Spotkania Literackie, 2008/2009

 Andrzej Pietraszkiewicz

…odnaleźć drzewo, strumień, chatę,

nowym widokiem się zachwycić

spotkać człowieka, który bratem w potrzebie będzie…

 

Dwupak dla dwojga

 

- Właściwie, to wcale nie wiem jak zacząć. Widzi pan, człowiek ma już swoje lata, jest jakoś postrzegany i odbierany, a tu nagle wychodzi coś takiego… I niech pan nie myśli, że to z mojej strony kokieteria, czy próba tłumaczenia się. Ja naprawdę jeszcze do niedawna nic o tych rzeczach nie wiedziałam... Ale do rzeczy, to znaczy do początku. Więc, jak już zamówiłam u pana ten projekt mojego, podkreślam mojego, a nie mojego i męża domu, to pomyślałam, że pan jako projektant powinien wiedzieć wszystko, dosłownie wszystko o moich potrzebach, upodobaniach, czy nawet zachciankach. No, bo co z tego, że zrobi pan ładny projekt, pięknie narysuje na komputerze, skoro potem okaże się, że w którymś pomieszczeniu brakuje kilku centymetrów szerokości. Albo długości. Lub wysokości. I nie można tam wstawić wymarzonej szafki lub jakiegoś cennego mebla. Albo nie można słuchać muzyki, bo jest zła akustyka. A dlaczego? Bo pan nie wiedział wcześniej, że mam taki a nie inny gust, że to lub tamto muszę mieć, a bez czegoś tam mogę się obyć. Więc sam pan widzi, jak ważna jest dogłębna wiedza o kliencie. To znaczy o mnie. Widzę, że mnie pan rozumie. Zresztą, pan chyba wszystkich rozumie. To widać z pana oczu. Człowiek przy panu nabiera takiego zaufania, że aż chce się mówić. Ale, o czym to ja mówiłam? Acha, już wiem. I pan wie. A nie zapyta pan mnie o męża? I bardzo dobrze. Ja też pana nie pytam o żonę... Owszem. Kocham go nadal i wiem, że to nie jego wina. Znam go, więc wiem, co mówię. Powiem panu, że wszystkiemu są winni koledzy i jego rodzina. Tak! Gdyby nie oni…, ale co ja będę panu mówiła. A przecież mamy dzieci. Trzech chłopaków. I co ja im teraz powiem? Gdzie się podziejemy, gdy mężowi odbije i zechce sprzedać mieszkanie? Bo mieszkanie jest na niego. To normalne, bo dostał je jako wojskowy. A wojskowi, jak wojskowi. Dziś tu, jutro tam. No, sam pan rozumie. A ja za nim, kochająca żona, raz tu, raz tam. I każdy chłopak rodził się gdzie indziej. I dopiero tutaj mieszkamy trochę dłużej, bo mąż wchodzi w wiek emerytalny i wreszcie go oszczędzają. Wie pan, jaki jest mój mąż. Ambitny, cholernie ambitny i uparty. Zresztą, takich w wojsku jest najwięcej. To dlatego tak znacząco awansował. Bo się nie poddawał. Nawet, jak go ktoś zranił, to i tak to po nim spłynęło. I szedł dalej. Jak czołg. Ale nie przewidział jednego. Że ja też jestem ambitna i uparta. Widzi pan i w ten sposób trafiła kosa na kamień.

- To było wtedy, gdy mąż wyjechał na ćwiczenia. Miałam trochę czasu i postanowiłam zrobić porządki na pawlaczu. Wie pan co to pawlacz; skład nie używanych rzeczy, które mogą się do czegoś przydać. I tak było z naszym pawlaczem. Ale to pudełko od razu wydało mi się podejrzane. Kobieca intuicja – podpowiada mi pan. Żeby pan wiedział, że tak. I jak tylko zobaczyłam co jest w środku, to mnie wzięła taka wściekłość, jak jeszcze nigdy w życiu. Wzięłam do ręki to paskudztwo i otwarłam okno, żeby wyrzucić. Ale akurat było lato, na placu zabaw bawiły się dzieci, ścieżką spacerowali starsi… No i się zawahałam. No bo, niechby to wpadło na przykład do piaskownicy. Pan nawet nie wie, jaką dzieci mają wyobraźnię. Chłopcy to by zaraz zaczęli tym drążyć tunele… A dziewczynki …. Właśnie, nie pomyślałam, co by wymyśliły dziewczynki. Pewno by się zdziwiły. Albo nalały by tam wody i włożyły kwiatki. Tak więc wyrzucenie przez okno odpadło. Gdy nieco ochłonęłam, postanowiłam to wynieść do osiedlowego pojemnika na śmieci. Ale już po drodze zrezygnowałam, bo przecież mógł mnie ktoś zobaczyć i co by sobie pomyślał. Owszem, mogłam to zapakować, ale pan wie, jakie dziwne przypadki się zdarzają. Zna pan sprawę tego psychologa, który wyrzucił te okropne zdjęcia i zaraz go złapali. Tak, ten sam. Biedne dzieci. I wtedy przyszło mi do głowy, że trzeba mu, czyli mężowi wysłać to na adres jednostki. Widzi pan, jakie to proste. I sama na to wpadłam, chociaż jestem blondynką. Śmieję się z tych blondynek, ale niech pan sam powie, że wy mężczyźni wolicie blondynki. Niech pan nie zaprzecza, przecież widzę, jak pan na mnie patrzy. No i po co pan spuszcza wzrok. Niech się pan nie krępuje. Przecież jestem pana klientką i ma pan prawo wiedzieć o mnie wszystko. Nie tylko jak wyglądam. No…, już śmielej pan patrzy. Tak, jak lubię… Ale, na czym ja to skończyłam? Acha, już wiem. Właśnie. I niech pan sobie wyobrazi, że spakowałam to do pudła, okleiłam taśmą, wpisałam adres jednostki i poszłam nadać na pocztę. Ale pani w okienku, zresztą moja dobra znajoma uznała, że paczka nie odpowiada wymaganiom unijnym i trzeba ją przepakować. I nawet, żeby mi pomóc, zaczęła sama ją otwierać! Wyrwałam jej to pudło w ostatniej chwili tuż przed otwarciem i cała czerwona uciekłam. Wyobraża pan sobie? Jaka by to była kompromitacja! No właśnie. To mnie ostudziło i już więcej nigdzie nie poszłam, tylko grzecznie odstawiłam to na swoje miejsce, czyli na pawlacz. I chciałam o tym zapomnieć. Ale to nie takie proste…

- No tak, widzi pan… jest coś takiego, że dana rzecz staje się jakby czymś więcej niż rzeczą. Tak… i wtedy myśli się o niej coraz bardziej intensywnie. A jeśli jeszcze to służy w wiadomym, to znaczy w… konkretnym celu, to można na chwilę stracić głowę. I wtedy zaczęłam myśleć o tych, którzy z tego korzystają. Najpierw z oburzeniem, do czego się naginają i z wyższością, że jestem ponad to, ale potem, jakoś tak wyszło, że wzięłam to pudełko do reki. Najpierw, żeby tylko popatrzeć, jak to wygląda…, potem zobaczyć jak działa… no…, a potem … Ale, czy było coś potem, to opowiem panu innym razem, jak już zbuduję ten dom i zaproszę pana na winko przy kominku. Bo tu, u pana jakoś chłodno…

Teraz tylko proszę, aby projektując łazienkę, zostawił pan na ścianie po obu stronach lustra trochę więcej miejsca niż zazwyczaj… Dosłownie, o tyle więcej, żeby było tam miejsce dla chłopczyka z jednej strony i dla dziewczynki z drugiej…, bo tak ich nazwałam,… właśnie…, zapomniałam o tym powiedzieć wcześniej…. Widzę, że się pan dziwi, po co miejsce dla dziewczynki? Zaskoczę pana. Dziewczynka jest dla męża… bo ciągle wierzę, że jednak wróci… Więc niech widzi, że coś tu na niego czeka…

Powrót do spisu treści

Dalej