Maciej Pinkwart

Rzeźnia

 

Przepiękne krajobrazy, majestatyczne góry, unikatowa kultura ludowa, ciekawa architektura, ostoja chrześcijaństwa, polskie Ateny i polski Piemont, stolica sztuki i literatury, magnes, przyciągający ponad pięć milionów turystów rocznie, jedno z najlepiej rozpoznawalnych na świecie polskich miast.

Rzeźnia.

Naprawdę nie wiem, czy w te piękne wiosenne dni rekomendować, czy odradzać lekturę tej książki. Bo, z jednej strony – przeczytałem te ponad 500 stron sporego formatu w trzy dni, ale z drugiej – Kryminalne Zakopane Beaty Sabały-Zielińskiej przeleżało u mnie na półce dobrych parę miesięcy. Miałem osobiste powody, by zwlekać. Wiele lat temu jedno z niewielkich wydawnictw zwróciło się do mnie z propozycją, bym opracował dla nich historyczną kronikę pod roboczym tytułem Zbrodnie w cieniu Tatr. Odmówiłem. Doszedłem do wniosku, że taki zakopiański Pitawal mocno zeszpeciłby wizerunek miasta, gdzie mieszkałem i które fascynowało mnie swoją urodą, tradycją i odmiennością. A na przestrzeni dwustu lat historii Zakopanego właśnie owe zbrodnie w cieniu Tatr były – o ile wiedziałem – najzwyklejsze, takie jak wszędzie, nie mające w sobie żadnej, nawet mrocznej egzotyki, której pokłady wyczerpał przed laty Tetmajer w swoich opowiadaniach Na skalnym Podhalu. No, ale była to fantazja pisarza, wyobrażenie o góralszczyźnie sprzed wielu dziesięcioleci.

Kiedyś rzeczywiście opisywałem przestępstwa, a jakże – pierwsza po studiach moja etatowa redakcja to było „Prawo i życie” – organ Zrzeszenia Prawników Polskich, a pierwszy proces, który relacjonowałem, to była kryminalna afera w Polskim Związku Bokserskim. Boże, jakie to było nudne! Potencjał na ciekawe story miał casus tzw. Czerwonej Oberży w Szaflarach, ale zlecenie na ten reportaż sądowy dostałem nie ja, tylko stara wyjadaczka, Maria Osiadacz. I w jej tekście, i w dokumentacji sądowej to też była raczej wydmuszka. Zresztą w dziedzinie opisywania współczesnych przestępstw niemal monopol publicystyczny w tej dziedzinie miał w tamtych czasach Jerzy Urban, który pod pseudonimem „Kibic” te sprawy relacjonował w „Kulisach” – sobotnim wydaniu „Expressu Wieczornego” (cykl Jakim prawem?).

Więc po Kryminalne Zakopane sięgnąłem w końcu nie z uwagi na jakieś szczególne zainteresowanie tematem, ale z uwagi na wieloletnią znajomość z autorką. Beata Sabała-Zielińska, skądinąd z zawodu pielęgniarka, jest najlepszą znaną mi dziennikarką radiową, specjalizującą się w tematyce lokalnej. Wiem, co mówię: przez dwanaście lat była zakopiańską korespondentką Radia Zet, gdzie przedtem przez jakiś czas pracowałem ja. A Beata była ze sto razy lepsza ode mnie. Po likwidacji przez Zetkę stanowisk korespondentów terenowych odeszła ze stacji i swoją publicystykę przeniosła na łamy książek, pisanych najpierw o Zakopanem w konwencji żartobliwie ceperskiej (wspólnie z Pauliną Młynarską), potem serio – o górach i ludziach gór. Była to za każdym razem literatura faktu i dobra dziennikarska robota: wywiady z ludźmi, wypisy z dokumentów, własne refleksje. Takie też jest Kryminalne Zakopane. Z tym, że bardziej.

Przede wszystkim, jest to książka ogromna: duży format (24 x 17 cm), przeszło 540 stron, gęsty druk bez ilustracji. Kiedy książka znalazła się u mnie, oczekiwałem niełatwej lektury na temat dziesiątek zbrodni (no, powiedzmy: przestępstw rozmaitego kalibru) od czasów, gdy hajducy Homolacsów w pierwszej połowie XIX wieku usiłowali spalić w piecu chlebowym niejaką Wójciaczkę, która nie godziła się ustąpić ze swej działki w Małej Łące, po zabójstwo „Pershinga” koło hotelu Kasprowy w 1999 r. Ale nie: na tych pięciu setkach stron Beata Sabała-Zielińska opisuje, a właściwie dokumentuje i analizuje zaledwie sześć zabójstw (parytet zachowany: trzy ofiary to kobiety, trzy to mężczyźni), popełnionych na przełomie XX i XXI wieku nie tylko w Zakopanem, ale także w okolicznych wioskach. Sześć rozdziałów drobiazgowo opisuje okoliczności, w jakich doszło do tragedii, atmosferę panującą w domach zabójców i ofiar, przebieg śledztwa, procesów w pierwszych i kolejnych instancjach odwoławczych, posiłkując się wielostronicowymi cytatami z dokumentów sądowych oraz długimi wypowiedziami policjantów, prokuratorów, sędziów i ekspertów. Dwa osobne rozdziały (jeden w środku książki, drugi na końcu) opisują ogólnie techniki i procedury śledztwa, spora część (także w przypisach) odnosi się do podstawowych i szczegółowych przepisów prawa. Bardzo ciekawy był dla mnie rozdział ostatni („Okiem eksperta”), bo dowidziałem się mnóstwa rzeczy o tym, jak nowoczesne metody badawcze działają w służbie kryminalistyki. To znów mogłem odnieść do mojej własnej praktyki dziennikarskiej – świetnie pamiętam, z jakim przejęciem zwiedzałem Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie, o czym potem pisałem w „Prawie i Życiu”. Mój Boże, w porównaniu z tym, co w swojej książce opisuje Beata, była to wycieczka do Parku Jurajskiego…

A same zbrodnie, tak drobiazgowo opisane i zanalizowane? Zadziwiając przez swą zwyczajność stanowią koktajl ludzkich tragedii, znieczulicy, prymitywnej agresji, zezwierzęcenia, pazerności, zazdrości, dewiacji, pijactwa i zwykłego chamstwa. Miłośnicy klasyki kryminalnej, wielbiciele prozy Arthura Conan-Doyle’a, Agathy Christie, Joe Alexa czy nawet Raymonda Chandlera niech raczej wybiorą się na wiosenny spacer. Jeśli będzie to spacer w okolicach Gronika, Witowa, Zakopanego, Doliny Chochołowskiej, Kościeliska czy Białego Dunajca – lepiej być we własnym, dobrze znanym towarzystwie. I nie pić z nieznajomymi.

Co do mnie, Kryminalne Zakopane przeczytałem na pewno nie z przyjemnością, ale z wielką uwagą, bo lektura jest, by tak rzec, wciągająca. Sam się sobie dziwiłem, jak bardzo fascynujące potrafi być zwykłe, chamskie, prymitywne zło. To na pewno nie są kunsztowne koncepcje zła profesora Moriarty’ego, fascynujące socjopatę Sherlocka. To co bohaterowie (że się tak wyrażę…) książki Beaty Sabały-Zielińskiej wyczyniają by ukryć ślady swoich zbrodni, jak przedmiotowo traktują i swoje ofiary, i swoich wspólników, i rodziny jest nieprawdopodobnie odrażające.

Zapewne, to tylko sześć ofiar, sześć śledztw, sześć procesów, sześć wyroków. Podhale i Tatry wciąż są przepiękne, kwiaty kwitną, słońce świeci, mieszkańcy są przemili i ciekawi świata, a turystki urocze i sympatyczne. Ale dziś idąc do lasu na spacer przypomniałem sobie historię pani, która najpierw podtruwała nielubianego męża lekarstwami psychotropowymi, potem go rąbnęła siekierą, którą jej syn zabrał z sobą do lasu, gdzie zapewne wycinał jakieś drzewo, siekierę przy wyrębie zostawił, ale następnego dnia już jej nie było, bo ją ktoś ukradł.

---------------------------------

Beata Sabała-Zielińska, Kryminalne Zakopane. Najgłośniejsze zbrodnie Podhala, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2024, 544 strony.

4 maja 2025