Juraj Jánošík - CV
(trochę ściągam od kolegi "Samkoleo" z http://referaty.atlas.sk, ďakujem velmi pekne!)
Słowacki bohater narodowy, którego za sprawą góralskich legend i "pańskiej" literatury żeśmy sobie zawłaszczyli dla Polski - Juraj Jánošík urodził się w 1688 r. we wsi Terchowa, jako syn miejscowego rolnika. był synem rolnika z Terchowej. Został ochrzczony w kościele w pobliskim Varinie, a w księdze urodzeń tej świątyni ksiądz Michał Smutka napisał w styczniu 1688 r.:
Dnia 25 tego miesiąca ochrzciłem dziecko narodzone z Martina Jánošíka i Anny Cesnekovej, któremu dano na imię Juraj. Chrzestnymi rodzicami byli Jakub Meriad i Barbora Krištofiková z Terchovej.
Dominikalna wieś Terchová należała do majątku Streczno, którego centrum znajdowało się w Ciepliczce nad Wagiem, ale strzegący tych ziem zamek wznosił się hardo w połowie drogi między Żyliną a Martinem. Właścicielami majątku byli w tym czasie Löwenburgowie. O dzieciństwie i młodości Jánošíka wiemy bardzo mało. W 1703 r. na ziemiach słowackich wybuchło powstanie przeciwko władzy Habsburgów. Dowodził nim żupan Szarysza, słynny Franciszek Rakoczy II. Po kilku latach Jánošík, niespełna 20-letni, w grudniu 1707 r. dał się zwerbować pułkownikowi Viliamowi Vinklerowi do wojsk kuruców.
W sierpniu 1708 roku pod Trenczynem doszło do rozstrzygającej bity powstańców z wojskami cesarskimi, w której armia kuruców poniosła całkowitą klęskę. Cesarscy żołnierze pojmali prawie 400 jeńców, wśród nich i Juraja Jánošíka. Szeregowych buntowników oszczędzono, nie ukarano ich nawet więzieniem, ale po prostu wcielono ich do wojska, co było wyrokiem w sumie bardziej srogim, jako że służba taka mogła trwać i 20 lat... Tak więc nasz Janošik poszedł w kamasze, a w 1710 roku awansował i został klawiszem w zamku w Bytczy, jako jeden z wartowników tamtejszej służby garnizonowej. W owym czasie był tam więziony zbójnik Tomáš Uhorčík rodem z Przedmierza koło Żyliny, a więc poniekąd krajan Janošika, który najpierw się z nim zakolegował, a potem potajemnie pomógł mu uciec z więzienia. Nie udowodniono mu współudziału w ucieczce, no i jeszcze w tym samym roku ojciec Janoška, Martin, czując się słabym i chorym napisał do generała Ebergéni, by ten zwolnił syna - jedynego żywiciela rodziny - ze służby wojskowej. Jánošik na jesieni wrócił do domu w Terchowej, a już tej samej zimy potajemnie spotkał się z Tomášem Uhorčíkiem i zgłosił chęć przystania do jego zbójnickiego "towarzistwa". Uhorčik na wiosnę 1711 r. zwołał kilku swoich dawnych druhów i ruszył z nimi na Morawy. Poszedł z nimi i Janošik i wziął udział w swym pierwszym napadzie, polegającym na rozbiciu kilku żydowskich sklepików pod nieobecność właścicieli... We wrześniu 1711 r., prawdopodobnie w dniu otaczającego zbójników opieką św. Michała, czyli 29 września Jánošík złożył zbójnicką przysięgę. Gdy nastała zima, towarzystwo rozeszło się do chałup, a harnaś - Uhorčik - oświadczył kamratom, ze wraca "do cywila" i od zbójnictwa się wymówił, bowiem się ożenił i postanowił się ustabilizować. Faktycznie, osiadł na stałe w żoninej wsi - Klenovcu, zmienił nazwisko na Martin Mravec i wkrótce stał się znany jako dobry grajek i pasterz. Na wiosnę zbójnicy z dawnej bandy Uhorčika wybrali Janošika na nowego harnasia.
Nie był specjalnie groźny ani specjalnie skuteczny przez te swoje półtora roku zbójowania i jego kamraci ani on nie zbili majątku w tym zawodzie. Nie zdążyli się nawet rozkręcić ani nabrać wprawy w swoim fachu. Latem i jesienią, przemieszczając się od Fatry po Turiec i Strażowskie Wierchy (i nawet nie zbliżając się do Tatr...) , napadli na barona Pavla Révaya, hrabinę von Schardon, ziemianina Ladislava Zmeškala, żylińskiego handlarza suknem Jána Šipoša, złotnika Jána Skałkę, Alexandra Ottlíka. Większość z akcji Janošik prowadził w niewielkich grupach szturmowych, niektóre też były dowodzone przez innych zbójników z jego bandy. Zapewne nie cieszył się Janošik takim wielkim mirem wśród swoich komilitonów, jeśli taka właśnie samodzielnie działająca grupka pod dowództwem Janošikowych "żołnierzy" Turiaka i Plavčíka napadła w Suchej dolinie koło Fačkova i śmiertelnie zraniła proboszcza Juraja Vrtíka z Domaniży. To zabójstwo - dokonane pod jego nieobecność, ale niewątpliwie na jego "rachunek", przyczyniło się do zakończenia krótkiej kariery młodego zbójnika. Jak wykazano podczas procesu - on sam nigdy nikogo ani nie zabił, ani nawet nigdy nie zranił...
Pewno ktoś sypnął, że napadu dokonali zbójnicy z dawnej bandy Uhorčika, więc w październiku emerytowany harnaś wraz ze swoim następcą zostali zamknięciu w kasztelu w Hrachovie. Ale nie udowodniono im niczego, obaj mieli dobre alibi, więc po interwencji podżupana Lániego z Malohontu w środkowej Słowacji zostali wypuszczeni, ale żandarmi mieli na nich oko. Zimę na przełomie lat 1712 i 1713 Jánošík spędził w Kokawie i pobliskim Klenovcu u swojego przyjaciela Uhorčíka. I tutaj z końcem lutego albo w początku marca roku 1713 trzydziestoosobowy regiment liptowskich dragonów dowodzony przez szlachcica Andreańskiego w nocy otoczył dom Uhorčika (sądząc że to spokojny obywatel Mravec...) i Jánošíka złapano. Harnaś został odtransportowany do miejscowości Paludzka na Liptowie i osadzony w kasztelu Vranovo. Sąd okręgowy w Liptowskim Świętym Mikulaszu sądził Juraja Jánošíka w dniach 16 i 17 marca 1713. Przewodniczył mu podżupan komitatu liptowskiego Ladislav Okolicsányi. Prokuratorem był Alexander Čemický, obrońcą przydzielonym z urzędu - Baltazár Palugyay. Ławnikami byli reprezentanci komitatów liptowskiego i trenczyńskiego. Po przesłuchaniu prokurator Čemický wystąpił z mową oskarżycielską, w której żądał dla oskarżonego kary śmierci. Po nim przedstawił obronę Baltazár Palugyay. Wskazał na okoliczności łagodzące, na młody wiek oskarżonego, na fakt, że nikogo nie zabił ani nie zranił. Udowodnił, że przy zabójstwie domaniżskiego proboszcza nie był obecny. Żądał dla oskarżonego Jánošíka całkowitego uniewinnienia. Drugiego dnia sądu poddano Jánošíka przesłuchaniu, połączonemu z torturami. Potem już na nic nie czekając okręgowy sąd wydał wyrok:
Ponieważ złamał (oskarżony) Juro Janošak najwyższe przykazanie boskie, jak i prawo krajowe przed dwoma laty puszczając się na zbójectwo i wodzem alebo hetmanem tego się uczynił, który z towarzyszami swymi na drogach się zasadzając ludzi dobytku pozbawiał, tak jako z jego własnego wyznania się wydawa, jego towarzysze gdy on też był obecny, pana patera z Domanižy postrzelili i bezbożnie zamordowali. Tak też i innych, jako jest spisane, złych skutków się dopuścił. Przeto za takowe złe uczynki i przykazań przekraczanie ma być na hak na lewym boku wbity i na przykład dla innych takowych złoczyńców ma być powieszony.
Egzekucję młodego, 25-letniego Jánošíka wykonano niezwłocznie, wieczorem 17 marca 1713 na mikulaskim miejscu straceń zwanym Szubieniczki (Šibeničky).