Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
15 grudnia 2012
W świątecznych blokach startowych...
Finiszuje
roczek, my też już startujemy do spraw
świątecznych. Wczoraj zaczęło się od
bardzo rannego wstania, jazdy po Renatkę
na dyżur, rehabilitacji na Szaflarskiej
(ale nie w związku z powyższym), a potem
zauważyłem, że w prawym kole mam coś
mało powietrza, więc trzeba było
podjechać do warsztatu i podpompować.
Potem szybciutko do POSA, gdzie dzień
był bardziej zwariowany niż zwykle.
Najpierw na lekcji z VII klasą miałem
połowę uczniów, bo reszta była na
egzaminach ze skrzypiec. Ciekawe, czy na
egzamin z wiedzy o regionie wolno by mi
było wyjąć uczniów z lekcji muzyki.
Przypuszczam, że wątpię - jak
mawiał niezapomniany (przeze mnie!)
Stefan Wiechecki - Wiech. Ale nie było o
czym i z kim gadać, zresztą nad górami
wisiał halny, a w związku z tym awantura
- w powietrzu. Potem lekcji z VIII kl.
nie miałem, bo byłem wyznaczony do
przeprowadzenia egzaminu gimnazjalnego z
języka angielskiego na poziomie
rozszerzonym w IX klasie. Oczywiście,
moja rola ograniczyła się tylko do
rozdania testów, włączenia odtwarzacza
CD i pilnowania, żeby zachowywali się
odpowiednio. Nie było żadnego szkolenia,
instrukcji, radziłem sobie własnym
konceptem, wspierany przez... uczniów. A
egzamin był próbny i to w terminie mocno
spóźnionym, bo we właściwym czasie
dyrekcja... zapomniała go przeprowadzić.
Potem na literaturze w kl. VII nie było
uczennicy, więc siedziałem i czytałem
książkę, klasa VIII przyszła w niepełnym
składzie, a IX po tym egzaminie była już
do końca zwolniona z lekcji.
Wróciłem więc do NT, zrobiłem zakupy, coś zjadłem i pojechaliśmy z Renatą do szpitala, gdzie ona miała do przekazania koleżankom jakieś książki, a potem - do galerii "Jatki", gdzie był wernisaż wystawy Piotra Frysztaka, dość skromnej moim zdaniem, ludzi niewiele, ale wśród nich sporo znajomych, ostatnio jakoś częściej widywanych przy różnych kanapkowo-winkowych okazjach (nie bardzo miłe dla mnie: kanapki przeważnie z szynką, więc nie konsumuję, wino jak wyżej... Ale był też tonic, pyszny.) A potem pojechaliśmy migusiem do Białego Dunajca, gdzie w GOK-u była bardzo sympatyczna impreza wspominkowa na temat Wojciecha Kułacha-Wawrzyńcoka, rzeźbiarza z Gliczarowa, którego 200-lecie urodzin obchodziliśmy w początku roku (24 marca), a teraz, pod koniec - przed Świętami wypadająca 115 rocznica śmierci. Posiady prowadziła z wielkim temperamentem przedstawicielka rodu artysty, Bogumiła Kułach, a gwiazdą wieczoru była najwybitniejsza znawczyni postaci Wawrzyńcoka - Barbara Gałdyś, pod której kierunkiem od lat prowadzone są badania nad jego życiem i twórczością i prace popularyzujące tę postać, także wśród dzieci i młodzieży. Było sympatycznie, choć zimno, pyszne przekąski góralskie, miła atmosfera. Spotkałem przyjaciela sprzed lat - Andrzeja Czernika, poetę Białodunajeckiego, z którym kiedyś pracowałem w zakopiańskim Urzędzie Miejskim. Był też elokwentny i elegancki jak zawsze wójt Białego Dunajca - Andrzej Jacek Nowak.
No a dziś - po odpracowaniu działań allegrowych - start do świąt. Co było do wymyślenia - jest już wymyślone, co do przygotowania - przygotowane, co do kupienia - kupione. Ale oczywiście nie wszystko załatwione. Jednak już powoli zabieram się za kuchnię i mój wkład w dania wigilijne. Zazdrośćcie, pospolici biedronkożercy! Śledziki - wiadomo, moja specjalność - właśnie przygotowane, będą przez tydzień się "przegryzać", w poniedziałek startuję ze świątecznym bigosikiem, chrzan ewangelicki zaraz wejdzie na taśmę produkcyjną, rybki już się niebawem odłowi (w zamrażarce), pierogi czekają na dokończenie... Jakieś pieczenie i schabiki mają jeszcze czas, tudzież wigilijna bouillabaisse.
Z halnego zrobiła się odwilż, jest koło zera i posypuje śnieg, zmieszany z lodowym deszczem. Ale chyba nie stopnieje do świąt, myślę, że nawet dosypie.
Wzruszyła mnie dziś przyjaciółka moja Krysia Ch., która nie widząc mnie przez kilka dni na Skypie (nie miałem głowy do tego, żeby włączać, a jakoś zlikwidowało mi się automatyczne logowanie) zadzwoniła, żeby się dowiedzieć, czy nic mi się nie stało. Jak się dowiedziała, że jeszcze żyję, to mi powiedziała, że dziś przypada 11 rocznica jej ślubu z Olkiem. Mój Boże, tylko tyle? A mi się wydawało, że już o wiele dłużej są razem... Pamiętam ten niezwykle romantyczny, a poczęty w Internecie międzynarodowy romans i okoliczności, w jakich się o tym dowiedziałem i Olka poznałem... Strasznie odległe czasy, a przecież jakby ledwo wczoraj... Bądźcie dalej tacy fajni i niech ta miłość, z wirtualnej zmieniwszy się w realną, dalej Wam ubarwia życie!
W ramach przedświątecznych porządków chcę się pozbyć komputera stacjonarnego, który mi wiernie służył najpierw w domu, potem w pracy, a teraz już jest zbyteczny, bo mam - też niezbyt młodego, ale dobrego - laptopa. Ten stacjonarny jest doskonale sprawny, z dość nowym płaskim monitorem, chcę za niego 200 zł, może reflektujecie? Warunek - trzeba podjechać na Szaflarską i samemu odebrać. Szczegóły są na razie TUTAJ.