Spotkania Literackie, 2008/2009

 Anna Kram

Odszedł, gdy się zbliżyłam. 

Dom

Exitus letalis

 

- Puk puk.

- Kto tam?

Odpowiedział szelest sukni.

Szczupła, zlękniona twarz dwudziestodwuletniego chłopca wychyliła się spoza gęstych zasłoń koloru bordo. Jej właściciel rzucił okiem na uchyloną furtkę do ogrodu, ślady stóp na wysypanej piaskiem ścieżce i wreszcie – na ganek. Dostrzegłszy tam przewiązany wstążką plik kartek, zniknął. Po chwili słyszeć dał się dźwięk otwieranych zasuwek, przekręcanych kluczy i zdejmowanych kłódek. Wszystkie te czynności trwały przynajmniej półtorej minuty, a po ich wykonaniu nastała cisza. Zdążyłam policzyć nasiona jesionu powtykane między cegły starego budynku (prawdopodobnie ślad zabaw dziecięcych) nim M. zdobył się na odwagę uchylenia ciężkich drzwi swojego domu. Nie rozglądając się nawet, podniósł szybko zawiniątko i ukrył się z powrotem. Starannie pozamykał wszystkie zamki. Cały on. Udało mi się jeszcze usłyszeć jego kroki, szelest papieru i zdejmowanej wstążki. Potem już nic.

Sytuacja powtórzyła się kolejnego dnia. Tym razem jednak chłopiec dostrzegł na ganku pudełko. Nie większe od zaciśniętej pięści dorosłego mężczyzny. Koloru malin. Procedura wyjścia była echem wydarzeń poprzedniego wieczora. Tylko zamiast rozkładania papieru usłyszałam przyspieszone tik-tak, tik-tak.

Jego twarz i spojrzenie uspakajały się. Z każdym dniem był coraz mniej przestraszony, coraz pewniej wyglądał spoza kotar zasłaniających wnętrze pokoju gościnnego, coraz krócej trwało otwieranie zatrzasków w drzwiach. Tylko wciąż tak samo śpiesznie znikał za nimi, i tak samo śpiesznie zamykał dom, odchodził w jego głąb.

Przez kolejne dnie M. stawał się właścicielem coraz to większej liczby przedmiotów. Czemu to miało służyć świadczy opisana wyżej zmiana zachowania, usposobienia, postawy. Te zaś zmieniały się tylko dla jednego powodu – jeszcze w tym miesiącu M. miał mnie poznać. Wyjść do mnie.

Wyjść ze mną.

Wyjść za mnie i przeze mnie.

W inny dom.

Powrót do spisu treści

Dalej