Magdalena Mrugała, Nowy Targ

Porwanie

 

Dochodziło południe i Sławek wreszcie miał chwilę dla siebie. Od rana w jego salonie samochodowym był duży ruch i nie mógł nawet napić się kawy. Ludzi zainteresowała specjalna oferta cenowa na wybrane modele marki Citroen. Zaczynał się właśnie drugi i ostatni już tydzień wyprzedaży, a wyniki z pierwszego były niezwykle zadawalające. Dwadzieścia samochodów w nowych rękach, a jeśli w nadchodzących dniach klienci nie zawiodą notowania mogą okazać się najlepsze od kilku miesięcy. Ta myśl uskrzydlała Sławomira Ząbka - potentata wśród okolicznych dealerów samochodowych. Wzorowy mąż, czuły i opiekuńczy ojciec, stanowczy w interesach, w domu - swoim azylu - uosobienie dobra i miłości. Wielu mężczyzn oddałoby wszystko za taki sukces zarówno zawodowy jak i osobisty. Wspaniała, mądra żona oraz młoda i piękna niczym rzymska Wenus córka to niewątpliwie powód do dumy. Rozmarzony Pan Ząbek siedziałby zapewne tak jeszcze długi czas gdyby nie przybycie kolejnego klienta. Szkoda, że jego współpracownik był zajęty obsługiwaniem pewnej bardzo ładnej kobiety, bo naprawdę nie chciało mu się opuszczać biura. Ale cóż, czego nie robi się dla pieniędzy - pomyślał i wrócił do swych obowiązków.

 

 

Popołudniowe promienie słońca wdzierały się do pokoju przez otwarte okno i przyjemnie ogrzewały twarz dziewczyny. Powoli wybudzała się, ale nie wiedziała gdzie jest i co się stało. Czuła tylko silny ból głowy, który nie pozwalał jej myśleć. Zamek w drzwiach przekręcił się i do pomieszczenia ktoś wszedł. W niepewności czekała, co będzie dalej. Tajemniczy osobnik szybko znalazł się obok niej, ściągnął z oczu czarną opaskę i oswobodził ręce. O własnych siłach usiadła przerażona na łóżku i zobaczyła silnego, bardzo przystojnego mężczyznę. Miał około trzydziestu lat, niebieskie oczy i czarne jak heban krótko ścięte włosy. Jego spojrzenie było niezwykle spokojne wręcz hipnotyzujące.

- Przepraszam, że musiałaś tyle czekać- zaczął uśmiechając się lekko.

Nie odpowiedziała.

 - Widzę, że nie jesteś rozmowna - kontynuował. – To nawet lepiej, bo nie będziesz zadawać zbędnych pytań. A jeśli już o tym mowa, to musimy wytłumaczyć sobie kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze: porwałem cię dla okupu. Po drugie: Postaram się być miły, bo nie uznaję przemocy fizycznej wobec kobiet. Po trzecie: Zapewnię ci dobre warunki lokalowe, bo jesteś moją inwestycją i dla kilkudziesięciu tysięcy mogę poświecić parę groszy. Po czwarte i najważniejsze: To nie potrwa dłużej niż dwa, trzy dni. Wszystko jasne?

- Tak.

Poważny wyraz twarzy ustąpił miejsca temu subtelnemu uśmiechowi i wtedy Justyna uświadomiła sobie, jaki atrakcyjny i zarazem niebezpieczny jest ten mężczyzna. Taki facet jak on może mieć każdą kobietę. Ciekawe czy ja też będzie miał? Cholera, co ja bredzę?- Skarciła się w myślach i wróciła na ziemię.

- Zjesz frytki? – zapytał.

- Tak.

- Do tego coca-cola?

- Jasne.

Zostawił ją sam na sam z interesującymi myślami, a ta zamiast się nimi zająć bezczelnie prześwietlała każdy kawałek pokoju. Nie był, co prawda tak dobrze i drogo urządzony jak jej, ale niczego mu nie brakowało. Miał nawet łazienkę, ale nie to ją najbardziej intrygowało. Nigdzie nie było wieszaka, obrazu ani niczego w tym stylu. Puste ściany i podstawowe sprzęty przypominały raczej tani pokój w motelu z amerykańskiego filmu. I na dodatek kraty w oknach. Za to widok można jeszcze znieść. Co prawda naprzeciwko była stara obskurna kamienica, a obok klub nocny i jakaś knajpa, ale przynajmniej było cicho. Oddychać też było czym. Sumując wcale nie jest tak źle, bo chyba lepiej jest mieszkać w pustym pokoju niż w piwnicy ze szczurami. Szczury, ohyda - pomyślała z obrzydzeniem i wtedy właśnie porywacz przyniósł jedzenie. Jedną porcję.

- A ty nie jesz?- Rzuciła zdziwiona

- Już jadłem, a teraz muszę iść do sklepu. Potrzebujesz czegoś?

- No...Chyba tak.

- Tu masz kartkę, napisz.

W pośpiechu nabazgrała jakieś słowa i dała facetowi. Zapoznał się z treścią.

- Załatwione. Aha jeszcze jedno. Jaki rozmiar ubrań nosisz?

- Trzydzieści osiem.

Nie zdążyła zapytać po co mu ta informacja, bo zniknął szybciej niż się pojawił i usłyszała tylko jak się przedstawił.

 

Do domu Sławek wrócił dopiero koło dziewiętnastej, a w środku panowała grobowa cisza. Zdziwiło go to, ponieważ kiedy jego żona jest w podróży gosposia zawsze czeka na swego pracodawcę niezależnie od tego, o której wraca. Myślał już nawet, że poszła gdzieś razem z jego córką, ale po chwili usłyszał jakieś podejrzane odgłosy dochodzące z kuchni. Zakradł się tam po cichu i stanął jak wryty gdy zobaczył gosposię. Starsza, siwa i bardzo poczciwa pani była przywiązana do krzesła i miała zaklejone usta taśmą. Czym prędzej oswobodził panią Alę i zaczął wypytywać co się stało.

- Porwali Justynę - powiedziała ledwo słyszalnym głosem.

- Co takiego? Co też pani opowiada? - niedowierzał. – Jak to porwali?

- Normalnie. Ktoś zapukał do drzwi i otworzyłam. Później skrępował mnie i poszedł na górę po Justynę.

-  I co? I co dalej?

- Zabrał ją ze sobą i wyszedł.

- O Boże, proszę dzwonić na policję.

Ledwo gosposia dotknęła się aparatu, od razu zaczął dzwonić. Chciała odebrać, ale Sławek wyrwał jej słuchawkę z ręki.

- Halo? - zapytał

- Mam twoją córkę.

- Co z nią?

- Nic jej nie jest. Nie chcę jej skrzywdzić.

- To czego chcesz?

- Pieniędzy. 500 tys. W gotówce.

- To może potrwać kilka dni.

- W takim razie masz je.

- Chcę porozmawiać z córką.

- Jutro.

Nie zdążył o nic zapytać, bo porywacz rozłączył się. Sławek bezradnie odłożył słuchawkę na stół i usiadł. Pani Ala o nic nie pytała tylko zrobiła herbatę. Usadowiła się naprzeciw szefa i utkwiła wzrok w cukiernicy stojącej przed nią. Uważała, że całe to nieszczęście to jej wina. W swoim mniemaniu zawiodła nie tylko pracodawcę i jego żonę, ale przede wszystkim Justynę. Przecież kiedy rodziców nie było w domu, to ona się nią opiekowała i była za nią odpowiedzialna. W całym tym nieszczęściu najlepsze było to, że pani Ząbek była we Francji na tygodniowym zjeździe znawców win. Gorzej jeśli zadzwoni i będzie chciała rozmawiać z córką. I co wtedy? Co jej powie mąż albo ona? Z rozmyślania wyrwał ją dzwonek telefonu, ciarki przebiegły jej po plecach.

To była pani Ząbek. Mąż spokojnie opowiedział jej co się stało, a ona nieomalże wpadła w histerię. Jednak po pierwszym szoku postanowiła natychmiast wracać do domu i prosiła męża aby o całej sprawie poinformował policję.

 

Późnym wieczorem w domu Ząbków zjawiła się ekipa policyjna pod dowództwem niejakiego komisarza Czarnika. Był to niski, łysiejący szatyn o bystrym spojrzeniu w piwnym kolorze oraz wąskich zaciśniętych ustach. Po przesłuchaniu gosposi rzucił się na Sławka.

- Czy może pan cos dodać do zeznań gosposi? – spytał.

- Nic. Nie było mnie w domu kiedy to się stało. Czy ja pana skądś nie znam?

- W zeszłym tygodniu kupowałem w pańskim salonie samochód.

- Tak. Teraz pamiętam. Citroen Xsara Picasso. Jak się spisuje?

- Świetnie, ale wróćmy na właściwy temat. Czy ma pan jakiś wrogów?

Wrogów? Przecież zatrudnia trzy osoby i nigdy żadnej nie zwolnił, a nawet gdyby kiedyś musiał to zrobić to na pewno żadnemu nieszczęśnikowi nie przyszłoby coś takiego do głowy. Klientów też nie brał pod uwagę, bo nigdy nikogo nie oszukał.

- A pańska córka? Może poznała ostatnio kogoś nowego?

- Od kilku miesięcy ma nową koleżankę. To miła dziewczyna, czasem do nas wpada. Ale nie sądzę, żeby miała z tym coś wspólnego.

- Dlaczego?

- Ma zamożnych rodziców. Nie potrzebuje pieniędzy. Poza tym jest dziewczyna a moją córkę porwał mężczyzna.

- Mogła mieć wspólnika, dlatego musimy ją sprawdzić. Wyślę do niej kogoś a sam rozejrzę się na miejscu.

Pies tropiący zgubił zapach na podjeździe do garażu co oznaczało, że napastnik odjechał samochodem. Poza tym nie było żadnych innych śladów, które w jakikolwiek sposób mogłyby pomóc w odnalezieniu Justyny Ząbek. Wszyscy starali się jak mogli ale to wcale nie pomagało ani Sławkowi ani jego gosposi, która postanowiła zostać u szefa do powrotu jego córki. Szykowało się więc kilka naprawdę ciężkich dni.

 

Była już noc Paweł upewnił się czy dziewczyna śpi. W jej pokoju i łazience miał zamontowane kamery. Zwykłą i na podczerwień. Dzięki nim mógł cały czas obserwować porwaną. Jego mieszkanie nie było wielkie. Miało dwa pokoje, kuchnię i dwie łazienki i chyba tylko to było w tym wszystkim najlepsze. Mebli też już prawie nie było, bo sprzedał je by zainwestować w porwanie Justyny. Zresztą za kilka dni  i tak wyjeżdżał, więc po co mu meble? Inne niepotrzebne rzeczy zapakowane były do dokładnie opisanych pudeł i czekały na nowych właścicieli. Paweł zamierzał oddać je potrzebującym i obiecał sobie, że jutro, może pojutrze zajmie się tym. Im szybciej tym lepiej.

Po całym dniu pełnym wrażeń był kompletnie wyczerpany. Nigdy w życiu nie kupował kobiecie ubrań i było to naprawdę meczące. Bielizna, piżama, bluzeczki, sweterki, jakieś spodnie. Jak te baby wytrzymują to wszystko, jeśli on po dziesięciu minutach miał dość? Najgorszy był jednak wybór. Czy ma wziąć stringi czy bokserki, staniczek koronkowy czy bez ramiączek. To go przerastało, a gdy przyszło do wybierania bluzeczek myślał, że zwariuje. Przeróżne wzory, kolory i Bóg wie co jeszcze. Oczopląsu można było dostać. Z drugiej strony jednak sprzedawczynie  niezwykle podziwiały go za to co robił. Każda kobieta chciałaby, aby mężczyzna kupił jej drogą bieliznę, w dodatku taki przystojniak. Doskonale wiedział, że te kobiety zazdrościły w tej chwili Justynie. Może więc nie było to takie straszne? Tak czy siak będzie miał już wprawę na przyszłość.

Spojrzał jeszcze raz  na pudła, wyłączył telewizor i położył się spać na swojej ulubionej kanapie. Zresztą był to ostatni mebel jaki został mu w dużym pokoju, oprócz telewizora i laptopa oczywiście.

 

Justyna obudziła się koło siódmej, przynajmniej tak jej się wydawało bo nie miała  zegarka

Poszła do łazienki wziasc prysznic a później znalazła na łóżku czyste ubranie co naprawdę ja ucieszyło. Kiedy była już gotowa do pokoju wszedł Paweł ze śniadaniem. Usiedli na łóżku, a w pomieszczeniu unosił się aromat świeżo parzonej kawy z mlekiem i cieplutkich, maślanych bułeczek.

-  Skąd wiedziałeś, że lubię takie śniadanie? - zdziwiła się Justyna

-  A co innego może jeść dziewczyna taka jak ty?

- Racja.

Przez chwile w ciszy delektowali się pysznym śniadaniem, a potem rozmawiali o banałach. Dziewczyna dowiedziała się, jaki sport najbardziej lubi Paweł, ile ma lat, czy ma przyjaciół, rodzinę, kobietę.

- Nie - odpowiedział spokojnie – Gdybym już ją miał, musiałbym uczynić z niej swojego wspólnika, a staram się nie mieszać kobiet w moje interesy.

- Ciekawa opinia...

- Prawdziwa.

Odpowiedziała mu swoim uroczym uśmiechem i powróciła do jedzenia.Po kilku minutach zakomunikowała ze skończyła.

- Smakowało?

- Tak.

- Będę musiał zadzwonić do twojego ojca. Masz pół minuty by z nim porozmawiać, wymyśl sobie jakąś gadkę, a ja zaraz wrócę.

W tym czasie w domu Ząbków panował niesamowity zamęt. Sławek przez całą noc nie zmrużył oka, z kolei technicy spali najwyżej po godzinie na kanapie w salonie. W rezultacie wszyscy byli zniecierpliwieni i niezwykle podenerwowani. Dobrze, że była pani Ala, bo dla tylu ludzi trzeba było dużo jedzenia, a gdyby sami o to dbali, kuchnia i jadalnia pewnie byłyby nie do poznania.

Zadzwonił telefon. Ekipa natychmiast zajęła swoje pozycje i poinformowała Sławka co powinien robić. Przede wszystkim musi rozmawiać jak najdłużej, żeby mogli go namierzyć i trochę zdenerwować, bo wtedy zacznie tracić grunt pod nogami i łatwiej popełni jakiś błąd.

- Halo? - odezwał się zmęczony Sławek.

- Co z pieniędzmi?

- Będą dziś po południu. Co z moją córką?

- Masz pół minuty.

- Cześć, tato - powiedział znajomy głos.

- Nic ci nie jest?

- Nie.

- Dzięki Bogu... Jak on cię traktuje?

- Dobrze.

- Kocham cię.

- Ja też cię kocham, tato. Muszę kończyć.

- Zaczekaj...

Dziewczyna rozłączyła się. Technicy nie zdążyli namierzyć numeru, z którego telefonowano. Musieli przyznać, że gość był sprytny. Mówił mało i konkretnie. Jednak nie ma ludzi idealnych. Prędzej czy później popełni jakiś błąd, a wtedy to oni będą górą.

Po piętnastu minutach znowu zadzwonił. Tym razem musi się udać.

- Miałeś swoje pół minuty - zaczął porywacz. – A teraz słuchaj uważnie. Jutro o dziesiątej masz przyjść do parku w centrum miasta. Sam. Pieniądze mają być w czarnej podróżnej torbie. Poszukasz skrzyni na prasę z napisem „Kolporter” i włożysz do niej torbę. Jasne?

- Tak.

- Reszta na miejscu.

- A moja córka? Co z nią?

- Będzie tam na ciebie czekać. Reszta jutro.

Znów się rozłączył i znów go nie namierzyli. Kim do cholery jest ten facet? Skąd wie ile trzeba gadać i dlaczego  w ogóle się nie denerwuje? Teraz te pytania nikomu nie dawały spokoju, a co najgorsze jeszcze bardziej denerwowały.

 

 

Justyna kąpała się, kiedy Paweł wszedł do jej pokoju. Przez dłuższą chwilę nie zdradzał swojej obecności tylko nasłuchiwał, co dzieje się w łazience.

- Długo jeszcze tam będziesz? – zapytał.

- A co, chcesz się wykąpać?

- Porozmawiać.

- Zaraz wychodzę.

Usiadł więc na łóżku i czekał. Po pięciu minutach wkroczyła do pokoju w samym szlafroczku, który dostała od niego. Naprawdę pięknie w nim wyglądała.

- Więc, o czym chcesz porozmawiać?

- To twój ostatni dzień tutaj. Jutro wrócisz do domu.

Nie odpowiedziała.

- Nie cieszysz się?

- Cieszę się, ale jesteś bardzo sympatyczny i trudno mi będzie się z tobą rozstać.

- Mnie też, ale takie jest życie. Poza tym pomyśl o swoich rodzicach. Pewnie odchodzą od zmysłów z tęsknoty za tobą.

- Wiem - powiedziała zgaszona.

- Uszy do góry. Dzisiaj jest twoje święto i możemy robić wszystko, co chcesz.

- Serio?

- Serio.

- To chodźmy do kina.

I poszli do kina. Potem wybrali się na lody i na gokarty, a na zakończenie dnia wpadli do niedawno otwartego klubu w centrum miasta.

Kiedy oni bawili się w najlepsze państwo Ząbkowie i policja szykowała się na jutrzejszą akcję. Sławek nie mógł się doczekać chwili, kiedy zobaczy swoją kochaną córkę całą i zdrową. Pieniądze były gotowe, ludzie też. Plan był prosty. Policja chciała pokonać porywacza jego własną bronią. Sławek ma zostawić pieniądze w umówionym miejscu, tajniacy mają wmieszać się w tłum i kiedy porywacz zjawi się by zabrać okup wpadnie w ich łapy.

 

 

Dochodziła dziesiąta. Centrum miasta, miejski park pełen matek z dziećmi, zakochanych i zwykłych przechodniów. Dzień był niezwykle upalny, a w takich warunkach praca stawała się nieznośna. Tajniacy już od piętnastu minut obserwowali ludzi kręcących się w miejscu przekazania okupu, ale nie spotkali nikogo podejrzanego. Powoli też zbliżał się Sławek z dużą torbą podróżną. Równo o dziesiątej zostawił ją w umówionym miejscu. Zadzwonił telefon. Odebrał.

- Teraz podejdź do fontanny. Ktoś tam na ciebie czeka. A i jeszcze jedno.

- Tak?

- Dobrze robi się z tobą interesy.

Nie zdążył odpowiedzieć, porywacz rozłączył się.

Część funkcjonariuszy poszła za Ząbkiem w stronę fontanny, a reszta obserwowała skrzynię z pieniędzmi. Jakiś gość szedł w jej stronę. Kiedy był na miejscu zabrał torbę i zaczął pośpiesznie się oddalać. Tajniacy za nim. Wszedł do najbliższej kawiarni. Po chwili byli w niej również jego aniołowie stróżowie, zobaczyli jak zmierza w stronę toalety, zamyka się w niej i wysłali dwóch by podeszli pod okno na zewnątrz.

- Jednak nie jest taki sprytny jak mu się wydaje - stwierdził szef operacji komisarz Czarnik.

- To prawda - odpowiedział jego partner - W sprawie porwań musi się jeszcze wiele nauczyć.

- W pierdlu będzie mieć dużo czasu.

W tym momencie drzwi łazienki otworzyły się i grupa wyprowadziła delikwenta zakutego w kajdanki.

- Nie dopracowałeś sobie planu - powiedział całkiem poważnie Czarnik.

- Ale ja przecież nic nie zrobiłem - bronił się zatrzymany.

- Nie rżnij głupa. Takie bajki możesz mamusi opowiadać. Na komisariat z nim.

Zanim komisarz pojechał na komisariat oddał torbę Sławkowi. Ojciec Justyny mocno się zdziwił, gdy w domu zobaczył, co w niej jest.

 

 

Minęło kilka dni. Jak się okazało policja nie złapała porywacza, tylko kogoś podstawionego. Pieniędzy też nie odzyskali. Cwaniak podmienił torby. Zastanawiali się tylko kiedy skoro cały czas mieli na oku park? Dopiero długo potem wpadli na to, że w skrzyni „Kolportera” porywacz wcześniej umieścił identyczną torbę ze starymi ciuchami. Podstawiony, wynajęty za 50 złotych włóczęga miał po prostu wziąć tę właśnie torbę i pójść do toalety, pociągając za sobą policjantów. Wtedy Paweł spokojnie wyjął właściwą torbę i odszedł w drugą stronę. Nikt go nie niepokoił.

To było straszne. Komisarz Czarnik zamiast cieszyć się opinią świetnego detektywa musi pogodzić się z porażką, która go skompromitowała. Okropne. Justyna nie mogła im pomóc ponieważ zeznała, że nie widziała twarzy porywacza bo cały czas był w kominiarce. Czego się nie robi dla przyjaciela - myślała gdy ją przesłuchiwali i była z siebie dumna, że mu pomogła. Poznała kogoś niezwykłego. Gdyby na świecie byli tylko tak dobrzy ludzie jak Paweł – myślała podczas przesłuchania.

 

Wychodził z łazienki, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Szybko się ubrał i poszedł otworzyć.

- Justyna? – nie dowierzał – Co ty tutaj robisz?

- Chciałeś wyjechać bez pożegnania?

- Raczej tak. Przychodzenie do twojego domu po tym wszystkim było by nie na miejscu.

Wpuścił ją do środka.

- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?

- Usłyszałam przypadkiem jak telefonicznie potwierdzasz rezerwacje w hotelu.

- Przypadkiem? - zapytał z ironią.

Uśmiechnęła się słodko.

- Ładne rzeczy- dodał po chwili i usiadł na łóżku.

Dziewczyna usiadła obok niego i zapytała, jak udało mu się oszukać policję. Opowiedział, nie podając żadnych szczegółów na temat wspólnika.

- Rzeczywiście proste. A tak w ogóle, dokąd jedziesz?

- Do Australii.

- Co tam będziesz robić?

- Najpierw powygrzewam kości na słońcu, a potem poszukam pracy.

Z taką kasą? - pomyślała, ale nic nie powiedziała.

- Uszy do góry - dodał po chwili.- Będę pisać, a może nawet kiedyś przyjadę.

- Byłoby miło.

- A teraz chodź tutaj. Niech cię przytulę.

Rzuciła mu się w ramiona z radością dziecka, ale z odrobiną smutku. W końcu rozstawała się ze swoim najlepszym, najmądrzejszym i najzabawniejszym przyjacielem, jakiego miała. Szkoda, że poznali się w takich okolicznościach. Może gdyby spotkali się wcześniej wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale pewnie tak miało być, bo w życiu tak naprawdę nikt nie wie, co jest nam przeznaczone.

 

 

 

Dalej

Powrót do spisu treści