Jakub Ptaś

Cuda w codzienności

 

Wszedłem do MOK-u, skręciłem w lewo, zaraz w prawo w krótki korytarz, robiąc szybko trasę obok sztucznego muru postawionego na środku. Potem skręciłem w prawo, impulsowo pamiętając, że na prawo znajduje się pracownia muzyczna. Idę prosto, widzę z daleka rowery. Podchodzę, badam, patrzę: Trzy. Jak przypuszczałem. Wchodzić?

Od razu, bez pytań do siebie i wahania otworzyłem drzwi. Zobaczyłem ich trójkę, znajomego przy gitarze, pokiwałem mu głową, w powietrzu zaświstało coś w stylu zachrypłego „cześć”, widziałem po prawej tylko kątem oka ją i jego, coś grzebali przy sprzęcie.

Wyparowałem z taką małą dygresją:

-  Hmm... chyba tutaj jeszcze nie jestem potrzebny.

Usłyszałem w geście potakiwania „no”. Natychmiast zamknąłem drzwi i poszedłem.

Kim oni byli? Znajomy, drugi znajomy, ona....

Wspomnienia niosą mnie gdzie indziej, w inne miejsca niż niby-rodzimy Nowy Targ. Skupiając się tylko na tym miejscu, ciężko mi znaleźć odniesienia.

 

* * *

 

Było to z końcem marca, gdy śnieg jeszcze leżał na Podhalu. Stary kumpel z przedszkola koło podstawówki nr 2, do której później zresztą chodziłem, kumpel, z którym przez tyle lat miałem kontakt, że czasami wydawało się, że znał mnie lepiej, niż ja, ponieważ sam o sobie wiele nie myślałem.

Uprzedził, że przypadniemy sobie do gustu. Ciekawe. Jego opinie o tym, z kim obecnie jestem lub zamierzam być puszczałem zawsze na wiatr, albo nie zwracając na nie uwagi, albo po prostu ignorując lub też sam mówił o tym bardzo mało.

To jednak nie było bez znaczenia, bo tym razem to mówił o czymś, co ma się zdarzyć, o osobie, której nie znam. To wywołuje zainteresowanie, jak każde proroctwo. Jednak, jak każda taka przepowiednia, staje się niesamowite, gdy się spełnia.

Chodziliśmy jak zawsze gdzieś uliczkami miasta, Kopernika, gdzie na jej końcu mieszkał, często jednak innymi, sąsiednimi, dalekimi, bliskimi. Między blokami, koło rzek, na wzgórzach. Dużo informacji? Mało? Ma to niewielkie znaczenie, każdy, kto tu mieszka, zaraz uzyska obraz całego miasta, gdzie wychował się i żył - albo chociaż przez krótką chwilę przebywał.

Najbardziej dziwić się można byłoby nazwom ulic. Niby zwykłe, nieznaczące - jak każde, po prostu są. Ignoruje się je, nie zauważa. A są pomnikami po sławnych ludziach, albo grupach - można powiedzieć, geniuszach. Czasami po zjawiskach, rzeczach, wartościach. Można by rzec - skarby leżą obok nas, a my ślepi patrzymy przez siebie, pamiętając tylko o naszych obowiązkach. Jesteśmy jak biznesmeni bez czasu na zatrzymanie się. Spojrzenie, co jest wkoło.

Wyprawy były po zakupy dla rodziców, pożyczenie rzeczy czy inne temu podobne, jak odwiedziny znajomych. Nie zawsze u nich, często po prostu na zewnątrz, na klatkach, ucinaliśmy pogawędki. Czasami kogoś zabieraliśmy ze sobą, chociaż rzadko. Tak się wędrowało, nie zawsze znając nazwy ulic. Po prostu. Szliśmy, nie rozumiejąc, co jest wokoło. Bo czy musieliśmy?

Wielkość wcale nie polega na tym, że jakaś rzecz jest ogromniasta w swych wymiarach. Wielkość polega na pełni, na tym, że potrafisz dostrzec ogrom w małości, małą rzecz, która może zawierać całą pełnię swojej istoty i dzięki temu - dzięki patrzącemu i wierzącemu - staje się wielka. Jak to ona sama mówiła, tym razie w kontekście kotów, które się jeszcze wiele razy przewiną przez tekst, zwierzęta mogą być stuprocentowe albo nie. Tak jest ze wszystkimi przedmiotami i wartościami. Również w Nowym Targu. To nieważne, że coś waży 100 kilo, czy 200. Ważne jest to, ile jest znaczenia w tych kilogramach.

Można myśleć, że ważniejszy jest opis miejsca, niż moralistyczne przekazy. Jednak czym jest to, co przekazujesz według słów? Jedynie zapowiedzią rzeczywistości, należy samemu sprawdzić, co one oznaczają.

Dworzec. Mimo wszystko, jedno z piękniejszych miejsc. Dlaczego? Tyle gołębic tam się pałęta, tyle gołębi. Symboli pokoju, dyplomacji, poprawnej komunikacji. Zgody i czystości. Mało kto zwraca uwagę na to, że często miejsce jest naprawdę jak to, kto mu patronuje - nawet jak moce zawarte w zwierzętach. Mieliśmy jechać na koncert do Zakopanego, koncert, którego nigdy w rzeczywistości nie miało być, ponieważ informacja o nim dziwnym trafem była przestarzała.

Faktycznie, w pewien sposób przypadliśmy sobie do gustu. Właściwie, to ja jej praktycznie nie zauważałem, starałem się zostawić inicjatywę wspólnemu znajomemu. Dostrzegłem tylko to, że ona jest jakby kłębkiem smutku, mimo pokazywanego od czasu do śmiechu, czy powierzchownej radości. Tak, skupiałem uwagę na zupełnie czymś i kimś innym.

Wydawało mi się w potem, że ona jedyna ze wszystkich mnie rozumiała, bo reszta zajmowała się po prostu sobą.

Zastanawiam się, czy opisywać dalekie zdarzenia i dopiero wtedy przenieść je na grunt nowotarski. Wywiązała się awantura o kumpla z przedszkola. Graliśmy w tym komedio-dramacie na żywo znajomy, ona, znajoma, ja oraz ten niby nieszczęsny brat czy przyjaciel. Nie pamiętam już, o co poszło. Tamtego dnia magia przepełniała każde zdarzenie, jakby cały ciąg był przygodą, nie zwykłą podróżą. Uwierzylibyście? W KFC wywiązała się kłótnia, w wyniku której na kartce papieru kumpel narysował kilka scen. Przedstawiły one sprzeczkę pomiędzy nami. Dałem mu jeszcze raz papier, narysowałem ramkę do następnej kartki. Naskrobał coś podobnego, znaczy naszą strzelaninę - karabiny wymierzone i wystrzeliwane z nich kule wprost w niego.

Trochę impulsywnie zdegustowany, gdy nikt nie widział, narysowałem piątą, ostatnią scenę, w której wszyscy trzymają się za ręce.

 

Wyszedł pierwszy. Znajoma poszła do WC, ja być może zniecierpliwiony albo raczej powodowany impulsem wyszedłem na dwór. Zakopane było zupełnie inną historią, niż Nowy Targ. Wyglądało jak wielka tawerna, w której podchodziło się do odpowiednich stolików, zamawiając coś ze spiżarni. W oknach były widoki na okoliczne, największe atrakcje - krajobrazy. A Nowy Targ? Sama nazwa mówi. Jak odnowiony targ, tyle, że z pewnymi miejscami zamieszkania, budynkami mieszkalnymi okrążającymi miejsce dokonywania transakcji. Jednak, jak tu i tam, wokół otaczała nas wieczność prawdziwego świata - rozumianego jako przyroda, nie zaś czyny ludzi. W końcu świat to nie to, co nasz polityk zrobił, albo co zrobili za granicą - to nie urzędy i ludzie, obok których mieszkasz, to nie region, ustanowiony przecież przez ludzi, ale miejsce samo w sobie - natura, ze wszystkimi jej obrazami. Potęga drzemie w tym, co jest czymś innym niż czyny ludzi, bo to coś właśnie je powoduje. Ta siła zawarta w przyrodzie przyczynia się do naszych dążeń i działań. Stamtąd bierzemy moc. To jest osławiony Bóg.

 

Wyszedłem i stałem tam na rogu, nie wiadomo na co czekając. Wyszła prawie że biegiem i ona, wyszedł i znajomy za nią, oraz znajoma. Popatrzyłem wkoło, nie było bądź co bądź przyszywanego Brata. Ona szła szybciej od nas, chyba myślała, że jest sprawcą tego zamieszania. Przeczuwałem coś złego. Przeczucie w tym przypadku mnie nie myliło. Szła prosto, przed nami, próbowałem pospieszyć pozostałych, znajomą oraz znajomego, ale oni szli dość wolno. Intuicja ciągle wiedziała, że będzie coś nie tak.

Poszliśmy prosto, gubiąc ją po drodze, bo dawno już nas wyprzedziła. Po paru chwilach byliśmy już na dworcu w Zakopanym, ale jej ani przyjaciela ani śladu, widoku i słuchu. Czy mam opisywać całą pogodę? W końcu w opowiadaniu pisze się o wszystkim, nie tylko o tym, co się widzi. Ale co wy chcecie od Zakopanego? Tam jest wyczuwalna tylko aura nieskończoności, wieczności zaklętej w górach i oddziałujących na, w cudzysłowie, „miasto”. Reszta to tylko widok. Muzyki naprawdę mało, trochę wilgoci - jak przystało na zimę.

 

Ważny szczegół. Noc. Wtedy w zimie już była noc, dawno po 18. Tak. Wbiegła z płaczem na koniec dworca, na tyły, gdzie były stacje. Okazało się, że ją okradli... a raczej okradły. One, dwie „gówniary”, jak sama określiła. Ja inaczej teraz bym je określił. Były one wynikiem wielu lat nie-wychowywania, braku uwagi, były winą żądzy jakiegoś mężczyzny i jakiejś kobiety. Winą wszystkich tych ludzi, którzy nie zwracali na nie uwagi, nie dawali im wystarczającej miłości. Tego miejsca, w którym żyły i którego nie dostrzegały, tego wszystkiego, czego nie doświadczyły, ponieważ były bez świadomości przeżyć. Winą tych, którzy wierzyli, że kiedyś będą, winą tych, którzy wierzyli, że kiedyś okradną przypadkową osobę, która w swej nieświadomości również polazła gdzieś, gdzie nie trzeba. Do zakopiańskiego parku na wprost od dworca, po prawej stronie na drodze, którą w zbyt wolnym tempie przeszliśmy - znajomy, znajoma oraz ja. Poganiałem ich trochę, ale nie wystarczająco, a samego siebie nie chciałem pogonić, by biec. Może powiesz, że miałem prawo, że nie jej nie znałem, nie wiedziałem, że jednak moje przeczucie może okazać się prawdziwe i że byłem zdemoralizowany tym, że zostali w tyle, czy też wolno szli, rozmawiając o jakiś rzeczach, w tym momencie być może mało ważnych. To moja wina również, bo nie odważyłem się, wobec tych bohaterskich zdarzeń również uczynić coś równie bohaterskiego, co i tak było niemożliwe, bo potęgi Boga nie da się zmierzyć i do niej dotrzymać stopnia.

 

Zadzwoniliśmy po policję, ona z nimi pojechała przeszukać teren. Tymczasem wrócił stary, dobry kumpel, ale jednak zaczęliśmy się kłócić, w końcu doszedł następny argument. Bo niby gdyby nie on, to tak by się nie skończyło. To było dopiero środek, treść. Mimowolnie rozpoczęliśmy rzucać w niego argumentami o tym czy o tamtym, mieszając nieumiejętnie w to także Boga.

 

Tak spełniła się scena narysowana przez nas na zwykłej kartce.

Sen, czy jawa? Marzenie, czy rzeczywistość?

W ostatnich czasach granica tej interpretacji się zaciera również w Nowym Targu. Szczególnie, gdy ten obchodzi 660 lecie w roku 2006, a Magiczną Liczbę będzie obchodził dokładnie w tym roku, na który jest najczęściej datowany koniec świata. Tak dokładnie, to ma to być 21 grudnia 2012, gdy bieguny Ziemi znowu się zmienią. Wtedy ludzkość przejdzie kolejny skok w ewolucji - tym razem skok w duchowość. Skok w inteligencję już był. Teraz staniemy się duchowymi istotami, potrafiącymi wszystko przebaczyć. Jak to prorokuje Biblia, nastanie nowa ziemia i nowe niebo. Proroctwa wtedy się skończą. Ale Miłość, która przyjdzie i przyniesie ze sobą Królestwo Niebieskie będzie trwała wiecznie. Już trwa. Już przychodzi i już przynosi.

Jestem zatem bardzo ciekawy, skoro teraz takie cuda się dzieją, co się stanie w Nowym Targu za te sześć lat. Pewnie to samo, co z resztą świata - wielka, globalna przemiana. Co ma jednak ta liczba do tego miejsca?

Gdy w końcu przeszliśmy jakoś przez kłótnię, ona wróciła, pojechaliśmy z powrotem do domu, do miejsca, skąd wyruszyliśmy. W autobusie podaliśmy sobie ręce, ona podała mi i znajomej, znajoma kumplowi, a brat znajomemu. Pięć osób, jakby w magicznym urzeczywistnieniu, podało sobie ręce jak na piątej scenie, którą narysowałem.

Może gdyby to była bajka... ale nie była. Była to rzeczywistość, przygoda. Ciąg zdarzeń. Dojechaliśmy do Nowego Targu, wyszliśmy nocą i poszliśmy przez Ludźmierską prawie do końca, gdy kończy się ulica miasta, a gdzie po lewej zaczyna się bór.

Tu zakończę opowiadanie, by nie wyjawiać zbyt wiele szczegółów, bo już sporo ich odkryłem.

Urok pojedynczego ciągu wydarzeń, w którym podróżujemy wokół nieznanego. Mimo, że nie ufamy przyszłości, wierzymy w nią, gdy jesteśmy w teraźniejszości i w miejscu, gdzie jesteśmy. Słynne Tu i Teraz, gdzie znajduje się Królestwo Niebieskie. Chociaż, gdy przyjdzie, nie będziemy mogli powiedzieć, że jest tu albo tam... bo będzie wszędzie. Nawet przeszłość, historię, oświeci. Nasze domy, ich znaczenie, znaczenie nazw ulic, gdzie się znajdują, sens całego naszego życia. Ludzie w grobach, zakopani... oni tylko śpią. Zbudzą się w dzień, w którym wszystko, co ma przyjść, przyjdzie. Gdy idąc tymi samymi ulicami miasta, przejawią się nam jako inne, odmienne. Nabiorą innego znaczenia, bo uświadomimy sobie boskość. Obudzona świadomość rzeczy sprawi ten wielki krok dla ludzi.

Odbywa się to na każdym poziomie społecznym. Popatrz na biedaka - on też myśli. Popatrz na kogoś nazwanego głupcem - on też wie, ma pewną mądrość w sobie, którą jednak nie wykorzystuje, bo ktoś ciągle rzuca kłody pod nogi swoimi uprzedzeniami... ale wtedy przestanie rzucać. Już przestajemy sobie rzucać wątpliwości.

 

Ciąg dalszy nastąpi.

To dopiero początek mojej historii.

 

Wszystkie wydarzenia, osoby i miejsca wymienione w tekście są prawdziwe i są faktami, dlatego pozostawiono ich anonimowymi. Wartości zawarte w tekście pochodzą od autora albo od tych, których wysłuchał i których treść oraz jego własne wnioski z autopsji razem zunifikował, tworząc zupełnie nowe rozwiązanie i wartość.

5