Preludia
Los rzucał mną dużo po
świecie: widziałem zastygłe w lodzie cielska olbrzymów
alpejskich, podziwiałem ponurą dzikość Czarnogórza,
wpatrywałem się w białą szatę majestatycznej Etny. Lecz
żadne z tych gór nie były mi tym, czym Tatry. Te Tatry, co na
tygodnie całe otulają się w zasłony z mgieł, każąc czekać
bez końca na uśmiech, jak najkapryśniejsza z kobiet. Gdy
jednak zasłony spadną i błysną modre oczy stawów, gdy
rozrumienią się śniegi, a turnie odetchną świeżym wiatrem
wschodnim wtedy jakaś tajemnicza dłoń wyciąga się do mnie z
wyżyn górskich, chwyta i porywa z sobą. I gdy znajdę się na
stromym wierzchołku sam, mając jedynie lazurową kopułę nieba
nad sobą, a naokoło zatopione w morzu równin zakrzepie
bałwany szczytów - wówczas zaczynam rozpływać się w
otaczającym przestworzu, przestaję się czuć wyodrębnioną
jednostką, owiewa mnie potężny, wiekuisty oddech wszechbytu.
Tchnienie to przebiega przez wszystkie fibry mej duszy, napełnia
ją łagodnym światłem i sięgając do głębin, gdzie leżą
wspomnienia trosk i. bólów przeżytych goi, prostuje i
wyrównywa. Godziny, przeżyte w tej półświadomości, są
jakby chwilowym powrotem do niebytu, dają one spokój wobec
życia i śmierci, mówiąc o wiecznej pogodzie roztopienia się
we wszechistnieniu...
Te słowa Mieczysława Karłowicza, opublikowane przezeń w
czwartym numerze lwowskiego "Taternika" w 1907 roku,
uważa się powszechnie za credo tatrzańskiej ideologii
kompozytora. Te i podobne sformułowania natchnęły biografów,
muzykologów i w ogóle ludzi, lubiących nadawać wybitnym
twórcom i ich dziełom jednoznaczne etykiety, do określania
Karłowicza jako kompozytora "tatrzańskiego".
Niektóre przynajmniej z jego dzieł uważa się za powstałe
"pod wpływem przeżyć w Tatrach". Ta dążność do
precyzyjnego określania wpływów, jakie na twórczość tego
czy owego kompozytora, literata, plastyka wywarł ów czy ten
kompozytor, literat, plastyk, ta buchalteria uczuć i odczuć,
podsumowywanie przeżyć i doznań, księgowość uwarunkowań
społecznych, kulturowych czy politycznych wreszcie - cechowała
krytyków i "koneserów" w czasach Karłowicza, przed
nim i po nim, a i dziś nie należy wcale do rzadkości. Ba! ile
razy wszystkim nam przychodziło wysłuchiwać w szkole o tym,
"co poeta miał na myśli", kiedy pisał to czy owo...
Karłowicz tworzył muzykę samą w sobie, a genezy jego utworów
doszukiwać się można wyłącznie w osobowości twórcy -
jednego z najwybitniejszych polskich symfoników. Oczywiście,
Tatry i taternictwo w wielkim stopniu przyczyniły się do
ukształtowania tej osobowości, a tym samym miały wpływ na
sztukę Karłowicza. Wpływ ten jednak jest tylko taki - i aż
taki - jaki zawsze wywiera piękno przyrody i bogactwo
głębokich doznań na szczególnie wrażliwego i
predestynowanego do wzruszeń estetycznych artystę.
Uwarunkowania utworów muzycznych Karłowicza mają jednak
charakter tylko artystyczny, daleki od jakichkolwiek
dosłowności "tatrzańskich" -geograficznych,
etnograficznych czy impresyjnych, jakie znaleźć możemy w
wiążących się z Tatrami utworach Zygmunta Noskowskiego,
Karola Szymanowskiego czy Wojciecha Kilara.
W muzyce Karłowicza brak jakichkolwiek bezpośrednich odniesień
do spraw tatrzańskich: Tatry nie pojawiają się w tytule
żadnego z jego utworów, do przeżyć taternickich nie ma
nawiązania w żadnym z programów literackich, pisanych przez
kompozytora do jego poematów symfonicznych. Co prawda, program
ideowy poematu Trzy odwieczne pieśni, tradycyjnie
wiązany z Tatrami, został napisany przez Henryka Opieńskiego
podobno pod wpływem rozmowy z Karłowiczem - jednakże
kompozytor sam nigdy owej, problematycznej zresztą,
tatrzańskości Odwiecznych pieśni nie potwierdził.
Sprawa ta szczegółowo zajmie nas później.
Z tytułów czy programów literackich sądząc, można by
prędzej uważać Karłowicza za kompozytora bardziej
"morskiego" niż "tatrzańskiego": wszak
pierwszy z jego poematów symfonicznych, napisany nad
Adriatykiem, nosi tytuł Powracające fale... Oczywiście,
tego typu nonsens dowodzi tylko bezzasadności prób
etykietowania sztuki.
Na próżno szukalibyśmy także jakichkolwiek cytatów z ludowej
muzyki Podhala w utworach Mieczysława Karłowicza. Mimo
przebywania przez długie okresy w towarzystwie góralskich
przewodników i bliskich więzów, łączących go z
najwybitniejszymi z nich, pozostał całkiem obojętny wobec
podhalańskiego folkloru. Może "obojętny" to nie
najlepsze określenie: pisał przecież kilkakrotnie o
sympatycznym wrażeniu, jakie wywiera zbyrk owczych dzwonków czy
śpiew górali przy szałasach, gdzieś w głębi Tatr. Alina
Świderska wspominała nawet, że podczas swego pierwszego pobytu
w Zakopanem interesował się góralszczyzną i nawet notował
słowa zasłyszanej zbójnickiej śpiewki. Jednakże wydaje się,
że nie dopuszczał w ogóle myśli o jakimkolwiek
"użytkowaniu" góralskich nut w muzyce symfonicznej,
sądząc nie bez racji, że najlepszym miejscem dla góralskiego
folkloru jest hala tatrzańska. W owych latach nie był w takich
sądach odosobniony - wcześniejsze zachwyty doktora Tytusa
Chałubińskiego na temat oryginalnego piękna góralskiej muzyki
podzielało niewielu znawców, a i sam Doktor widział w
góralskich dysonansach przede wszystkim swoistą harmonię z
otaczającym światem tatrzańskich turni. Album tatrzańskie
Ignacego Jana Paderewskiego, zawierające fortepianowe
opracowania niektórych melodii góralskich, było w czasach
Karłowicza ciekawostką, która niewielu miała entuzjastów, a
jej twórca niewielu naśladowców. Dopiero wszak Karol
Szymanowski wiele lat potem podniósł "góralskie do
narodowego".
Mieczysław Karłowicz jednakże dwukrotnie sięgnął do skarbca
muzyki ludowej - w dwóch swoich utworach (Rapsodii litewskiej
i Odwiecznych pieśniach): żyjąc wśród Podhalan,
posłużył się cytatami z folkloru muzycznego Białorusi...
Nie da się również wytropić widocznych śladów tatrzańskich
w pieśniach Karłowicza. Choć spośród 23 utworów,
związanych ściśle z tekstami poetyckimi, przeszło połowa to
kompozycje do wierszy Kazimierza Przerwy-Tetmajera - nie
znajdziemy w nich tak licznych przecież u tego poety elementów
tatrzańskich. Może w jednym tylko utworze słychać dalekie
echo z Tatr - jest to pieśń Zawód (op. l, nr 4):
Wykołysałem cię wśród fal mych snów
jak limbę gdzieś nadwodną,
śniłem cię cichą i pogodną,
ach, jak mi żal, jak żal...
Na zieloności sennych hal,
gdzie wiatr błękitne mgły rozpina,
byłaś mi, dziewczę, tak jedyna,
ach, jak mi żal, jak żal...
Wkoło szumiały smreki w dal
jakimś modleniem cichym, wiecznym,
byłaś mi tam czymś tak słonecznym,
ach jak mi żal, jak żal...
Pojawia się czasem w literaturze informacja, iż pieśń ta
skomponowana została przez Karłowicza nad Popradzkim Stawem.
Czy dlatego, że tam właśnie rosną piękne "limby
nadwodne"? Jest to zapewne, dorabianie faktów do ideologii,
dokonywane przez osoby, usiłujące gwałtem mierzyć tą samą
miarą Karłowicza-taternika i Karłowicza-kompozytora, ożywione
ochotą udowodnienia, że w tym jednym chociaż utworze Tatry
dały mu bezpośredni impuls twórczy.
Być może - o impulsach twórczych trudno dyskutować. Faktem
jednakże jest, że pieśń
Zawód, podobnie zresztą jak
większość liryków wokalnych Karłowicza, powstała w
Berlinie, na przełomie kwietnia i maja 1896 roku (co zostało
zaznaczone przez kompozytora w autografie kompozycji) czyli w
niespełna dwa lata po ostatniej, przed kilkuletnią przerwą
powodowaną studiami, bytności Karłowicza w Tatrach.
Jednakże wszyscy zwyczajowo wiążemy twórczość Mieczysława
Karłowicza z Tatrami; za szczególnie "tatrzańskie"
uważa się
Odwieczne pieśni. Taka tradycja - bez
względu na to, czy opiera się na poważniejszych przesłankach
czy nie - nie szkodzi ani Karłowiczowi, ani jego kompozycjom.
Niechże więc trwa, ale jako legenda - jedna z wielu
otaczających tę postać...
Jest zresztą głęboko psychologicznie uzasadnione owo
doszukiwanie się Tatr w dziełach człowieka tak bardzo
kochającego góry, tak trwale z nimi związanego swoim życiem,
działalnością, swoją śmiercią wreszcie. Mimo braku
widocznych powiązań między taternictwem Karłowicza a jego
twórczością - jest on na pewno najbardziej związanym z
Tatrami kompozytorem polskim.
Bywał w Zakopanem od trzynastego roku życia. Poznał Tatry tak,
że stał się jednym z najwybitniejszych taterników.
Przyjeżdżał do Zakopanego w latach 1889, 1892-94 i od 1902 do
1906 roku. W 1907 osiadł tu na stałe. Chciał nawet kupić
sobie dom pod Giewontem - do realizacji tych planów jednakże
już nie doszło.
Początkowo mieszkał w centralnych dzielnicach Zakopanego, potem
w Jaszczurówce i na Bystrem. Ostatnie lata spędził znów w
centrum uzdrowiska.
W Zakopanem pracował nad wszystkimi swoimi poematami
symfonicznymi: tu powstawały albo zasadnicze zręby kompozycji,
albo instrumentacja
Powracających fal, Odwiecznych pieśni,
Rapsodii litewskiej, Stanisława i Anny Oświecimów, Smutnej
opowieści i
Epizodu na maskaradzie. Tutaj także
pracował nad niektórymi wcześniejszymi dziełami - w tym nad
Symfonią
e-moll "Odrodzenie" i
Koncertem skrzypcowym
A-dur.
Najbardziej jednak - co oczywiste - z Zakopanem związały go
Tatry. Początkowo uprawiał turystykę, wchodził na coraz
trudniej dostępne szczyty - z przewodnikami góralskimi, z
innymi turystami, a także samotnie. Z biegiem lat został jednym
z najbardziej doświadczonych taterników. Ale nigdy nie
traktował taternictwa jako sportu, a Tatr jako sali
gimnastycznej. Bywając w Zakopanem początkowo tylko w lipcu i
sierpniu znał i uprawiał wyłącznie taternictwo letnie.
Zamieszkawszy tu na stałe wydłużył sezon wycieczkowy najpierw
na jesień, a od 1908 roku, opanowawszy główne arkana
narciarstwa, stał się jednym z pionierów taternictwa zimowego,
notując na swym koncie kilka pierwszych wejść zimowych.
We wczesnej młodości Mieczysław Karłowicz został członkiem
Towarzystwa Tatrzańskiego. Powróciwszy do działalności
turystycznej po berlińskiej przerwie, wstąpił do Sekcji
Turystycznej TT, czynnie uczestnicząc w jej życiu
organizacyjnym. Wzbraniał się wszakże przed przyjęciem w
SNPTT jakiejkolwiek funkcji. Osiadłszy w Zakopanem na stałe,
związał się blisko ze środowiskiem tutejszych działaczy
turystycznych, najbliżej współdziałając z Mariuszem
Zaruskim. Pełnił społeczne dyżury w biurze Towarzystwa
Tatrzańskiego, uczestniczył w zbiorowych akcjach Towarzystwa,
sam nawet prowadził popularne wycieczki grupowe. Z końcem 1907
roku był jednym z założycieli Zakopiańskiego Oddziału
Narciarzy - późniejszej Sekcji Narciarskiej Towarzystwa
Tatrzańskiego, wchodził w skład władz tego stowarzyszenia
wspierając jego działalność czynem, słowem, pieniędzmi i
własnym przykładem.
Mieczysław Karłowicz wreszcie wraz z Mariuszem Zaruskim
położył podwaliny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia
Ratunkowego - uczestniczył w jednej z pierwszych wypraw
poszukiwawczych, podejmował prace organizacyjne, był także
współautorem odezwy do społeczeństwa w sprawie powołania
TOPR, którą omawiał u Zaruskiego w przeddzień swej tragicznej
śmierci.
Niemałe znaczenie miała także wprawiana przez Karłowicza
publicystyka turystyczna. Artykuły na tematy tatrzańskie,
pisane barwnym, sugestywnym językiem, w malowniczym, choć nieco
młodopolskim stylu, ukazywały się w czasopismach
zakopiańskich, warszawskich i lwowskich, a zawarte w nich
treści przynoszą nie tylko sporą dozę informacji
turystycznych (opisy tras turystycznych i dróg wspinaczkowych
oraz warunków i sposobów odbywania wycieczek), lecz są także
literackimi wykładniami estetyzmu taternickiego Mieczysława
Karłowicza.
Był bowiem Karłowicz twórcą swojego rodzaju filozofii
tatrzańskiej - systemu, który nie zdążył się w pełni
wykrystalizować, a przedwczesna śmierć jego autora
przeszkodziła w rozwinięciu opublikowanych zaledwie kilku
głównych myśli. Potem -zwłaszcza w latach międzywojennych i
nawet później - dyskutowano i polemizowano, nieraz bardzo
ostro, z estetyką tatrzańską Karłowicza. Nie stworzył
żadnej "szkoły", nie pozostawił ani uczniów, ani
następców - z pewnością zresztą na tym mu zupełnie nie
zależało: jego poglądy na taternictwo były krojone na jego
własną miarę - i na jego, Karłowicza, własny użytek. Może,
w pewnej części, podobnymi założeniami ideowymi kierował
się Mariusz Zaruski, który należał do najbliższego kręgu
towarzyszy Karłowicza. Właśnie towarzyszy, a nie, jak często
się mówi, przyjaciół - dość hermetyczna osobowość
Karłowicza nie pozwalała nawet najbliższym na większą
zażyłość, bez której trudno mówić o prawdziwej przyjaźni.
Tą dziedziną twórczości, w której tatrzańskie pasje
Karłowicza znalazły pełne odzwierciedlenie, była jego
fotografika. Jego zdjęcia tatrzańskie, wykonywane od wczesnej
młodości, często rozdawane bezinteresownie znajomym
taternikom, publikowane w wielu pismach fachowych i popularnych
stanowią bezcenny dokument z historii turystyki, są także
niezaprzeczonymi osiągnięciami artystycznymi. Niestety, do
naszych czasów przechował się tylko ułamek dorobku
fotograficznego Karłowicza. Kilkakrotnie wznawiane książkowe
wydanie tych zdjęć cieszyło się za każdym razem wielkim
powodzeniem. W niniejszym wydawnictwie wykorzystano część
kolekcji Karłowiczowskich klisz fotograficznych, będących w
posiadaniu Centralnej Biblioteki Górskiej PTTK w Krakowie.
Prócz fotografii górskiej, wielką pasją ostatnich kilkunastu
miesięcy życia Mieczysława Karłowicza stało się
narciarstwo. Obydwa te zamiłowania stały się pośrednią
przyczyną jego śmierci. Narciarska wycieczka do Czarnego Stawu
Gąsienicowego, nieledwie spacer dla tak doświadczonego turysty,
podjęta dla wypróbowania nowo zakupionego aparatu
fotograficznego, zakończyła się tragicznie, za sprawą lawiny
spod Małego Kościelca.
Postać na miarę greckich tragedii: tracił w życiu po kolei
osoby i doznania sobie najbliższe, a kiedy nareszcie zaczął
odzyskiwać znaczenie, sympatyków i pogodę ducha stracił
wszystko... Niewesołe miał życie - i przejmująco smutna jest
jego muzyka. Twórczość Karłowicza, za życia kompozytora
niedoceniana i nie rozumiana - po śmierci, przybrana zwykle w
rocznicowy kir i smreczynę, częściej była omawiana niż
grywana. Samotny przez dużą część życia - po śmierci stał
się szeroko znany, właśnie wskutek okoliczności śmierci...
Dziś niemal wszyscy znają jego nazwisko - mało kto dobrze zna
jego utwory; dziś niemal wszyscy znają przebieg wypadku na
zboczach Małego Kościelca - niewiele osób zna jego życie...
Był jednym z najwybitniejszych polskich symfoników początku XX
wieku, ale popularność przyniosły mu pieśni, do dziś
wykonywane na polskich estradach. Pieśni, które sam uważał za
"grzechy młodości", utwory, których wartość
niesłusznie oceniał nisko. Kształcony był początkowo na
wirtuoza skrzypiec - nic więc dziwnego, iż w efekcie symbiozy
talentu kompozytorskiego ze świetnym opanowaniem wiolinistyki
stworzył jeden z najlepszych polskich koncertów skrzypcowych,
na pewno najlepszy w czasach od Wieniawskiego do Szymanowskiego.
Najpełniej jednak Mieczysław Karłowicz wypowiedział się w
cyklu poematów symfonicznych. Inwencja twórcza, świetna
szkoła kompozytorska, doskonała znajomość zasad
instrumentacji i techniki gry na poszczególnych instrumentach
spowodowały, że ostatnie utwory Karłowicza należą do
najcenniejszych dzieł tego gatunku w polskiej symfonice.
Był jednym z prekursorów polskiej muzyki nowoczesnej. Jego
publicystyka muzyczna walczyła z obskurantyzmem ówczesnego
kierownictwa warszawskiej Filharmonii w trosce o miejsce dla
młodych polskich kompozytorów na polskich estradach. Wychowany
na najlepszych wzorach europejskiej muzyki z końca XIX wieku,
rzetelnie wykształcony muzycznie i ogólnie, tworzył dzieła,
które mogłyby otworzyć nową epokę w muzyce polskiej. Nie
zdążył jednak do końca ukształtować swojego oblicza
artystycznego, nie zdążył powiedzieć wszystkiego. Lawina pod
Małym Kościelcem przerwała jego życie w momencie być może
zwrotnym w dotychczasowej drodze artystycznej: jeśli wierzyć
współczesnym mu biografom i znajomym - ostatni, nie dokończony
poemat symfoniczny
Epizod na maskaradzie miał stanowić
zamknięcie pewnego cyklu. Potem podobno twórczość Karłowicza
miała pójść w nowym kierunku...
Badania nad życiem i twórczością Mieczysława Karłowicza
podejmowało kilku wybitnych autorów; dla odtworzenia
zakopiańskich szlaków kompozytora największe znaczenie mają
jednakże cztery prace: Adolfa Chybińskiego
Mieczysław
Karłowicz. Kronika życia artysty i taternika, Henryka
Adersa
Mieczysław Karłowicz w listach i wspomnieniach,
Z
życia i twórczości Mieczysława Karłowicza - studia pod
redakcją Elżbiety Dziębowskiej oraz zbiór pism taternickich i
fotografii pt.
Mieczysław Karłowicz. W Tatrach, pod
redakcją Jerzego Młodziejowskiego.
Wykorzystywane tu fragmenty artykułów tatrzańskich Karłowicza
pochodzą z tej ostatniej pozycji, inne cytaty z pracy H.
Andersa.
Kronika Chybińskiego, bardziej hagiografia niż
biografia, zawiera w kilku miejscach niezgodne z oryginałami
cytaty z listów Karłowicza, poprawione i zmienione bez
zaznaczenia tego w tekście przez biografa.
Praca o "zakopiańskich szlakach" Karłowicza nie jest
i nie zamierza być monografią życia i twórczości tego
kompozytora, nie aspiruje również do roli pełnej kroniki jego
działalności taternickiej. Niezastąpioną, nieraz wręcz
źródłową publikacją o takim właśnie charakterze jest
wymieniona wyżej praca Adolfa Chybińskiego - wybitnego
muzykologa, znawcy zagadnień podhalańskich i zakopiańskich, a
przy tym osobistego znajomego Karłowicza. Autor niniejszej pracy
będzie zadowolony, jeżeli w wyniku tej lektury Czytelnik zyska
wiedzę o Zakopanem z okresu życia kompozytora, pozna
okoliczności, które związały wybitnego twórcę z Tatrami i
Zakopanem i zamyśli się przez chwilę nad aktualnością
wyznawanej przezeń estetyki tatrzańskiej. Być może chwila
takiej refleksji pomoże nam pełniej zrozumieć wyryte na
pamiątkowym kamieniu Karłowicza, ustawianym w miejscu jego
śmierci pod Małym Kościelcem, słowa "Non omnis
moriar". Wiara w prawdziwość słów "nie wszystek
umrę" - to nie tylko wiara w trwałość spuścizny
artystycznej kompozytora. To także obowiązek zachowania w
ludzkiej pamięci Karłowicza - dobrego, szlachetnego i ciekawego
człowieka, wielkiego artysty, wybitnego taternika.
W przygotowywaniu niniejszej publikacji korzystałem z
dostępnych materiałów książkowych i prasowych, wzbogaconych
o informacje z archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem i
materiały z prywatnego archiwum Witolda H. Paryskiego.
Serdecznie dziękuję za życzliwość pracownikom Biblioteki
Muzeum Tatrzańskiego - Ewie Gawąd i Jerzemu Darowskiemu oraz
państwu Zofii i Witoldowi Paryskim, których wiedza i serdeczna
pomoc przyczyniły się do powstania książki. Chciałbym
również podziękować za informacje dostarczone mi przez pana
Andrzeja Spóza z Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.