Lustro                 autor: Zofia Szwajnos

 

 

Jesteś

Jesteś piękna.
Masz śliczną twarz, do której się można modlić jak do Madonny Rafaela. Ale do Niej modlą się nie dlatego że dobra, ale dlatego że piękna. A Ty jesteś piękna i dobra jak coś potrzebnego, na co natrafiamy przypadkiem, który ratuje nam życie. Nie mogę żyć bez piękna, a więc nie mogę żyć bez Ciebie.
Masz cudowne oczy, w które można patrzyć bez końca, jak w górskie jezioro - zawsze wspaniałe, zawsze pociągające. Po chwili widzi się tylko Twoje oczy i nie sposób myśleć o czymkolwiek innym.
Masz najpiękniejszy na świecie uśmiech. Nie znam nikogo, kto byłby tak piękny, gdy się uśmiecha. Twój uśmiech jest jak pierwsza plamka niebieskiego nieba po chmurnej burzy, przez którą prześwieca słońce, i na co spojrzy, zamienia w złoto. Każdy, do kogo się uśmiechniesz, staje się najbogatszym człowiekiem na ziemi. Twój uśmiech to szczęście, którego tak na prawdę nie może być - a jest, i to jest niebywałe.
Jesteś ciepła i miła, jak wyobrażenie o idealnym kimś, do kogo tęskni człowiek w najtrudniejszych chwilach swojego życia. Jak ktoś, kto może stanowić kres drogi, którą się dąży przez całe życie mało wierząc, że się cel osiągnie. Ty jesteś celem. Być z tobą to być naprawdę. Wszystko inne jest bez znaczenia.
Twoja postać, jej kształt są bez zarzutu, jak spełnienie marzeń wszystkich dziewczyn na świecie. Zawsze z gustem, elegancko i pięknie, ale myślę, że cokolwiek być ubrała, zawsze wyglądałabyś w tym rewelacyjnie, bo to nie strój Ciebie ozdabia, ale Ty rozświetlasz wszystko - i to co na Tobie, i to co wokół ciebie.
Twój głos jest miły i kochany, a jego dźwięk pozwala marzyć o najpiękniejszych obietnicach.
Każda chwila z Tobą jest szczęściem, na które w zasadzie normalny człowiek nie jest w stanie zasłużyć i staje się dłużnikiem Boga, że dał mu dotknąć raju.
Jesteś spełnieniem wszystkich marzeń, jesteś kimś, kto istnieje tylko w wyobraźni, bo nie możliwe jest istnienie ideału, a Ty jesteś idealna.
Jesteś groźna - bo ktoś, kto przez chwilę był przy Tobie, już nie umie żyć bez Ciebie i to, co jest poza Tobą - nie ma dla niego znaczenia. Mogę nie oddychać, mogę nie żyć, ale nie mogę być bez Ciebie.
Jesteś piękna.
Kocham Cię.

Wczoraj

Wczoraj księżyc zanosił tobie moje dobranoc
płynąc sennie przez chmury do ciebie
dziś gondolą wenecką nocą zaczarowaną
w deszczu płynie mój uśmiech po niebie.
I jak codzień godzina przed północą się ściele
kołdrą myśli, poduszką wspomnienia
cichy dźwięk telefonu, i dwa słowa - niewiele,
lecz jak gwiazda oświetla marzenia.

Erzatze znaczeń

Podobno jestem pisarzem, co? I moim rzemiosłem jest słowo? No, to dlaczego nie umiem znaleźć słów na opisanie tego wszystkiego? Dlaczego żadne słowo nie opisze tego co czuję, gdy patrzę na Ciebie, gdy myślę o Tobie, gdy czuję twoją dłoń na mojej dłoni? Kocham Cię - to jasne, to wiesz i to jest tak oczywiste, jak to że po nocy jest dzień. Ale to za mało i nie tylko tak - ileż osób mówi to sobie i rzeczywiście to czuje, ale ani przez moment nie czują tego tak. Jestem w Tobie zakochany i zakochuję się na nowo w czasie każdego naszego spotkania, każdej rozmowy, każdego wpatrzenia się Twój portret, który już mam na stałe wpisany w duszę. Ale i to nie wyjaśnia tego co naprawdę do Ciebie czuję, bo jest to jakby coś o wiele, wiele więcej. To jest trochę tak, jak wyobrażam sobie umieranie - świadome i bez bólu, ot, jak Petroniusz umierał po pożarze Rzymu, trzymając w objęciach Eunice. Gdy patrzę w Twoje oczy, gdy widzę w nich miłość i oddanie i, jak sądzę, takie samo coś, jak Ty widzisz w moich. To jest takie uczucie, jakby nagle cały świat odjeżdżał i zostawała tylko ta jedna twarz, wypełniająca cały obraz, tylko jedna postać, która stanowi początek i koniec, poza którą nie ma nic. To uczucie całkowitego zatracenia się. Utraty "swojego ja", a zarazem zyskania "Twojego ja", a może wymieszania tych obu "ja" w coś zupełnie nowego. Może właśnie w owo "My". O którym mówisz z dużej litery. I chyba ta dziwność polega na tym, że człowiek czuje się "częścią", która niejako spogląda na drugą część. Tak, jakby jedno oko mogło spojrzeć bez pomocy lustra w głąb drugiego oka...
Nie, to jeszcze nie tak... Bo to nie tłumaczy tego uczucia tkliwości, takiego immanentnego dobra, które pojawia się nagle i przepełnia człowieka. I tego, że ginie gdzieś bez śladu poczucie czasu, a bodaj i przestrzeni, że w zasadzie mógłbym tak siedzieć i gapić się na Ciebie z takim cielęcym zapewne wyglądem równie dobrze gdzieś w środku lasu jak na Piazza Navona w Rzymie - ani jednego, ani drugiego bym nie widział.
Ale to wszystko są tylko nędzne erzatze znaczeń, tylko mgliste kontury wyobrażeń. I wiem, że nigdy tego nie opiszę, nigdy Ci nawet nie będę w stanie powiedzieć tego co wtedy czuję - mogę liczyć tylko na to, że Ty czujesz podobnie. Tak jak aparat fotograficzny nigdy nie zobaczy obiektywem tego, co jak widzę, gdy tak siedzisz wpatrzona we mnie, zamyślona i poważna, z błyszczącymi jak gwiazdy oczyma, w których - nie wiadomo, czy kryją się łzy, czy daleki uśmiech, z nabrzmiałymi od pocałunków wargami, z włosami, opadającymi lekko na twarz. Może dlatego, że aparat patrzy obiektywem - obiektywnie, a ja - sercem, subiektywnie?

Dwie drogi i skrzyżowanie
(wiersz Alicji)

podążałam przez życie
swoją ścieżką
ty szedłeś dumnie
swoją drogą
doszliśmy do skrzyżowania
zatrzymałam się
i ty przystanąłeś
tak
tak
nie można było się ominąć
więc drogi dwie złączyliśmy
biegniemy wspólnym szlakiem
uważając na rozwidlenia
naszych marzeń
a może uda nam się tak
wpaść na jednokierunkową?
kocham cię

Kilka rozważań o naturze poezji

Czy jeszcze umiem pisać o miłości? Czy słowa, tak wytarte, jeszcze nazwą rzecz, tak w zasadzie zwyczajną? Och, wykładowca literatury, teoretyk poezji zżyma się na myśl o tej powszechności! Tu trzeba by jakichś wyszukanych metafor, błyskotliwych paradoksów, interesujących antropomorfizacji...

Jesteś najpiękniejszym kwiatem,
jaki wyrósł
na zatęchłej pustyni
mego martwego życia...

A może dorzucić trochę oryginalności pod względem formalnym:

Mówią Mówią ci Mówią ci często Mówią ci często że
jesteś piękna jesteś piękna jesteś piękna jesteś piękna jesteś piękna
ja tego nie widzę ja tego nie widzę ja tego nie widzę ja tego nie
oślepłem
od blasku
twoich
oczu

Jasne, że w ujęciu Pritcharda, jak to mówili w "Stowarzyszeniu Umarłych Poetów" poezja to oryginalność formy, ale i przesłanie, które ona niesie, a zatem treść. Tylko że treść jest mało skomplikowana, by nie rzec - nudna:

Jak światło
wytęsknione nocą
jest celem w ciemności
ale w słoneczny dzień
wypełnia świat tak,
że nikną już wszystkie cele
tak ty
wymarzona przez lata
gdy przyszłaś
zajęłaś wszystko
jak powódź piękna i miłości

No a "podmiot liryczny"? jak do tego ma się szanowny pan autor?

W moim autobusie życia
na wszystkich fotelach
leży kartka
"zarezerwowane"
z twoim podpisem

Ale przecież na lekcjach zawsze się analizuje "co poeta miał na myśli"!

Każda myśl
gdy opisze już rzeczywistość
zanalizuje stan umysłu
podda najlepsze rozwiązanie
w końcu
ląduje w twoich rękach

Ale po co? Do czego prowadzi konkluzja? Bo przecież wiersz powinien mieć pointę!

Łasi się do ciebie
jak kot, proszący o miękkość dłoni
mówiąc każdym słowem, gestem i uśmiechem
kocham cię

No i jesteśmy tu, gdzieśmy byli na początku!

Wielki Wóz

Zasypiamy
daleko od siebie
otuleni
kołdrami marzenia,
wędrujemy
z gwiazdami po niebie,
przytulamy
pluszowe wspomnienia.
I noc płynie
nad nami wysoko
łącząc myśli
i serca w pół drogi,
powierzamy
pieszczotę obłokom,
nazywamy
już siebie bez trwogi.
Wielkim Wozem
z parkingu nad rzeką
odjedziemy
być bliżej, chcieć więcej.
W świat za lustrem
pójdziemy daleko
naszą miłość
trzymając za ręce...

rys. Zofia Szwajnos