljasza przy Krupówkach -
pierwszego domu, wzniesionego w Zakopanem przez przybysza -
grała orkiestra, utrzymywana przez... dyrekcję huty w
Kuźnicach.
Nie mamy żadnych dowodów na to, że kilkunastoletni Szymanowski
zetknął się w ogóle z autentyczną muzyką góralską, a
cóż dopiero, że ją polubił. Brak na ten temat wzmianek tak w
korespondencji kompozytora, jak i we wspomnieniach jego licznych
przyjaciół. Niemniej jednak jest to bardzo prawdopodobne;
pomijając już fakt, że trudno do dziś spędzić w nawet tak
bardzo "zceprzonym" Zakopanem tydzień nie słysząc
choćby w sobotę śpiewu podochoconych górali - w końcu XIX
wieku folklor góralski był już, niestety, obiektem
teatralizacji i przedmiotem handlu. Od 1897 roku działała z
inicjatywy Marii i Bronisława Dembowskich "Gospoda
Ludowa", gdzie przyjezdni, za drobną opłatą, mogli
przysłuchiwać się muzyce i oglądać tańce góralskie. Może
i Szymanowscy mieli okazję słuchać tej muzyki, wówczas wcale
zresztą nie będącej przedmiotem chłopomańskich uniesień.
Jeden z uczestników słynnych wypraw tatrzańskich doktora
Chałubińskiego, Bronisław Rajchman, tak opisywał swe
wrażenia:
Sabała, usadowiwszy się na przednim siedzeniu, opierając
się o p. Ludwika (Chałubińskiego, syna Tytusa - MP), rzępolił
do ucha od chwili wyjazdu. Grał jakąś ulubioną melodię dra
Chałubińskiego, która na mnie takie wrażenie sprawiała, jak
gdyby mi kto uszy zgrzebłem pocierał, lub jak gdybym na
własnej grzesznej skórze obsuwał się po ostrej skale [...].
Muzyka ta, dodał w końcu Profesor, wydaje się panom zapewne
dość nieprzyjemną, gdyż składa się z mnóstwa dysonansów,
ale upewniam was, że się do niej przyzwyczaicie, a wtedy
odkryjecie w niej pewną oryginalną piękność. Wiedząc, że
Profesor nic na wiatr nie mówi, nie protestowałem przeciw temu.
Nie przeszkodziło mi to jednak pomyśleć w duchu - zanim
słońce wejdzie, rosa oczy wyje.
Tak czy inaczej - pierwszy ów pobyt, czy może raczej pierwsze,
XIX-wieczne pobyty Szymanowskiego w Zakopanem miały charakter
turystyczno-rozrywkowy, a ich genezą była przede wszystkim moda
na Zakopane i, być może, jak przypuszczał historyk medycyny,
Roman Talewski, mniej czy bardziej uświadamiane sobie przez
rodzinę zagrożenie organizmu Karola gruźlicą.
Następne ślady pobytu Szymanowskiego w Zakopanem są też
dosyć zagmatwane. Odnajdujemy je w pamiętnikach z
młodzieńczego okresu życia wielkiego pianisty i przyjaciela
Karola Szymanowskiego - Artura Rubinsteina. Opisuje on, jak
przebywając w gościnie u swych przyjaciół Wertheimów (w
oryginale pamiętników - Harmanów) w zakopiańskiej willi "Władysławka"
(później znanej jako "Czerwony Dwór";
dziś przy ulicy Kasprusie 27) poznał
przysłuchującego się potajemnie jego fortepianowym ćwiczeniom
młodego studenta medycyny, a zarazem skrzypka-amatora,
Bronisława Gromadzkiego. On to właśnie opowiedział
Rubinsteinowi o swym przyjacielu ze szkoły muzycznej Neuhausów
w Elizawetgradzie, Karolu Szymanowskim i pokazał kilka jego
młodzieńczych kompozycji. W efekcie nazajutrz Rubinstein
napisał do Szymanowskiego entuzjastyczny list, wyrażając
podziw dla nowo poznanych kompozycji i nadzieję na szybkie
poznanie ich autora.
Po kilku czy kilkunastu dniach wielcy artyści spotkali się na
zakopiańskim dworcu, zaprzyjaźnili w willi przy Kasprusiach, a
przyjaźń ta miała przetrwać przez lat kilkadziesiąt i
zaowocować wieloma utworami fortepianowymi Szymanowskiego,
dedykowanymi Rubinsteinowi.
Tylko drobiazg: kiedy to było?
Według pamiętników Artura Rubinsteina - latem 1904 roku. Ale
jednocześnie mistrz cytuje wypowiedź Gromadzkiego, iż Karol
Szymanowski tylko co stracił ojca - a wiemy, że było to w 1906
roku!
Sądzić można, że Rubinstein wiernie podaje datę i
większość okoliczności tego spotkania, natomiast niesłusznie
ubiera Szymanowskiego w żałobne szaty. Bowiem i sam kompozytor
w jednym z listów - co prawda z późniejszego okresu życia -
datuje owo spotkanie na czas przed śmiercią ojca. Rozstrzyga
sprawę list Henryka Neuhausa do rodziców, opisujący pobyt
Szymanowskiego w Bayreuth w 1904 roku, po którym to pobycie
Karol pojechał do Zakopanego do swych polskich przyjaciół. A o
pobycie Rubinsteina w tymże roku pod Giewontem donosił 14
sierpnia 1904 roku "Tygodnik Zakopiański":
Koncert na cel dobroczynny
Nieliczna publiczność zebrana w sali
"Morskiego Oka" na koncercie dnia 9 b.m. miała
sposobność usłyszeć utalentowanego, imponującego przede
wszystkim techniką pianistę p. Rubinsteina, który wypełnił
większą część programu koncertu. Najgoręcej oklaskiwano
poloneza As-dur Chopina i rapsodię Lista. Pani Wertheimowa
ładnym głosem odśpiewała pieśni Żeleńskiego i inne.
Resztę wypełniła deklamacja artystów teatr.[alnych], p.
Laskowskiej i p. Krzemińskiego, który musiał bisować
"Piosenkę pijaka", wobec hucznych oklasków.
Inna rzecz, że sam Rubinstein w pamiętnikach podaje, iż
koncert ten nie był wcale przedsięwzięciem dobroczynnym,
przeciwnie - dochód zeń umożliwił artyście wyjazd do
Paryża, co zapoczątkowało jego olśniewającą karierę.
Twierdzi też, że sala była przepełniona, sukces pełny, a o
udziale w imprezie swojej przyjaciółki Wertheimowej i
deklamatorów nie pisze wcale.
Jak było naprawdę? Uwierzmy Rubinsteinowi! Uwierzmy i do
długiej listy zasług Zakopanego dla kultury polskiej dopiszmy i
to, że triumfalny i zyskowny koncert w "Morskim Oku"
umożliwił - no i rozpoczął - pełen sukcesów pochód
pianisty przez estrady świata.
Jeśli więc Szymanowski poznał Rubinsteina w sierpniu 1904 roku
w Zakopanem, to przebywał wtedy pod Giewontem zaledwie kilka czy
kilkanaście dni, mieszkał u Bronisława Gromadzkiego (przy
Kościeliskiej? Przecznicy?), wyjechał razem z Rubinsteinem, by
wrócić do Zakopanego jeszcze w tym samym roku. Na urzędowej
liście gości, publikowanej przez dwutygodnik "Przegląd
Zakopiański", a obejmującej meldunki z okresu między 10 a
31 grudnia 1904 roku, znajdujemy po raz pierwszy nazwisko Karola
Szymanowskiego, który przybył do Zakopanego z Kijowa i
zamieszkał przy Przecznicy 23 (obecnie ulica Witkiewicza).
Trafił Szymanowski na okres ożywienia kulturalnego i
towarzyskiego w uzdrowisku, mimo iż oficjalny sezon zakończył
się dawno. Jesienią wznowiono wydawanie zawieszonego uprzednio
przez rok najlepszego z zakopiańskich czasopism -
"Przeglądu Zakopiańskiego". Stale mieszkał wtedy w
Zakopanem Stefan Żeromski, który poświęcał wiele czasu i
energii na przekształcenie istniejącego od kilku lat
towarzystwa "Czytelni Zakopiańskiej" w Bibliotekę
Publiczną. Starania te uwieńczone zostały sukcesem, ale by
nowej placówce stworzyć solidniejsze podstawy bytu, w
listopadzie 1904 r. Żeromski zainicjował cykl sobotnich
wieczorów literacko-muzycznych w siedzibie Biblioteki, podczas
których odczytywano patriotyczne utwory literackiej
najwybitniejszych polskich pisarzy, a także grywano utwory
muzyczne wielkich kompozytorów. Nie stroniono także od innych
źródeł dochodu. Oto w noworocznym numerze z 1905 roku
"Przegląd" w Wiadomościach bieżących donosił:
Zabawa, urządzona d.[nia] 31 grudnia na korzyść Biblioteki
Publicznej powiodła się w zupełności. Już to samo, że do
protektorów, ze względu na cel, zaliczono tak znanych jak
Stefan Żeromski, Tadeusz Miciński, Władysław Reymont, Leon
Wyczółkowski, czyniła zabawę niezwykle interesującą dla
wszystkich. W połączonym z zabawa koncercie przyjęli udział
artyści: p. Marya Colignon-Szymańska, śpiewaczka, p. St.
Pichor, skrzypek, oraz pianiści p. Szymanowski, p. Br. Danek i
Dr Łuczyński. "Wróżka kwiatów" - pantomima,
odegrana przez przebrane za leśne kwiaty panie i panienki
wypadła bardzo malowniczo. Jakim był nastrój licznie
zgromadzonej publiczności, świadczy samorzutnie powstały,
owacyjny wyraz uznania złożony pp. Żeromskim.
Może kogoś dziwić udział Karola Szymanowskiego w
"programie artystycznym", w którym było i mydło i
powidło, a jego występ pewno zaginął między niespecjalnie
sławnymi kolegami a żywym obrazem, co zresztą w sumie było
tylko niezbędnym dodatkiem do sylwestrowej zabawy. Ale przecież
rzecz działa się pod patronatem sławnego Żeromskiego, do
którego kompozytor od dawna żywił szacunek i sympatię. A
Szymanowski był wówczas człowiekiem młodym, na pewno duchowo
bliższym komponowanym wspólnie z bratem Feliksem w Tymoszówce
operetkom i kabaretom niż późniejszym symfoniom i oratoriom.
Biblioteka Publiczna w Zakopanem, działająca
do dziś i obecnie nosząca imię swego założyciela, Stefana
Żeromskiego, mieściła się wówczas w nie istniejącej już
willi "Polanka" przy górnych Krupówkach. Dziś w tym
miejscu, na skrzyżowaniu ulic Zamoyskiego i Makuszyńskiego,
znajduje się bardzo lubiana restauracja "Gabi".
Biblioteka kontynuowała tradycje wielce zasłużonej dla
Zakopanego "Czytelni Zakopiańskiej", założonej w
1899 roku przez redaktora "Przeglądu", Dionizego Beka
i twórcę pierwszego w Zakopanem (a bodaj i na ziemiach
polskich) sanatorium przeciwgruźliczego - doktora Mariana
Hawranka. Nie tylko wypożyczano w "Polance" książki
i prowadzono czytelnię czasopism; odbywały się tam też rauty
literackie z udziałem takich sławnych
"zakopiańczyków" jak Sienkiewicz, Reymont,
Przybyszewski, Kasprowicz, Żeromski. Tam też odbyły się
pierwsze pod Giewontem wystawy obrazów: w roku 1901 indywidualna
Abrahama Neumana i w 1902 roku zbiorowa. Na tejże właśnie
wystawie w "Czytelni" dwoma litewskimi pejzażami
debiutował w Zakopanem siedemnastoletni wówczas Stanisław
Ignacy Witkiewicz. Tam też prowadzono wykłady uniwersytetu
ludowego i organizowano kameralne koncerty. Słowem, było to
drugie, po spalonym Dworcu Tatrzańskim, miejsce zakopiańskich
debiutów. Debiut Szymanowskiego wszakże w owym czasie
przeszedł bez większego echa, podobnie jak inny występ - na
dochód Stowarzyszenia Pomocy Bratniej Uczącej się Młodzieży
Polskiej. Anonsujący to wydarzenie "Przegląd
Zakopiański" z 15 stycznia 1905 roku donosił, że
głównym źródłem dochodu będzie tu zabawa urozmaicona [...] koncertem,
w którym wezmą udział pp. R. Kirkorowa, Ratyńska, Szymanowski
i Baranowski.
Rok 1904 był bardzo istotny dla kształtowania się stosunku
Szymanowskiego do Zakopanego i ludzi, z tą miejscowością
związanych. Wiemy już, że poznał tu wówczas Rubinsteina. Dla
Żeromskiego, z którym także zawarł wtedy bliższą
znajomość - zgodził się wystąpić na koncercie. Poznał też
osobiście poetę Tadeusza Micińskiego, do którego wierszy
właśnie w latach 1904-05 napisał cykl czterech pieśni,
Micińskiemu zresztą dedykowanych. W Zakopanem w 1904 roku
skomponował fugę, kończącą I sonatę fortepianową,
zadedykowaną Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi.
Ta znajomość także rozpoczęła się latem 1904 roku w
Zakopanem, a burzliwe jej dzieje w dużej mierze łączą się
właśnie z tą miejscowością. Przyjaźń Szymanowskiego z
Witkacym szybko pogłębiła się do tego stopnia, że wkrótce
po zakopiańskim sylwestrze organizowanym przez Żeromskiego obaj
artyści podjęli decyzję o wspólnym wyjeździe za granicę. W
marcu i kwietniu 1905 roku podróżowali po Włoszech i ta
wspólna podróż w dużej mierze wpłynęła na ukształtowanie
się całego okresu w twórczości Szymanowskiego, okresu
fascynacji kulturą śródziemnomorską.
Latem 1905 roku zakopiańska publiczność najprawdopodobniej po
raz pierwszy miała okazję usłyszeć utwory Karola
Szymanowskiego - obok dzieł kameralnych jego przyjaciół z nowo
utworzonej wówczas pod patronatem księcia Władysława
Lubomirskiego Spółki Nakładowej Młodych Kompozytorów
Polskich znanej powszechnie jako grupa "Młoda Polska w
Muzyce". W skład tej grupy, poza Karolem Szymanowskim,
wchodzili: Grzegorz Fitelberg - znakomity dyrygent, w
przyszłości jeden z głównych popularyzatorów dzieł
Szymanowskiego, w owym czasie sam komponujący i grający na
skrzypcach, a także Ludomir Różycki i Apolinary Szeluta.
Fitelberg, Różycki i Szeluta spędzili sierpień w Zakopanem,
wykorzystując niezbyt pogodny czas na zawarcie bliższej
znajomości z mieszkającym w willi "Fortunka" na
Bystrem Mieczysławem Karłowiczem, który wyraził wówczas
zgodę na zamanifestowanie łączności z "Młodą
Polską" poprzez włączenie jednego ze swoich utworów do
projektowanego koncertu symfonicznego Spółki. Komponował
właśnie Odwieczne Pieśni, utwór najbardziej może wiązany
(przez krytyków i muzykologów) z Tatrami i ten poemat
symfoniczny postanowił włączyć do koncertu swoich młodszych
kolegów. Nastąpiło to jednak dopiero z początkiem 1907 roku.
Powszechnie uważa się, że pierwsza publiczna manifestacja
grupy "Młoda Polska w Muzyce" odbyła się 6 lutego
1906 roku w Filharmonii Warszawskiej. Tymczasem jednak
"Młoda Polska" debiutowała o pół roku wcześniej w
Zakopanem. Jeden z członków Spółki, Apolinary Szeluta,
wspominał:
W Zakopanem, w często odwiedzanym przez nas,
początkujących kompozytorów, domu znanego estety i malarza
Stanisława Witkiewicza, powstała myśl urządzenia pierwszego
koncertu kompozytorskiego. Na tym koncercie, który się odbył w
Zakopanem w sali hotelu "Stamara", wykonałem po raz
pierwszy szereg preludiów Karola Szymanowskiego. Katot wówczas
nie był obecny w Zakopanem. Cały dochód z tego koncertu
poświęciliśmy na wydawnictwo utworów kompozytorów
"Młodej Polski w Muzyce".
Ludomir Różycki zaś, opisując w liście do Zdzisława
Jachimeckiego ów koncert pisze, że wówczas pierwszy raz
zostały wykonane publicznie kompozycje Szymanowskiego i Szeluty.
Należy więc przyjąć, że wówczas z kolei Zakopane stało
się miejscem debiutu Szymanowskiego - kompozytora.
Z dochodu, uzyskanego na tym koncercie, wydano potem drukiem Sonatę
skrzypcową Grzegorza Fitelberga.
Dalszy ciąg zakopiańskiego życiorysu Karola Szymanowskiego
miał charakter dramatyczny i także związany był z rodziną
Witkiewiczów. Z końcem 1913 roku w Zakopanem było rojno i
gwarno. Niezwykle aktywną działalność, zwłaszcza w
dziedzinie kultury, rozwijała powołana niedawno Sekcja
Przyjaciół Zakopanego Towarzystwa Tatrzańskiego. "Kurier
Warszawski" w korespondencji Władysława Łady nazwał po
raz pierwszy Zakopane zimową stolicą Polski - do tej pory
uzdrowisko pod Giewontem uchodziło za stolicę letnią. Zimą
rzeczywiście napływ gości był ogromny. Zjechali narciarze i
politycy (czasem - jak np. Ignacy Daszyński - w jednej osobie),
pisarze, malarze, muzycy i filozofowie.
Artur Rubinstein był w Zakopanem już latem 1913 roku, mieszkał
wtedy u Anieli Zagórskiej w "Konstantynówce"
przy ulicy Jagiellońskiej. Dom ten gromadził
wówczas wielu wybitnych ludzi: na obiadach bywali tu Stefan
Żeromski, Leopold Staff i Józef Piłsudski. Mieszkał tu
również przez trzy miesiące w 1914 roku Józef Conrad
Korzeniowski, bliski kuzyn Zagórskich.
Rubinstein upodobał sobie Zakopane - ponownie tu latem
koncertował i powrócił w grudniu 1913 roku, tym razem do willi
"Nosal" na Bystrem,
pensjonatu prowadzonego przez matkę jego zakopiańskiego
przyjaciela, Marię Witkiewiczową. Tam, na sześć tygodni
"zainstalował się" Karol Szymanowski.
Pobyt Rubinsteina u Witkiewiczów nie zaznaczył się widać
niczym szczególnym, gdyż nie odnotował go nawet w swoich
pamiętnikach. Jednakże wiemy z innych źródeł, że dwukrotnie
wtedy w Zakopanem występował (2 stycznia 1914 roku, w sali
"Morskie Oko", i 14 - ? - lutego, na cel
dobroczynny, dla pacjentów sanatorium Kazimierza Dłuskiego w Kościelisku),
grając utwory i Bacha, Mozarta, Beethovena, Rachmaninowa,
Skriabina i oczywiście Chopina. Być może kilkutygodniowy
odpoczynek pomiędzy serią koncertów w Warszawie i Łodzi, a
męczącym tournée w Rosji nie był wart takiej wzmianki. Pobyt
Szymanowskiego w Zakopanem okazał się zupełnie inny.
"Nosal" znajdował się vis á vis swego
górskiego imiennika w miejscu, gdzie dziś mieści się
portiernia Sanatorium Dziecięcego przy ulicy Balzera 15.
Willę, która spłonęła podczas pożaru w 1927 roku, około
1910 roku budował Stanisław Zubek dla rodziny Cieślów. Był
to niewielki, piętrowy budynek w typowo
"pensjonatowym" stylu, podobny do "Atmy".
Maria Witkiewiczowa była jedną z najbardziej zapracowanych
kobiet Zakopanego. Absolwentka Konserwatorium Warszawskiego,
pianistka i nauczycielka muzyki, autorka wydanego w Krakowie w
1894 r. podręcznika gry na fortepianie (z małym Witkacym,
grającym na pianinie, na okładce) - od zamieszkania z mężem w
Zakopanem zmuszona była do zarabiania na utrzymanie całej
rodziny: publikacje i obrazy Stanisława Witkiewicza przynosiły
nikłe dochody, zaś rozchwytywane i niezwykle pracochłonne
projekty domów, sprzętów czy zdobień w stylu zakopiańskim
Witkiewicz często wykonywał za darmo. Słabe zdrowie
Witkiewicza, w ostatnim okresie życia wymagające sanatoryjnych
kuracji za granicą, stwarzało problemy finansowe niemal nie do
pokonania. Witkiewicz-syn więcej wydawał niż zarabiał, a
"Firma Portretowa Witkacy" jeszcze nie zaczęła
funkcjonować. Na leczenie Witkiewicza-ojca składała się cała
rodzina i przyjaciele, na utrzymanie wszystkich musiała
zapracować Mama. Udzielała lekcji gry na fortepianie,
prowadziła naukę śpiewu chóralnego, uczyła w szkole dla
dziewcząt w Kuźnicach, hodowała drób i prowadziła
pensjonaty. Pierwszym z nich był właśnie "Nosal".
W nie najlepszym nastroju Karol Szymanowski przyjechał już do
Zakopanego. Może wpływał na to zły stan zdrowia, gdyż pisał
z początkiem 1914 roku do swego wiedeńskiego wydawcy: Zainstalowałem
się na sześć tygodni w kurorcie Zakopane, ponieważ czuję
się niezupełnie dobrze. Mimo ożywionego ruchu
artystycznego, wielkiego zjazdu elity kulturalnej i przebywania w
towarzystwie bliskich przyjaciół - Artura Rubinsteina i
Stanisława Ignacego Witkiewicza także i w Zakopanem nie czuł
się najlepiej. 20 stycznia 1914 roku pisał do Stefana Spiessa:
Jestem już, jak widzisz, w Zakopanem. Ładnie tu i
przyjemnie, ale nie wiem, jak długo tu wytrzymam, gdyż
atmosfera wydaje mi się dziwnie obca, pomimo, że elita polska
tu obecna, więc Żeromski, Miciński etc, etc. Każdego z osobna
strasznie lubię - Żeromskiego nawet więcej niż lubię, ale
razem wytwarzają ciężką atmosferę, wobec której chce mi
się powiedzieć wraz z Zarathustrą: von allen diesen höheren
Menschen wird schwer die Luft (przez tych wszystkich
wielkich ludzi staje się ciężkim powietrze). Dotychczas
byłem z Arturem i było mi z nim dobrze, ale on dziś wyjechał
i ja też straszną mam ochotę zemknąć do Wiednia! (wstydzę
się tego!).
Pewien czas spędził wtedy w Zakopanem także i starszy brat
Karola, Feliks Szymanowski, zamierzała zjechać pod Giewont
poetyzująca Zofia, najmłodsza z sióstr, zafascynowana osobą i
twórczością Tadeusza Micińskiego.
"Felcio" bawił się wesoło w Zakładzie Dra Chramca,
ale z początkiem lutego wyjechał. Zioka nie przyjechała i
Karol pozostał sam na sam z ciężką atmosferą Zakopanego.
Ciężka atmosfera - to określenie zapewne bardziej dotyczyło
samej willi "Nosal" niż całego Zakopanego. Do jej
prowincjonalnego świata nagle ze świata, z "wielkiego
świata", zjechało dwóch sławnych artystów. Pędziwiatr
- Rubinstein błysnął jak meteor, zachwycił wszystkich i
zniknął. A Szymanowski pozostał. Młody,
trzydziestojednoletni, przystojny, nadzwyczajnie elegancki i
miły, sławny już w świecie muzycznym kompozytor, twórca
dwóch symfonii, jednej opery, wielu utworów kameralnych.
Był w willi "Nosal", rzecz jasna, także Witkacy.
Dziwak, nierzadko męczący w towarzystwie, świadomie
wytwarzający wokół siebie atmosferę duszności, perwersji,
niebezpieczeństwa. Genialny, zapewne - ale o tym jeszcze
wówczas mało kto wiedział, nawet najbliżsi. I Witkacy był
oficjalnie zaręczony.
Jadwiga Janczewska, lecząca się w owym czasie w sanatorium
doktora Dłuskiego na gruźlicę, a mieszkająca w willi
"Jambór" przy Drodze do Białego, była młoda,
wrażliwa i - zapewne - niewytrzymała na przeciążenia
psychiczne, jakich nie szczędził jej narzeczony.
Szymanowski pewno podobał jej się, musiała jakoś tę
sympatię zamanifestować - no i atmosfera w domu na Bystrem
zrobiła się przyciężka. Witkiewicz uwierzył w to, co sobie
jak najniesłuszniej wmówił: w to, że jego przyjaciel
zawrócił w głowie jego narzeczonej. Mimo to, całe dnie
spędzali wspólnie, na zewnątrz wszystko utrzymywało się w
ryzach konwenansów, obowiązujących w tzw. dobrym towarzystwie
i może wszystko ułożyłoby się pomyślnie, gdyby.
Gdyby nie to, że 21 lutego 1914 roku Jadwiga Janczewska
popełniła samobójstwo, strzelając sobie w skroń z pistoletu
systemu browning na Hali Pisanej w Dolinie Kościeliskiej.
Jarosław Iwaszkiewicz, wspominając o narzeczonej Witkiewicza
podaje, iż samobójczyni przed śmiercią zostawiła
kartkę, że swój czyn popełnia przez Szymanowskiego.
Szymanowski twierdził przez całe życie, wielokrotnie ze mną o
tym rozmawiał, że nie miał z tym nic wspólnego i że kartka
samobójczyni była dla niego zupełnie niezrozumiała.
Szerzej omawia tę sprawę Władysław Kiejstut Matlakowski, syn
znanego lekarza i etnografa, bliski przyjaciel Witkacego:
W latach poprzedzających I wojnę światową Staś poznał w
Zakopanem pannę Jadwigę Janczewską, córkę adwokata z
Mińska. Panienka była ładna i interesująca, inteligentna i
oczytana, miała przy tym niepośledni talent do malarstwa.
Niestety, była to natura przeczulona i nerwowa. Słyszałem, że
byli w sobie zakochani i że się zaręczyli. W tym czasie
przebywał również w Zakopanem Karol Szymanowski, z którym
Witkiewicz utrzymywał bliskie stosunki. Młody kompozytor,
opromieniony sławą, był człowiekiem czarującym, nic więc
dziwnego, że podobał się również narzeczonej Witkiewicza. Na
tym tle dochodziło między nimi do poważnych nieporozumień.
Kiedyś, po gwałtownej scenie, Witkiewicz poszedł w góry i nie
wracał przez kilka dni. Gdy nieobecność Stasia się
przedłużała, Janczewska pojechała do Kościelisk i tam
zastrzeliła się pod skałą Pisaną, położywszy przy sobie
kwiaty, które przywiozła.
Może najtrafniejsza psychologicznie - choć w dziedzinie faktów
pewno nieścisła - jest relacja, przekazana przez Karola
Szymanowskiego przyjacielowi, pisarzowi i poecie z grupy
"Skamandra", Jerzemu Mieczysławowi Rytardowi (właśc.
Mieczysław Kozłowski) i przez niego zapisana:
Owego dnia Karol oraz narzeczeni znajdowali się w gronie
innych jeszcze osób w willi Witkiewiczów. Od pierwszej chwili
wyczuł Karol między nimi dramatyczny nastrój. W pewnym
momencie Staś podszedł do narzeczonej i ściszonym głosem
zaczął nalegać, żeby wyszła z nim razem.
Gdy po pewnym czasie wrócili, odniósł Szymanowski wrażenie,
że ich nieobecność miała na celu wypróbowanie jej uczucia w
tak typowych dla Witkacego demonicznych spięciach
psychologicznych.
Zakończenie wewnętrznego konfliktu młodej panny (chyba
młodej pary? - MP) nastąpiło tak szybko i przybrało tak
fatalny obrót, że wszyscy byli tym zaskoczeni, a najbardziej
zdaje się sam Staś. Tego dnia bowiem, późnym wieczorem, a
może w nocy (nie ręczę za ścisłość owej chronologii),
narzeczona Witkiewicza odebrała sobie życie.
Po tej tragedii Karol Szymanowski niemal natychmiast wyjechał z
Zakopanego, by przez Kraków, Lwów
i Wiedeń trafić ponownie do Włoch,
a następnie do północnej Afryki. Zamach na arcyksięcia
Ferdynanda zastał go w Londynie, skąd
pospiesznie, w przewidywaniu wybuchu wojny, wracał do Tymoszówki.
W rodzinne strony dotarł ostatnim przedwojennym pociągiem.
Front pierwszej wojny światowej na długie lata oddzielił go od
Europy - i Zakopanego.
Podobnie z miejsca tragedii uciekał "w egzotykę"
drugi z jej bohaterów. Załamany śmiercią narzeczonej
Witkiewicz, nie bez racji oskarżając się o spowodowanie
załamania nerwowego dziewczyny, zamierzał najpierw sam
popełnić samobójstwo, a potem skwapliwie skorzystał z oferty
najwierniejszego ze swoich przyjaciół, słynnego już wówczas
antropologa Bronisława Malinowskiego, by przyłączyć się do
wyprawy naukowej do Australii, na Nową Gwineę i wyspy
Melanezji. Witkacy, zaangażowany do ekspedycji w charakterze
rysownika i fotografia, dotarł z naukowcami do Australii i tu
dowiedział się o wybuchu wojny. W badaniach, które Malinowski
prowadził na Wyspach Triobriandzkich (sławnych z książki
Życie seksualne dzikich.) - Witkiewicz już nie uczestniczył,
gdyż podjął decyzję o powrocie do Europy.
Cień Jadwigi Janczewskiej trwale legł na znajomości wielkich
artystów. Choć losy ich nadal będą blisko powiązane, nigdy
już przyjaźń ta nie odrodzi się w tak bezpośredniej i
serdecznej formie, jak przez 1914 rokiem. Z tego okresu
pozostała dedykacja na I Sonacie fortepianowej Szymanowskiego
dla Witkiewicza i postać Szymanowskiego oraz nastrój jego
muzyki, utrwalone na kartach młodzieńczej powieści Witkacego 622
upadki Bunga.