Julian Dworski*
Mój dom, moja miłość
Jak dobrze mieć dach nad głową,
co chroni przed krzykiem burzy,
stukotem gradu,
łzami deszczu,
stękaniem mrozu.
Stare ściany patrzące pomarszczonymi
oczami
na śmierć i radość,
smutek i łzy.
Szepczące cicho, łagodnie,
zwłaszcza w nocy, gdy księżyc
ziewa zmęczony.
I strych, co pamięta dawność
jasną i ciemną,
gdzie nie widać błyskawic,
a pioruny wstydzą się swojego huku.
I sienie, kochane, przestronne,
pełne przeciągów, zapachów,
paniska,
mające za nic drewutnie i piwnice.
Jak dobrze usiąść na schodkach werandy
I słuchać mowy domu,
westchnień, skrzypień i szeptów
Czuć bicie jego serca.
Kochaj mnie, domu,
moja miłość,
jak ja ciebie,
bo już więcej nie można
Odpryski zwierciadła,
Odpryski wspomnień
z rodzinnego albumu.
(Julian Dworski – ur. 1905 r., zmarł 1960 w Nowym Targu, ukończył Wydział Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, nauczyciel szkół powszechnych oraz Liceum i Gimnazjum im Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu. Najukochańszy Ojciec, dobry, szlachetny człowiek z poczuciem humoru. Kochający rodzinę, młodzież, miasto, w którym żył i pracował.)