Maciej
Pinkwart
Iwaszkiewicz po sąsiedzku
Pisałem tu niedawno o książce na temat Anny Iwaszkiewiczowej (Sylwia Góra, W
stronę Anny) – i zaraz potem dostała mi się książka o jej mężu. Przypadek?
Nie sądzę. Nie ma przypadków, są tylko znaki… Dobra, dość tych cytatów.
O Jarosławie Iwaszkiewiczu pisze Piotr
Mitzner. A właściwie pisał, bo książka jest z 2023 roku, więc napisana
wcześniej, niż ta o Annie Iwaszkiewiczowej. Ale w takiej kolejności do mnie
dotarły. Autor wielokrotnie podkreśla, że był sąsiadem Iwaszkiewicza, co
oznaczało początkowo tylko to, że mieszkał, a nawet wychowywał się w tej samej
Podkowie Leśnej, w której znajduje się Stawisko – dwór, gdzie mieszkali wtedy
Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Ich domy dzieliło pięć kilometrów, ale poeta
znał się ze Zbigniewem Mitznerem, ojcem Piotra, jeszcze przedwojennym
dziennikarzem, redaktorem satyrycznych „Szpilek”, socjalistą i dziekanem
Wydziału Dziennikarstwa na UW, więc podjeżdżał do „sąsiadów” samochodem.
Ciekawe, że Iwaszkiewicz nigdy nie miał ochoty, żeby samemu poprowadzić auto.
Może posiadanie (w rozmaity sposób) szofera to były te Iwaszkiewiczowskie
fumy wielkopańskie, o których wspomina w swoim Album tatrzańskim?
Piotr Mitzner napisał książkę, wydawałoby się, oczywistą: pokazał Iwaszkiewicza
w jego twórczości. Ale ta oczywistość w większości przypadków nie byłaby taka
oczywista: nie ma wielu pisarzy, którzy w swojej twórczości byliby tak egotyczni
jak Iwaszkiewicz, bo on w zasadzie cały czas pisze o sobie, o swoich
spostrzeżeniach, emocjach, zachwytach i idiosynkrazjach. To naturalne w
przypadku poezji, ale i w fabularnej prozie, także historycznej trzeba się nieco
wysilić, by pod rozmaitymi kostiumami i sztafażami dostrzec autora. Niekiedy nie
jest to trudne – jak w Brzezinie, Pannach z Wilka czy Przyjaciołach,
czasem trzeba kopać głębiej, będąc wyposażonym w sporą wiedzę biograficzną. To
za nas w tej książce odpracował Piotr Mitzner, dzięki czemu możemy przyjść na
gotowe.
Świetnie się to czyta. Także dzięki temu, że Jarosław Iwaszkiewicz żył długo i
bardzo dużo pisał, a przerobienie tego wszystkiego jest w zasadzie
niemożliwe – chyba, że się w jego twórczości specjalizujemy, a jego dzieła są
niejako elementem komplementarnym do naszych zainteresowań. W dodatku w
dzisiejszych czasach jedna z zalet Iwaszkiewicza jest – może być – odbierana
jako wada: jego erudycja, oczytanie, dogłębna znajomość świata antycznego i
doszukiwanie się w pozostałościach tego świata znaków czasu – ale nie tego, w
którym powstały, tylko tego, co je przegonił, a nam pozwala się z nimi zapoznać.
Lub im oddziaływać na nas.
No i erotyzm, najczęściej homo-, czasem biseksualny. Przyznam, że to była dla
mnie jedna z największych przeszkód w odbiorze tych dzieł. Nie dlatego, że go za
to potępiałem: kimże jestem, żeby czyjeś – nie moje – uczucia wartościować?
Tylko dlatego, że ich nie rozumiałem, nie znałem, czerwieniłem się czytając i
domyślając się tego i owego. Fakt, że miałem kilkanaście lat, kiedy go – jako
sąsiad z Milanówka – pierwszy raz zobaczyłem, też miał swoje znaczenie.
Dzięki książce Piotra Mitznera poznajemy – nie, źle piszę: zapoznajemy się dość
powierzchownie, ale w tym przypadku to dobrze – z mnóstwem aspektów twórczości
Iwaszkiewicza, podglądając niejako w jaki sposób rzeczywistość, biografia i
charakter pisarza zostały opowiedziane w jego dziełach: w poezji i prozie.
Religia i religianci, rodzina bliższa i dalsza, żona i córki, Żydzi i
antysemityzm, pasje muzyczne, teatr i literatura, wojna i pokój, trochę
polityki, niedużo, drzewa, kwiaty i zwierzęta… Niby każdy, i twórca i zwykły
zjadacz chleba nosi to wszystko jakoś tam w sobie – ale nie każdy, no powiedzmy
– prawie nikt – nie buduje z tego swego życia, które w sumie jest dość niepewną
konstrukcją: ciało i duch, wiara i zwątpienie, miłość i gniew, narodziny i
śmierć chwieją się na rusztowaniu z naszych codzienności: rozmów i przemilczeń,
modlitw i przekleństw, zakupów, sprzątania, prania i prasowania, wynoszenia
śmieci i czytania listów, jazdy na nartach i wystawiania twarzy na sycylijskie
słońce… Misz-masz, lelum-polelum, pele-mele, banalny życiowy groch z kapustą… U
Iwaszkiewicza to wszystko daje się upakować do szafy. A raczej – na półki
biblioteczne.
W książce Piotra Mitznera też jest takie pele-mele, bo w układzie prezentowanej
treści nie ma żadnej dającej się zaobserwować hierarchii, żadnego porządku,
żadnej konsekwencji. Ale czy tak nie jest też w zwyczajnym życiu, na co dzień, u
zwykłego człowieka, a co dopiero u pisarza, który z własnego życia lepi
stosownie do swego pomysłu i talentu inne życia, na obraz i podobieństwo swoje?
Łóżko, łazienka, szafa z ubraniami, śniadanie, płaszcz, laska, smycz, pies,
parasol, aleja topolowa, kościół, kolejka EKD, biblioteka, sklep z chlebem,
masłem i rzodkiewkami, przyjaciel, przyjaciółka, kochanek, kochanka, żona, mąż,
matka, córka, pies, obiad, pisanie, drzemka, lektura, szafa z ubraniami,
łazienka, łóżko, trumna.
Ale jak to jest napisane! Iwaszkiewicz był wielki: potężny, wysoki, ważny,
twórczy. Przytłoczony przez historię, okoliczności życiowe, własne emocje,
popędy, z trudem ubierane w uczucia i z jeszcze większym trudem opisywane tak,
żeby nie zostały całkiem odrzucone przez czytelników, nieustanna dwubiegunowość
pychy i niewiary w siebie, wielki, pełen ludzi i zarazem pełen pustki dom… Piotr
Mitzner prowadzi nas przez to życiowe domiszcze za rękę, nie otwierając
wszystkich drzwi, niektóre tylko wskazując i wspominając co się za nimi może
kryć. Nie jest to, bynajmniej i na szczęście, kolejna biografia poety z Kalnika,
pochowanego w Brwinowie w paradnym stroju zasłużonego górnika PRL, ani
drobiazgowa analiza jego życiowych wyborów i jego dzieł wielkich i małych. To
trochę jak opowieść przewodnika po muzeum, który nie mówi: na lewo, proszę
wycieczki, na prawo, proszę wycieczki, tylko pokazuje: tak było, tak mogło
być, tak to zostało napisane, zobaczcie sami.
Jeśli cenicie i lubicie twórczość Jarosława Iwaszkiewicza, przeczytajcie
koniecznie. Jeśli nie lubicie, albo co gorsza – nie macie o niej pojęcia –
przeczytajcie jeszcze bardziej koniecznie. Może od tych stron zacznie się wasza
przygoda z Matką Joanną od Aniołów, skrywającą się w Brzezinie za
Czerwonymi tarczami wśród innych Panien z Wilka, niekoniecznie
podziwianych za ich Sławę i chwałę…
-----------------------------
Piotr Mitzner, Mój Iwaszkiewicz, Wydawnictwo „Próby”, Warszawa 2023, 272
strony.