Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu

 

Spotkania literackie

 

Wydawnictwo

pod redakcją Macieja Pinkwarta

 

Nowy Targ 2004


 

Andrzej Milewski (Nowy Targ)

 

Róża i cesarz

 

Ptak śpiewał na czystym niebie, w trawie grały koniki polne, a wiatr czesał swe włosy o pobliskie krzaki. Jak tu mogło cokolwiek urosnąć na tej spalonej słońcem, nieurodzajnej ziemi, gdzie tylko glina i kamienie? Trawa może rosnąć tylko w cieniu tych krzewów. Ja nie musiałem chować się do cienia. Upalne lato skończyło się. Mimo, że było południe, słońce nie paliło. Czekałem na Ennoię i rozmyślałem o synodzie w Elwirze, na którym kilkudziesięciu biskupów postanowiło zobowiązać duchowieństwo do zachowania celibatu oraz o żebrakach spędzonych na łodzie i zatopionych na pełnym morzu. To nie jest dobre rozwiązanie problemu biedy w Imperium. O ściąganiu podatków z terenu Italii, i o

coraz wyższych podatkach. Choćby nie wiem jak jasne i surowe były kryteria ich egzekwowania to nie jest sposób na naprawę państwa. Jak miecz, wszystko ma dwie strony. Coraz więcej chłopów opuszcza ziemię i nikt nie chce być niewolnikiem. To kto będzie pracował w tym państwie? A jego taryfa cen maksymalnych na towary i usługi to żałosny manewr. Zwiększono liczbę mennic zamiast zachęcić ludzi do pracy. Biją w nich tylko złote, srebrne i miedziane denary. Cesarz nie zna się na towarach, ale zna się na armii. Utworzył 60 legii. Podzielił wojsko na limitane i comitatenses. Każdy z czterech władców posiada własną armię. Chylę się kornie przed jego sposobem rządzenia. Wcześniejsi cesarze kurczowo trzymali władzę w swojej dłoni i dlatego też tak łatwo i szybko tracili wszystko. Dioklecjan pierwszy pojął, że kraj jest zbyt wielki, by jeden człowiek mógł sprostać wszystkim obowiązkom. Mądrze też zrobił rozdzielając władzę cywilną od wojskowej.

Siedziałem w małym wgłębieniu na wzgórzu, opodal miasta. Mgła i kurz unosiły się nad Rzymem, a za nim i nad nim rozpościerały się góry. Obok mnie leżał bukłak z wodą, odpięty pas z mieczem i zwój papirusu z różą w pieczęci. Konia przywiązałem do krzaków. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem, mówiąc jej tyle o sobie i sprawach państwowych ostatnim razem. Teraz już wszystko wie o mojej rodzinie, o dziadku, który był wyzwolonym niewolnikiem, o ojcu, zasłużonym żołnierzu, o matce, która pochodzi z Judei i o mnie.

 O sobie powiedziałem jej najmniej i nie wszystko. Pominąłem jedno, chyba najważniejsze. Nie mogłem wtedy tego zrobić. Zabrakło mi odwagi? Mnie? Któremu ręka z mieczem nie zadrży, by zabić wroga? Z jednej strony nie chciałem jej tego mówić, bo sprawiłoby to jej smutek. Ale z drugiej strony - musi o tym się dowiedzieć. Kiedyś się dowie. Może dzisiaj jej powiem, gdy tu przyjdzie? Próbowałem jej to powiedzieć podczas ostatniego spotkania, ale nie mogłem, patrząc w jej cudowne i niewinne brązowe oczy. Jest taka delikatna ciałem, ale silna duchem. Zrobię to dziś, teraz.

- Andronicusie! Andronicusie! – krzyczała biegnąca postać.

Wstałem i spojrzałem dokładniej w stronę zbliżającej się coraz bardziej do mnie sylwetce. Ennoia. Biegła w moją stronę i krzyczała. Wpadła zdyszana w moje ramiona. Objąłem ją mocno.

- Co się stało? – zapytałem.

- Andronicusie! Wczoraj żołnierze napadli na wyznawców Maniego zabili wszystkich, nie oszczędzili dzieci, kobiet i starców - powiedziała zdyszana jednym zdaniem.

- Ciii, już dobrze, już dobrze.

- Tej nocy miałam straszny sen. Boję się, że z nami może być to samo.

- To był tylko sen, tylko zły sen – mówiłem szeptem.

Oddychała coraz spokojniej. Uwolniłem ją z objęć. Usiedliśmy na skarpie ramię przy ramieniu. Jej twarz posmutniała i zaczęła płakać. Objąłem ją prawą ręką. Położyła głowę na mym ramieniu. Płakała. Patrzyliśmy przed siebie.

- Jak mówią pretorianie przed atakiem? - zapytała nagle.

- Nie ma wczoraj, nie ma jutra, jest tylko dziś.

- Właśnie! Nie ma wczoraj, nie ma jutra, jest tylko dziś – powtórzyła.

Przestała płakać i wyjęła z torby daktyle. Zaczęliśmy jeść. Podałem jej bukłak z wodą.

Minęło kilka chwil ciszy. Przestałem jeść.

- Ennoia... Muszę ci coś powiedzieć – zacząłem.

- Co, skarbie?

- Nie jestem żołnierzem. Jestem pretorianinem należącym do specjalnego oddziału przeznaczonego do likwidacji buntowników. Podlegamy bezpośrednio i tylko Maksencjuszowi. Przychodziłem do twojego domu na spotkania celem zdobycia informacji o was. Tajemnice, które mi przekazywałaś, wszystko co widziałem i słyszałem na zebraniach, na które mnie zapraszałaś przekazywałem swojemu przełożonemu.

- Wiedziałam o tym już od dawna. Też mamy swojego człowieka w tym oddziale – odpowiedziała.

- Ukradłem też wasze święte zwoje – dodałem cicho.

 - To też wiem.

Ennoia przestała jeść. Obróciła głowę w moją stronę i spojrzała mi prosto w oczy. Nie wytrzymałem jej spojrzenia. Spuściłem oczy i głowę w dół.

- Wiem, że źle zrobiłem.

- Żałujesz tego?

- Tak – powiedziałem cicho.

- Pomódl się do Boga o przebaczenie.

- Centurion wycofał mnie już z tej akcji.

- O? Tego nie wiedziałam – sięgnęła po kolejne daktyle – to i tak niczego nie zmienia.

- Jak nazywa się żołnierz, który jest na waszych usługach?

- Hektor.

Podniosłem głowę i popatrzyłem przed siebie. Zawirowało przed moimi oczami. Czułem napływającą krew.

- Ktoś się zbliża! – krzyknęła Ennoia i chwyciła mnie za dłoń.

- Nie bój się.

Złapałem leżący obok pas z mieczem i zerwałem się. Postać zbliżała się.

- To Nadaja Naja biegnie! – krzyknąłem.

- Czego ona tu chce? – zapytała.

Ennoia wstała i wyszła przed nią. Przywitały się i zaczęły rozmawiać. Nadaja Naja wymachiwała rękoma. Ennoia obróciła się w moją stronę. Była cała blada i roztrzęsiona.

- Nieee!!! Nieee!!! – krzyczała przeraźliwie.

 Chwyciły się za dłonie i pobiegły w stronę, z której przybyły. Wstałem. Nie wiedziałem co robić. Czy biec za nimi, czy stać tu i czekać? Stałem tak w miejscu nie mogąc zdecydować się co robić. W końcu dosiadłem konia i pognałem do domu Ennoi.

Jej dom płonął, a przed wejściem leżały zakrwawione ciała. Było słychać pojedyncze jęki konających ludzi. Wśród zwłok rozpoznałem ojca Ennoi. Jego siwa głowa leżała dwa miecze dalej w kałuży krwi, która wciąż wypływała z torsu. Obok leżał brat Ennoi, bez rąk. Po drugiej stronie ojca młodsza siostra, bez ubrania, w objęciach matki. Córka leżała plecami na matce, jakby chciała ją osłonić nagimi piersiami. Matka przyciągała sinymi ramionami mocno córkę do siebie, jak największy skarb.

 Dom palił się trzaskającym ogniem.

 Usłyszałem wołanie o pomoc.

 Postanowiłem obejść płonący dom. Z boku domu też leżały trupy. To byli znajomi, bracia i siostry, których poznałem na spotkaniach. Trochę dalej na dziewczynie leżał pretorianin. Naga dziewczyna piszczała, krzyczała i wiła się, próbując uwolnić się spod ogromnego cielska. Podbiegłem w ich stronę. Chwyciłem za chłodną, kamienną rękojeść mojego miecza.

- Może tak ze mną się zmierzysz? – zapytałem niskim głosem.

Zbrojny znieruchomiał. Obrócił powoli głowę do tyłu, jednocześnie odsłaniając twarz ofiary. To był Hektor i Ennoia. Nie był zdziwiony. Nawet się uśmiechnął i powrócił do tego w czym mu przeszkodziłem.

- Wstaaańńń!!! – wrzasnąłem i uderzyłem go dwa razy ostrzem miecza w nagie pośladki, ogromne jak arbuzy.

- Na Herkulesa! Odejdź! Zanim cię poćwiartujęęę!!! – odpowiedział tubalnie Hektor.

Zsunął się niezgrabnie z przerażonej Ennoi, która natychmiast uciekła. Przez ten czas olbrzym zdołał powstać i widząc, że patrzę za uciekającą dziewczyną, chwycił za swój wielki miecz i z wściekłym rykiem runął na mnie. Zrobiłem unik w prawo i wycelowałem miecz w jego pierś. Góra mięsa minęła mnie i zachwiała się. Gdy odzyskał równowagę odwrócił się w moją stronę. Spojrzał z wysoka na mnie.

 - Wracaj z nim do stajni Augiasza – powiedziałem mu prosto w twarz i pchnąłem swój miecz między jego żebra. Wszedł po rękojeść. Przekręciłem go w lewo i w prawo. Hektor nawet nie zadrżał. Błyskawicznie wyciągnąłem miecz i zadałem mu drugi cios. Też w pierś. Tylko, że niżej. Miecz przekręciłem dwa razy. Przy pierwszym przekręceniu krew z rany wytrysnęła mi wprost na twarz. Hektor jęknął. Przekręciłem jeszcze raz. Agresor jęknął ponownie. Szybko wyciągnąłem miecz.

Przeciwnik chwycił za swoją broń oburącz i zamachnął się na mnie. Cios był tak wolny, że przed schyleniem się zdążyłem policzyć do trzech. Potężny miecz przeleciał ze świstem nad moją głową. Wówczas zadałem mu trzeci i ostatni cios. Z kucka pchnąłem go prosto w krocze. Wróg zaczął charczeć. Wypadła mu broń.

 Prostowałem się z wbitym mieczem, który ciął wnętrzności na pół.

 Hektor zachwiał się i leciał na plecy.

 Upadł.

 Potwór skonał.

 Usłyszałem tętent koni. Odwróciłem się. To był Maksencjusz ze swoim oddziałem. Obok nich stała niema Nadaja Naja z wyciągniętą ręką w moją stronę.

*

 Po dwudziestoletnim panowaniu Dioklecjan wycofał się z życia publicznego i zamieszkał w swoim wspaniałym pałacu, w Splicie. Nastąpił chaos. Ponad rok ośmiu chętnych walczyło o najwyższe stanowiska w państwie. Krwawe walki trwały bez końca. Ostatecznie zostało dwóch kandydatów, Konstantyn - władca zachodniej części kraju, który wsławił się zwycięskimi wojnami z plemionami Franków i Germanów oraz Licyniusz, władca wschodniej części.

Po śmierci Konstancjusza, Konstantyn, który pokonał konkurenta został cesarzem.

 Przeprowadzono wielki spis podatkowy. Wydano nowe zarządzenia.

W Carnuntum odbył się zjazd, na którym obwołano nową tetrarchię. Sytuacja w kraju uspokoiła się.

*

Po tym wydarzeniu życie Andronicusa uległo nagłej zmianie. Wiele lat nie widział Ennoi, chociaż dużo o niej myślał. Często wychodził za miasto na wzgórze, w ich ulubione miejsce. Przychodził tam zawsze sam. Aż pewnego razu zobaczył, że ktoś siedzi we wgłębieniu. Podszedł bliżej. Osoba gwałtownie wstała i obróciła się do niego.

To była Ennoia. Uśmiechnął się i podszedł do niej. Nieśmiało zaczęli rozmawiać. Zapytał co robiła przez te lata i czy należy do jakiejś eklezji.

 - Christosi już odeszli – odpowiedziała – po edykcie Konstantyna nie są prześladowani ze strony państwa, ale sami prześladują. Nie są już przeciw niewolnictwu, wyzyskowi, władzy i wojnie. Ci, którzy teraz mienią się uczniami Jezusa sami wyzyskują, układają się z cesarzem i toczą wojny. Dla nich Jezus i Jego ojciec w niebie nie są najważniejszymi istotami, dla mnie tak. Ja wierzę w Boga i Jego syna, Jezusa. A oni? W co wierzą? Bardziej niż Boga czczą człowieka, tego czy innego biskupa. Czczą omylnego człowieka, modlą się do niego, wyznają mu grzechy. Grzesznik grzesznikowi wyznaje winy i grzesznik grzesznikowi odpuszcza. Ja nie, ja czczę, modlę się i wyznaję grzechy Bogu. Zobacz sam, nie ma już uczniów, są tylko kapłani na swoich stolcach. Zobacz sam, nie ma już prezbiterów, kapłanów, są tylko episkoposi, viceepiskoposi, arcyepiskoposi. Mało tego, ci tworzą nowe oficia i obsadzają je swoją rodziną, znajomymi lub obcymi. Oczywiście za sowitą opłatą. Jeden z drugim walczy o to kto kogo ma słuchać i komu podlegać. Nie zwracają się do siebie bracie lub siostro, ale używają tytułów. Uczniowie Jezusa nie nosili tytułów, zwracali się do siebie po imieniu. Żaden z nich nie odbiegał od wyglądu prostych ludzi. Żaden z apostołów nie był kapłanem, tylko jeden był celnikiem. Nie nosili na sobie tych szat jakie noszą oni. To przecież kapłani zabili Jezusa.

            - To po co są kapłani? – zapytałem.

- Po to, by ludzi zwodzić. By odciągać od Pisma i Boga. Zmarłych honorują tytułem święty! A nawet żywych!! A co mówi Pismo? Pismo mówi, że święty jest tylko Bóg Ojciec. Nie są równi sobie. Przed Bogiem wszyscy są równi, przed człowiekiem nie. Pałace, z których nosa nie wychylają nazywają domem bożym i ziemią świętą. To są apostołowie? Nauczyciele i naśladowcy Jezusa? Nie zakładają rodzin, nie mają dzieci a chcą, by inni mieli. A co mówi Pismo? Jeszcze mówią do siebie – „ojcze”. Nie żyją według słów Boga, ale uprawiają sodomę, gomorę i symonię. Mówią tylko o cierpieniu Jezusa, a to tylko malutki fragment Jego życia. Cierpiał krótko i nie bał się śmierci, bo miał łaskę i wiedział, że z martwych powstanie. Ludzie, niczym lunatycy, chodzą do nich z darami i opowiadają im swoje grzechy. Nie chodzą do Boga, ale do nędzników. A tylko Bóg może odpuszczać i przebaczać. To są Christosi? Nie! Zobacz na nich. Oddają cześć i modlą się do obrazów i rzeźb Jezusa i apostołów, tak jakby to byli kolejni bogowie rzymscy. A przecież nie zachował się żaden wizerunek Mistrza do naszych czasów. Mówią, że dla Boga budują nowe świątynie ze złotymi cielcami. Dla którego Boga? Nazywają je domem bożym. Bóg nigdy się tam nie wprowadzi, bo Bóg ma już dom. Tam nikt nie kłóci się o to czyje cielce, dogmaty, misteria i sakramenty są lepsze. Trzysta lat minęło odkąd Jezus i Jego apostołowie chodzili po ziemi, a tu w Rzymie są śmiałkowie nazywający się apostołami Jezusa! Budują nowy Babilon a nie Nowe Jeruzalem! Jego matkę uważają za matkę Boga i składają jej hołd nawet większy niż jej synowi. To przecież nowa bogini rzymska! Ulepszona Ceresa. I szerzą myśl, że mój Nauczyciel począł się bez udziału mężczyzny.      

Ennoia zaczęła się głośno śmiać.

- Powiedz mi, Andronicusie...Czy urodziłbyś się gdyby twój tata nie spotkał i nie pokochał twojej mamy?

- Nie.

- Już nie chrzczą dorosłych w rzece – ciągnęła dalej – ale dzieci w swoich świątyniach, które nazywają domem bożym. Sama widziałam tysiące matek, które na rękach trzymały kilkumiesięczne dzieci. Tylko po to, by episkopos wypowiedział magiczne słowa w nieznanym języku i pokropił wodą. Oczywiście za opłatą. Przyjmował zarówno denary, jak i dary. Czy oni głoszą naukę Boga i Jezusa, czy swoje własne, ludzkie? Mówią magicznym językiem, którego nikt nie rozumie. Czy tak mówił Jezus? Kłócą się, który jest językiem Boga. Z Pisma odrzucili Ewangelię Miłości, Ewangelię Prawdy i Ewangelię według Marii Magdaleny, a do Słów Boga dołączyli listy pisane przez człowieka. Zniszczyli ostatnią kopię Ewangelii Judasza apostoła.

- O? Nie słyszałem o tym zwoju. O czym on mówi?

- Apostoł opisuje swój pobyt z Jezusem oraz to co się stało po Jego śmierci. Jak łatwo dał się wrobić, jakim był narzędziem w ręku zła, jak łatwo dał się kupić. Skruszony opowiada o sile denarów i władzy.

- To prawda. ich siła jest wielka.

- Ale jest coś potężniejszego od nich.

- Co to jest?

- To jest mój Bóg. A mówię o Bogu nie stworzonym przez człowieka, ale o Bogu, który stworzył człowieka. Nawet tych, którzy rzeźbią bożki i cielce. Śmią nawet tworzyć bogów! Wymyślili triadę, gdzie według nich wszyscy w niej bogowie są sobie równi i tworzą jedność. Powiedz mi, jak ty możesz być równy swojemu ojcu? Przecież twój ojciec ma więcej lat niż ty, jest siwy i zmarszczony. A ty? Christosi czczą sobotę, a oni? Christosi wierzą w jednego Boga, a oni? Christosi nie zbierają się w świątyniach, oni tak. Christosi przedkładają Królestwo Wieczne nad inne. A oni? Władza, pieniądze i sprawy doczesne zawładnęły umysłami tych, którzy mienią się apostołami. Czy uczniowie Jezusa mieszkali w nieskromnych pałacach? Zobacz na nich. Noszą się jak pawie, kolorowo i pysznie. Jeden drugiego zabije, by mieć tylko więcej denarów, tytułów i więcej władzy. Niewolnicy im usługują i noszą ich w lektykach. Są niczym dwór cesarza. Kiszki rozpychają mięsem i winem. Oto ich główne zajęcie. Posłuszni są człowiekowi, a nie Bogu. Spójrz im w oczy, a zobaczysz zawiść, zazdrość i zachłanność. Przyjrzyj się im. Jeden jest sprośny, a drugi gnuśny. Wierni już ich nie wybierają, ale sami siebie, nawzajem mianują i mówią, że sam Jezus przez Piotra ich wybrał. Gdzie!? I jak? Głoszą, że swoje oficja odziedziczyli po pierwszych apostołach. Który z uczniów Jezusa był kapłanem? Jak to zwą? Nominacją?

- Sukcesją apostolską.

- Do czego są potrzebni wiernym? Nie są im potrzebni, ale oni potrzebują wiernych. Uważają siebie za nieomylnych, czyli przypisują sobie ten atrybut, jaki należy się tyko Bogu. Błądzić jest rzeczą ludzką, stwarzać błądzących boską.

- Ale, są jeszcze nauczyciele, którzy chodzą po świecie i głoszą Ewangelię?

- Gdzie, gdzie są ci Christianie? Nie ma ich! Są tylko uzurpanci, którzy z Jego imieniem na ustach popełniają najcięższe grzechy. To oni łamią odwieczne prawa boskie i obnoszą się z nowymi symbolami. Ich znakiem nie jest już ryba i chleb, ale krzyż i pal, o który się kłócą. Nie zmartwychwstaną i nie będą żyć wiecznie modląc się i padając na kolana przed człowiekiem i złotym cielcem. Przyszła wyniosłość, przyszła i pycha. Czeka ich śmierć. Gdzie oni mają Boga? A jeśli nie mają, to co mają? Odeszli już tak daleko od Boga, Jezusa, Ewangelii, wiary, nadziei i miłości, że nie wiedzą gdzie są! Jest w nich tylko Antychrist.

- Już nie mów. Mam tego dosyć na co dzień.

Obrócił się do niej. Przybliżył twarz i pocałował ją prosto w uchylone usta. Dziewczyna nie stawiała oporu. Całowali się długo i namiętnie. W przerwach ściągali z siebie ubrania. Zaczęli się pieścić głodnymi rękoma. Przywarli do siebie nagimi ciałami i kochali się, jak bogowie tylko potrafią. Pierwszy i ostatni raz.

Tuż po cielesnym spełnieniu przybyli żołnierze i zatłukli nagiego Andronicusa. Ennoia chciała obronić ukochanego zasłaniając go swoim nagim ciałem. Na nic to było. Andronikusa pocięły miecze jego współtowarzyszy, a Ennoię wszyscy zgwałcili. Trzy dni i trzy noce dziewczyna płakała nad poćwiartowanym ciałem ukochanego. Gdy w końcu wróciła do Rzymu nikomu o tym nie mówiła. Każdego dnia przychodziła w to miejsce. Modliła się i płakała nad szczątkami ciała jej żołnierza. Codziennie rzucała kamień do wgłębienia pod krzewami. Po dziewięciu miesiącach urodziła dziecko. Pięknego chłopczyka. Przyszła z nim na grób, odsunęła kamienie, położyła się i zabiła dziecko i siebie.

           

 

 

Powrót do spisu treści

Dalej