| Jesteś
Jesteś
piękna.
Masz śliczną twarz, do której się można modlić jak
do Madonny Rafaela. Ale do Niej modlą się nie dlatego
że dobra, ale dlatego że piękna. A Ty jesteś piękna
i dobra jak coś potrzebnego, na co natrafiamy
przypadkiem, który ratuje nam życie. Nie mogę żyć
bez piękna, a więc nie mogę żyć bez Ciebie.
Masz cudowne oczy, w które można patrzyć bez końca,
jak w górskie jezioro - zawsze wspaniałe, zawsze
pociągające. Po chwili widzi się tylko Twoje oczy i
nie sposób myśleć o czymkolwiek innym.
Masz najpiękniejszy na świecie uśmiech. Nie znam
nikogo, kto byłby tak piękny, gdy się uśmiecha. Twój
uśmiech jest jak pierwsza plamka niebieskiego nieba po
chmurnej burzy, przez którą prześwieca słońce, i na
co spojrzy, zamienia w złoto. Każdy, do kogo się
uśmiechniesz, staje się najbogatszym człowiekiem na
ziemi. Twój uśmiech to szczęście, którego tak na
prawdę nie może być - a jest, i to jest niebywałe.
Jesteś ciepła i miła, jak wyobrażenie o idealnym
kimś, do kogo tęskni człowiek w najtrudniejszych
chwilach swojego życia. Jak ktoś, kto może stanowić
kres drogi, którą się dąży przez całe życie mało
wierząc, że się cel osiągnie. Ty jesteś celem. Być
z tobą to być naprawdę. Wszystko inne jest bez
znaczenia.
Twoja postać, jej kształt są bez zarzutu, jak
spełnienie marzeń wszystkich dziewczyn na świecie.
Zawsze z gustem, elegancko i pięknie, ale myślę, że
cokolwiek być ubrała, zawsze wyglądałabyś w tym
rewelacyjnie, bo to nie strój Ciebie ozdabia, ale Ty
rozświetlasz wszystko - i to co na Tobie, i to co
wokół ciebie.
Twój głos jest miły i kochany, a jego dźwięk pozwala
marzyć o najpiękniejszych obietnicach.
Każda chwila z Tobą jest szczęściem, na które w
zasadzie normalny człowiek nie jest w stanie zasłużyć
i staje się dłużnikiem Boga, że dał mu dotknąć
raju.
Jesteś spełnieniem wszystkich marzeń, jesteś kimś,
kto istnieje tylko w wyobraźni, bo nie możliwe jest
istnienie ideału, a Ty jesteś idealna.
Jesteś groźna - bo ktoś, kto przez chwilę był przy
Tobie, już nie umie żyć bez Ciebie i to, co jest poza
Tobą - nie ma dla niego znaczenia. Mogę nie oddychać,
mogę nie żyć, ale nie mogę być bez Ciebie.
Jesteś piękna.
Kocham Cię.
Wczoraj
Wczoraj księżyc zanosił tobie moje dobranoc
płynąc sennie przez chmury do ciebie
dziś gondolą wenecką nocą zaczarowaną
w deszczu płynie mój uśmiech po niebie.
I jak codzień godzina przed północą się ściele
kołdrą myśli, poduszką wspomnienia
cichy dźwięk telefonu, i dwa słowa - niewiele,
lecz jak gwiazda oświetla marzenia.
Erzatze
znaczeń
Podobno jestem pisarzem, co? I moim rzemiosłem jest
słowo? No, to dlaczego nie umiem znaleźć słów na
opisanie tego wszystkiego? Dlaczego żadne słowo nie
opisze tego co czuję, gdy patrzę na Ciebie, gdy myślę
o Tobie, gdy czuję twoją dłoń na mojej dłoni? Kocham
Cię - to jasne, to wiesz i to jest tak oczywiste, jak to
że po nocy jest dzień. Ale to za mało i nie tylko tak
- ileż osób mówi to sobie i rzeczywiście to czuje,
ale ani przez moment nie czują tego tak. Jestem w Tobie
zakochany i zakochuję się na nowo w czasie każdego
naszego spotkania, każdej rozmowy, każdego wpatrzenia
się Twój portret, który już mam na stałe wpisany w
duszę. Ale i to nie wyjaśnia tego co naprawdę do
Ciebie czuję, bo jest to jakby coś o wiele, wiele
więcej. To jest trochę tak, jak wyobrażam sobie
umieranie - świadome i bez bólu, ot, jak Petroniusz
umierał po pożarze Rzymu, trzymając w objęciach
Eunice. Gdy patrzę w Twoje oczy, gdy widzę w nich
miłość i oddanie i, jak sądzę, takie samo coś, jak
Ty widzisz w moich. To jest takie uczucie, jakby nagle
cały świat odjeżdżał i zostawała tylko ta jedna
twarz, wypełniająca cały obraz, tylko jedna postać,
która stanowi początek i koniec, poza którą nie ma
nic. To uczucie całkowitego zatracenia się. Utraty
"swojego ja", a zarazem zyskania "Twojego
ja", a może wymieszania tych obu "ja" w
coś zupełnie nowego. Może właśnie w owo
"My". O którym mówisz z dużej litery. I
chyba ta dziwność polega na tym, że człowiek czuje
się "częścią", która niejako spogląda na
drugą część. Tak, jakby jedno oko mogło spojrzeć
bez pomocy lustra w głąb drugiego oka...
Nie, to jeszcze nie tak... Bo to nie tłumaczy tego
uczucia tkliwości, takiego immanentnego dobra, które
pojawia się nagle i przepełnia człowieka. I tego, że
ginie gdzieś bez śladu poczucie czasu, a bodaj i
przestrzeni, że w zasadzie mógłbym tak siedzieć i
gapić się na Ciebie z takim cielęcym zapewne wyglądem
równie dobrze gdzieś w środku lasu jak na Piazza
Navona w Rzymie - ani jednego, ani drugiego bym nie
widział.
Ale to wszystko są tylko nędzne erzatze znaczeń, tylko
mgliste kontury wyobrażeń. I wiem, że nigdy tego nie
opiszę, nigdy Ci nawet nie będę w stanie powiedzieć
tego co wtedy czuję - mogę liczyć tylko na to, że Ty
czujesz podobnie. Tak jak aparat fotograficzny nigdy nie
zobaczy obiektywem tego, co jak widzę, gdy tak siedzisz
wpatrzona we mnie, zamyślona i poważna, z
błyszczącymi jak gwiazdy oczyma, w których - nie
wiadomo, czy kryją się łzy, czy daleki uśmiech, z
nabrzmiałymi od pocałunków wargami, z włosami,
opadającymi lekko na twarz. Może dlatego, że aparat
patrzy obiektywem - obiektywnie, a ja - sercem,
subiektywnie?
|
Dwie drogi i skrzyżowanie
(wiersz Alicji)
podążałam
przez życie
swoją ścieżką
ty szedłeś dumnie
swoją drogą
doszliśmy do skrzyżowania
zatrzymałam się
i ty przystanąłeś
tak
tak
nie można było się ominąć
więc drogi dwie złączyliśmy
biegniemy wspólnym szlakiem
uważając na rozwidlenia
naszych marzeń
a może uda nam się tak
wpaść na jednokierunkową?
kocham cię
Kilka
rozważań o naturze poezji
Czy jeszcze umiem pisać o miłości? Czy słowa,
tak wytarte, jeszcze nazwą rzecz, tak w zasadzie
zwyczajną? Och, wykładowca literatury, teoretyk poezji
zżyma się na myśl o tej powszechności! Tu trzeba by
jakichś wyszukanych metafor, błyskotliwych paradoksów,
interesujących antropomorfizacji...
Jesteś najpiękniejszym kwiatem,
jaki wyrósł
na zatęchłej pustyni
mego martwego życia...
A może dorzucić trochę oryginalności pod
względem formalnym:
Mówią Mówią ci Mówią ci często Mówią ci
często że
jesteś piękna jesteś piękna jesteś piękna jesteś
piękna jesteś piękna
ja tego nie widzę ja tego nie widzę ja tego nie widzę
ja tego nie
oślepłem
od blasku
twoich
oczu
Jasne, że w ujęciu Pritcharda, jak to mówili w
"Stowarzyszeniu Umarłych Poetów" poezja to
oryginalność formy, ale i przesłanie, które ona
niesie, a zatem treść. Tylko że treść jest mało
skomplikowana, by nie rzec - nudna:
Jak światło
wytęsknione nocą
jest celem w ciemności
ale w słoneczny dzień
wypełnia świat tak,
że nikną już wszystkie cele
tak ty
wymarzona przez lata
gdy przyszłaś
zajęłaś wszystko
jak powódź piękna i miłości
No a "podmiot liryczny"? jak do tego ma
się szanowny pan autor?
W moim autobusie życia
na wszystkich fotelach
leży kartka
"zarezerwowane"
z twoim podpisem
Ale przecież na lekcjach zawsze się analizuje
"co poeta miał na myśli"!
Każda myśl
gdy opisze już rzeczywistość
zanalizuje stan umysłu
podda najlepsze rozwiązanie
w końcu
ląduje w twoich rękach
Ale po co? Do czego prowadzi konkluzja? Bo
przecież wiersz powinien mieć pointę!
Łasi się do ciebie
jak kot, proszący o miękkość dłoni
mówiąc każdym słowem, gestem i uśmiechem
kocham cię
No i jesteśmy tu, gdzieśmy byli na początku!
Wielki
Wóz
Zasypiamy
daleko od siebie
otuleni
kołdrami marzenia,
wędrujemy
z gwiazdami po niebie,
przytulamy
pluszowe wspomnienia.
I noc płynie
nad nami wysoko
łącząc myśli
i serca w pół drogi,
powierzamy
pieszczotę obłokom,
nazywamy
już siebie bez trwogi.
Wielkim Wozem
z parkingu nad rzeką
odjedziemy
być bliżej, chcieć więcej.
W świat za lustrem
pójdziemy daleko
naszą miłość
trzymając za ręce...

|