Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
18 kwietnia 2014
Baranki Wielkanocne
Zgodnie
z prognozami. Przed Wielkanocą na Podhalu jest chłodniej, niż
przed Bożym Narodzeniem: w Wielki Piątek rano mam na termometrze minus 1
stopień. Czas między tymi świętami zleciał nie wiedzieć kiedy, mierzony
dla mnie, emeryta, obłędnym kieratem pracy, spowodowanej z jednej strony
siłą przyzwyczajenia, z drugiej - przyziemnymi potrzebami
organizacyjno-finansowymi. Jedyna przerwa w kieracie - kilka dni w
Budapeszcie. Spiętrzenia w robocie: Gala Poezji w Szkole, wieczory
autorskie w Milanówku i Podkowie, przygotowania i realizacja wieczorów
orientalnych w Nowym Targu.
Zapachy. Na mojej klatce schodowej znów przedziwny melanż zapachów, w którym identyfikuję pieczony schab, czosnek, sernik i drożdżowe ciasto, zapewne pochodzące od baby wielkanocnej. Na to wszystko nakłada się zapach środków czystości, wśród których dominuje płyn do mycia okien. Za oknami, w porannej mgle, wędrują obładowani zakupami miejscowi i uginający się pod ciężarem plecaków przyjezdni. Na parkingach przeznaczonych tylko dla mieszkańców osiedli - samochody z rejestracjami krakowskimi, warszawskimi, rzeszowskimi, poznańskimi i śląskimi. W Nowym Targu zapewne nie są to turyści, tylko rodziny nowotarżan. Nie mam pretensji: zaparkowałem odpowiednio wcześnie i mam nadzieję, że nie będę musiał nigdzie wyjeżdżać. W końcu, jest tyle roboty...
Celofan. W moim sklepie osiedlowym koperek, natkę
pietruszki i szczypiorek sprzedają owinięte w przezroczysty celofan,
zabezpieczony gumką. Kiedyś tak sprzedawano kwiaty, ale dziś kwiatów w
Nowym Targu trzeba szukać tylko w kwiaciarniach, a tam je pakują w
ozdobny papier. Z celofanem jest taki kłopot, że nie wiadomo gdzie go
umieszczać w czasie segregowania śmieci: wygląda jak plastik, ale
zachowuje się jak papier... Akurat w moim śmietniku papier i plastik
lądują w tym samym pojemniku. Makulaturę wrzuca się też do pozostałych
kontenerków. Na próżno kiedyś apelowałem o wydzielenie osobnego miejsca
na papier. W ogóle odnoszę wrażenie, że ta cała segregacja wstępna jest
po prostu ściemą. Albo nie dorośliśmy jeszcze do tak wysokiej
świadomości ekologiczno-technicznej.
Dieta
i wybory. W świątecznym "Newsweeku" dobry artykuł o
dziesiątkach rodzajów diet odchudzających, mających jedną wspólną cechę:
nieskuteczność. I kapitalne zdanie: w Polsce więcej ludzi jest na diecie
odchudzającej niż chodzi na wybory... Nie wiem, na jakich badaniach
autor oparł to stwierdzenie, ale brzmi smacznie, z przeproszeniem. Swoją
drogą, zadziwiające: sądzę, że mam większe szanse przy pomocy kartki
wyborczej wpłynąć na kierunek przebiegu wydarzeń w kraju, niż przy
pomocy diety schudnąć. Najlepiej mi się chudło, kiedy ważyłem (przez
wiele lat) 62 kilogramy - jedząc wszystko, pijąc co się dało i
kompletnie nie zwracając uwagi na dietę. Schudłem najbardziej, kiedy
przez dwa tygodnie po krwotoku z dwunastnicy odżywiałem się dożylnie.
Ale nie polecam. Sądzę, że najskuteczniejsza dieta polega na tym, żeby
po prostu jeść i pić tyle, ile trzeba dla życia, no i na wyeliminowaniu
z menu samochodu. Jadłeś na śniadanie dwie bułki? Jedz jedną. Na obiad
cztery ziemniaki i dwa kawałki mięsa? Podziel przez pół, będziesz miał
na dwa dni. Na kolację? Może tylko drobna zagrycha... No i fajnie, ale
co będzie warte takie życie? Rzecz jasna, to wszystko tylko kwestia
wyboru...
Umarł Marquez. Jacyś kretyni w jednym z portali
informują, że zyskał światowy rozgłos dzięki jednej książce. I
jedyne co określa go w czołówce
artykułu to to, że był noblistą i przyjacielem Fidela Castro.
Oczywiście, żyjemy w demokracji i każdemu wolno być publicznie głupim.
Ale żeby aż tak? W mojej niewielkiej biblioteczce papierowej i
elektronicznej mam kilkanaście powieści i zbiorów opowiadań Gabriela
Garcii Marqueza, spośród których cenię najwyżej nie Sto lat
samotności (to ta rzekomo jedna książka, która przyniosła mu
rozgłos), ale Miłość w czasach zarazy. Poza tym uwielbiam
Jesień patriarchy, Nie ma kto pisać do pułkownika, Kronika
zapowiedzianej śmierci, O miłości i innych demonach, Generał w
labiryncie. Nie przepadam za autobiografiami, więc nie koniecznie
mi się podoba Życie jest opowieścią, a wobec ostatniej
opublikowanej powieści Rzecz o mych smutnych dziwkach (jak
eufemistycznie przetłumaczono tytuł
Memoria de mis putas tristes) mam tzw. mieszane uczucia,
zwłaszcza po tym, gdy w 2011 pokazano ekranizację tego dzieła. Twórca
realizmu magicznego (swoją drogą, nie ma chyba w literaturze
bardziej nadużywanego pojęcia) był genialnym klucznikiem, który otworzył
nam wrota do zaczarowanego świata literatury iberoamerykańskiej, za co
mu jestem ogromnie wdzięczny.
Gdy Marquez skończył 74 lata, wykryto u niego raka. On sam, a wraz z nim cały świat, spodziewał się w każdej chwili najgorszego. W 2001 roku na drzwiczkach biblioteczki mojej córki znalazłem wtedy przyklejony wydruk listu, który pisarz, wycofując się wówczas z życia publicznego, rozesłał do swoich przyjaciół. W Polsce rozpowszechnił go znany himalaista i andynista, psychiatra prof. Zdzisław Ryn. Warto może przypomnieć te słowa, po napisaniu których G.G. Marquez żył jeszcze 13 lat:
Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz. Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę. Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Prześlij te słowa komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie. Teraz jest czas.
Wielki Piątek. Przeglądam headliny dwóch największych portali. Oto główni bohaterowie: Katowicki "Spodek", G.G. Marquez, Anne Aplebaum, Adam Nawałka, Jerzy Janowicz, kochający się brat i siostra, ryba mintaj, Krzysztof Ibisz, Serena Williams, Magda Gessler, Patrycja Kazadi, Wojciech Cejrowski, Aleksander Kwaśniewski, Hugh Grant, Justyna Steczkowska, Władimir Putin, Justyna Kowalczyk, Budka Suflera, Johnny Depp, bracia Kliczko, księżna Kate, Edyta Górniak. Czy aby Kogoś nie brakuje?