Maciej
Pinkwart
Prościzna?
Są pisarze, których czytam pasjami i jednocześnie ich nie
znoszę. Podziwiam i wściekam się na nich. Odwracam rzymską zasadę i myślę o nich
amo et odi, kocham i nienawidzę.
Umberto Eco. Wisława
Szymborska. Alistair MacLean. Joe Alex. Dan Brown. Ernest Hemingway. Ryszard
Kapuściński. Gabriel Garcia Márquez.
Jose Saramago. Joanne Kathleen Rowling. Andrzej Stasiuk. Annie Proulx. Artur
Perez-Reverte. Wiesław Myśliwski. Jostein Gaarder. Colleen McCullough.
I Marcin Wicha.
Jasne, że nie wszystko, co opublikowali. Ale większość.
Czytam, niekiedy wiele razy. Podziwiam, jak to jest napisane. I zazdroszczę, że
ja tak nie potrafię, a w zasadzie nawet nie próbuję. Oczywiście, teraz to co
piszę powinno być skomentowane przysłowiem:
Król Jagiełło bił Krzyżaki i pan Krupa
chciał być taki. Ale kto w młodości nie chciał bić Krzyżaków? Niektórym to
zostaje do późnej starości i z tego pragnienia czynią program polityczny swojej
partii.
Na pisarstwo Marcina Wichy zwróciłem uwagę na dobrą sprawę
dopiero wtedy, gdy w 2018 r. dostał Nagrodę Nike za
Rzeczy, których nie wyrzuciłem. Do
lektury skłoniła mnie nie sama nagroda Nike – w końcu, Nike dostali i Miłosz za
Pieska przydrożnego, będącego
literackim leczo i Rymkiewicz za
kiepski Zachód słońca w Milanówku*
– tylko ciekawy tytuł. I tak poznałem interesującego, ale skromnie
reprezentowanego w literaturze autora, a nawet coś o nim napisałem:
http://www.pinkwart.pl/recenzje/lektury/2018/Rigor_libri.htm
Już wcześniej
prześlizgiwałem się niejako po jego felietonach, zamieszczanych co dwa
tygodnie w sobotnim dodatku do „Gazety Wyborczej”, ale ponieważ zauważyłem, że
przeważnie dotyczyły zagadnień designu i kwestii wystroju wnętrz, więc
przeglądałem je dość nieuważnie, jako że wtedy głównie interesowały mnie
zagadnienia polityczne: był rok 2015, do władzy
pełnoskalowo doszedł PiS, ciekawiło
mnie, czy pójście prawicy na zwarcie z – wydawało mi się –
normalsami skończy się obaleniem tego,
pardon – tamtego rządu, więc Wicha jakoś mi umknął. Nie do końca zachwycały mnie
też jego rysunki, publikowane w kilku
pismach – no bo i pod względem treści, i pod względem formy nie był to
Kobyliński, Mleczko, Sawka ani Andrzej Rysuje. No i wtedy przyszły
Rzeczy…
Po tym, jak Marcin Wicha dostał najpierw „Paszport
Polityki”, potem „Nike” – zaczął być modny i było go więcej. Jego felietony
publikowała też „Polityka”, czytałem je oczywiście, ale – przyznam –
niestarannie. W „Polityce”, w „Wyborczej” zresztą też – lista felietonistów jest
spora, niektórzy mają swoisty styl, który mi się nie podoba, więc je pomijam,
albo dotyczą spraw, które mnie nie specjalnie obchodzą – więc je też pomijam, a
poza tym nie wszyscy publikują regularnie.
I tak Wicha jakoś mi zniknął. Pojawił się znów – w
nekrologu.
Nie mogłem uwierzyć. Z dwóch powodów było to szokujące: po
pierwsze, był przecież młody, mógł żyć jeszcze długo. W styczniu 2025 r., kiedy
dowiedziałem się o jego śmierci, miał zaledwie 53 lata. Po drugie – zachwycił
mnie kilka lat wcześniej książką – esejem, napisanym po, a nawet z okazji
śmierci swojej matki, która zmarła w 2015 roku.
Świetnie, że w kilka miesięcy po jego odejściu Agora wydała
zbiór prawie sześćdziesięciu króciutkich felietonów z „Wyborczej”, publikowanych
w latach 2015-2018. Tematyka różnorodna – od kwestii projektowych i designu, co
było jego, grafika, podstawowym zawodem, przez sprawy szkolne, rodzinne,
codzienne, do lektur i spraw międzyludzkich. Polityka też, ale rzadko i z
dystansem. Najciekawsze są teksty o sprawach zwyczajnych, o rzeczach, które
spotyka się podczas spaceru, w drodze do pracy, w pracy. Były momenty, w których
przypominały mi się Listy z podróży
Jeremiego Przybory i zawarte w nich teksty o sprawach zwykłych,
prostych, ale podanych w sosie
absurdu: List z windy,
List z piedestału, Siostra
Odorata od solenizantek, List z
autobusu czy Wdowa po kwartecie
smyczkowym. U Wichy te felietonowe portrety rzeczy czy spraw są pokazywane
bardziej bezpośrednio, bardziej serio, a jeśli śmieszą to najczęściej nie przez
sos absurdu, tylko przez absurd w
daniu głównym. Choć autorskiego poczucia humoru także w nich nie brakuje. Oto w
felietonie Criminal tango, poświęconym
bynajmniej nie literaturze czy piosence kryminalnej, ale kwestiom designu, pisze
autor o tym, jak Agatha Christie wymyśliła postać Herkulesa Poirota w stylu
art-deco:
Znalazła sposób na
wyróżnienie Belga w tłumie innych detektywów. Bo na przykład u takiego Holmesa z
pewnością panował bałagan: rozrzucone rzeczy, na meblach sierść psa
Baskerville’ów, jakieś skrzypce i rozsypana kokaina.
Jednak związek między
powieścią kryminalną a projektowaniem opiera się na mocniejszych podstawach. W
pewnym sensie obie dziedziny mają wspólne założenia. Projektowanie, podobnie jak
kryminalistyka, uczy, że nie dzieje się przypadkiem. Szczerze mówiąc, design
zaraża paranoją. Zwłaszcza gdy przegrywamy walkę z pudełkiem proszku, kiedy
walimy kolanem o kamienny blat, rozlewamy wrzątek z dziwacznie wyprofilowanego
czajnika lub próbujemy skorzystać ze strony internetowej ZUS.
Warto sięgnąć po tę książkę, także i dlatego, by uciekając
od idiotyzmów dnia codziennego, przekonać się, że głupota i absurdy są wieczne i
dokuczliwe, i niestety, nie mamy zazwyczaj wpływu, by je usunąć z naszego życia,
przynajmniej w większej skali. Notabene, wszystkie próby
globalnych reform, zawsze kończą się
globalną katastrofą, zresztą tylko szaleńcy myślą, że komu jak komu, ale im to
się na pewno uda. Ale jeśli nawet nie możemy na to wiele poradzić, to zawsze
możemy się od tego próbować zdystansować przez żart.
Dla porządku dodam, że już w 2022 roku ukazały się
wcześniejsze felietony Marcina Wichy, podobne w charakterze, choć może bardziej
designerskie: Nic drobniej nie będzie.
Być może wrócę do nich później – na razie chciałbym zarekomendować najnowszą
książkę z nienajnowszymi tekstami. Nieubłagany los nadał jej aktualności.
------------------------------
Marcin Wicha, Proste
rzeczy, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026, 296 stron (191 w wersji e-bookowej).
* Dla miłośników Milanówka i miłośników (to akurat nie
koniecznie)Jarosława Marka Rymkiewicza przypominam swoją recenzję tej książki:
http://www.pinkwart.pl/recenzje/lektury/Rymkiewicz.htm