Maciej Pinkwart
I śmiesznie, i strasznie, i piękne piersi pod prysznicem...
Maciej
Ślesicki pokazał już dwukrotnie (Tato, Sara), że umie robić
dobre filmy, czego nie o wielu reżyserach z rodzimego kina da się powiedzieć.
Jest to swojego rodzaju współczesny odpowiednik kina moralnego niepokoju, nudzącego
nas, ale ze słusznych pozycji, kilka lat temu. Ślesicki i kpi i straszy, i
bawi i przestrzega. Jest także reżyserem Trzynastego posterunku, więc
można było się obawiać przegięcia w stronę banalnego dowcipu. Ale obawy były
nieuzasadnione. Zamysł filmu jest interesujący, choć nie oryginalny - pokazać,
w jaki sposób goniące za sensacją i pseudoautentycznością (reality show)
media manipulują zarówno uczestnikami tego rodzaju programów, jak i widzami
próbowano już w kinie kilkakrotnie. Może najciekawszą tego rodzaju próbą
był przed 5 laty Truman Show Petera Weira. Moda na reality show
minęła, mimo dość rozpaczliwych prób rozmaitych stacji telewizyjnych, usiłujących
wskrzesić “Big Brothera” w rozmaitych Barach czy Idolach. Ale
moda na głupotę i walkę o to, by ta głupota dobrze sprzedana przyniosła
odpowiednio duże pieniądze - trwa w najlepsze.
Czarek (Cezary Pazura), trochę nieudacznik, cwaniaczek i pseudo-uzdrowiciel uciekając przed zemstą bandziorów, którzy chcą go ukarać za zrobienie dziecka ich siostrze (pamiętacie Ediego?) dostaje się do programu reality show, w którym dziesięcioro uczestników zostaje zamkniętych w domu, usytuowanym na wyspie, w którym mają przeżyć przez miesiąc pod kierunkiem redaktorki, grającej rolę Wielkiej Siostry (Dorota Segda). Przy fatalnej pogodzie i grożącej powodzi, wśród osobistych konfliktów i flirtów uczestnicy programu zaczynają ginąć, co wszystkim przypomina powieść Agaty Christie Dziesięciu Murzynków. Czarek, którego mętna przeszłość wychodzi na jaw - wplątuje się w aferę i zostaje oskarżony o morderstwo. Do pewnego momentu - i od pewnego momentu - wszyscy pozostali przy życiu chcą grać dalej - stawka dwóch milionów złotych, które można dostać w nagrodę przytępia poczucie strachu z jednej, a moralności z drugiej strony.
Ślesicki kpi w żywe oczy z polskich stereotypów i autorytetów (znakomity monolog Czarka w końcowych scenach na temat autorytetu, wygłoszony po wypowiedzi Jesteś popularniejszy niż Małysz, jesteś autorytetem moralnym...), z kina moralnego niepokoju, z Wajdy i Zanussiego... Dorota jest świetnym pastiszem Agnieszki z Człowieka z marmuru, do którego w filmie także jest sporo aluzji. Film budzi sporo śmiechu na widowni, ale nie jest to śmiech głupawy, sitcomowy, do którego - niestety - przyzwyczaili nas (Trzynasty posterunek...) grający czołowe role Cezary Pazura i Piotr Zelt i reżyser Maciej Ślesicki. Sporo śmiechu, ale i sporo strachu. I choć prawie każdy wie, że Show nie okaże się w końcu adaptacją Agaty Christie, to jest to kilka znakomicie pokazanych scen, których nie powstydziłby się dobry thriller. Przemykające za zalanym deszczem oknami zamaskowane postacie to prawie Michael Myers z Halloween...
Poza kilkoma doświadczonymi, Ślesicki zatrudnił kilkoro młodszych
aktorów i zwłaszcza aktorek, które stanowią zgrabne (ach, te sceny pod
prysznicem...) tło przede wszystkim dla Pazury, doprawdy znakomitego w każdym
szczególe. Jego partnerka Ala (Joanna Pierzak), już od debiutu w Słodko
gorzkim jest przede wszystkim ładna i zgrabna, kunszt aktorski pokazując w
nieco mniejszym stopniu. Dorota Segda jak zwykle rewelacyjna, i ładna, i świetna
aktorsko, i doskonale oddająca postać nie przebierającej w środkach
dziennikarki, dla dobrego show gotowej na bardzo wiele - choć nie na
wszystko... Jak to daleko od Faustyny czy od serialu Na dobre i złe...
Na wszystko gotów jest Prezes Stacji, odrażająca postać fantastycznie
grana przez Jerzego Stuhra, dążącego do osiągnięcia większej oglądalności
po trupach.
A więc dobra rozrywka? Niby tak: i śmiesznie, i strasznie i
piękne piersi pod prysznicem... Ale i smutnawo: ludzie godzą się na
upokorzenia przed kamerami, bo potrzebują pieniędzy na życie, bo nie mają
mieszkania i gnieżdżą się z teściową na 17 metrach wspólnej kawalerki, bo
nie mają gdzie pójść: bezdomni, bezrobotni, porzuceni przez rodzinę, bez
jakichkolwiek perspektyw... Otwierający film casting do programu telewizyjnego
to przegląd głupoty przeciętnej Polki, nie tylko nie znającej polskiej
kultury i historii, ale nie umiejącej ani się wysłowić, ani zachować przed
kamerą. Ale wiedzącej, że to dumnie być Polakiem, bo Polacy są mądrzy...
No, i Polacy mają Małysza...
Innych autorytetów moralnych Ślesicki w filmie nie dotyka...
Show ma więc prawie wszystkie atrybuty dobrego kina: poza dobrym scenariuszem i doskonałą reżyserią (obie sprawy Ślesicki) są tu bardzo dobre zdjęcia (Andrzej Ramlau), profesjonalny montaż i świetna muzyka Przemysława Gintrowskiego, no i przede wszystkim - bardzo dobre aktorstwo. Tempo świetne, nie pozwala ani przez moment na nudę. Dobry show polskiego kina u progu wiosny - oby wróżył dobrze na cały sezon.