Maciej Pinkwart
Na tropach Fausta
Starożytni Rzymianie mawiali: navigare necesse est, dodając niekiedy
vivere non est necesse – żeglowanie (a w szerszym rozumieniu: podróżowanie)
jest konieczne, życie nie jest konieczne. Dzisiaj to stwierdzenie – chyba bardzo
rzadko zresztą używane – nabiera trochę innego sensu – nawigować to
najczęściej dziś znaczy: posługiwać się nawigacją satelitarną. Ale nie wszędzie
dotrzemy dzięki GPS-owi, nie wszędzie też trzeba włączać nawigację. Nie tylko
dlatego, by nie zostać wyprowadzonym w pole, na zagon buraków czy w głąb gęstego
lasu bez dróg (co mi się kilka razy zdarzyło). Bo czasami warto jest podjąć
podróż śladami osób, które nie posługiwały się nawigacją, tylko w swej
peregrynacji korzystali z klasycznych map, książek – opisowych, beletrystycznych
czy naukowych – a także byli prowadzeni przez żywych, ludzkich przewodników.
Takie podróżowanie śladem czyjejś podróży może być bardzo interesujące, ale może
też nas skazać na to, że będziemy oglądali ten poznawany świat cudzymi oczyma.
Żeby temu zapobiec, warto mieć dystans, umożliwiający obiektywną ocenę tropów,
za którymi będziemy podążać.
Jacek Cygan podąża do Włoch i przez Włochy śladami, które w literaturze
pozostawił Johann Wolfgang von Goethe. To, rzecz jasna, nie jest jedna
wycieczka, tylko efekt wieloletniej fascynacji polskiego pisarza zarówno Italią,
jak i niemieckim romantykiem z przełomu XVIII i XIX wieku. To jest niejako
fascynacja do n-tej potęgi: Jacek Cygan, zafascynowany Włochami i osobą oraz
twórczością Goethego, zafascynowanego Włochami i zwiedzającego je w ciągu
dwuletniej (1786-1788) Italienische Reise, fascynuje się również
zapiskami autora Fausta, zawartymi w dzienniku podróży i listach poety do
pozostawionych w Niemczech przyjaciół.
Ale zapiski te są ani specjalnie poetyckie, ani krajoznawcze. Goethe, opisujący
swoją włoską podróż nie jest ani romantycznym naturalistą, ani stęsknionym
kochankiem, ani wesołym obieżyświatem, poznającym uroki włoskiej kuchni,
zachwycającego się smakiem wina czy urodą tamtejszych ludzi. Bardziej ciekawią
go minerały i szerzej – geologia, architektura i stan dróg. Na szczęście, tych
wyborów Jacek Cygan nie podziela i szczodrze uzupełnia Goethego własnymi
spostrzeżeniami na ciekawe tematy. Szkoda, że nie możemy częściej bezpośrednio
konfrontować opisów niektórych obiektów jakie pozostawił Goethe z tym, co
przeszło dwa wieki później widział Jacek Cygan. Goethe wiele miejsc ciekawych i
fascynujących twórców pominął, nie zauważył, czy zlekceważył. Ponadto – co w
przypadku Italii ma spore znaczenie – autor Cierpień młodego Wertera,
która to powieść (opublikowana w 1774 r., a więc na dwanaście lat przed podróżą
włoską) rozsławiła go w całym ówczesnym kulturalnym świecie – był zatwardziałym
protestantem i rzadko kiedy przejawy sztuki i tradycji katolickiej podziwiał,
chwalił, czy zgoła o nich szerzej pisał. No a Włochy, odarte z katolickiego
sznytu w zasadzie nie istnieją…
Podróż obydwu, rozdzielonych stuleciami poetów, według opisu w książce Ciao,
Goethe! zaczyna się dla Goethego w Karlsbadzie, a dla Jacka Cygana – w
Karlovych Varach. To oczywiście to samo miejsce, a nazwy rozdziela tylko język i
czas. Stąd niemiecki poeta 3 września 1786 r. nad ranem wyrusza dyliżansem na
południe, zawiadamiając o włoskim projekcie tylko swojego protektora, księcia
saskiego Karola Augusta, który finansuje mu tę podróż. Ucieka od Karlsbadzkich
towarzyszy, nie powiadamia wcześniej o tym swojej wieloletniej przyjaciółki,
starszej o prawie siedem lat Charlotty von Stein (oboje już są wtedy znudzeni
przyjaźnią, która nigdy nie wyszła poza stadium platoniczne), przemierza górną
Austrię i przez przełęcz Brenner dociera do jeziora Garda.
A dalej dość tradycyjnie: Werona, Vicenza, Wenecja. Kilka miejscowości w
Toskanii (ale bez Florencji!), wreszcie długi pobyt w Rzymie. Potem Neapol z
Wezuwiuszem, Sycylia, z powrotem Rzym – i przez Szwajcarię powrót do Weimaru.
Prawdę powiedziawszy, to co o trasach Goethego pisze Jacek Cygan, podróżujący
tam przez wiele lat z rzędu (ze swoją żoną – czego nie zaniedbuje stale
podkreślać) jest znacznie ciekawsze niż to, co o tych samych miejscach pisał
Goethe. Oczywiście, nie wszystkie wybory i trasy wywołują u wszystkich
czytających i podróżujących takie same zachwyty – dlatego ani nie należy tej
książki traktować jako rekomendacji turystyczno-kulturowo-historycznej, ani jako
podróżnego bedekera. Przeczytałem z przyjemnością, dowiadując się wiele o Italii
z tego, jak o rozmaitych okolicach Włoch pisze Jacek Cygan, korzystając z
pretekstów, jakich dostarcza mu Johann Wolfgang von Goethe.
Navigare necesse est…
Podróżujemy więc, ale w naszych expressowo biegnących czasach i my przez Italię
(Grecję, Francję, Turcję, Iberię…) raczej biegniemy – z domu na lotnisko, z
lotniska do hotelu, z hotelu na plażę, z plaży na ruiny, do muzeum, do tawerny.
I z powrotem. Następnego dnia kolejna (albo ta sama) plaża, kolejne ruiny i
muzea, kolejne tawerny. Wracamy do domu i któregoś jesiennego, ponurego
polskiego wieczoru zadajemy sobie nawzajem pytania: gdzieśmy to byli? Ja wiem,
że na Tassos, na Sycylii, na Sardynii, w Prowansji – ale jak się to miasteczko
nazywało? A ten dom? A te ruiny, to czego to były pozostałości? Przeglądamy
zdjęcia – i jeśli w komórce włączyliśmy rejestrator miejsca wg GPS, to może się
przy pomocy Google’a zorientujemy, gdzie byliśmy. A jeśli nie? Aha, a jak miał
na imię stangret tego dyliżansu? To znaczy kierowca autobusu? Kelner w tawernie?
Właściciel pensjonatu? Nic. Po prostu byliśmy na wakacjach w Italii, Grecji,
Francji, Turcji, Iberii… Nic nie wiemy o Efezie, choć zachwycał nas przez cztery
i pół godziny. Może następnym razem spędzimy tam trzy i pół tygodnia? Nie, nie
mamy tyle czasu, pieniędzy i cierpliwości. Następnym razem spytamy kogo trzeba i
zapiszemy sobie przy pinezce w Google Map. A jak zapomnimy, to pozostanie nam
tylko sięgnąć do starych dzienników podróży wielkich pisarzy i posługując się
ich spiżową – bo utrwaloną na papierze – pamięcią krzyknąć:
- O, tam byłem, było pięknie, aż chciało się zakrzyknąć Trwaj, chwilo, jesteś
piękna…
Ale nie krzykniemy, bo po pierwsze dzieci i sąsiedzi już śpią, a po drugie –
Małgorzata już dawno wyszła, zresztą za mąż za kogo innego, a Mefistofeles
gdzieś w kącie nadstawia ucha…
-------------------------------
Jacek Cygan, Ciao, Goethe! Śladami Goethego w Italii, Wydawnictwo
Marginesy, Warszawa 2025, 380 stron.