Krzysztof Kokot, Nowy Targ
***
Poszedłem w Gorce,
była wielka słota,
z liści jesiennych,
już z domieszką złota,
rwały się kropelki
bezustannej wody.
Wymokłe barany,
jak chmury na niebie,
beczały żałośnie,
tuląc się do siebie.
Wzajemnie się grzeją
i czekają słońca .
Strugi mętnej wody
topią się w kałuży,
wilgoć, mgła i błoto,
wędrówka się dłuży.
Mokry szlak na drzewie,
wiedzie ku schronisku.
Cicho tu i ciepło,
a za oknem wieje,
wypiję herbatę,
plucha grypę sieje.
Nie wychyla nosa
kot na Maciejowej.
Czerwiec 2004