Spotkania Literackie, 2008/2009

 Anna Kram

Odszedł, gdy się zbliżyłam. 

Motyl

 

Pracowałam, kiedy on umierał.

Między uruchomieniem mechanicznego urządzenia służącego do przycinania trawnika a jego użyciem wkradło się przelotne spojrzenie w stronę zbiornika wodnego. Woda w nim zielonkawa, upstrzona liśćmi i gałązkami nie prezentowała się zbyt zachęcająco, mimo to podeszłam bliżej.

Miał przepiękne skrzydła. Soczysta czerwień złamana jesiennym brązem, a na niej czarne esy floresy. Nie ruszał się. Nie mącił nawet najdelikatniejszym ruchem wodnego zwierciadła. Zastygł w milczeniu...

Tknięta niewyjaśnionym wzruszeniem czy też poczuciem misji, pochyliłam się nad lustrem i delikatnie otuliłam krople wokół motyla. Kiedy uniosłam dłonie z Uśpionym, woda powoli przelewała się przez moje palce, tym razem burząc wyraźnie szklaną taflę poniżej. Ułożyłam go na parapecie okna nieopodal, uważając by go nie skrzywdzić (jak gdyby miało to jeszcze jakiekolwiek znaczenie) i zaczęłam bacznie mu się przyglądać. Dmuchnęłam lekko na opadłe skrzydła, przesunęłam opuszkiem palca po jego grzbiecie a on... wsparł się na wiotkich kończynach i zadrżał.

 Ulotne spojrzenie trwające wieczność.

Wróciłam do zajęć. A kiedy zbliżyłam się doń ponownie, niosąc w ręku dwa zielone liście (skradzione krzewom z myślą o nim), nie pozwolił mi podejść na wyciągnięcie ręki, poderwał się do lotu i zniknął. Gdzieś ponad moim ramieniem, poruszywszy wiatr, musnąwszy cieniem policzek, zagubiwszy się w powietrzu.

Odszedł, gdy się zbliżyłam.

Powrót do spisu treści

Dalej