Maciej Pinkwart
Upper Thousand
Nie wiem nawet, czy tylu czytelników będzie miał wywiad Mateusza Mazziniego z
wybitną politolożką amerykańską w dzisiejszej „Wyborczej”. Już sam tytuł
zniechęci 90 % - WalMart House. Rzecz dotyczy analizy polityki
prezydentów USA i perspektyw rozwoju tego kraju, a tym samym – świata. WalMart
to amerykańska sieć supermarketów, istniejąca od 1962 r. i posiadająca w USA
ponad 5200 sklepów. Zatrudnia ponad półtora miliona osób w samych Stanach. Jest
synonimem nie tylko przeciętności, co do ceny i jakości, ale odpowiadania na
zapotrzebowanie przeciętnego klienta. Nie chodzi o to, że idziesz do WalMartu po
to, żeby kupić to, czego potrzebujesz – idziesz tam po to, że WalMart wie, czego
potrzebujesz i sprzedaje ci to szybko, łatwo i niedrogo. Ale to, czego
potrzebujesz, będzie inne w Pensylwanii, inne w Oregonie, a jeszcze inne w
Kentucky. WalMart to wie i tak ustawia towar na półkach, żebyś po paru
pierwszych krokach zachwycił się tym, jakie dobre zaopatrzenie ma ten sklep. A
sklep w zasadzie jest wszędzie taki sam. Ba! – ten sam.
Przeczytałem, bo wywiad przeprowadził Mateusz Mazzini. Czytam go od pewnego
czasu i w „Wyborczej”, i w „Polityce”. Ma 36 lat, urodził się we Wrocławiu,
studiował na Universidad del País Vasco w Bilbao, skończył latynoamerykanistykę
na Oxfordzie, pracował w University College London oraz w Instytucie Filozofii i
Socjologii Polskiej Akademii Nauk, gdzie jest doktorantem, a może teraz już
doktorem. Pisze precyzyjnie, świetnie się go czyta, a to, co pisze i o czym mówi
pokazuje, jak doskonale jest przygotowany do każdego artykułu, każdego wywiadu.
Czy pisze o Ameryce Południowej (w tej dziedzinie interesująco konkuruje z
Arturem Domosławskim), czy o Włoszech, skąd wywodzi się jego rodzina, a on sam
jest potomkiem brata słynnego Giuseppe Mazziniego, współtowarzysza Giuseppe
Garibaldiego, a więc bojownika o wolne i niepodległe Włochy – przywołuje
doskonale mu znaną literaturę przedmiotu, a rozmawiając z wybitnymi naukowcami
czy politologami – zna niemal na pamięć wszystkie ich najważniejsze prace.
Jest – i tak o sobie mówi – Europejczykiem. Jego ojciec, Włoch, slawista,
przyjechał do Zakopanego żeby na własne oczy zobaczyć Teatr Witkacego i podczas
jednej z wycieczek tatrzańskich poznał swoją przyszłą żonę. To naprawdę nie jest
tak, że wszędzie szukam śladów zakopiańskości, dowiedziałem się o tym wątku w
biografii Mazziniego dopiero teraz.
Tylko kto to wszystko doceni? Co najwyżej jakieś cholerne wykształciuchy, dla
których ważne są wiedza, profesjonalizm, obiektywizm i świetny język. Gdy czytam
Mazziniego, długo potem nie mogę włączać wieczorem telewizora. I mam świadomość
pobytu na puszczy, na której rozlega się głos wybitnego dziennikarza.
Ta amerykańska politolożka nazywa się Nina Chruszczowa. O tym, że jest w prostej
linii prawnuczką Nikity Sergiejewicza Chruszczowa, pierwszego sekretarza KPZR i
pierwszego po Stalinie przywódcy ZSRR (1953-1964) – dowiadujemy się tylko z
notki biograficznej umieszczonej przez redakcję pod koniec wywiadu. Mazzini nie
wspomina o tym ani słowem. Bo tematem rozmowy są USA, a nie ZSRR. Prawnuczka
Chruszczowa (* 1964) wyemigrowała do Ameryki w 1991 r. Jest profesorką stosunków
międzynarodowych w The New School w Nowym Jorku. Doktorat obroniła na
Uniwersytecie w Princeton. Jest redaktorką i współpracowniczką Project
Syndicate, członkinią Council on Foreign Relations.
Publikowała w „Foreign
Policy”, „The New York Times”, „The Wall Street Journal”, „The Financial Times”.
Rosja Putina uznała ją za wroga, szpiega i samo zło.
Mówi ciekawie, kompetentnie, ze sporą dawką osobistych idiosynkrazji i
krytycyzmu, nie we wszystkim przekonywująco, dość pesymistycznie, nie szczędząc
krytyki władzom kraju, w którym zamieszkała i zrobiła karierę.
No to wyobraźcie sobie teraz taką karierę w Polsce… Ciekawe, czy taką sytuację
aprobują polscy apologeci USA, którzy są gotowi w czambuł potępiać tych, którzy
są nie dość polscy, nie dość prawicowi, nie dość katoliccy, nie dość biali i nie
dość nasi. I nie dość odcięci od tych, których aktualnie naszość
uznaje za wrogów, obecnych i byłych, do dziesiątego pokolenia… Standardy
naszości określa PKP: Prezydium Komitetu Politycznego PiS. Po konsultacji z
kotem.
A dlaczego w tytule znalazł się popularny supermarket, dostosowujący swoją
ofertę do preferencji klientów, różnych w różnych stanach? Bo tak samo robią
politycy: czy to Trump, czy Biden, czy Bush, czy Regan, czy nawet Kennedy –
zmienia się tylko opakowanie, język, image. Trzeba się przypodchlebić
klientom/wyborcom, że to niby odpowiadamy na ich zapotrzebowanie, a w gruncie
rzeczy chodzi nam tylko o to, żeby kupili nasz towar/zagłosowali na nas w
wyborach. Niby ułożenie towarów na półkach jest różne, ale w gruncie rzeczy jest
to wciąż ten sam stary, dobry WalMart. To wciąż jest WalMart, nawet gdy mówi się
o Wall Street. Przygnębiające.
Ale fajnie jest się tak dosmucać, gdy się jest odgrodzonym od reszty świata
dwoma oceanami i ma się do dyspozycji cały Fort Knox. U nas, niestety, nie
chodzi tylko o zabawę z układaniem towary na półkach WalMartu, Biedronki, Sejmu,
Pałacu, koalicji czy opozycji. Dla nich, być może, jest to zabawa, nam chodzi o
życie.
-------------------------
Mateusz Mazzini, WalMart House, „Magazyn Wyborcza”, sobota – czwartek,
11-16 lipca 2026, s. 13-16.