Maciej
Pinkwart
Windą w przeszłość
Od ćwierćwiecza włóczę się po różnych terenach, zajmowanych niegdyś przez
cywilizację grecką. Grecką? W odniesieniu do starożytności to słowo mocno
nieprecyzyjne. Ale na razie mniejsza z tym. Od Pelli w Macedonii, gdzie urodził
się Aleksander Wielki do Ierapetry na Krecie, gdzie przelotnie gościł Napoleon,
od sycylijskich Syrakuz, gdzie żył i gdzie w czasie drugiej wojny punickiej
zginął Archimedes do tureckiego dziś Efezu, gdzie ponury i czepialski filozof
Heraklit stwierdził metaforycznie, że πάντα ρει, wszystko płynie, cechą
świata jest zmienność – wszędzie tam czuję się jak u siebie, a może nawet
bardziej „u siebie” jestem tam, niż tu. Sporo o historii i kulturze helleńskiej
wiem, choć daleko mi do poziomu eksperckiego, a i pamięć już nie mieści tych
wszystkich dat, wojen, polis walczących ze sobą i z wrogami zewnętrznymi, nie
mówiąc już o tym, że nigdy nie będę umiał rozróżnić Anaksymandra od
Anaksymenesa, choć wiem, że obaj nie mieli wiele wspólnego z młodszym o wiele
Anaksagorasem. Ci pierwsi dwaj byli naukowymi spadkobiercami Talesa z Miletu,
którego nie nazywam Milesem z Tabletu, ale zawdzięczam mu tylko wiedzę o tym, że
cudze nieszczęście najbardziej pociesza nas w naszym nieszczęściu…
Dwóch mężczyzn jedzie windą w centrum handlowym. Jeden to młody naukowiec,
drugi, młodszy, to może student pierwszego roku, a może już nawet początkujący
pracownik korpo. Obaj Grecy. Winda się psuje, czekają na pomoc. Żeby
zabić czas, rozmawiają pogryzając chrupki. Młodszy rzuca mało adekwatnie cytatem
z Heraklita, starszy okazuje się być archeologiem i rozpoczyna się rozmowa o
starożytności – od pojawienia się pierwszych ludzi, przez epokę kamienną,
kulturę cykladzką, minojską, mykeńską i wieki ciemne, przez okres archaiczny i
klasyczny po epokę hellenistyczną, okres rzymski i wreszcie Bizancjum. Klik –
winda naprawiona, chrupki zjedzone, można wysiadać.
Historyczny i filozoficzny nerd to alter ego autora – Theodore Papakostas
to doktor archeologii z Uniwersytetu im. Arystotelesa w Salonikach, prowadzący w
mediach społecznościowych portal archeologiczny, gdzie występuje jako
Archaeostoryteller. Opowieść jest ciekawa i sporo się z niej dowiedziałem,
trochę uporządkowałem swoją chaotyczną wiedzę, ale przede wszystkim ujęła mnie
forma, w jakiej podana jest ta opowieść. Jest to bowiem dialog pomiędzy
naukowcem, nie stroniącym od (irytującego początkowo) kreowanego na użytek
młodszych odbiorców luzactwa a niekumatym, a nawet aroganckim niekiedy
młodzieńcem, którego uczono historii w szkole, ale niewiele z tego zapamiętał,
poza tym, że historia jego kraju jest nudna, pompatyczna i długa.
Pseudomłodzieżowy język najpierw okropnie mnie drażnił (Hippiaszowi
kompletnie odbiło, jaja sobie robisz, widok kuretów jako
naparzających się w jaskini młodych karków, Minotaur – zaburzone
psychicznie dziecię z dysfunkcyjnej rodziny, kobiety na Krecie – laski
topless) jako pozornie niekoherentny wobec treści, ale w sumie nie tylko nie
przeszkadza to w jej rozumieniu, ale stanowi miłą przyprawę dla z natury rzeczy
zakalcowatej zawartości stricte historycznej. Oczywiście, wielu pytań,
przerywników, wypowiedzi ilustrujących emocje mogłoby nie być, przez co książka
zyskałaby na zwartości wywodu. Ale to typowy problem dla kogoś, kto usiłuje
zapisać język niby-mówiony (niby, bo jakoś nie wierzę, że taka rozmowa mogłaby
się odbyć w realu) nie pamiętając, że to są jednak dwa różne sposoby
ekspresji. Może jednak wówczas ta – pozwólmy sobie na oksymoron – żywa
prehistoria pozostałaby tylko w muzeach i w zatęchłych tolosach?
I tu dochodzimy do kolejnej zalety tej windziarskiej opowieści: jest nią
kapitalny, twórczy i niezwykle stylowy przekład, autorstwa Katarzyny
Juchniewicz-Gajewskiej. To nie tylko ciekawe i potoczyste tłumaczenie greki na
polski, to także użycie polskich idiomów (podczas bitwy ze strachu zrobił w
majtki, figa z makiem, archeolodzy mają jakiegoś fioła)– choć
nie wiem, może to są też zwroty greckie? Inną zasługą tłumaczki jest dodanie
własnych przypisów, objaśniających realia czysto greckie oraz – to musiało być
szczególnie trudne, a może nawet bolesne – przybliżenie zagadnień, związanych
ze… współczesną grecką muzyką rozrywkową.
Z głośników windy sączyła się muzyka. Te znane greckie
piosenki miały być tłem naszej rozmowy.
Trochę karkołomny kontrapunkt. Książka podzielona jest na dwanaście głównych
rozdziałów (a te z kolei mają jako podrozdziały tzw. faki, od FAQ, frequently
asked questions, odpowiedzi na bardziej specjalistyczne pytania, też zresztą
dialogowane), zaś każdy rozdział ma tytuł zapożyczony z modnej greckiej
piosenki. I musimy pamiętać, że współczesna grecka muzyka rozrywkowa to niestety
nie jest Taniec Zorby, ani nawet nie Goran Bregović czy Andrzej
Sikorowski.
Po tym, jak Opowiadacz doprowadza wątek do Bizancjum, gdzie kończy się
starożytność i zaczyna średniowiecze, winda zostaje naprawiona, przypadkowi
towarzysze z niej wychodzą i następuje epilog, który przypomina mi stary suchar
o dwóch kobietach, które spędziwszy pięć lat w jednej celi więziennej zostają
razem zwolnione, po czym wprost z paki idą do kawiarni, żeby sobie trochę
pogadać. Tutaj podobnie: Opowiadacz jak namolny profesorek odpytuje słuchacza,
co ten z rozmowy zapamiętał. I ten, stojąc na ulicy jakoś się nie spieszy i
posłusznie streszcza poprzednie kilkaset stron. Po czym główny bohater wsiada do
taksówki, utyka w korku i rozmowa o historii Grecji (dla odmiany z taksówkarzem)
zaczyna się od nowa. A gdybyśmy jeszcze nie spamiętali – na końcu książki jest
grafika, pokazująca całą chronologię.
Jeśli dobrze rozumiem, dychotomiczny podział bohaterów książki to nie tylko
kontrast między dobrze wykształconym i praktykującym archeologiem a młodzieńcem,
którego wiedza pochodzi wyłącznie z liceum, a więc jest płytka i ogólnikowa. To
także kontrast między analitycznie myślącym historykiem a chłopakiem, wobec
którego stosowano tzw. politykę historyczną, według której historia Grecji jest
wyłącznie wielka i piękna, a Grecy to ludzie o wspaniałej kulturze, bohaterskich
i mądrych działaniach, wobec których świat był często krzywdzący,
niesprawiedliwy, poniżający. Budząc zdziwienie młodego człowieka, naukowiec
mówi:
Uważam, że stawianie naszej historii na piedestale nie ma żadnego sensu.
Historia nie potrzebuje peanów na swoją cześć ani oddawania jej hołdów.
A gdzie indziej:
To właściwie kolejne pytanie retoryczne, ale dlaczego wszystko w historii
Grecji musi być wciśnięte w dyptyk pod tytułem „potępienie – uświęcenie”?
Dlaczego historia musi być idealizowana?
No, właśnie. Ogromnie jestem ciekaw, czy nie dałoby się – o tyle krótszej
przecież – historii Polski opowiedzieć w podobny sposób? Barwnie, ciekawie,
obiektywnie? Może nawet w formie dialogu, może nawet w zepsutej windzie, która,
jak wiemy z filmu Nie lubię poniedziałku, może i u nas odegrać ważną rolę w
fabule.
Tylko – błagam! – bez tytułów współczesnych polskich piosenek jako kanwy
historycznej…
Czytać? Tak, koniecznie, jeśli bywasz w Grecji, uważasz jej tradycję i historię
za część swojej tradycji i historii, no i interesujesz się czymś więcej niż
pięknymi plażami i mousaką podawaną do muzyki z Greka Zorby. Pora, żebyś
rozróżnił/-a kulturę minojską od kultury mykeńskiej i wojny perskie od wojny
peloponeskiej, a Temistoklesa od Peryklesa. Jeśli wolisz Mielno albo Hurghadę –
nie koniecznie.
---------------------------
Theorode Papakostas, Jak zmieścić całą starożytność w jednej windzie,
tłum. Katarzyna Juchniewicz-Gajewska, Wydawnictwo
Otwarte, Kraków 2023, 320 stron.