Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu
Spotkania literackie
Wydawnictwo
pod redakcją Macieja Pinkwarta
Nowy Targ 2004
Elżbieta Samsel-Czerniawska (Świebodzin)
Kawałek życia
Kochany wujku!
U nas nigdy nie dzieje się nic specjalnego. Zaczęłam chodzić do pierwszej klasy. Bardzo chciałam chodzić do szkoły, ale już nie chcę. Poszłam z mamą na rozpoczęcie roku szkolnego i jak wróciłyśmy to zapytałam mamy, kiedy będą wakacje. Mama nic nie powiedziała, tylko się śmiała. Nasza pani też ciągle się ze mnie śmieje, że mam brudny fartuszek. Stawia mnie pod tablicą i mówi „Co wczoraj miałaś na obiad? Pokaż tę plamę, to chyba od pomidorówki.”. I wtedy cała klasa się ze mnie śmieje. Heńka Jabłońskiego też stawia pod tablicą i mówi, że od niego tak śmierdzi bo nie wyciera pupy i w majtkach zostaje mały bobelek, który śmierdzi. Na dodatek pani woźna co mieszka na naszej ulicy powiedziała, że jestem niegrzeczna, bo uciekam babci po ogródkach jak mnie woła do domu. Ale to nieprawda. Powiedziała też, że skakałam z fontanny na jej córkę i teraz ona jest chora. A to też nieprawda, bo nikt się nie bawi z Iwoną Zaruską i nikt na nią nie skacze. To pani powiedziała, że ona mnie utemperuje, no i teraz stawia mnie pod tablicą codziennie. Mama jest zmęczona i sama wyprałam fartuszek, ale nie odpięłam kołnierzyka i teraz jest szary. Na dodatek nie mogę prasować i fartuszek jest pognieciony. Ale już się przyzwyczaiłam do stania pod tablicą. Chciałam sobie obciąć włosy, bo mama jak idzie do pracy, to budzi mnie rano, żeby mnie uczesać w warkocze. Strasznie boli, bo mama nie ma czasu i mówi, że mam ciągle splątane te włosy. Prosiłam mamę, żeby mi obcięła, ale powiedziała, że trzeba zapuszczać do komunii. Pomyślałam, że obetnę chociaż grzywkę, no i wyszło trochę krzywo. Tata się zdenerwował i obciął mi tę grzywkę przy samej głowie. Wyglądam teraz brzydko i strasznie się wstydzę chodzić do szkoły. Próbowałam udawać, że jestem chora, żeby poczekać aż grzywka odrośnie. Renata powiedziała, że mam zjeść ziemniaka surowego, to będę miała gorączkę i nie pójdę do szkoły. Zjadłam dwa ziemniaki na wszelki wypadek. Niesmaczne. Ale gorączki nie było, to przystawiłam termometr do żarówki od lampki nocnej, żeby nabiło. Chyba trochę za długo trzymałam, bo termometr pękł i dostałam lanie. W szkole pani mówi, że wyglądam teraz jak prawdziwa szlachcianka albo jak babcia.
Chciałabym, żeby już były wakacje, chociaż do cioci Jadzi pewnie już nie pojedziemy. Jak byliśmy tam na lato to przeze mnie umarł Wojtek. Chcieliśmy przejechać się na przyczepie. Bliźniaki zawsze tak robią. Czepiają się z tyłu na przyczepie jadącego traktora i jadą. No i teraz też się przyczepili, a dla mnie i Wojtka już nie było miejsca. Przyczepiliśmy się pośrodku przyczep i jechaliśmy. Ale traktor zaczął zjeżdżać z górki i bele słomy zaczęły spadać. Pomyślałam, że zaraz jakiś snopek na nas spadnie i krzyknęłam, że się puszczamy. Ja spadłam dalej, ale Wojtek spadł pod koło. Teraz myślę sobie, że mogłam go pociągnąć albo coś, to może traktor by go nie najechał. Zaczęłam krzyczeć i traktor stanął. Pan jak wybiegł z niego i zobaczył, co się stało to też zaczął krzyczeć na mnie i pobiegł do traktora, żeby zjechać z Wojtka. Bardzo się przestraszyłam i uciekłam pod figurkę. Powiedziałam pacierz i płakałam, a potem znowu powiedziałam pacierz, chciałam jeszcze raz, ale usłyszałam jak mama mnie woła. Tak bardzo się bałam tego, co teraz się stanie, że nie chciałam do niej biec. Pobiegłam do lasu, ale tata mnie zobaczył i dogonił. Nie dostałam, nie wiem czemu. No, a później jak wróciłyśmy do domu, mama zaprowadziła mnie na milicję, żebym opowiedziała jak to się stało. Ale pomyślałam, że jak powiem, że to ja kazałam Wojtkowi się puścić to pójdę do więzienia. Opowiedziałam wszystko oprócz tego. Pan milicjant strasznie się złościł, bo z tego wszystkiego nie wiedziałam, z której strony były tory i nie wiedziałam, która jest prawa strona, a która lewa strona. Pan milicjant znowu się zezłościł i narysował mi na kartce te tory i drogę i traktor i figurkę i kazał mi powiedzieć jak to wszystko było. Ale ja tam nic na tej kartce nie widziałam, na dodatek bałam się, że oni już wiedzą, że to ja kazałam nam skakać i już nic nie powiedziałam. Tata też się zezłościł i w domu dostałam lanie. Ale już mi nie kazali chodzić na milicję i nie zamknęli mnie do więzienia.
Tata mówi, że lepiej żebym to ja wpadła pod ten traktor, bo Wojtek był bardzo mądry, nie tak jak ja. Umiał pisać i czytać literki, a był dopiero w przedszkolu. A ja dopiero w zerówce się nauczyłam.
Wczoraj zalaliśmy panią Paluszkiewiczową. Tata napuszczał wody do kąpania, ale był pijany i nie zauważył, że wąż uciekł za wannę, no i cała woda leciała na ziemię. Ja poszłam siku i zawołałam mamę. Mama zakręciła wodę i kazała mi iść spać. Potem przyszła pani Paluszkiewiczowa i powiedziała, że ją zalaliśmy. Tata powiedział, że wcale nie, bo u nas jest sucho. Pomyślałam sobie, że pewnie tata nic nie wie, bo mama już zdążyła powycierać. Poszłam powiedzieć, że ja widziałam jak ta woda leciała. Tata się zdenerwował i powiedział, że mi się śniło, a mama kazała mi iść spać. Jak poszła pani Paluszkiewiczowa, tata przyszedł i dostałam lanie. Myślę, że tak zawsze jest. Nigdy mi nie każą kłamać. Ale ostatnio jak tata zapytał z kim się bawiłam i powiedziałam, że z Marzeną, to tata powiedział, że kłamię bo z Renatą i dostałam. A ja naprawdę się bawiłam z Marzeną. No i za tą panią Paluszkiewiczową też dostałam, chociaż powiedziałam prawdę.