Maciej
Pinkwart
Pod kluczem
Czy byliście już na nowym filmie Konklawe, z Ralphem Fiennesem w roli
dziekana Kolegium Kardynałów, mającego przeprowadzić wybór nowego papieża, po
niespodziewanej śmierci Ojca Świętego, mającego liczne cechy obecnej głowy
Kościoła Katolickiego? Jeśli byliście, to pamiętając to, co widzieliście,
przeczytajcie powieść Roberta Harrisa z 2016 roku, na podstawie której Peter
Straughan (scenariusz) i Edward Berger (reżyseria) zrealizowali ten film. Jeśli
nie byliście – nie idźcie do kina, póki nie przeczytacie książki.
W Watykanie, podczas konklawe wybierającego papieża, byliśmy w kinie już nie
raz, i nie raz czytaliśmy o tym w powieściach, mających wszystkie cechy
thrillera czy kryminału. Spośród wielu, przychodzą mi na myśl przede wszystkim
Anioły i demony (powieść Dana Browna i trochę gorszy od niej film Rona
Howarda z Tomem Hanksem w roli głównej) oraz Habemus papam, film Nanniego
Morettiego z Michelem Piccolim w roli papieża i Jerzym Stuhrem grającym
rzecznika Watykanu. Tym razem jednak główną osią dramatu nie jest wątek
kryminalny ani terrorystyczny (choć terroryści islamscy pojawiają się w tle),
ani niechęć starego kardynała do objęcia najważniejszego stanowiska w kościele –
dramaturgią jest sam przebieg konklawe i niezwykłe działania członków kolegium
kardynalskiego. Na kartach książki Harrisa zaglądamy bowiem zarówno do ściśle
strzeżonej Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie odbywają się głosowania, mające wyłonić
nowego papieża oraz do Domu Świętej Marty, gdzie mieszkał zmarły papież i gdzie
na czas konklawe zamieszkali kardynałowie-elektorzy, jak również śledzimy
bezwzględną walkę o wybór na stanowisko papieża, a także pełne rozterek
działania osoby, organizacyjnie odpowiedzialnej za przebieg elekcji. Stu
kilkunastu najwyższych hierarchów Kościoła Katolickiego przez kilka dni przebywa
con clave, czyli pod kluczem, ale z jednej strony reprezentują cały świat
i cały ocean rozmaitych namiętności, wśród których najważniejszymi są z jednej
strony walka o władzę, z drugiej – lęk przed jej objęciem.
Ciekawe – choć może trochę idealistyczne – jest w tej powieści przyjrzenie się
motywom, dla których główni protagoniści walczą o zdobycie władzy nad kościołem
powszechnym. Nie ma w tym względów i interesów osobistych, chodzi wyłącznie o
idee związane z kształtowaniem przyszłości kościoła lub zagadnienia ogólne:
Włoch chce przywrócenie dominującej roli Italii w Kościele, Nigeryjczyk walczy o
zachowanie konserwatywnych idei katolickich, patriarcha Wenecji chce powrotu do
rytu trydenckiego i porzucenia postępowych idei Franciszka, Kanadyjczyk uważa
się za jedynego, który może pogodzić zwalczające się frakcje…
I jest jeszcze jedna sprawa, którą, jak sądzę, ciężko będzie zobaczyć w filmie:
powieść Harrisa to także studium starości. Droga do purpury kardynalskiej jest
długa i wyboista i stanowisko, uprawniające do bycia elektorem papieskim, osiąga
się zazwyczaj w wieku dość zaawansowanym. Co prawda, decyzją Jana Pawła II w
Kolegium Kardynalskim mogą zasiadać purpuraci, którzy nie ukończyli jeszcze 80
roku życia, ale i tak średnia wieku zwykle przekracza siedemdziesiątkę. Opis
zmagań głównego bohatera (75 lat) z grawitacją podczas wstawania z łóżka,
ubieranie skomplikowanego ubioru elekcyjnego (strój chórowy...) i inne
proste w młodszym wieku czynności życiowe, które z czasem stają się codziennym
Everestem – to się świetnie czyta, jeśli jest się w wieku kardynalskim:
Lomeli patrzył, jak Filipińczyk siada na łóżku i naciąga skarpetki. Uderzyło
go ponownie, jak młodo i sprawnie – niemal chłopięco, z opadającymi na czoło
czarnymi jak smoła włosami, gdy się pochylił – wygląda mimo ukończonych
sześćdziesięciu siedmiu lat. Włożenie skarpetek zajmowało ostatnio Lomelemu
nawet dziesięć minut.
Jest jeszcze sporo refleksji na temat samotności, zazwyczaj
– a w zawodzie kapłańskim w szczególności – towarzyszącej starości. Oczywiście,
towarzyszem codzienności w życiu kardynała jest Bóg. Ale co, jeśli hierarcha
przeżywa kryzys wiary? Lomeli jednak nie jest w żadnej mierze agnostykiem, do
Boga odnosi się niemal w każdej swojej myśli, ale traci wiarę w Kościół, w jego
rolę we współczesnym świecie. I jest mocno nietypowy w swojej branży zawodowej,
bowiem w swym postępowaniu kieruje się kartezjańską zasadą: wątpię, więc
jestem.
Twórcy filmu w kilku miejscach odeszli – ze względów komercyjnych, jak sądzę –
od książkowego pierwowzoru. I tak główny bohater, dziekan Kolegium
Kardynalskiego w książce jest Włochem i nazywa się Jacopo Lomeli. To o tyle
ważne, że w pewien sposób konspiruje z innymi Włochami, ubolewającymi, że od
1978 roku na tronie Piotrowym nie zasiadał Włoch i ten stan rzeczy należałoby
odmienić. W filmie scenarzysta zastępuje Włocha Anglosasem Thomasem Lawrencem,
zaś z tajemniczego Filipińczyka Vincenta Beníteza, sekretnie (in pectore)
przez papieża mianowanego kardynałem w Bagdadzie robi Meksykanina, będącego
arcybiskupem w Kabulu. Dlaczego? Nie wiem, filmu jeszcze nie oglądałem.
Ja oczywiście wiem, że literatura i film to dwie różne dziedziny sztuki i z
pewnością Konklawe obejrzę, ale cieszę się, że najpierw przeczytałem
książkę – choć żałuję, że zrobiłem to dopiero teraz. Ale może to i dobrze?
Brzmią mi w niej echa później przecież opublikowanej Sodomy Frédérica
Martella opublikowanej w 2019 r., a więc o trzy lata młodszej od Konklawe,
są echa trudnej walki papieża Franciszka z arystokratami Kurii Rzymskiej i –
może najciekawsze, choć w książce Harrisa jedynie zasygnalizowane – aktualne
problemy Kościoła Katolickiego, który najżywiej i poniekąd najbardziej
ortodoksyjnie rozwija się w Afryce, Azji dalekowschodniej i Ameryce Południowej
– a w tak mocno zsekularyzowanej Europie ma najwięcej hierarchów i
kardynałów-elektorów. Sprawy pedofilii i zamiatanie przestępstw księży pod
dywan, echa afery Banku Watykańskiego, kryzys kościoła, ujawniający się od
czasów soborowych, poprzez ostatnie lata życia schorowanego Karola Wojtyły po
nieudolną ortodoksję Josepha Ratzingera – to w powieści Konklawe zaledwie
ledwo wspominany margines, choć z tego marginesu wygląda kilka prawdziwych
przyczyn tego, co towarzyszy myślom elektorów, przede wszystkim tych będących
papabili – najpoważniejszymi kandydatami na objęcie tronu Piotrowego. Wątków
polskich w książce w zasadzie nie ma – poza kilkoma wzmiankami o pontyfikacie
Jana Pawła II (fani JP II nie będą zachwyceni…), o niewymienionym z nazwiska
jedynym kardynale z Polski – z Wrocławia, oraz o arcybiskupie Januszu Woźniaku,
prefekcie Domu Papieskiego i przyjacielu zarówno zmarłego papieża, jak i Jana
Pawła II. Tę postać także łatwo zidentyfikujemy, ale trop do osoby, o której
autor pisze: Był poczciwcem wyciągniętym z małego miasta w Polsce, by w
schyłkowych latach Jana Pawła II stać się jego kapelanem i towarzyszem –
jest w zasadzie tropem mylącym.
Konklawe odbywa się w watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej. Już dla samej tej
scenografii trzeba obejrzeć film. Ale – jak sądzę – może najpierw warto
przeczytać powieść. Ma przeszło 300 stron – a przeczytałem w jeden wieczór.
-----------------------
Robert Harris, Konklawe, tłumaczenie Andrzej Szulc,
wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016, 334 strony.
8 grudnia 2024