Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
© Copyright by Renata Piżanowska
21-10-2010
Dziś
w nocy ogłosili wyniki Konkursu Chopinowskiego i wot siurpryza!
- wygrała Rosjanka Julianna Awdiejewa, na którą chyba nikt nie stawiał.
Ja jej słuchałem w III i IV etapie, podobała mi się, ale mnie w finale w
zasadzie podobali się wszyscy, może z wyjątkiem Wakarecego i Dumonta.
Podobała mi się jeszcze dodatkowo przez to, że któryś (któraś?) z
komentatorek powiedziała, że ona jest intelektualistką i gra Chopina
przez rozum, a nie przez uczucia. Najwięcej uczuć miał Bułgar Bożanow,
który w czasie gry wyglądał, jakby z nadmiaru uczucia miał za
chwilę narobić w spodnie. I robiło mi się niedobrze, jak na niego
patrzyłem. Jak większość ludzi,
sądziłem,
że wygra Austriak Wunder, uczeń Harasiewicza, ale dostał tylko drugie
miejsce i to ex aequo z rosyjskim Litwinem Geniuszasem (nasza prasa
uparcie pisała Geniušas),
który zresztą podobał mi się tak średnio. Ciekawy ten finał: Austriak,
Bułgar, Polak, dwoje Francuzów, i pięcioro Rosjan. Tylko Europejczycy. A
na początku dominacja Azjatów była miażdżąca...
Tak czy inaczej, konkurs się skończył i znów nie ma czego oglądać w telewizji. Wiadomości już nie trawię: jakiś szaleniec zastrzelił pracownika biura PIS-u w Łodzi. Kto jest mordercą? Tusk. A szaleńca specjalnie przygotowano do zabójstwa Kaczyńskiego. To, że zginęła przypadkowa osoba, Kaczyńskiego nie było w Łodzi, a gość miał nierówno pod sufitem, nikogo nie obchodzi. Szaleństwo przyciąga szaleństwo, a nienawiść rodzi nienawiść... Rzygać się od tego chce. A prezydent Komorowski zaprasza Kaczyńskiego na miłą pogawędkę o pokoju w polityce... Kaczyński nie przyszedł oczywiście, ale jak można takie dyrdymały opowiadać. No i dziś pan K. opowiada w Sejmie, że kobiety "broniące krzyża" przypalano po szyi papierosami, a zwolennicy wiadomo jakiej partii sikali na znicze, za przyzwoleniem władz. No, ja przepraszam... I z taką paranoją chce się dyskutować?
Dziś
zaczęła się zima, choć podobno na krótko. Rano, jak szedłem
z NT do Szaflar na przystanek, zaczął padać marznący deszcz,
potem takie krupy, wreszcie śnieg. W Zakopanem było już rano
białawo, a jak po południu szedłem na busa - zerwała się
taka zadyma, że przemarzłem w jednej chwili do kości i
warstwę śniegu musiałem z siebie zeskrobywać. Co zresztą
busiarz skomentował: jak w Sejmie taka zadyma, to co w
Zakopanem ma nie być...
Właśnie zapowiedzieli, że za chwilę w Zachęcie na Gali Radia Zet ma się pokazać pan prezydent. Ciarki mnie przeszły. Już jeden prezydent kiedyś poszedł do Zachęty...