POMYŁKA
– Dzień dobry, czy zastałem Krzyśka? Halo? Proszę głośniej, strasznie słabo słychać. Ja do Krzysia dzwonię, dzień dobry. Aha, nie ma Krzysia, rozumiem. A kiedy wróci? Nie słyszę! Wszystko jedno, proszę pani, ja mam taką prośbę. Proszę mu przekazać pilną wiadomość, żeby koniecznie był jutro o 10-tej w Centrum Interpressu na pierwszym piętrze, naturalnie ze sprzętem. I proszę mu powiedzieć, że tam będzie taka międzynarodowa konferencja prasowa, więc sprawa jest ważna i „Gazeta” u niego zamawia... Jak to nieprawda? Jak pani mówi, o 11-tej? Przecież to ja Krzyśka zapraszam, nie? Chwileczkę... Rzeczywiście, o 11-tej, źle przeczytałem, pomyliłem się, dziękuję bardzo. Znaczy, że Krzysiek już wiedział, tak? Dzwonili do niego wcześniej, pewno Beata? Jak to pomyłka? No wiem, że pomyłka, już przecież poprawiłem, ma być na 11-tą na pierwszym piętrze... Jak to źle dzwonię? Przecież pani mówiła, że już Krzysiek wie, ja tylko przypominam, wie pani, bardzo mi zależy. Przekaże pani, tak? Dziękuję bardzo. A czemu źle zadzwoniłem? Pomyłka? Jaka pomyłka, przecież powiedziała pani, że pani przekaże.... Coś podobnego! I pani też ma to zaproszenie? A, przepraszam, czy pani jest...? Ale numer! Nie, no to ja oczywiście zadzwonię drugi raz do Krzyśka, ale swoją drogą taki zbieg okoliczności.... To może jutro się zobaczymy, prawda? I dla kogo pani pracuje? Przepraszam, kiepsko słychać? Ja się nazywam, zresztą to nieważne, jutro się poznamy, prawda? Ale fajna pomyłka, nie? No, to do jutra, do zobaczenia o 10-tej. A, prawda, o 11-tej, bardzo przepraszam. Do widzenia, cześć.
*
Witaj, to ja. Poznałaś mnie po głosie? Musisz mieć dobry słuch. Chodziłaś może do szkoły muzycznej? No widzisz, od razu wiedziałem, że nie chodziłaś, chciałem to powiedzieć, tam by ci tylko słuch zepsuli. Słuchaj, przepraszam, że tak od razu bezczelnie wykorzystuję ten twój numer telefonu i jeszcze dziś pierwszy raz dzwonię... Jak to drugi? Aha, wiem, wtedy do Krzyśka, co? No, więc, tego, przepraszam, ale mam do ciebie dwie sprawy. Tak mi jakoś zawróciłaś w głowie, nie, ja nie w złym sensie, tylko tak szybko wychodziliśmy z tej konferencji wszyscy i jakoś tak się stało, że nie wziąłem drugiej strony komunikatu, wiesz, mam dwie pierwsze, no i.... Ty masz komplet, co? Czy mogłabyś... To fajnie, że mi pożyczysz, ale ja mam deadline o 10-tej i czy ewentualnie mógłbym wpaść i... Aha, wychodzisz do kina. To może ja... Z kim? Sorry, nie wiedziałem, że... Nie mówiłaś... Nie, nic. Wpadnę może do Krzyśka, to sobie przepiszę. I tak miałem u niego być, wybrać zdjęcia. Tak, zadzwonię do niego. Mam nadzieję, że się nie pomylę, to jest, mam nadzieję, że może się znowu pomylę... Jaka druga? Aha, druga sprawa... No właśnie. Bo może byś miała kiedyś chwilkę czasu na jakąś kawę. W końcu to już się znamy i może... O, fajnie, może być wtorek, bardzo mi odpowiada. To ja przyjadę po ciebie, bardzo się cieszę. No, to jeszcze bardziej się cieszę, że ty się cieszysz.
*
WARSZAWA. Niebywały tłum dziennikarzy z całego świata zgromadził się na konferencji prasowej w centrum Interpressu, gdzie światowej sławy polarnik, Andrzej Sroczyński, przedstawiał wyniki swej blisko półrocznej wędrówki w poprzek Antarktydy. Już wcześniej prasę, zwłaszcza amerykańską, obiegły pogłoski o niezwykłym odkryciu, którego Polak dokonał na rozległych pustkowiach Białego Kontynentu. Gdy amerykańska ekipa wojskowa odnalazła Sroczyńskiego kilkadziesiąt kilometrów od bazy Hallett, jego opowieści początkowo brano za efekt halucynacji czy też wyczerpania forsownym marszem przy temperaturze dochodzącej do minus 40 stopni, szeroko pisała o nich prasa bulwarowa, potem polarnik trafił do szpitala wojskowego pod Waszyngtonem i odmówił wszystkich wywiadów twierdząc, że ujawni swoje rewelacje dopiero w kraju. I rzeczywiście – wiadomość o zwiedzeniu przezeń czynnego lądowiska o charakterze oazy na Antarktydzie wywołała poruszenie na sali. Sroczyński przedstawił nagranie magnetowidowe, którego wiarygodność została jakoby potwierdzone przez amerykańskie służby specjalne. Na ekranie widać wyraźnie białe pustacie lądolodu, wśród których nagle pojawia się krajobraz o charakterze śródziemnomorskim, z niespotykaną architekturą, zamieszkały przez stwory, w pewnym stopniu przypominające ludzi. Uczestniczący w konferencji przedstawiciel Polskiej Akademii Nauk, jak również sekretarz naukowy ambasady USA potwierdzili fakt, iż w kilka dni po odnalezieniu Sroczyńskiego, amerykańskie satelity szpiegowskie sfotografowały – użyjmy wreszcie tego słowa – bazę „obcych”, która jednakże po tygodniu została zlikwidowana tak, że jedynie czujniki podczerwieni potwierdziły jej wcześniejsze istnienie.
*
– Słuchaj, to ja... Naprawdę czekałaś? Jak to wiedziałaś, że zadzwonię? No widzisz, moje myśli zostały z tobą. Czuję się, jakby mi się na głowę zwalił się Pałac Kultury i co gorsza, bardzo mi się to podoba. Jak to dobrze? Aha, rozumiem, nie jesteś sama w pokoju? Nie możesz mówić? To słuchaj. Na pewno długa jest lista osób, które ci mówiły, że jesteś piękna. Proszę cię, dopisz mnie na końcu tej listy. To wszystko wyszło tak niesamowicie, że nie bardzo wierzę, że to prawda. No, nic. Dobra, może zdzwonimy się później. Pomyślisz o mnie? Naprawdę cały czas? O Boże, jak fajnie! A pamiętasz, jaką minę miał ten kelner w „Roxanie”, któremu odmówiłaś ciastka? Jak powiedział, że pani nie chce ciastka, bo pani dba o linię, a ja mu wypaliłem, że pani nie dba o linię, pani ma linię? Fajnie. Całuję cię, zadzwonię.
*
Tak, proszę? Naprawdę to ty? No pewno, że się nie spodziewałem. Chociaż właściwie trochę miałem na to nadzieję... Wspaniale, że dzwonisz, to znaczy, że chcesz mnie słyszeć, ja też. Wiesz, myślę cały czas, jak to się stało, że ty, tak piękna i wspaniała dziewczyna i ja? Jak to, że mi nie odpowiada, no wiesz! Jeżeli jeszcze nie rozmawiałaś ze szczęśliwym facetem, to możesz to uczynić w tej chwili. Ty jesteś największym szczęściem, jakiego mogłem się w życiu spodziewać i właśnie mi się przytrafiło. Wiesz, tak się trochę czuję jak facet, który nagle dowiedział się, że wygrał główny los na najważniejszej loterii, w której, normalnie rzecz biorąc, nie powinien mieć żadnych szans. Powiedz mi tylko, jak sobie poradzimy z tym wszystkim, co na nas spadło? No, chyba tak, będziemy jakoś musieli. Może być jutro o drugiej? Dobrze, o wpół do trzeciej, w tym samym miejscu. Pocałuj mnie teraz tak, żeby mi starczyło na całe życie, albo przynajmniej do jutra.
*
BUENOS AIRES (PAP). Kilka dni po rewelacjach Andrzeja Sroczyńskiego, który po powrocie z Antarktydy zaprezentował na konferencji prasowej dowody na spotkanie z przedstawicielami obcej cywilizacji, dodatkowego potwierdzenia tych faktów dostarczyły siły zbrojne Argentyny. Otóż na bagnistych wybrzeżach jeziora Mar Chiquita, 100 kilometrów na północny wschód od Cordoby, śmigłowiec wojskowy natknął się na nieznane przedtem osiedle, zamieszkałe przez człekokształtne istoty. Wezwawszy do ubezpieczenia trzy dodatkowe jednostki, wylądował w pobliżu, a jego załoga wkroczyła na niestrzeżony zresztą teren bazy „obcych”. O szczegółach spotkania oficjalny komunikat nie wspomina, podając jedynie, że zakończyło się ono „udaną próbą nawiązania intelektualnego kontaktu”. Nieoficjalnie wiadomo, że dwie istoty z bazy za ich zgodą zostały przewiezione do siedziby Sztabu Generalnego armii argentyńskiej pod Buenos Aires. Baza w pobliżu jeziora została otoczona szczelnym kordonem wojska i nie dopuszcza się tam nikogo postronnego. Część z mediów kwestionuje całą sprawę twierdząc, że to wszystko jest wymysłem armii argentyńskiej, skompromitowanej ostatnio w tzw. wojnie o Falklandy.
*
Cześć, to ja. Dzwonię tylko, żeby ci podziękować za ten spacer. Pewno jesteś zajęta, dookoła stoi tłumek ciekawskich i boisz się, że za chwilę ktoś zakapuje, że rozmawiasz w pracy z jakimś facetem przez telefon. To już nie przeszkadzam, może ty zadzwonisz, jak będą lepsze okoliczności. Na razie.
*
Halo? Tak, czekam... Cześć, dawno żeśmy się nie słyszeli, o widzeniu już nie wspomnę. Bardzo jesteś zajęta? Nie, nie chcę ci zabierać cennego... Oczywiście, że mogę. Nie o to chodzi, czy mam czas. Jasne, że będę. O której? Już wyjeżdżam. Pa, całuję.
*
Hej, dojechałem. Ależ tam było pięknie. Wiesz co mi się najbardziej podobało w tym Kampinosie? Twoja opalona skóra na tle tego dębu. To takie piękne miejsce, a tamto piękno w połączeniu z twoim dawało taką piorunującą mieszankę, że słonia by powaliło, a co dopiero mnie. Chyba zapomniałem ci tam czegoś powiedzieć, czegoś dla mnie przynajmniej ważnego. Zupełnie mnie nic nie obchodzi, co na to powiesz – nie wymagam od ciebie żadnej odpowiedzi, to zresztą nie jest żadne pytanie. Chcę żebyś wiedziała: kocham cię. Nie, nic nie mów, wiem, że to poniekąd moja sprawa. Ale przypadkiem to właśnie ciebie kocham i tak sobie pomyślałem, że masz prawo to wiedzieć... Ja wszystko wiem, pamiętam co mi powiedziałaś tam, w lesie. Mogę tylko – przepraszam cię! – żałować, że nie poznaliśmy się wcześniej, choćby na studiach. Ale ja w ogóle lubię dzieci. I ten fakt, o którym mówisz, znaczy dla mnie tylko tyle, że za jakiś czas nie będziemy się widywać przez jakiś czas. Tylko tyle. Tak, chcę. Zresztą, co ja tu mam do chcenia: to wszystko i tak dzieje się gdzieś, ponad mną, jakby jakaś tajemnicza siła uniosła mnie i prowadziła dokądś, nie wiem gdzie. Może i nad skraj przepaści. A teraz pracuj sobie spokojnie dalej, już ci nie przeszkadzam. Jak to okrutny? Przecież cię kocham, nie mogę być okrutny. Naprawdę, chciałabyś? To przyjedź natychmiast. Nie, żartowałem. Pewnie, że nie liczyłem. Ale jakbyś chciała mnie zaskoczyć... Wiem, że musisz. Ja też czasem coś muszę. Hej, do usłyszenia.
*
BUENOS AIRES (PAP). Od kilku dni wszystkie oficjalne źródła milczą na temat pertraktacji, jakie władze Argentyny oraz (jak mówi się w Buenos Aires) wysoki przedstawiciel rządu Stanów Zjednoczonych prowadziły z przedstawicielami „obcych”, których bazę w okolicach Cordoby udało się ostatnio sfotografować z powietrza ekipie CNN. Niezależne źródła argentyńskie i amerykańskie twierdzą, że władze wojskowe, nie chcąc upubliczniać tajemniczej sprawy, nie zgodziły się na udział w pertraktacjach cywilnych biologów oraz językoznawców. Dwóch gości z Kosmosu zamknięto pod strażą w gmachu Ministerstwa Wojny, ale podobno już ich tam nie ma. Znikła także baza nad jeziorem Mar Chiquita. Nie znane są zamiary przybyszów, ani ich aktualne miejsce stacjonowania.
*
Cześć, to ja, przepraszam, że tak późno. Jeśli nie możesz rozmawiać, powiedz „pomyłka”. Rozumiem, zadzwoń, kiedy będziesz mogła, kocham cię.
*
Tak, słucham? Och, fajnie, że to ty. Nie możesz spać? Nie, nie obudziłaś, zresztą i tak bym musiał wstać. Jak to, po co? No bo telefon dzwonił. Stary dowcip, przepraszam. Co mi się śniło? Powinienem powiedzieć, że ty, ale nie, to nieprawda. Czekaj, czekaj... Jakoś tak, że jechałem pociągiem, nie wiem gdzie, jakby do Ustronia, nigdy tam nie byłem, ale nazwę zapamiętałem. I był ze mną mój ojciec, ale i Krzysiek., a nawet ktoś jeszcze z naszego roku. Ja pisałem programy komputerowe i nagrane dyskietki oddawałem jakimś obcym ludziom na poszczególnych stacjach. Wszyscy dawali mi pieniądze, a ja kupowałem za to muzykę. I w pewnym momencie ktoś otworzył drzwi przedziału, to był konduktor, ale w mundurze lotnika, a za nim ktoś stał i nie mogłem dojrzeć kto, i bardzo mnie to denerwowało, bo nie wiedziałem, czy mam się bać czy cieszyć. I wtedy, jak już konduktor-lotnik odchodził i miałem nadzieję zobaczyć kto tam jest – wtedy się obudziłem. Nie przepraszaj, co prawda wolałbym, żebyś mnie obudziła osobiście. Powiedz mi, jak jesteś ubrana? Jak to nie całkiem? No to powiedz, jak jesteś rozebrana... Jakiego koloru? O, fajnie, ja lubię żółty, świetnie musi pasować do twoich włosów. Dobrze, wyjątkowo pomyślę, niech ci będzie. Mamy umówione. No to hej, dzięki że mnie obudziłaś, muszę już iść. Na razie.
*
– Przepraszam, pomyłka... Nie, pan pomylił numer. Proszę wykręcić jeszcze raz.
*
Witaj, strasznie cię przepraszam, że wczoraj nie mogłem rozmawiać. Oczywiście, że nie byłem sam. Nie, nic się nie stało, tylko... A wiesz, to dobry pomysł. To jaki byłby kod?... Ho, ho, ale jesteś przemyślna.
*
MOSKWA (Od naszego korespondenta). Załoga stacji kosmicznej „Mir”, od pięciu miesięcy przebywająca na orbicie, powiadomiła wczoraj dowództwo lotu o zaobserwowaniu niezidentyfikowanego obiektu latającego, poruszającego się na zbliżonej orbicie. Rosjanie natychmiast opublikowali dementi, iż w rzeczywistości obserwacja nie miała miejsca, a wszystko było wynikiem halucynacji, jakiej uległ kosmonauta zbyt długo pracujący w otwartej przestrzeni kosmicznej. Wchodzący w skład międzynarodowej załogi „Mira” dwaj astronauci amerykańscy w czasie telekonferencji potwierdzili jednak fakt obserwacji. Na wysokości stacji „Mir” krąży podobno inny obiekt o zbliżonym charakterze. Prawdopodobnie jest to pojazd załogowy. Ani Rosja, ani USA, ani żadne inne z mocarstw kosmicznych nie identyfikują nowej stacji jako własnej.
*
Masz chwilkę? Chciałem ci powiedzieć, że jeszcze nigdy nie miałem tak pięknej wycieczki tą trasą. Myślisz, że ten znajomy ojca poznał cię w tej knajpie? Moim zdaniem, jakby cię poznał, to by ci się ukłonił, nie? Najwspanialszy był ten parking pod Złotą Górą, gdzie czekaliśmy na zachód słońca... No pewnie, że szkoda, nie zawsze lubię mieć rację. Dość to kiepska satysfakcja, że ono zaszło tak jak przewidziałem za trzy, a nie za dziesięć minut, jeśli całowaliśmy się tylko do momentu, aż znikło? ... No to po co wysiadałaś, jeśli ci się zrobiło smutno? Myślisz, że mnie jest łatwo oddawać cię komuś innemu? Mam za dużą wyobraźnię, niestety. I coraz trudniej mi czekać na ciebie... Ach, bez sensu. Wiesz, jest taka funkcja w programie graficznym Foto-touch, która pozwala wyrzucić z pamięci wszystko poza zaznaczonym fragmentem, crop się nazywa. Zaznaczasz co chcesz na obrazku, naciskasz control-delete i już całej reszty nie ma. Zdaje mi się, że ktoś zaznaczył mi tylko ciebie na obrazku i nacisnął control-delete. Pierwszy raz oglądaliśmy razem najpierw zachód słońca, potem wschód księżyca... Tak, masz rację – może kiedyś będzie odwrotnie – najpierw obejrzymy zachód księżyca, a potem wschód słońca. I pierwszy raz powiedziałaś, że mnie kochasz. Dalej tak myślisz, kiedy już ten dzień się skończył? Ja też, dobranoc, do jutra – niestety, to tyle godzin!
*
No, cześć, witaj. Świetnie, że dzwonisz. Nie, dlaczego się mam pogniewać?... Jak to... Czy coś się stało? Jak to nic takiego, jeśli... Płaczesz? Proszę cię... Co to znaczy „przez jakiś czas”? Dobrze, oczywiście, nie pytam. Żegnaj, na razie.
*
WARSZAWA. Polarnik Andrzej Sroczyński, który pierwszy poinformował opinię publiczną o wylądowaniu na Antarktydzie załogowej stacji kosmicznej, zawiadomił wczoraj grono polskich dziennikarzy, że poprzedniego dnia miał kolejny kontakt z przybyszami z Kosmosu. Późnym popołudniem w jego mieszkaniu na Mokotowie pojawiło się trzech czarno ubranych mężczyzn, z których jeden pozostawił Sroczyńskiemu nagrane na taśmie magnetofonowej przesłanie do Ziemian. Przybysze twierdzą, że ich zamiary są całkowicie pokojowe, co więcej, że mają dla nas ważne informacje naukowe i technologiczne. Zażądali wyznaczenia kompetentnych przedstawicieli do rozmów, z tym, że wykluczają udział w nich sił zbrojnych, niechętnie odnoszą się również do polityków. Andrzej Sroczyński, uprzedzając pytania dziennikarzy, przedstawił taśmę z nagraniem rozmowy oraz – co rozbawiło obecnych – swoje świadectwo zdrowia psychicznego.
*
Witaj, chciałaś żebym zadzwonił wczoraj, tak? Siedziałem w domu, dochodziła dziewiąta i tak sobie myślałem: zadzwoń, zadzwoń, zadzwoń. I kiedy minęła dziewiąta i nic – poczułem się, jak oszukany. Znowu pomyślałem sobie tak, jak po tym twoim ostatnim telefonie – że przyszedł facet od tej loterii i powiedział: proszę oddać tę nagrodę, sprawdziliśmy, pan nie wykupił losu... I dwie minuty później dzwonek. Jak na to wpadłaś? Nie mogłem wczoraj rozmawiać. A dzisiaj w ogóle nie planowałem jechać na tę konferencję, ściągnęłaś mnie telepatycznie. Wiesz, to było tylko pięć dni, a mnie się wydawało, że z miesiąc. Nie bój się. Bo się boisz, prawda? Siebie? Uśmiechasz się? A ta ciemno malinowa spódniczka świetna.
*
Widzisz – dojechaliśmy bezpiecznie, i nad Wisłą nie było znowu tak zimno, i słońce świeciło... Ja sobie myślę, że to jest trochę ten świat po drugiej stronie, tylko zamiast przechodzić przez lustro, przechodzimy na drugi brzeg rzeki. No dobra, przejeżdżamy. I tym samochodem odjeżdżamy od rzeczywistości, tej codziennej, i poruszamy się jakby równolegle do niej. No jasne, to nie jest w nawiasie zwykłego życia, czy poza tym nawiasem. To jest obok. Chyba widzisz, że nigdy się nie skarżę na to zwykłe życie? Nie zamierzam cię traktować jako aspirynę na ból głowy, wywołany sprawami codziennymi. Tylko widzisz... Ja sobie normalnie żyję, funkcjonuję, pracuję, dowcipkuję i tak dalej. Ale w środku jesteś tylko ty. No bo, jak by ci tu powiedzieć – jesteś spełnieniem wszystkich marzeń, moich marzeń. Chyba dobry Pan Bóg stworzył cię na obraz i podobieństwo moich wyobrażeń o dziewczynie... Nie masz się czego rumienić. No bo kto drugi jest tak naraz piękny, seksowny i inteligentny? No, i sprawny... Jak to, co znaczy sprawny? Jeśli ktoś potrafi jednym ruchem zdjąć z siebie w niedużym samochodzie kurtkę, sweter, bluzkę i stanik – to jest sprawny, nie?. Teraz się możesz czerwienić. A przy okazji – nie ubrałaś czegoś na lewą stronę? No, od razu łobuz...
*
No hej, to ja, jak się masz?... O, przepraszam, to pomyłka.
*
Jestem. I cieszę się, że tym razem to ty! Kto? A to dopiero! Ale odezwała się twoim głosem! I tak dobrze, że z czymś nie wypaliłem. A w ogóle to wszystko przez ciebie, nie dzwoniłaś cały jeden dzień, a miałaś. Nie, żadne pretensje, żal tylko... Może masz rację, muszę wreszcie w to wszystko uwierzyć. Nie chodzi o to, że ja to sprawdzam... No dobrze, już się nauczyłem: fakt telefonowania czy nie, niczego nie zmienia. Ale co ja zrobię, jak mi tak ciebie zawsze mało? Gdzie byłaś? Nie wierzę, że możesz się z kimkolwiek kłócić. Co powiedział? A to cham, chcesz, żebym przyjechał i dał mu po pysku? Pamiętaj, że nie może w twoim stanie zmienić ci jakichkolwiek warunków pracy i płacy. Premia uznaniowa – nie, tego nie wiem, zapytam się kogoś. No, zwyczajnie – powiem, że moja przyjaciółka jest w ciąży i ma kłopoty w pracy. A niech się domyślają, co mnie to obchodzi. Nie, żartowałem, nikomu nie powiem, nie bój się. Sorry, nie chciałem ci dokuczyć. Będziesz jutro? I teraz dopiero mi to mówisz? O Boże, idę zaraz spać, żeby szybciej przyszło jutro. Tak, na parkingu „A”. Po pracy. Nie, nic się nie stanie, bądź, czekam.
*
WARSZAWA. Polski rząd podejmuje się mediacji z Kosmitami. Przemawiając dziś w Sejmie prezes Rady Ministrów stwierdził, iż pozostaje w stałym kontakcie z prezydentem Stanów Zjednoczonych oraz premierem Rosji, a także z Sekretarzem Generalnym ONZ. Jeśli zajdzie taka potrzeba, rząd polski podejmie się mediacji w rozmowach z przybyszami z Kosmosu, wyznaczy także swoich przedstawicieli do tych rozmów. Jak dowiadujemy się z nieoficjalnych źródeł, w skład delegacji mają wejść trzej naukowcy (lingwista, fizyk i socjolog), lekarz-internista, astronom i – na specjalne życzenie Stolicy Apostolskiej – przedstawiciel Episkopatu. Będzie także polarnik Andrzej Sroczyński i trzech przedstawicieli niezależnych mediów. Urząd Ochrony Państwa zdementował informację, jakoby mieszkanie Sroczyńskiego było obiektem szczególniejszej inwigilacji.
*
Jak się czujesz? Co lekarz powiedział? OK? Uff, bałem się. Wiem, że nie powinniśmy tak ryzykować, ale... Powiem ci, że nigdy nie widziałem dziewczyny w takim stanie jak twój, która byłaby tak śliczna i tak silnie na mnie działała. No tak, masz rację, coraz większa masa oddziaływania. Słyszałem kiedyś, że jak ma się urodzić chłopiec, to kobieta w ciąży jest ładna, a jak – dziewczynka, to brzydnie, bo jej córka odbiera urodę. Ale ty jesteś tak piękna, że i pluton dziewczynek nie odebrałby ci urody. Przecież wiem, że będzie córka, mimo że jesteś taka śliczna. No i co USG? No widzisz, przecież mówiłem! Ja pierwszy? Wiesz, to jest chyba dla mnie wielki komplement. Strasznie się cieszę. Teraz jesteś superkobieca. Do tej pory wiedziałem, że kobieta jest najbardziej kobieca wtedy, kiedy ma w sobie coś męskiego, ale jeśli jeszcze dodatku ma w środku drugą kobietę... No, już nie świntuszę. Tak głupio gadam, bo się tak z ciebie cieszę. Było pięknie. Kocham cię. Dbaj o siebie. I o panienkę.
*
SZCZECIN (Od naszego specjalnego wysłannika). Statek kosmiczny, którego załoga nawiązała ostatnio kontakt z Ziemianami, zlokalizowano w odległości kilkunastu kilometrów na zachód od Nowogardu. Wojsko i kadeci z pobliskiej Akademii Policyjnej szczelnie otoczyli teren, jednakże zezwolono na podejście i sfotografowanie obiektu grupie kilkunastu dziennikarzy, w tym i Waszemu reporterowi. Jak widać na zdjęciu, obiekt w niczym nie przypomina osławionego UFO, a poruszający się w jego pobliżu pasażerowie (?) także nie są wyśmiewanymi „zielonymi ludzikami”. Ich człekokształtność jest niewątpliwa, ale być może to, z czym mieliśmy do czynienia, jest tylko kamuflażem. W gruncie rzeczy do bliskiego spotkania III stopnia nie doszło – nie dopuściła do tego i policja i sami Kosmici, którzy najwyraźniej czekają na rozwój sytuacji w związku z przygotowywanymi rozmowami z przedstawicielami Ziemian.
*
Jak się czujesz? Szukałem przez 20 kilometrów i pierwszy automat był zepsuty. Ale znalazłem drugi. Dobrze? Kiedy się wybierasz... Mam tylko końcówkę karty, a dzieli nas prawie tysiąc kilometrów. Trzymam kciuki, może wytrzymasz aż wrócę? O Boże, kocham cię jak nigdy. No to co, że 1000 kilometrów? Kocham cię tysiąc razy bardziej! Halo, halo? Halo...
*
Hej, dojechałem. Cieszę się, że czekałaś. Nie wiem, czy ci zdążyłem powiedzieć, że jesteś tak piękna i tak słodka, jak te wszystkie madonny u Boticellego. Jak bym cię nie kochał już tak długo, to zakochałbym się w tobie dzisiaj. Jaka tam gruba! Pewnie, że nie mogę się przytulić, ale co tam! Jutro idziesz? Do którego szpitala? O rany, ale się denerwuję! Wiesz, co i raz łapię się na tym, że myślę i trochę się zachowuję tak, jakby to było moje dziecko. Jak to, będzie mi wdzięczna? No tak, dzięki mnie chodziłaś tyle na spacery po świeżym powietrzu co nikt. Naprawdę, chciałabyś jej to wszystko opowiedzieć? No to pewno trochę musisz poczekać, bo to jest dozwolone od 18 lat... Wiesz, od początku naszej znajomości największą katuszą jest dla mnie to, że nie mogę się nikomu tobą pochwalić... No, pokazać się z tobą na jakimś balu, przyjęciu czy u wspólnych znajomych. A pewnie, że egoistycznie – żeby mi, psiakrew, wszyscy zazdrościli. Jestem jak filatelista, który wszedł w posiadanie błękitnego Mauritiusa, i nikomu go nie może pokazać. A teraz myśl sobie, że jestem z tobą, że to taki poród rodzinny. Czy mogę się uważać za twoją rodzinę? Dziękuję za adopcję. Całuję cię strasznie mocno – w dzidziusia też. Pamiętaj! Jestem z tobą!
*
Już? Wszystko w porządku? Hurra! Bardzo bolało? Zmęczona... Biedactwo... Cudownie, cieszę się bardzo. Jak panna? O rany, ale duża, aleśmy ją wyspacerowali. Naprawdę o mnie myślałaś zaraz potem? Tak sobie wyobrażałaś, że cię trzymam za rękę? Jesteś teraz kimś bardzo ważnym... Gdybym mógł, przyjechałbym tam z wielkim bukietem kwiatów. Tymczasem wyobraź go sobie. Jakie kwiaty lubisz? Nie wiem, czy w maju byłyby nasturcje, ale niech będą. Albo mnóstwo pąsowych róż. Nie masz pojęcia, jaki jestem szczęśliwy, że do mnie zadzwoniłaś, że jestem tak wysoko w rankingu. Czekam.
*
WARSZAWA. Rozmowy w Jabłonnie już za kilka dni! Andrzej Sroczyński, najwyraźniej uważany przez Kosmitów za najbardziej reprezentatywnego Ziemianina, został powiadomiony o zgodzie przybyszy na proponowany skład delegacji. Goście zezwolili na udział w rozmowach przedstawiciela Organizacji Narodów Zjednoczonych, którym będzie, jak można przypuszczać, amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. Miejscem rozmów będzie pałac Rady Ministrów w Jabłonnie. Trwają pertraktacje w sprawie ekipy dziennikarskiej. Kosmici nie zgodzili się na udział telewizji. Rozmowy mają być nagrywane, materiały wizualne przekazane zostaną Ziemi na nośnikach przybyszów. Rząd polski zapewnił, że ekipa naukowców będzie międzynarodowa, natomiast media będą wyłącznie polskie. Dochód ze sprzedaży materiałów dziennikarskich na cały świat będzie przeznaczony na poprawę stanu finansowego nauki polskiej.
*
Już z domu? Sama jesteś? Nie, ja wiem, że z córką... Ale śmiesznie popiskuje, jak mały kotek. Karmisz ją? Domyślam się, że nie butelką? Specjalnie tak powiedziałaś, żebym sobie to wyobraził, co? Ale jej zazdroszczę... Zmęczona? Pewno się nie zobaczymy prędko, co? W zasadzie powinno się do miesiąca... Jak dzwonić? Naturalnie, kiedy tylko zechcesz. Ale raczej wieczorami, bo teraz mam trochę roboty. Ja też, bardzo. Dziękuję ci, że jesteś.
*
Dzwonię, żeby powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Jak to po czym sądzę? Po tym co widziałem i po tym co czułem. I po tym, jak wracałem od ciebie, znowu nie wiem jak i którędy jechałem... Czy będziemy mieć kiedyś swoją część świata, swoje miejsce na ziemi?... Pomysł dobry, ale tam jest rezerwat przyrody... Pewnie, że mi się podoba. Ja w ogóle lubię dzieci, ale przeważnie raczej takie starsze. No, nie koniecznie osiemnastoletnie, mogą być trochę starsze. A co, masz jakieś sugestie? A chciałabyś mieć ze mną dziecko? Dobrze, wiem, że mi nie odpowiesz. Może być za chwilę, nie nalegam na szybką decyzję. Wiesz, gdzie cię całuję? Dlaczego super? Czy to jak w tym powiedzeniu: nie wiem, co pan ma na myśli, ale jeśli to samo co ja, to jest pan świnia? Przepraszam. A może ja chcę przepraszać? Wspaniała jesteś. Uciekam, pa.
*
Hej, to ja. Zadzwoń, jak będziesz mogła, cześć.
*
NOWY JORK (PAP). Od trzech dni obraduje Rada Bezpieczeństwa NZ. Głównym tematem jest kwestia rozmów z przybyszami z Kosmosu. Delegacja Chin, wsparta w dyskusji przez Rosję, Argentynę i Trynidad-Tobago postawiła wniosek o natychmiastowe przerwanie pertraktacji z Kosmitami motywując to tym, że to Ziemianie, a szczególniej wielkie mocarstwa, powinny dyktować warunki negocjacji, nie zaś przybysze z Kosmosu, o których nie wiadomo, czy w ogóle istnieją. Zaproponowano podjęcie natychmiastowej akcji militarnej, która miałaby na celu izolowanie przybyszów, a następnie rozpracowanie ich ewentualnego przesłania naukowego i technologicznego w wyspecjalizowanych ośrodkach wojskowych. Delegat Polski, zaproszony do udziału w debacie jako przedstawiciel kraju, będącego gospodarzem spotkania „na najwyższym szczeblu”, zdecydowanie odrzucił sugestie, jakoby Polska chciała zatrzymać dla siebie wszystkie ewentualne korzyści z rozmów z Kosmitami i stwierdził, ze jego kraj nigdy nie dopuści do ingerencji obcych sił na jego terytorium. Powołał się przy tym na tradycje polskiej gościnności i tolerancji, co wywołało zdecydowany sprzeciw delegacji Izraela, która na znak protestu opuściła salę obrad. Wniosek Chin jednakże nie został nawet poddany pod głosowanie, gdyż USA zagroziły użyciem prawa veta. Dziś w nocy Rada Bezpieczeństwa wypowie się na temat udziału Aldrina w rokowaniach z przybyszami.
*
No, witaj. Przez trzy dni nie miałaś możliwości? Nie, no oczywiście, że się cieszę... No dobrze, przepraszam. No, to przestańmy się przepraszać, wiesz przecież, jak mi było ciężko. Wiesz co? Wczoraj byłem na koncercie i zupełnie fatalnie usiadłem. Nie, nie to, tylko usiadłem między dwiema paniami, które mi się podobały. No racja, już samo to jest fatalnie, ale ta, która mi się podobała z prawej, była z mamą, a ta z lewej była z córką. Pech, co? W dodatku, żadna z nich nie była podobna do ciebie, więc i tak były bez sensu.
*
JABŁONNA (Od naszego specjalnego wysłannika). Rozmowy z Kosmitami już jutro! W pobliże pałacyku nawet mysz bez przepustki się nie przeciśnie, dokumenty sprawdzane są co chwila. Cała miejscowość opustoszała – mieszkańcy zostali ewakuowani, na miejscu pozostaje tylko wojsko i policja, a także przedstawiciele Kościoła. Reprezentanci międzynarodowych mediów nie są wpuszczani, podobnie zresztą jak ktokolwiek obcy. Jak dowiedziałem się nieoficjalnie od reprezentanta policji, który chce pozostać anonimowy, już wczoraj po południu przybyło do Jabłonny siedmiu gości z Kosmosu, którzy zamieszkali w lewym skrzydle pałacu. Jest z nimi Andrzej Sroczyński, a także profesor lingwistyki stosowanej z Toronto oraz belgijski astronom – przyszli uczestnicy negocjacji. Atmosfera jest niezwykle napięta, ale i uroczysta. Ten przełomowy niewątpliwie moment w dziejach ludzkości następuje właśnie w naszym kraju, co jest swojego rodzaju nagrodą, przejawem wyższej sprawiedliwości wobec narodu, tak srodze doświadczonego przez historię. Oficjalne rozmowy, jeśli wszystkie przygotowania zostaną ukończone na czas, rozpoczną się jutro przed południem.
Od redakcji: Od jutra nasza gazeta wydawać będzie codziennie po południu dodatek specjalny, w którym nasz wysłannik przedstawiać będzie szczegółowe sprawozdanie z negocjacji w Jabłonnie.
*
Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że okropnie teraz nie mam czasu. Do domu rzadko kiedy wracam przed północą, a w ogóle bym tego pewno nie robił, gdyby nie nadzieja na twój telefon. Wiesz, chciałbym kiedyś spędzić z tobą taki wieczór, że ty byś sobie spokojnie siedziała i czytała, ja mógłbym sobie pracować, żeby tylko od czasu do czasu móc na ciebie popatrzeć, dotknąć twojej ręki, czuć cię koło siebie. Pewnie, że nie cały czas. Ja też, te rozmowy są dla mnie czymś absolutnie niezbędnym. Wiesz, że nieraz tak sobie myślę, że nawet gdybyśmy już byli razem, to musiałbym wyjść od czasu do czasu i do ciebie zatelefonować. Chyba stłukło się to lustro, przez które przechodziliśmy na drugą stronę. Teraz strony się pomieszały.
*
JABŁONNA (Od naszego specjalnego wysłannika). Wczoraj do późnego wieczora trwały szczegółowe dyskusje na temat podstawowych pojęć, których uzgodnienie jest potrzebne, by w ogóle rozmowy mogły się zacząć. Przybysze wykazywali ogromną cierpliwość i dobrą wolę, tłumacząc na gruncie podstawowych praw fizyki główne prawdy nauki, obowiązujące w ich świecie. W tej dziedzinie dość szybko porozumieli się z profesorem Albertem Borenheimem z Uniwersytetu Berkeley, natomiast prawdziwe problemy zaczęły się przy próbie uzgodnienia pojęć z dziedziny etycznej i społecznej. Na pół dnia przerwano rozmowy i dopuszczono udział informatyków (o ile takie pojęcie jest stosowane na planecie gości) z obu stron, bowiem urządzenie do tłumaczenia napotkało na nieprzewidziane przedtem bariery. Szczegółów tej sesji (odbywającej się bez udziału dziennikarzy) nie podano, ale fakt, iż przedstawiciel Episkopatu wyjechał na pilne konsultacje do Watykanu, skąd ma powrócić dopiero jutro, daje dużo do myślenia. Do chwili, gdy nadaję te korespondencję, oprogramowanie komputerów tłumaczących nie zostało ukończone.
*
Hej, dzwoniłaś? Jestem. Ja też się cieszę. Co u ciebie? Wiem, że głupio, ale tak długo się nie widzieliśmy, że już zapomniałem jak z tobą rozmawiać. Jak to, wyjeżdżasz, a dziecko? Na długo? No, tydzień czy dwa to nie długo w porównaniu z wiecznością... Uciekasz? Przed sobą nie uciekniesz, wiem coś o tym, próbowałem. Tylko baronowi Münchausenowi udawało się podnosić siebie samego za włosy... No rozumiem, że mąż wziął urlop, a ty? Teraz on bierze się za garnki i pieluszki, a ty wyjeżdżasz odpocząć? A, sorry, to znaczy, że dalej będziesz robić to samo co do tej pory, tylko w gorszych warunkach? No, wszystkiego dobrego... Nie płacz, nie warto, już nie będę. Może zadzwonisz? Bez telefonu, no fajnie. Szkoda, bo mogłabyś pojutrze do mnie zadzwonić przez pomyłkę. No bo za dwa dni minie rok, jak zadzwoniłem co ciebie przez pomyłkę. Nie! Do cholery, nie żałuję, nie żałuję ani minuty z tego roku i gdybym wtedy to wszystko wiedział, zrobiłbym dokładnie to samo...Takim samym masochistą, jak ty, wiesz? Mnie możesz oszukać, jeśli zechcesz, ale siebie nie. A teraz jedź już i nic mnie to nie obchodzi, rozumiesz? Możesz sobie jechać na koniec świata, możesz mnie w ogóle przestać widywać, możesz się do końca życia zakopać w garnkach, pieluszkach i grządce pod okienkiem, duś, duś, duś, gołębeczki. Nic mnie to nie obchodzi. I tak cię kocham i żeby się wszystko waliło i paliło, to i tak będę cię kochał. Bo ja cię kocham nie dla czegoś, nie po coś, tylko... ot tak, sobie. Dla hecy. Nie przepraszaj! Naprawdę? Jesteś pewna, że mnie? No, to już nic nie ma żadnego znaczenia, wszystko jest wspaniale. Jedź, wypoczywaj i pamiętaj o facecie, którego tu będzie skręcać za tobą. No, nie płacz, do cholery. Bo rzucę wszystko i przyjadę cię pocieszać i w ten sposób skompromituję cię ostatecznie. Nie, nie bój się, powiedz tylko mężowi, że mu obierałaś cebulę do gulaszu. Jak to skąd wiem, że gulasz? Pachnie aż tutaj. Przepraszam. Już nie będę. Kocham cię. I czekam.
*
JABŁONNA (Od naszego specjalnego wysłannika). Pierwsza seria rozmów już za nami. Przybysze zaprezentowali mapę nieba, na której określona została konstelacja, z której przylecieli. Szczegóły znajdą Czytelnicy na dołączonym rysunku. Uczestniczący w rozmowach prof. Antoine Beauchamps, astronom z Brukseli, zaklasyfikował gwiazdę macierzystą gości, do typu podobnego do naszego Słońca i stwierdził, że znajduje się ona w odległości 400 lat świetlnych od Ziemi. W jaki sposób Kosmici przebyli tę trasę – na razie nie wiemy. Doszło także do pierwszej kontrowersji – przedstawiciel duchowieństwa zażądał, by z rozmów wykluczono jakiekolwiek kwestie ontologiczne, związane z wierzeniami i zwyczajami przybyszów, czego ci nie mogli pojąć. Stwierdzili, że ich system technologiczny jest powiązany ściśle ze sprawami społecznymi i filozoficznymi i nie da się tych kwestii rozdzielić. Nie zamierzają podobno w najmniejszej mierze ingerować w nasze sprawy duchowe, ale u nich duchowość ogranicza się do kultury. W tym miejscu przedstawiciel Episkopatu oraz polski lekarz dr Marek Włodarkiewicz stanowczo zaprotestowali i stwierdzili, że jeśli przybysze będą naruszali podstawowe wartości, to rozmowy zostaną zerwane. Nastąpiły znów kłopoty z przekładem i sesja została odłożona do czasu niezbędnego uzupełnienia programów komputerowych.
*
– Tak, słucham? To naprawdę ty? Dzwonisz z Księżyca? Jak to z zepsutego automatu? O, to fajnie, źle słychać, ale za to za darmo? Coś za coś... Kto w sklepie? No, to powiesz, że dzwoniłaś do pomyłki. Pojutrze? Jasne, że będę. Naprawdę chcesz? Bo ja, widzisz, tak sobie myślałem i wymyśliłem, że ty myślisz, że to wszystko było pomyłką. Że los się fatalnie pomylił. Kocham cię przez pomyłkę.
*
JABŁONNA (Od naszego specjalnego wysłannika). Protesty, które od wczoraj organizowane są w całym kraju przeciwko rozmowom z Kosmitami, dotarły i do Jabłonny. Przy słabym oporze ze strony policji, biały marsz, którego uczestnicy skandowali „Precz z bezbożnikami” i „Precz z komuną!”, dotarł pod sam pałac. Wybito kilka szyb, do sali obrad wrzucono też transparent z napisem „Wyrzucić agentów KGB”, a grupa młodzieży wymalowała na ścianie szubienicę z gwiazdą Dawida. Przedstawiciel Urzędu Ochrony Państwa, którego ze względu na wyjątkowe okoliczności dopuszczono do udziału w obradach, złożył w imieniu rządu oświadczenie, wyrażające ubolewanie wobec zaistniałych faktów. Socjolog, prof. Adam Betański, wytłumaczył przybyszom, że Polska jest krajem tolerancyjnym, ale zarazem bardzo przywiązanym do historycznych wartości, w których człowiek, a więc Ziemianin, podległy Istocie Najwyższej, jest miarą wszechrzeczy. Wszystko, co stoi w sprzeczności z tymi wartościami, nie może być przedmiotem dyskusji. Jeden z przybyszów stwierdził wówczas, że w sprzeczności z tym stoi sam fakt ich istnienia, więc trudno będzie im przystać na takie założenie, które zresztą podważa cały sens dalszych rozmów. Kosmonauta amerykański, a także naukowcy z dziedzin ścisłych zaproponowali, by unikać kontrowersyjnych tematów światopoglądowych i przejść do kwestii technologicznych. Przedstawiciele Kościoła, lekarz i socjolog stwierdzili, że w takim razie oni są niepotrzebni i opuścili salę. Przybysze poprosili o chwilę przerwy, w czasie której na osobności naradzali się bez udziału Ziemian, a następnie stwierdzili, iż przeanalizowali raz jeszcze dotychczasowe swoje doświadczenia i stwierdzają, iż w ich marszrucie musiała nastąpić pomyłka. Próbne loty i badania przy pomocy statków bezzałogowych, jakie dokonywane były w naszej części Galaktyki, stwierdzały istnienie tu życia rozumnego na wysokim technologicznie poziomie, które zdolne byłoby do uniwersalnych kontaktów z Kosmosem. Jednakże musiała nastąpić pomyłka, gdyż wszędzie dotychczas poziom technologiczny jest funkcją poziomu cywilizacyjnego. Tutaj jednak istnieją nieprzezwyciężone trudności przekładowe, uniemożliwiające porozumienie się. Proponują zatem przerwę w rokowaniach bez wyznaczania terminu kolejnej rundy negocjacji. Delegacja Ziemian nie była w stanie uzgodnić swojego stanowiska w tej kwestii i wydanie oficjalnego komunikatu odłożono do jutra. W późnych godzinach wieczornych nad miastem pojawił się dziwnych kształtów śmigłowiec, którym delegacja Kosmitów, wraz z Andrzejem Sroczyńskim, Edwinem Aldrinem i Albertem Borenheimem odleciała w nieznanym kierunku. Ambasada USA stanowczo zdementowała pogłoskę, jakoby wymienione osoby znajdowały się obecnie na pokładzie lotniskowca „Saratoga” w drodze do Stanów Zjednoczonych.
*
– Czemu nie przyjechałaś? Czekałem godzinę i... Jak to nie możesz rozmawiać, nie jesteś sama? W ogóle nie możesz? Coś się stało? Jak to – wszystko? Skąd się dowiedzieli? No to co, do cholery, w końcu istnieją jeszcze rozwody. Jak to pomyłka? Aha, oni myślą, że... Rozumiem, nie umiesz udowodnić, że to jego. Grupa krwi? A to dopiero... Czy chcesz, żebym się z nim spotkał? Słuchaj, głupio się zapytam – a jak jest między nami? Rozumiem. Myślałem, że może... Nie. Przepraszam. No cóż, pomyłki się zdarzają. Zadzwoń, jak się uspokoi. Będę czekał.