Maciej Pinkwart
Zakopiańskim szlakiem Karola Szymanowskiego

Pierwsze pobyty w Zakopanem

Jarosław Iwaszkiewicz datuje pierwszy przyjazd Szymanowskiego do Zakopanego na rok 1894 lub wcześniej. August Iwański wspomina, iż poznał Karola w Zakopanem w 1897 roku. Którąkolwiek datę byśmy przyjęli za pierwszą, faktem jest, iż kilkunastoletni Szymanowski zetknął się z Zakopanem w bardzo interesującym okresie rozwoju uzdrowiska.
W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku okrzepły już podstawy ekonomiczne Zakopanego, kształtowane przez wpływy z taks klimatycznych, wpłacanych przez blisko cztery tysiące gości, przyjeżdżających pod Tatry rocznie, a w zasadzie tylko latem, jako że sezony zimowe, tak ponoć zdrowe dla chorych na płuca, dopiero zaczynały być wprowadzane w Zakopanem. Jeszcze nie znano przyjemności narciarskich - przecież dopiero w 1894 roku Stanisław Barabasz z Janem Fischerem odbyli pierwszą w Tatrach wycieczkę na egzotycznych wówczas nartach! Rozwijała się natomiast letnia turystyka tatrzańska i coraz więcej górali zarabiało na przewodnictwie. T.ChałubińskiNie żył już "król Tatr" - otoczony legendami doktor Tytus Chałubiński. Od kilku lat mieszkał przy Przecznicy (dziś ulica Witkiewicza) malarz, krytyk sztuki i pisarz - Stanisław Witkiewicz. On to pierwszy podjął udaną próbę przekształcenia góralskiego w narodowe, tworząc na bazie autentycznego ludowego budownictwa i zdobnictwa podhalańskiego swoisty styl zakopiański, będący artystycznym przekształceniem sztuki ludowej. W latach dziewięćdziesiątych działalność Witkiewicza przynosiła coraz piękniejsze efekty: w 1892 roku Maciej Gąsienica Józkowy, Józef Kaspruś Stoch - późniejszy budowniczy "Atmy" - i inni budarze wznieśli według projektu Witkiewicza przy ulicy Kościeliskiej wille o nazwie "Koliba" dla ziemianina z Ukrainy, Zygmunta Gnatowskiego. Było to pierwsze praktyczne wykorzystanie projektów Stanisława Witkiewicza. Wkrótce domów takich powstało więcej, a ukoronowaniem tego rodzaju budownictwa była wzniesiona w 1897 roku na Kozińcu willa rodziny Pawlikowskich - "Dom pod Jedlami" oraz wybudowana w latach 1904-08 dla rodziny Uznańskich kaplica w Jaszczurówce.
W połowie lat dziewięćdziesiątych działało już kilka stowarzyszeń społecznych i kulturalnych, w tym założone w 1894 roku Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" i Towarzystwo Szkoły Ludowej oraz nieco wcześniejsze Towarzystwo Muzyczne. Uzdrowiskiem rządziła pochodząca głównie z nominacji Komisja Klimatyczna oraz wyłoniona w drodze wyborów Rada Gminna. Sławny "apostoł Zakopanego", pierwszy proboszcz pod Giewontem - Józef Stolarczyk zmarł w 1893 roku, a jego następca, ksiądz Kazimierz Kaszelewski borykał się z budową murowanego kościoła przy Krupówkach.
Jak jechali Szymanowscy z Tymoszówki do Zakopanego? Z pewnością długo. Siedem wiorst końmi do stacji kolejowej, potem z licznymi przesiadkami do Lwowa, a dalej - do Krakowa, gdzie na Kleparskim Rynku wynajmowano za dwanaście reńskich dwukonną, a za osiem - jednokonną bryczkę i przez dwa dni, z noclegiem w Zaborni lub w Nowym Targu jechano do Zakopanego.
Tutaj podróżni albo zajeżdżali do biura Komisji Klimatycznej (popularnie zwanej "Klimatyką"), czyli zarządu uzdrowiska, po adres godziwego gospodarza, albo szukali znajomych czy umówionych listownie gazdów, albo też skazani byli na korzystanie z przypadkowego pośrednika.
Hotel GazdaGdzie mieszkali Szymanowscy podczas pierwszych pobytów w Zakopanem? Jarosław Iwaszkiewicz przypuszcza, że Anna Szymanowska z dziećmi jeździła do swej siostry Heleny z Taubów, która w 1890 roku wyszła za mąż za doktora medycyny, Kazimierza Kruszyńskiego. Doktor Kruszyński sezonowo ordynował w Zakopanem Według meldunku z 1890 roku, wuj Szymanowskiego zamieszkiwał przy ulicy Krupówki 18. Może tam więc - w okolicy dzisiejszego hotelu "Gazda", należy poszukiwać pierwszej, nie istniejącej dziś zakopiańskiej siedziby Karola Szymanowskiego?
Pewności nie ma. Od 1888 roku co prawda Wydział Gospodarczy Stacji Klimatycznej (czyli, na dzisiejszą terminologię przekładając - dyrekcja uzdrowiska) publikował Listę gości przybyłych do Zakopanego, ale nazwiska Szymanowskiego czy jego bliskiej rodziny na listach tych w XIX wieku niema. Może po prostu się nie meldowali, zajeżdżając do bliskich? Jako rodzina lekarza Szymanowscy mogli być zwolnieni z opłat klimatycznych, więc i ewidencji mogli ujść.
Przyjmijmy więc za Jarosławem Iwaszkiewiczem, że Karol Szymanowski po raz pierwszy gościł w Zakopanem latem 1894 roku, mieszkając przy Krupówkach. Co widział, czym zajmował się pod Giewontem dwunastoletni "Katot", jak nazywali go najbliżsi?
W trafikach i biurze "Klimatyki" sprzedawano po 35 centów egzemplarze "Gońca Tatrzańskiego" - wydanie dla inteligencji i osobne dla górali, redagowane przez orientalistę, dziennikarza, podróżnika i fantastę - Jana Grzegorzewskiego. Jako wydawca czwartego już z rzędu pisma zakopiańskiego figurował Bartłomiej Obrochta z Polan - słynny "Bartuś": przewodnik, budarz i przede wszystkim muzyk, który niedawno z Chałubińskim po tatrzańskich perciach z muzyką chodził, samego Paderewskiego natchnął do skomponowania Album Tatrzańskiego, a i panu Janowi Kleczyńskiemu przygrywał, który to Bartusiowe granie wydał w "Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego". Karol Album Tatrzańskie grywał, "Pamiętnik" czytywał, a nawet jedną z opublikowanych tam melodii (prawda, że całkowicie niepodobną do góralskiego oryginału) wykorzystał jako temat do skomponowanych parę lat później Wariacji na polski temat ludowy op. 10, nazywanych przezeń czasem Wariacjami zakopiańskimi. To pierwszy trop góralszczyzny w twórczości Szymanowskiego, trop bardzo jeszcze niewyraźny. "Redaktor" Bartuś kilkanaście lat później stał się jednym z głównych "profesorów" góralskiej edukacji Szymanowskiego.
"Goniec Tatrzański" w wydaniu lipcowym z 1894 roku donosił:
Odczyt Henryka Sienkiewicza na dochód budowy kościoła zakopiańskiego odbędzie się w tych dniach. Treścią odczytu - jeden z końcowych rozdziałów powieści "Quo vadis?" ("Spalenie Rzymu")...
W tej największej "bombie" letniego sezonu, jaką stała się zakopiańska premiera powieści, w dziesięć lat później nagrodzonej Noblem, uczestniczyli wszyscy ówcześni letnicy. Może i w innych imprezach brał udział młody gość z Ukrainy? Koncerty, deklamacje, odczyty, wieczorki teatralno-muzyczne, nawet bale i słynne zakopiańskie "reuniony" odbywały się wówczas w Dworcu Tatrzańskim, wybudowanym w 1882 roku przez Towarzystwo Tatrzańskie - dla wygody i rozrywki członków T.T. Dworzec TatrzańskiDworzec (niewątpliwy rusycyzm, od słowa dwariec), a jak inni mawiali - Dwór, czy Kasyno Tatrzańskie - mieścił się przy Krupówkach, w miejscu, gdzie dziś znajduje się siedziba Zarządu Oddziału Zakopiańskiego PTTK (ulica Krupówki 12, obok Muzeum Tatrzańskiego). Na estradzie kasyna występowali m.in. aktorka Helena Modrzejewska, pianiści Ignacy Paderewski i Aleksander Michałowski, skrzypek Fritz Kreisler. Tutaj debiutował - jako skrzypek - szesnastoletni Mieczysław Karłowicz i tutaj coroczne sierpniowe recitale miał jego nauczyciel Stanisław Barcewicz, słynny wykonawca utworów Henryka Wieniawskiego. Tutaj mieli autorskie literaci, odczyty politycy, tu występowali prestidigitatorzy i tu spotykali się goście i mieszkańcy Zakopanego. Obok sali widowiskowej mieściły się biura Towarzystwa Tatrzańskiego, wypożyczalnia sprzętu turystycznego i cenna biblioteka górska. Niestety, na Balu Wszechstanów w styczniu 1900 roku na skutek nieumiejętnego napełniania naftą lampy przez podochoconych gości wybuchł pożar, który strawił doszczętnie pierwszy zakopiański ośrodek kultury. Odbudowano go po kilkuletniej dyskusji. Wzniesiony w 1903 roku nowy, murowany Dworzec Tatrzański stoi do dziś, ale tradycje dawnego kasyna już się w nim nie odrodziły.
Poza Dworcem Tatrzańskim mogli Szymanowscy słuchać muzyki także podczas koncertów na świeżym powietrzu, dawanych w pogodne dni przez orkiestrę krakowskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Muzyki "Harmonia", zaangażowaną przez Komisję Klimatyczną na letni sezon gwoli uprzyjemnienia gościom pobytu w Zakopanem. Muzykowała ona na terenie tzw. parku klimatycznego, który mieścił się pod Antałówką, w błotnistym lasku, wydzierżawionym od właściciela dóbr zakopiańskich, hrabiego Władysława Zamoyskiego. Własną szkółkę muzyczną prowadziło przy straży pożarnej na ul. Kościeliskiej Towarzystwo Muzyczne. Zarówno zresztą sezonowe koncerty, jak i umuzykalnienie mieszkańców - to, tak jak wiele innych zakopiańskich przedsięwzięć, inicjatywa doktora Tytusa Chałubińskiego i Towarzystwa Tatrzańskiego, które od 1874 roku w swoim "kasynie", mieszczącym się początkowo w domu Józefa Krzeptowskiego przy ulicy Kościeliskiej, potem u Jana Krzeptowskiego przy Krupówkach, dysponowało fortepianem i organizowało koncerty w wykonaniu przebywających w Zakopanem artystów. Z instrumentu korzystali też nudzący się podczas deszczowej pogody letnicy.
Jeden z "głośniejszych" publicznych występów muzycznych odbył się w Zakopanem w 1877 roku, kiedy to przy okazji poświęcenia domu Walerego Eljasza przy Krupówkach - pierwszego domu, wzniesionego w Zakopanem przez przybysza - grała orkiestra, utrzymywana przez... dyrekcję huty w Kuźnicach.
Nie mamy żadnych dowodów na to, że kilkunastoletni Szymanowski zetknął się w ogóle z autentyczną muzyką góralską, a cóż dopiero, że ją polubił. Brak na ten temat wzmianek tak w korespondencji kompozytora, jak i we wspomnieniach jego licznych przyjaciół. Niemniej jednak jest to bardzo prawdopodobne; pomijając już fakt, że trudno do dziś spędzić w nawet tak bardzo "zceprzonym" Zakopanem tydzień nie słysząc choćby w sobotę śpiewu podochoconych górali - w końcu XIX wieku folklor góralski był już, niestety, obiektem teatralizacji i przedmiotem handlu. Od 1897 roku działała z inicjatywy Marii i Bronisława Dembowskich "Gospoda Ludowa", gdzie przyjezdni, za drobną opłatą, mogli przysłuchiwać się muzyce i oglądać tańce góralskie. Może i Szymanowscy mieli okazję słuchać tej muzyki, wówczas wcale zresztą nie będącej przedmiotem chłopomańskich uniesień. Jeden z uczestników słynnych wypraw tatrzańskich doktora Chałubińskiego, Bronisław Rajchman, tak opisywał swe wrażenia:
Sabała, usadowiwszy się na przednim siedzeniu, opierając się o p. Ludwika (Chałubińskiego, syna Tytusa - MP), rzępolił do ucha od chwili wyjazdu. Grał jakąś ulubioną melodię dra Chałubińskiego, która na mnie takie wrażenie sprawiała, jak gdyby mi kto uszy zgrzebłem pocierał, lub jak gdybym na własnej grzesznej skórze obsuwał się po ostrej skale [...]. Muzyka ta, dodał w końcu Profesor, wydaje się panom zapewne dość nieprzyjemną, gdyż składa się z mnóstwa dysonansów, ale upewniam was, że się do niej przyzwyczaicie, a wtedy odkryjecie w niej pewną oryginalną piękność. Wiedząc, że Profesor nic na wiatr nie mówi, nie protestowałem przeciw temu. Nie przeszkodziło mi to jednak pomyśleć w duchu - zanim słońce wejdzie, rosa oczy wyje.
Tak czy inaczej - pierwszy ów pobyt, czy może raczej pierwsze, XIX-wieczne pobyty Szymanowskiego w Zakopanem miały charakter turystyczno-rozrywkowy, a ich genezą była przede wszystkim moda na Zakopane i, być może, jak przypuszczał historyk medycyny, Roman Talewski, mniej czy bardziej uświadamiane sobie przez rodzinę zagrożenie organizmu Karola gruźlicą.
Czerwony DwórNastępne ślady pobytu Szymanowskiego w Zakopanem są też dosyć zagmatwane. Odnajdujemy je w pamiętnikach z młodzieńczego okresu życia wielkiego pianisty i przyjaciela Karola Szymanowskiego - Artura Rubinsteina. Opisuje on, jak przebywając w gościnie u swych przyjaciół Wertheimów (w oryginale pamiętników - Harmanów) w zakopiańskiej willi "Władysławka" (później znanej jako "Czerwony Dwór"; dziś przy ulicy Kasprusie 27) poznał przysłuchującego się potajemnie jego fortepianowym ćwiczeniom młodego studenta medycyny, a zarazem skrzypka-amatora, Bronisława Gromadzkiego. On to właśnie opowiedział Rubinsteinowi o swym przyjacielu ze szkoły muzycznej Neuhausów w Elizawetgradzie, Karolu Szymanowskim i pokazał kilka jego młodzieńczych kompozycji. W efekcie nazajutrz Rubinstein napisał do Szymanowskiego entuzjastyczny list, wyrażając podziw dla nowo poznanych kompozycji i nadzieję na szybkie poznanie ich autora.
Po kilku czy kilkunastu dniach wielcy artyści spotkali się na zakopiańskim dworcu, zaprzyjaźnili w willi przy Kasprusiach, a przyjaźń ta miała przetrwać przez lat kilkadziesiąt i zaowocować wieloma utworami fortepianowymi Szymanowskiego, dedykowanymi Rubinsteinowi.
Tylko drobiazg: kiedy to było?
Według pamiętników Artura Rubinsteina - latem 1904 roku. Ale jednocześnie mistrz cytuje wypowiedź Gromadzkiego, iż Karol Szymanowski tylko co stracił ojca - a wiemy, że było to w 1906 roku!
Sądzić można, że Rubinstein wiernie podaje datę i większość okoliczności tego spotkania, natomiast niesłusznie ubiera Szymanowskiego w żałobne szaty. Bowiem i sam kompozytor w jednym z listów - co prawda z późniejszego okresu życia - datuje owo spotkanie na czas przed śmiercią ojca. Rozstrzyga sprawę list Henryka Neuhausa do rodziców, opisujący pobyt Szymanowskiego w Bayreuth w 1904 roku, po którym to pobycie Karol pojechał do Zakopanego do swych polskich przyjaciół. A o pobycie Rubinsteina w tymże roku pod Giewontem donosił 14 sierpnia 1904 roku "Tygodnik Zakopiański":
Koncert na cel dobroczynny
Nieliczna publiczność zebrana w sali "Morskiego Oka" na koncercie dnia 9 b.m. miała sposobność usłyszeć utalentowanego, imponującego przede wszystkim techniką pianistę p. Rubinsteina, który wypełnił większą część programu koncertu. Najgoręcej oklaskiwano poloneza As-dur Chopina i rapsodię Lista. Pani Wertheimowa ładnym głosem odśpiewała pieśni Żeleńskiego i inne. Resztę wypełniła deklamacja artystów teatr.[alnych], p. Laskowskiej i p. Krzemińskiego, który musiał bisować "Piosenkę pijaka", wobec hucznych oklasków.
Inna rzecz, że sam Rubinstein w pamiętnikach podaje, iż koncert ten nie był wcale przedsięwzięciem dobroczynnym, przeciwnie - dochód zeń umożliwił artyście wyjazd do Paryża, co zapoczątkowało jego olśniewającą karierę. Twierdzi też, że sala była przepełniona, sukces pełny, a o udziale w imprezie swojej przyjaciółki Wertheimowej i deklamatorów nie pisze wcale.
Jak było naprawdę? Uwierzmy Rubinsteinowi! Uwierzmy i do długiej listy zasług Zakopanego dla kultury polskiej dopiszmy i to, że triumfalny i zyskowny koncert w "Morskim Oku" umożliwił - no i rozpoczął - pełen sukcesów pochód pianisty przez estrady świata.
Jeśli więc Szymanowski poznał Rubinsteina w sierpniu 1904 roku w Zakopanem, to przebywał wtedy pod Giewontem zaledwie kilka czy kilkanaście dni, mieszkał u Bronisława Gromadzkiego (przy Kościeliskiej? Przecznicy?), wyjechał razem z Rubinsteinem, by wrócić do Zakopanego jeszcze w tym samym roku. Na urzędowej liście gości, publikowanej przez dwutygodnik "Przegląd Zakopiański", a obejmującej meldunki z okresu między 10 a 31 grudnia 1904 roku, znajdujemy po raz pierwszy nazwisko Karola Szymanowskiego, który przybył do Zakopanego z Kijowa i zamieszkał przy Przecznicy 23 (obecnie ulica Witkiewicza).
Trafił Szymanowski na okres ożywienia kulturalnego i towarzyskiego w uzdrowisku, mimo iż oficjalny sezon zakończył się dawno. Jesienią wznowiono wydawanie zawieszonego uprzednio przez rok najlepszego z zakopiańskich czasopism - "Przeglądu Zakopiańskiego". Stale mieszkał wtedy w Zakopanem Stefan Żeromski, który poświęcał wiele czasu i energii na przekształcenie istniejącego od kilku lat towarzystwa "Czytelni Zakopiańskiej" w Bibliotekę Publiczną. Starania te uwieńczone zostały sukcesem, ale by nowej placówce stworzyć solidniejsze podstawy bytu, w listopadzie 1904 r. Żeromski zainicjował cykl sobotnich wieczorów literacko-muzycznych w siedzibie Biblioteki, podczas których odczytywano patriotyczne utwory literackiej najwybitniejszych polskich pisarzy, a także grywano utwory muzyczne wielkich kompozytorów. Nie stroniono także od innych źródeł dochodu. Oto w noworocznym numerze z 1905 roku "Przegląd" w Wiadomościach bieżących donosił:
Zabawa, urządzona d.[nia] 31 grudnia na korzyść Biblioteki Publicznej powiodła się w zupełności. Już to samo, że do protektorów, ze względu na cel, zaliczono tak znanych jak Stefan Żeromski, Tadeusz Miciński, Władysław Reymont, Leon Wyczółkowski, czyniła zabawę niezwykle interesującą dla wszystkich. W połączonym z zabawa koncercie przyjęli udział artyści: p. Marya Colignon-Szymańska, śpiewaczka, p. St. Pichor, skrzypek, oraz pianiści p. Szymanowski, p. Br. Danek i Dr Łuczyński. "Wróżka kwiatów" - pantomima, odegrana przez przebrane za leśne kwiaty panie i panienki wypadła bardzo malowniczo. Jakim był nastrój licznie zgromadzonej publiczności, świadczy samorzutnie powstały, owacyjny wyraz uznania złożony pp. Żeromskim.
Może kogoś dziwić udział Karola Szymanowskiego w "programie artystycznym", w którym było i mydło i powidło, a jego występ pewno zaginął między niespecjalnie sławnymi kolegami a żywym obrazem, co zresztą w sumie było tylko niezbędnym dodatkiem do sylwestrowej zabawy. Ale przecież rzecz działa się pod patronatem sławnego Żeromskiego, do którego kompozytor od dawna żywił szacunek i sympatię. A Szymanowski był wówczas człowiekiem młodym, na pewno duchowo bliższym komponowanym wspólnie z bratem Feliksem w Tymoszówce operetkom i kabaretom niż późniejszym symfoniom i oratoriom.
Biblioteka Publiczna w Zakopanem, działająca do dziś i obecnie nosząca imię swego założyciela, Stefana Żeromskiego, mieściła się wówczas w nie istniejącej już willi "Polanka" przy górnych Krupówkach. Dziś w tym miejscu, na skrzyżowaniu ulic Zamoyskiego i Makuszyńskiego, znajduje się bardzo lubiana restauracja "Gabi".
Biblioteka kontynuowała tradycje wielce zasłużonej dla Zakopanego "Czytelni Zakopiańskiej", założonej w 1899 roku przez redaktora "Przeglądu", Dionizego Beka i twórcę pierwszego w Zakopanem (a bodaj i na ziemiach polskich) sanatorium przeciwgruźliczego - doktora Mariana Hawranka. Nie tylko wypożyczano w "Polance" książki i prowadzono czytelnię czasopism; odbywały się tam też rauty literackie z udziałem takich sławnych "zakopiańczyków" jak Sienkiewicz, Reymont, Przybyszewski, Kasprowicz, Żeromski. Tam też odbyły się pierwsze pod Giewontem wystawy obrazów: w roku 1901 indywidualna Abrahama Neumana i w 1902 roku zbiorowa. Na tejże właśnie wystawie w "Czytelni" dwoma litewskimi pejzażami debiutował w Zakopanem siedemnastoletni wówczas Stanisław Ignacy Witkiewicz. Tam też prowadzono wykłady uniwersytetu ludowego i organizowano kameralne koncerty. Słowem, było to drugie, po spalonym Dworcu Tatrzańskim, miejsce zakopiańskich debiutów. Debiut Szymanowskiego wszakże w owym czasie przeszedł bez większego echa, podobnie jak inny występ - na dochód Stowarzyszenia Pomocy Bratniej Uczącej się Młodzieży Polskiej. Anonsujący to wydarzenie "Przegląd Zakopiański" z 15 stycznia 1905 roku donosił, że głównym źródłem dochodu będzie tu zabawa urozmaicona [...] koncertem, w którym wezmą udział pp. R. Kirkorowa, Ratyńska, Szymanowski i Baranowski.
Rok 1904 był bardzo istotny dla kształtowania się stosunku Szymanowskiego do Zakopanego i ludzi, z tą miejscowością związanych. Wiemy już, że poznał tu wówczas Rubinsteina. Dla Żeromskiego, z którym także zawarł wtedy bliższą znajomość - zgodził się wystąpić na koncercie. Poznał też osobiście poetę Tadeusza Micińskiego, do którego wierszy właśnie w latach 1904-05 napisał cykl czterech pieśni, Micińskiemu zresztą dedykowanych. W Zakopanem w 1904 roku skomponował fugę, kończącą I sonatę fortepianową, zadedykowaną Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi.
Ta znajomość także rozpoczęła się latem 1904 roku w Zakopanem, a burzliwe jej dzieje w dużej mierze łączą się właśnie z tą miejscowością. Przyjaźń Szymanowskiego z Witkacym szybko pogłębiła się do tego stopnia, że wkrótce po zakopiańskim sylwestrze organizowanym przez Żeromskiego obaj artyści podjęli decyzję o wspólnym wyjeździe za granicę. W marcu i kwietniu 1905 roku podróżowali po Włoszech i ta wspólna podróż w dużej mierze wpłynęła na ukształtowanie się całego okresu w twórczości Szymanowskiego, okresu fascynacji kulturą śródziemnomorską.
Latem 1905 roku zakopiańska publiczność najprawdopodobniej po raz pierwszy miała okazję usłyszeć utwory Karola Szymanowskiego - obok dzieł kameralnych jego przyjaciół z nowo utworzonej wówczas pod patronatem księcia Władysława Lubomirskiego Spółki Nakładowej Młodych Kompozytorów Polskich znanej powszechnie jako grupa "Młoda Polska w Muzyce". W skład tej grupy, poza Karolem Szymanowskim, wchodzili: Grzegorz Fitelberg - znakomity dyrygent, w przyszłości jeden z głównych popularyzatorów dzieł Szymanowskiego, w owym czasie sam komponujący i grający na skrzypcach, a także Ludomir Różycki i Apolinary Szeluta.
Fitelberg, Różycki i Szeluta spędzili sierpień w Zakopanem, wykorzystując niezbyt pogodny czas na zawarcie bliższej znajomości z mieszkającym w willi "Fortunka" na Bystrem Mieczysławem Karłowiczem, który wyraził wówczas zgodę na zamanifestowanie łączności z "Młodą Polską" poprzez włączenie jednego ze swoich utworów do projektowanego koncertu symfonicznego Spółki. Komponował właśnie Odwieczne Pieśni, utwór najbardziej może wiązany (przez krytyków i muzykologów) z Tatrami i ten poemat symfoniczny postanowił włączyć do koncertu swoich młodszych kolegów. Nastąpiło to jednak dopiero z początkiem 1907 roku.
Powszechnie uważa się, że pierwsza publiczna manifestacja grupy "Młoda Polska w Muzyce" odbyła się 6 lutego 1906 roku w Filharmonii Warszawskiej. Tymczasem jednak "Młoda Polska" debiutowała o pół roku wcześniej w Zakopanem. Jeden z członków Spółki, Apolinary Szeluta, wspominał:
W Zakopanem, w często odwiedzanym przez nas, początkujących kompozytorów, domu znanego estety i malarza Stanisława Witkiewicza, powstała myśl urządzenia pierwszego koncertu kompozytorskiego. Na tym koncercie, który się odbył w Zakopanem w sali hotelu "Stamara", wykonałem po raz pierwszy szereg preludiów Karola Szymanowskiego. Katot wówczas nie był obecny w Zakopanem. Cały dochód z tego koncertu poświęciliśmy na wydawnictwo utworów kompozytorów "Młodej Polski w Muzyce".
Ludomir Różycki zaś, opisując w liście do Zdzisława Jachimeckiego ów koncert pisze, że wówczas pierwszy raz zostały wykonane publicznie kompozycje Szymanowskiego i Szeluty. Należy więc przyjąć, że wówczas z kolei Zakopane stało się miejscem debiutu Szymanowskiego - kompozytora.
Z dochodu, uzyskanego na tym koncercie, wydano potem drukiem Sonatę skrzypcową Grzegorza Fitelberga.
Dalszy ciąg zakopiańskiego życiorysu Karola Szymanowskiego miał charakter dramatyczny i także związany był z rodziną Witkiewiczów. Z końcem 1913 roku w Zakopanem było rojno i gwarno. Niezwykle aktywną działalność, zwłaszcza w dziedzinie kultury, rozwijała powołana niedawno Sekcja Przyjaciół Zakopanego Towarzystwa Tatrzańskiego. "Kurier Warszawski" w korespondencji Władysława Łady nazwał po raz pierwszy Zakopane zimową stolicą Polski - do tej pory uzdrowisko pod Giewontem uchodziło za stolicę letnią. Zimą rzeczywiście napływ gości był ogromny. Zjechali narciarze i politycy (czasem - jak np. Ignacy Daszyński - w jednej osobie), pisarze, malarze, muzycy i filozofowie.
Artur Rubinstein był w Zakopanem już latem 1913 roku, mieszkał wtedy u Anieli Zagórskiej w "Konstantynówce" przy ulicy Jagiellońskiej. Dom ten gromadził wówczas wielu wybitnych ludzi: na obiadach bywali tu Stefan Żeromski, Leopold Staff i Józef Piłsudski. Mieszkał tu również przez trzy miesiące w 1914 roku Józef Conrad Korzeniowski, bliski kuzyn Zagórskich.
Rubinstein upodobał sobie Zakopane - ponownie tu latem koncertował i powrócił w grudniu 1913 roku, tym razem do willi "Nosal" na Bystrem, pensjonatu prowadzonego przez matkę jego zakopiańskiego przyjaciela, Marię Witkiewiczową. Tam, na sześć tygodni "zainstalował się" Karol Szymanowski.
Pobyt Rubinsteina u Witkiewiczów nie zaznaczył się widać niczym szczególnym, gdyż nie odnotował go nawet w swoich pamiętnikach. Jednakże wiemy z innych źródeł, że dwukrotnie wtedy w Zakopanem występował (2 stycznia 1914 roku, w sali "Morskie Oko", i 14 - ? - lutego, na cel dobroczynny, dla pacjentów sanatorium Kazimierza Dłuskiego w Kościelisku), grając utwory i Bacha, Mozarta, Beethovena, Rachmaninowa, Skriabina i oczywiście Chopina. Być może kilkutygodniowy odpoczynek pomiędzy serią koncertów w Warszawie i Łodzi, a męczącym tournée w Rosji nie był wart takiej wzmianki. Pobyt Szymanowskiego w Zakopanem okazał się zupełnie inny.
"Nosal" znajdował się vis á vis swego górskiego imiennika w miejscu, gdzie dziś mieści się portiernia Sanatorium Dziecięcego przy ulicy Balzera 15. Willę, która spłonęła podczas pożaru w 1927 roku, około 1910 roku budował Stanisław Zubek dla rodziny Cieślów. Był to niewielki, piętrowy budynek w typowo "pensjonatowym" stylu, podobny do "Atmy".
Maria Witkiewiczowa była jedną z najbardziej zapracowanych kobiet Zakopanego. Absolwentka Konserwatorium Warszawskiego, pianistka i nauczycielka muzyki, autorka wydanego w Krakowie w 1894 r. podręcznika gry na fortepianie (z małym Witkacym, grającym na pianinie, na okładce) - od zamieszkania z mężem w Zakopanem zmuszona była do zarabiania na utrzymanie całej rodziny: publikacje i obrazy Stanisława Witkiewicza przynosiły nikłe dochody, zaś rozchwytywane i niezwykle pracochłonne projekty domów, sprzętów czy zdobień w stylu zakopiańskim Witkiewicz często wykonywał za darmo. Słabe zdrowie Witkiewicza, w ostatnim okresie życia wymagające sanatoryjnych kuracji za granicą, stwarzało problemy finansowe niemal nie do pokonania. Witkiewicz-syn więcej wydawał niż zarabiał, a "Firma Portretowa Witkacy" jeszcze nie zaczęła funkcjonować. Na leczenie Witkiewicza-ojca składała się cała rodzina i przyjaciele, na utrzymanie wszystkich musiała zapracować Mama. Udzielała lekcji gry na fortepianie, prowadziła naukę śpiewu chóralnego, uczyła w szkole dla dziewcząt w Kuźnicach, hodowała drób i prowadziła pensjonaty. Pierwszym z nich był właśnie "Nosal".
W nie najlepszym nastroju Karol Szymanowski przyjechał już do Zakopanego. Może wpływał na to zły stan zdrowia, gdyż pisał z początkiem 1914 roku do swego wiedeńskiego wydawcy: Zainstalowałem się na sześć tygodni w kurorcie Zakopane, ponieważ czuję się niezupełnie dobrze. Mimo ożywionego ruchu artystycznego, wielkiego zjazdu elity kulturalnej i przebywania w towarzystwie bliskich przyjaciół - Artura Rubinsteina i Stanisława Ignacego Witkiewicza także i w Zakopanem nie czuł się najlepiej. 20 stycznia 1914 roku pisał do Stefana Spiessa:
Jestem już, jak widzisz, w Zakopanem. Ładnie tu i przyjemnie, ale nie wiem, jak długo tu wytrzymam, gdyż atmosfera wydaje mi się dziwnie obca, pomimo, że elita polska tu obecna, więc Żeromski, Miciński etc, etc. Każdego z osobna strasznie lubię - Żeromskiego nawet więcej niż lubię, ale razem wytwarzają ciężką atmosferę, wobec której chce mi się powiedzieć wraz z Zarathustrą: von allen diesen höheren Menschen wird schwer die Luft (przez tych wszystkich wielkich ludzi staje się ciężkim powietrze). Dotychczas byłem z Arturem i było mi z nim dobrze, ale on dziś wyjechał i ja też straszną mam ochotę zemknąć do Wiednia! (wstydzę się tego!).
Pewien czas spędził wtedy w Zakopanem także i starszy brat Karola, Feliks Szymanowski, zamierzała zjechać pod Giewont poetyzująca Zofia, najmłodsza z sióstr, zafascynowana osobą i twórczością Tadeusza Micińskiego.
"Felcio" bawił się wesoło w Zakładzie Dra Chramca, ale z początkiem lutego wyjechał. Zioka nie przyjechała i Karol pozostał sam na sam z ciężką atmosferą Zakopanego.
Ciężka atmosfera - to określenie zapewne bardziej dotyczyło samej willi "Nosal" niż całego Zakopanego. Do jej prowincjonalnego świata nagle ze świata, z "wielkiego świata", zjechało dwóch sławnych artystów. Pędziwiatr - Rubinstein błysnął jak meteor, zachwycił wszystkich i zniknął. A Szymanowski pozostał. Młody, trzydziestojednoletni, przystojny, nadzwyczajnie elegancki i miły, sławny już w świecie muzycznym kompozytor, twórca dwóch symfonii, jednej opery, wielu utworów kameralnych.
Był w willi "Nosal", rzecz jasna, także Witkacy. Dziwak, nierzadko męczący w towarzystwie, świadomie wytwarzający wokół siebie atmosferę duszności, perwersji, niebezpieczeństwa. Genialny, zapewne - ale o tym jeszcze wówczas mało kto wiedział, nawet najbliżsi. I Witkacy był oficjalnie zaręczony.
Jadwiga Janczewska, lecząca się w owym czasie w sanatorium doktora Dłuskiego na gruźlicę, a mieszkająca w willi "Jambór" przy Drodze do Białego, była młoda, wrażliwa i - zapewne - niewytrzymała na przeciążenia psychiczne, jakich nie szczędził jej narzeczony.
Szymanowski pewno podobał jej się, musiała jakoś tę sympatię zamanifestować - no i atmosfera w domu na Bystrem zrobiła się przyciężka. Witkiewicz uwierzył w to, co sobie jak najniesłuszniej wmówił: w to, że jego przyjaciel zawrócił w głowie jego narzeczonej. Mimo to, całe dnie spędzali wspólnie, na zewnątrz wszystko utrzymywało się w ryzach konwenansów, obowiązujących w tzw. dobrym towarzystwie i może wszystko ułożyłoby się pomyślnie, gdyby.
Gdyby nie to, że 21 lutego 1914 roku Jadwiga Janczewska popełniła samobójstwo, strzelając sobie w skroń z pistoletu systemu browning na Hali Pisanej w Dolinie Kościeliskiej.
Jarosław Iwaszkiewicz, wspominając o narzeczonej Witkiewicza podaje, iż samobójczyni przed śmiercią zostawiła kartkę, że swój czyn popełnia przez Szymanowskiego. Szymanowski twierdził przez całe życie, wielokrotnie ze mną o tym rozmawiał, że nie miał z tym nic wspólnego i że kartka samobójczyni była dla niego zupełnie niezrozumiała.
Szerzej omawia tę sprawę Władysław Kiejstut Matlakowski, syn znanego lekarza i etnografa, bliski przyjaciel Witkacego:
W latach poprzedzających I wojnę światową Staś poznał w Zakopanem pannę Jadwigę Janczewską, córkę adwokata z Mińska. Panienka była ładna i interesująca, inteligentna i oczytana, miała przy tym niepośledni talent do malarstwa. Niestety, była to natura przeczulona i nerwowa. Słyszałem, że byli w sobie zakochani i że się zaręczyli. W tym czasie przebywał również w Zakopanem Karol Szymanowski, z którym Witkiewicz utrzymywał bliskie stosunki. Młody kompozytor, opromieniony sławą, był człowiekiem czarującym, nic więc dziwnego, że podobał się również narzeczonej Witkiewicza. Na tym tle dochodziło między nimi do poważnych nieporozumień. Kiedyś, po gwałtownej scenie, Witkiewicz poszedł w góry i nie wracał przez kilka dni. Gdy nieobecność Stasia się przedłużała, Janczewska pojechała do Kościelisk i tam zastrzeliła się pod skałą Pisaną, położywszy przy sobie kwiaty, które przywiozła.
Może najtrafniejsza psychologicznie - choć w dziedzinie faktów pewno nieścisła - jest relacja, przekazana przez Karola Szymanowskiego przyjacielowi, pisarzowi i poecie z grupy "Skamandra", Jerzemu Mieczysławowi Rytardowi (właśc. Mieczysław Kozłowski) i przez niego zapisana:
Owego dnia Karol oraz narzeczeni znajdowali się w gronie innych jeszcze osób w willi Witkiewiczów. Od pierwszej chwili wyczuł Karol między nimi dramatyczny nastrój. W pewnym momencie Staś podszedł do narzeczonej i ściszonym głosem zaczął nalegać, żeby wyszła z nim razem.
Gdy po pewnym czasie wrócili, odniósł Szymanowski wrażenie, że ich nieobecność miała na celu wypróbowanie jej uczucia w tak typowych dla Witkacego demonicznych spięciach psychologicznych.
Zakończenie wewnętrznego konfliktu młodej panny
(chyba młodej pary? - MP) nastąpiło tak szybko i przybrało tak fatalny obrót, że wszyscy byli tym zaskoczeni, a najbardziej zdaje się sam Staś. Tego dnia bowiem, późnym wieczorem, a może w nocy (nie ręczę za ścisłość owej chronologii), narzeczona Witkiewicza odebrała sobie życie.
Po tej tragedii Karol Szymanowski niemal natychmiast wyjechał z Zakopanego, by przez Kraków, Lwów i Wiedeń trafić ponownie do Włoch, a następnie do północnej Afryki. Zamach na arcyksięcia Ferdynanda zastał go w Londynie, skąd pospiesznie, w przewidywaniu wybuchu wojny, wracał do Tymoszówki. W rodzinne strony dotarł ostatnim przedwojennym pociągiem. Front pierwszej wojny światowej na długie lata oddzielił go od Europy - i Zakopanego.
Podobnie z miejsca tragedii uciekał "w egzotykę" drugi z jej bohaterów. Załamany śmiercią narzeczonej Witkiewicz, nie bez racji oskarżając się o spowodowanie załamania nerwowego dziewczyny, zamierzał najpierw sam popełnić samobójstwo, a potem skwapliwie skorzystał z oferty najwierniejszego ze swoich przyjaciół, słynnego już wówczas antropologa Bronisława Malinowskiego, by przyłączyć się do wyprawy naukowej do Australii, na Nową Gwineę i wyspy Melanezji. Witkacy, zaangażowany do ekspedycji w charakterze rysownika i fotografia, dotarł z naukowcami do Australii i tu dowiedział się o wybuchu wojny. W badaniach, które Malinowski prowadził na Wyspach Triobriandzkich (sławnych z książki Życie seksualne dzikich.) - Witkiewicz już nie uczestniczył, gdyż podjął decyzję o powrocie do Europy.
Cień Jadwigi Janczewskiej trwale legł na znajomości wielkich artystów. Choć losy ich nadal będą blisko powiązane, nigdy już przyjaźń ta nie odrodzi się w tak bezpośredniej i serdecznej formie, jak przez 1914 rokiem. Z tego okresu pozostała dedykacja na I Sonacie fortepianowej Szymanowskiego dla Witkiewicza i postać Szymanowskiego oraz nastrój jego muzyki, utrwalone na kartach młodzieńczej powieści Witkacego 622 upadki Bunga.

őPowrót do spisu treści

Dalej ř