Maciej Pinkwart

Wykańczanie Caracali

 

Tuż przed ogłoszeniem pierwszego, chyba tylko sygnalnego raportu z prac Komisji do spraw Badania Wpływów Rosyjskich i Białoruskich ukazała się w druku nowa książka Grzegorza Rzeczkowskiego pod frapującym tytułem Szpiedzy Putina. Jak ludzie Kremla opanowują Polskę. Najpierw wysłuchałem, co o pracy kierowanej przez siebie Komisji miał do powiedzenia generał Jarosław Stróżyk, potem przeczytałem książkę. Kolejność była odwrotna do chronologii, ale dobrze wybrana. Gdybym najpierw przeczytał książkę, nie miałbym po co słuchać generała.

Prawdę mówiąc, tak z raportu, jak i z książki dowiedziałem się niewielu rzeczy, o których nie wiedziałbym wcześniej – głównie z innych książek Grzegorza Rzeczkowskiego oraz artykułów, zamieszczanych w kilku pismach, z którymi on współpracuje – a także z publikacji innego dziennikarza śledczego, Tomasza Piątka. O raporcie Stróżyka trudno powiedzieć coś bliższego, bo praktycznie rzecz biorąc, poznaliśmy tylko kilka z pewnością ważnych, ale nie koniecznie efektownych spraw, głównie związanych z działalnością Antoniego Macierewicza i jego środowiska, z czasów, gdy był likwidatorem WSI i ministrem obrony narodowej. W dodatku, raport jest mdły jak kiepsko przyrządzony obiad – to, co pokazano w telewizji i co jest opublikowane na stronach rządowych w Internecie jest pozbawione jakichkolwiek dowodów w postaci dokumentów czy miarodajnych wypowiedzi kompetentnych osób. Podobno z uwagi na to, że są to sprawy tajne, a praca komisji Stróżyka będzie kontynuowana. Pierwszy efekt tej kontynuacji mamy poznać w marcu 2025.

Czyli to, z czym zostaliśmy zapoznani to niejako przystawka do obiadu, na który dopiero kupuje się produkty. Jeśli obiad będzie tak mało pikantny jak przystawka – osoby poddane wpływom wrogich nam potencji mogą spać spokojnie i nadal pobierać gigantyczne emerytury, zasiadać w parlamencie i sprawować ważne funkcje publiczne. Notabene, osób tych jest zadziwiająco mało: zarzuty sformułowano tylko do jednej – Antoniego Macierewicza. Raz w kontekście, który może być interpretowany jako niedopełnienie obowiązków służbowych, pada nazwisko wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. I tyle. Wygląda z tego, że sukcesy personalne rosyjski wywiad miał w Polsce niewielkie.

Książka Szpiedzy Putina mogłaby śmiało zastąpić jeśli nie cały wstępny raport, to znaczną jego część. Tu jednak mamy do czynienia ze zjawiskiem jakby odwrotnym w stosunku do prezentacji generała Stróżyka: ten obiad składa się niemal wyłącznie z przypraw: dokumenty, cytaty z publikacji, fragmenty wypowiedzi śledzonych i śledzących, liczby, honoraria, opisy miejsc, osób i kontekstów, mnóstwo przypisów i odesłań do źródeł. Sporo opisanych spraw znamy już z wcześniejszych książek i artykułów Grzegorza Rzeczkowskiego (głównie Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami, 2019 oraz Katastrofa posmoleńska. Kto rozbił Polskę, 2020), ale tu relacja jest doprowadzona niemal do ostatnich dni. M.in. dowiadujemy się co nieco o głośnej w ostatnim czasie wymianie szpiegów między Rosja a krajami zachodnimi, w czym i Polska miała swój udział.

Czyta się to z jednej strony niełatwo, z drugiej – z wypiekami na twarzy, bo wciąż zadajemy sobie pytanie: jeśli to prawda – a przecież autor powołuje się na źródła, wciąż chodzi po wolności (choć z ochroną ABW, bo dostaje niebezpieczne pogróżki) – to na co oni jeszcze, kurczę, czekają? No tak, ale weryfikacja przedstawionych dowodów wymaga czasu, ludzi, sił i środków. No i przełamania swoistego tabu, które jak dotąd kazało o trudnych sprawach mówić półgębkiem, raczej insynuacjami niż konkretami, co pozostawiało w opinii publicznej taki niemiły smrodek: jak MY ICH dziś nie za bardzo będziemy dociskać, to po ewentualnej zmianie władzy ONI nie będą dociskać NAS. Jeśli takie kunktatorstwo – którego jaskrawe przykłady mieliśmy w kilkunastu ostatnich latach istotnie ma miejsce – to jest już ostatnia kadencja tej władzy. Tamtej zresztą też. Jeśli tak jest, to już niebawem polska nawa państwowa będzie żeglować we mgle po nieznanych wodach.

Nie była to łatwa lektura i w ogóle te sprawy łatwe nie są. No, ale łatwo to może być w lipcu i sierpniu, a listopad – jak w Nocy Listopadowej u Wyspiańskiego mówi Wielki Książę Konstanty – to dla Polaków niebezpieczna pora. Związki wielu polskich polityków, działaczy gospodarczych, dziennikarzy i innych prominentnych osób ze Wschodem są jeśli nie ewidentne, to w każdym razie wyraźne, a wpływy Rosji na nasze sprawy – widoczne gołym okiem. Ale – i na poniższe pytania ani raport, ani książka Rzeczkowskiego nie dają wyraźnej odpowiedzi – na ile rosyjskie wpływy zmieniły drogi kariery wspomnianych osób? Osób, których decyzje zapewne osłabiły zdolność obronną Polski, wywołały w niej chaos i rosnącą polaryzację społeczną, co mogłoby przyczynić się do tego, że bylibyśmy bardziej podatni na prorosyjskość.

Ejże… Z książki Rzeczkowskiego (raport Stróżyka w ogóle o tym nie mówi) wynika, że zarówno partie, jak i osoby wyraźnie prorosyjskie to absolutny margines, folklor – żeby nie powiedzieć mało znaczący underground, nieprzyjemny, uwierający, ale stojący jakby daleko nie tylko poza głównym nurtem istotnej polityki, ale i w równie drugorzędnej sytuacji społecznej jak głośni i hałaśliwi kibice łódzkiego Widzewa. Nieprzyjemnie jest się z nimi zetknąć, zwłaszcza jeśli kibicowaliśmy ŁKS-owi, który przypadkiem z Widzewem wygrał, ale kibice Widzewa nie wpłyną na wysokość opłaty za prąd i na podstawę programową z fizyki w klasach licealnych.

Jeszcze trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, co Rosja (o Białorusi już nawet nie mówię!) zyskała przez to wpływanie na polskich polityków czy biznesmenów. Kontrakty na węgiel? Zwiększone zakupy gazu? Ekumeniczną pasterkę w Zakopanem? Pewno tak, ale czy to umocniło tron samodzierżawia w Moskwie, albo choćby w Mińsku Białoruskim? Rosja, jak wiemy, to kolos na glinianych nogach, ale jeszcze nie tak słaby, żeby się przewrócić bez wsparcia kilku polskich staruszków politycznych i grupek nieuświadomionych politycznie antysemitów czy antyukraińców.

I bardzo chciałbym dowiedzieć się tego, co zyskał Kreml na tym, że przyjaciel Antoniego Macierewicza uwalił kontrakt na zakup przez Polskę francuskich śmigłowców Caracale, skutkiem czego jego następca musiał kupić amerykańskie Apacze? Putin ma alergię na koty stepowe, a od dziecka jest fanem Winnetou?

Tak czy inaczej, chcąc być w nurcie bieżących wydarzeń, książkę Grzegorza Rzeczkowskiego przeczytałem, postawiłem na półce obok innych jego publikacji i czekam na to, kiedy się dowiem, czy oskarżenia o rosyjskie wpływy będą nadal tylko amunicją do wzajemnego oskarżania się o podporzadkowanie Moskwie, czy wykażą, w jaki sposób ta wpływologia działa w świecie nowoczesnym i mocno odległym od czasów, kiedy generał Kanstantin Rokossowskij dowodził wojskiem polskim, czujnie wypatrującym ataków wroga, zrzucającego na polskie pola armię stonek.

A to, że władze – a niemniej, wielu obywateli Rosji – zaciera ręce z radości gdy dowiadują się o tym, jak urządzili nas ludzie, których być może niektórzy z nich dobrze znają, o tym jak bulgoce polskie bagienko i że po sąsiedzku zamiast jednej Polski mają teraz dwie, a może nawet dwie i pół – to pewne. Im w Polsce gorzej, tym dla Rosji może nie tyle lepiej, ile bardziej satysfakcjonująco.

Dla zainteresowanych:

Warto uzupełnić lekturę wspomnianymi wcześniej pracami Rzeczkowskiego, oraz publikacjami Tomasza Piątka Macierewicz i jego tajemnice (2017), Macierewicz. Jak to się stało (2018), Morawiecki i jego tajemnice (2019), Duda i jego tajemnice, współautor: Marcin Celiński, 2020, Kaczyński i jego pajęczyna. Tkanie sieci 1949-1995 (2022), Wielkie łowy Kaczyńskiego 1995-2023 (2023), Służby PiS (2024). Jest też sporo materiałów reportażowych różnych stacji telewizyjnych, w których sprawy wpływów obcych służb na działalność polskich władz pojawiają się, nomen omen, czarno na białym.

 

----------------------------

Grzegorz Rzeczkowski, Szpiedzy Putina. Jak ludzie Kremla opanowują Polskę, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024, 230 stron.

10 listopada 2024

Inne komentarze i recenzje