Renata Piżanowska-Zarytkiewicz, Nowy Targ

Zapach melancholii

 

Kiedy spojrzę za okno widzę nie zawsze to, co chcę zobaczyć, choć jednak zawsze coś widzę. Ustalony schemat występowania po sobie kolejnych epizodów niby przyzwyczaił, choć nieco rozbisurmanił mój gust. Stałam się wysublimowana w spostrzeganiu tego, co widać za oknem. Za moim oknem… Często zastanawiam się, czy można zatrzymać, zmienić lub mieć jakikolwiek inny wpływ na to co jest, bądź w najbliższym czasie stanie się moim obrazem zaokiennym. W myślach zmieniam rzeczywisty wizerunek we własne wyobrażenie, chcąc by jego odbicie stało się w miarę realne. Zakładam okulary… z widokiem przeznaczonym na własność…

 

Moje okno, panoramiczne okno na świat zakupione, gdy nie było szansy na lepsze widoki na przyszłość…

Zapadając w marzenia tworzy się pewnego rodzaju nowe wyobrażenie. Ustalona ja, zawieszona w czasoprzestrzeni za oknem, za firanką, schowana za żaluzjami spoglądam, łapiąc chciwie widoki nasycające apetyt, nie zawsze smacznym posiłkiem. W strachu przed emocjami, otulona muślinową firaną, odpieram ataki spojrzeń. Dopuszczam tylko te, które wydają się dla mnie korzystne. Pozostałe osadzają się na szybie niczym brudny osad, zmywany co sobotę w ramach domowych porządków. Oczyszczanie punktu widzenia, rytualne zresztą, ma istotne znaczenie, gdyż dbanie o właściwości wzrokowo – mózgowo – wyobrażeniowe jest formą egzystencji, szczególnie w blokowisku. Sąsiedzki snobizm dopinguje tę formę aktywności porządkowania widoków – widoków z okna. Jasne i czyste spojrzenie pozwala nasycać się do woli życiem innych, czerpiąc z tego dla siebie potrzebną energię. Daje też poczucie satysfakcji, że ktoś od nas coś potrzebuje. Nawet, jeżeli jest to forma naszej prywatności. Coś w rodzaju mini Big Brother’a, bez kamer, ewentualnie mała lornetka w ręku sąsiada, tego z przeciwka… Można więc łatwo sklonować codzienność sąsiedzką, okłamując bliskich pomysłowością swego działania…

 

Okno z jasnym spojrzeniem, bardzo modne ostatnio…zresztą.

Widok z mojego okna układa się w pewną całość dopiero po złożeniu drobnych elementów. Puzzle na szybie, zawsze jednak z jakąś małą częścią gdzieś zawieruszoną w kącie pokoju, nigdy nie do odnalezienia… Kawałki pejzażu, góry w śniegu – standard jarmarcznych obrazków… Wpisany w kawałek szyby charakterystyczny widok, element nie do zmiany w przestrzeni. Położony w formie fototapety rozmywa w deszczu wyrazistość... Zawsze jednak zostaje. Kładziony cień rzeczywistości wgryza się w szkło jak diament rysując na wieki swoje kontury. Pozostanie na zawsze, nawet wtedy, gdy moje okno, nie będzie już moje… Nawet gdy ja nie będę ja… Widok pozostanie niezmienny, wpisany w okno, w moje okno…

 

Widok wpisany na wieki…

Z mojego pokoju widać góry. Moje góry, twoje góry, nasze góry… Tak właściwie czyje góry? Samotne góry. Utrwalone Tatry gdzieś w przestrzeni na wprost, pojawiają się i znikają. Coś w rodzaju fatamorgany – taka góralska odmiana mirażu. Nie, niestety nie na skutek dużej ilości wypitego Chevaliera, lecz takiej małej magii typu - pojawia się i znika. Być albo nie być, są albo nie ma. W moim oknie pozostają zawsze. Obojętnie, jaką założę firankę, czy będzie różowa, czy biała, czy w ogóle założę, one pozostaną niewzruszone, krzyczące szczytami w niebo, wołające, surowe… Zmienny pozostaje wystrój, szata w porze roku, zmienne ich moje dostrzeganie w zależności od nastroju. Natura stworzyła tylko formę, kształtowaną przez nas i dla nas jedynie wyobraźnią. Strzelistość, smukłość – kobieca myśl zamknięta w skale… zadumana troska… ręce podniesione do nieba w prośbie o zbawienie… „Modlitwa dziewicy” w szczytowym wykonaniu…

 

Okno z widokiem na góry… ceperskie marzenia…

Otwieram okno, spoglądam... Jeden gest, podniesienie ręki, zdawkowy uśmiech. Przy dzisiejszym egoistycznym spojrzeniu na otoczenie ten jeden gest jest ludzkim wyznacznikiem osobowości. Jeszcze przed chwilą obcy ktoś staje się bliskim, może nie aż w takim stopniu bliskim jak myślimy, ale… Zaznaczył się nam w tym właśnie dniu, w tym momencie, kiedy przechodził, gdy ja otwierałam okno dla promieni słońca. Światło wypełniło całe mieszkanie omiatając kąty z pajęczyny zasiedziałej sprzed roku. Padając na kryształ zawieszony przy szybie stworzyło kalejdoskop barw rozrzuconych gdzie bądź na ścianach. Tylko tutaj w tym oknie wisi ten kryształ. Magia światła urzeka fantazją. Widać tańczące drobinki kurzu niesione przez wiatr, który wtargnął bez zaproszenia wraz ze słońcem. Na oścież otwarta droga na świat. Podparta na łokciu spoglądam tam, gdzie tylko pozostaje mi tęsknota. Wychylając się, potrącam kryształ barw wprowadzając go w lekkie wirowanie światła. Karuzela marzeń, na niej ja, przypięta, bym nie odpadła w wirażu melancholii. Zawrót głowy i rytmiczne spojrzenie za okno. Lśnienie oczu położone na szybie od wewnątrz nadaje połysk tafli szkła…

 

Okno z małym roztargnieniem…

Udając się w zapomnienie zamykam w szybie kontakt ze światem. Zasuwam storę, żaluzję, zapalam światło. Siadam w fotelu. Na ścianie okno z widokiem zmienianym na pilocie. Panoramiczne okno, zawsze czyste, słoneczne w pochmurne dni, kolorowe w dni szare i dżdżyste. Plazma z serialowym pejzażem. Przeglądowy program bez jarmarcznych widoków, prognoza marzeń przewidziana na tydzień. Przesuwam rytmicznie palcami po panelu sama wybierając to, co może pozostawić mi pole manewru do manipulacji własną wyobraźnią. Mało znaczące, schematyczne obrazki z sekundowym przemieszczaniem, nie na długo dają chwile wytchnienia. Przesuwając się w błyskawicznym tempie wprowadzają nerwowość sytuacyjną zaprzeczając harmonii widokowej. Brak zapomnienia…brak widoków…brak marzeń… Albumowe sterowanie wyobraźnią. Tłumię widoki zaplanowane na dzisiaj palcem wciśniętym w pilota. Podchodzę do okna. Odsuwam firankę. Dotykam szyby zimnej, jeszcze z kroplami wody po nocy. W dłoń zbieram senne tchnienie – pozostałość z wieczora. Moje okno, moje marzenie zaklęte w szybie, możliwości zapisane w duszy z mojego dzieciństwa, kładzione do snu razem ze mną na poduszce. Spoglądam. Te same góry krzyczące, ledwo zaznaczone w tle, na wprost, moje góry… Niech będą moje góry! Moje życie w nich zamknięte… Proste… Surowe… Krzyczące… W szczycie przesłonięte chmurami… Nie zawsze widoczne… Często w tle… Znikające, bo szyba nie została przetarta…

                    Moje okno na świat…

                                    Moje marzenia z szyby…

                                                 Moje widoki na życie…

 

 

 

Dalej

Powrót do spisu treści