Jerzy "Juras" Gruszczyński, Zakopane

Życie jest

 

ludzie się rodzą, ludzie umierają, ludzie pozostają.

w ciągach historii okresy histerii i lokalnych mydlin płyną. na fali: produkcja, wzrost, porost, populacja, polucja, planowanie, głosowanie, inwestorowanie, gospodarowanie i przerozwój. ciągnie się to, choć już nie łechce jak egalité, fraternité, liberté i co kto jeszcze chce. mokracja – de quoi? de dym, puszczanie zasłon dymnych i jakże dumnych. nie może być widać kanwy! nierzadko moralny libertyn tynizm i cynizm. praktycznie tylko przerób, byle czego zresztą. bełtanie, naginanie, wyzyskanie, czasem przez przypadek darowanie. wycyckanie w imię wyższych celów. cyk, cak, tik, tak – czas leczy. czy nepotyzm to głupotyzm? szach mach pat pit, pet – to z nerwów, patologia pitologia. nie ludź, a ludzie się liczą. politykologia wrząca pseudo narodowo, dla wielu celów mięso armatnie, choć dusze bratnie. bratnie nie bratnie, ale wtedy nie braknie. w pierwsze szeregi marsz i masz zasługi, ordery i krzyże, też wlicza się nagrobne, nadobne i zdobne. albo w kącie pod płotem zapomniany, zachwaszczony, na pył odwrócony plecami.

dzieci się rodzą, dzieci umierają, dzieci pozostają.

nie każda jabłoń przyzna się do jabłka, nie każda matka chce owocu swego. paszoł won, woń psujesz, choć dezodorantem spryskujesz. dziecio robienie, dziecio przypadki i dziecio wpadki. takie duże szachy, gdzie pierwsze ruchy decydują o ostatnich. ruch, buch pionkiem, w brzuch. na początku puszcza się wybrańców, hodowanych pod kloszem, balneologicznie. a przeciętniaka można spaprać w łonie matki, ubrać w grzech pierworodny, ulizać fryzurkę i wrzeszczeć: ale jesteś przepiękny dziiidziuś, dziuś, dziuś, dziś, dziś! masz wolną wolę dolę niedolę! reszta zależy od źródła i krzepy, no i masz ci los, loteria na feriach nie poszczęściła. musisz dzięciolić, zakazano biadolić, bo będziesz pożywką, podkładką, tapis rouge dla lachetnie urodzonych. no cóż, masz jeszcze łokcie, ale jak nie trafisz w układy, to możesz je zakratować. kra, kra.

sieroty się rodzą, sieroty umierają, sieroty pozostają.

ktoś nie doczekał, kogoś wyskrobano, ktoś inny żył krótko i nieszczęśliwie, ów zaś śmiał zemrzeć nie przedwcześnie. jednemu jest dane i dodane, a drugiemu nie dane i jeszcze odebrane. dymisja od dużej miski. dają nie dają? łachę robią? każdemu ponoć równo z ziemią wedle miar słońca, wiatru i wody którą pije, a może tylko na rozkaz batuty jak surmy grają? nie każdy bogacz jest bogaty, nie każdy biedny jest bezwiedny, nie w każdym słońce wschodzi co rano, nie każde źródło jest święte, nie każda modlitwa modlitwą. ale i tak masz kierunek z wiatrem, lub przeciw. w bitwę za bitwą i nieraz z bratem. a czasem z katem, gdy za plecami nie masz popleczników. czyżby przegrana gwarantowana? no bo był wierny służbie i usłużnie umiał się przysłużyć. wciskał miałki kit. specjalny toolkit.

 

myśli się rodzą, myśli umierają, myśli zostają.

myśli się myślą, sen skłócić pragną i burzą fryzurę. czemu nie fruwam skoro tyle przestrzeni wkoło, a w zamian chce mi się dołki kopać? dołkom na imię grzech popełniony, przed samym sobą usprawiedliwiony, odczerniony, przebarwiony. grzech za grzechem, jak słowo z echem i już jest z kogo brać przykład. napisał mędrzec dzieło swego życia, żona spaliła te herezje by bronić bliźnich przed zgorszeniem. głupcowi wystawiono pomnik za mlaskanie i rozlepiono go na każdym słupie, aż chlupie. ciepło i powierzchownie swojsko. lojalnym być, lojalnym być, lojalnie tyć, choć tyci, tyć. a może jednakby być?

 

pragnienia się rodzą, pragnienia umierają, pragnienia pozostają.

pragnienie spełnienia, spełnienie pragnienia. chodź, bo czuć chuć, choć nie czuć uczuć. zdobyć, by zdobywcą być, swoim przykryć, nakryć. nawet odkryć, choć już dawno odkryte. przywłaszczyć sobie i przypłaszczyć pod płaszczem. załatwić coś, komuś, czasem kogoś. zdołować go, do dołka na gołka, samemu nie wpaść na paść i jak wilk wilkowi człowiekiem. kupić, koniecznie nabyć, wytargać, wytargować, miąć w rękach by porzucić przed następnym zakupem. musi być różowe, bo takie są w modzie; co rusz, to róż i już. że nie różowe są róże? kto może to może, a kto nie może, to i tak mu nic nie pomoże.

 

dzieła się rodzą, dzieła umierają, dzieła pozostają.

wiekopomne, wiekozapominalne, wiekouczące, wiekoułomne. dźwiękowe – brzdęk, brzdęk; wizualne – pstryk, pstryk; literackie – cium, cium... panie archeolog zardzewiałe wieko nie chce się otworzyć. ałłła co ałłłtor miał na myśli, czy śniły mu się kampfy, czy angelie. jakie jego przesłanie, zwłaszcza w tłumaczeniu nie do przetłumaczenia. czy tłumacz może być mniej pojętniejszy od dziełoautora? i co wytłumaczy, wielkość czy banalność, intelektualnie czy oralnie, dosłownie czy gołosłownie? jeżeli dzieła tyczą trajektorie atomów biegających w naszym małym palcu i kosmiczno ufologiczne otoczenia i o wyobrażenia, to gdzie nas zaprowadzą? zamówić geodetę, by przetyczył? dużo dzieł w dyspozycji, oj dużo. mijają się, jak pędzące działa po autostradzie. wytaczasz, czytasz i pytasz czy czasem przychodzący anioł nie jest transwestytą diabła?

 

aniołowie się rodzą, aniołowie umierają, aniołowie pozostają.

kto mędrcem, kto głupcem, a komu skrzydła są przyrodzone, lub kto je przyprawił i czemu je odcina. głupota mędrca i mądrość głupca ważą się na szalach, bo wyjęci spod klosza medianci wciąż mącą kaduceuszem nie tylko wodę, ale i soki, posoki. międlą w jednym garnku różne ptaszyska: sokoły, woły, sowy i krowy. nie patrzą czy wróbel, czy sraka. miesić materię sprzedażną to przecież ich powołanie. szczypta sensacji, deko przebarwienia, i już jest baby placek. a czy dawanie się opłaca, czy echo odpłaca, czy można się wyspowiadać pantomimicznie i czy coś bezwartościowego zawsze nie będzie nic warte? ptaki niebieskie zszarzałe od smogu dokąd lecicie? za zszarzałymi znakami? a jakąż rolę spełnia ten co to w kontrolnej wieży miał siedzieć?

 

diabły się rodzą, diabły umierają, diabły pozostają.

wprost pod figurą miarka za miarkę, gest za test, dęby za ząb, papier za ciało, mało! pieniądzolary szeleszczą słodko, warzy się zupa w wulkanie, bul, bul, pęcznieje, przybywa. i łowić złotawe oka ropy na niedosyconym rosole i chcicy runo rozciągać pomiędzy biegunami. a te się mierzą, który przeważy? mój, twój, nasz? nie! tylko swojski. ha! wygrana nasza. my górą. orzeł pod kurą pokonany, bo granat w dziób ma wepchany. wszystko co nie, to be. sumienia urabianie to proceder na sumienne podsumowanie. urabiamy je tanio. wystarczy zadzwonić pod numer zębami i honor na szmatę przeinaczyć. łatwizna spuścizna, plum.

 

narody się rodzą, narody umierają, narody pozostają.

naprzód lokalni patrioci, pierś wytężają w walce o miedzę wewnątrz podwórka. świetna toż przecież zabawa w sędziów bożych na podcinanej gałęzi, huś, huś. rządzenie przyrodą na obraz i podobieństwo swoje. wszędzie musi być porządek! trzeba prządek. tu rzekę przemalować, tam pejzaż przyozdobić, górę niesłusznie pochyloną naprawić, drzewa zaprowadzić do szkoły by nauczyły się rosnąć prosto. bydło na- przekarmić do chorości, gdyż nadwaga się lepiej sprzedaje. tak samo opryskany owoc, piękny, błyszczący, co prawda cichosza, bo opryskanej śliwy robak się nie chwyci, wie że podtruta. dzieci też warto slowfoodami ut- uczyć, do większych ciał więcej wiedzy się zmieści, a i naród przeważy tedy. i jeszcze krzywizny wyprostować, prostotę zakrzywić, prostactwo wynieść nad poziomy i zadomowić na stałe. najlepiej zasalonić.

 

rodziny się schodzą, rodziny się rozstają, rodziny pozostają.

gniazdo i stadło. i drobne zmiany między jutrem a wczoraj. wiatrem pędzona maszyna na przypadkowych nieraz żaglach, rozłączenie ze złączeniem, koniec za początkiem, skutek za przyczyną. a i tak wszystko wedle mega porządku i pomimo złudzeń.

 

życie jest, życie jest, życie jest

 

 

 

Dalej

Powrót do spisu treści