Lustro                 autor: Zofia Szwajnos

 

 

rys. Zofia Szwajnos

Osobistość

Prosicie: doktorze
potrzebuję receptę na wiersz
bądź tak osobisty
żeby twoja kobieta
żeby twój mężczyzna
chcieli natychmiast wyjechać z tobą
na tropikalną wyspę
albo
natychmiast się rozwieść
spraw
żeby czytelnik uwierzył
że kochasz tak bardzo
przestajesz widzieć świat
pragniesz tak bardzo
wszystko inne jest bez znaczenia
nienawidzisz tak bardzo
możesz popełnić najdzikszą zbrodnię
tęsknisz tak bardzo
każda minuta rozstania
zabija cię samotnością
kochasz
pragniesz
nienawidzisz
tęsknisz
piszesz wiersz

* * *

Deszcz jesienią?
Normalny jak głupota.
Pod parasolem naszej miłości
przechodzimy
przez most niepewności
na drugi brzeg
staromodnych zachwyceń
i bez żadnego wahania
zacieramy za sobą ślady
przeszłości i przyszłości

Pamięć dotyku

pamiętam
dotyk twoich rąk
na szyi
i gładki owal paznokcia
obrysowanego wargami
pamiętam
miękkość włosów
rozsypanych na mojej twarzy
i drganie rzęs
szeroko otwartych oczu
pamiętam
gładkość ramienia
uwalnianego spod swetra
promieniem księżyca zza okna
i moimi dłońmi
pamiętam
pospieszne spotkania ust
na dzieńdobry w środku miasta
i kształt twojego ciała
zapisany na mojej skórze na dobranoc
pamiętam
zaciśnięcie dłoni
zatrzymujących moje palce
we włosach, na policzku, na sercu
na zawsze

Drzwi do życia
(wiersz Alicji)

marzę
w blasku słońca
i w cieniu księżyca
że jestem z tobą
w dzień i w nocy
słyszę twój oddech
czuję bliskość twej duszy
i ciała
pozwól
uchylić drzwi twego serca

gdzie jesteś
w zasięgu mojej ręki
nie ma twoich ramion
są w mojej duszy
jesteś
w moich myślach
gdzie zabierasz mnie
w naszą podróż
może Apollo
pozwoli nam
zatrzymać się w Grecji
by w Delfach
skłonić wyrocznię
do szczęśliwej wróżby
że odtąd już będziemy razem

jeśli i w twoich myślach
będę daleko
braknie mi życia
zamienię się w kamień
w marmurowy posąg
Afrodyty z Knidos
a ty zatrzymasz mnie
jak przedmiot
przy swoim boku

ale może właśnie dzisiaj
uchylono drzwi
przez które na zawsze
wejdę do twojego życia
widzę
jasność wschodzącego słońca
z impresji Moneta
wszystko ożywa dokoła

czy to sen czy marzenie
zostaw czasowi panowanie nad losem
niech los przyniesie ten czas, jakiego chcemy

A śnić i marzyć
się nie obawiaj
życie jest snem zbudowanym z marzeń

Mikołaj

Kochany święty Mikołaju
proszę tylko o jeden uśmiech
tylko to jedno
ale żebym mógł go wiedzieć
co rano
proszę o jedno dotknięcie dłoni
tylko to jedno
ale żebym mógł je czuć
co wieczór
proszę o jedno serce
tylko to jedno
ale żebym miał w nim
swoje miejsce w dzień i w nocy
proszę o jedno słowo
tylko to jedno
ale żebym stale wierzył
że naprawdę znaczy
to czego pragnę
proszę o czas
najpiękniejszy
wspólny
żebym mógł
być z tym
szczęśliwy

 

Kolczyki

pamiętasz tę noc
księżyc wyszczerbiony
jak zużyty kubek
wędrował przez twoje ciało
świecąc odbitym światłem
twojego uśmiechu
gwiazdy
były twoimi kolczykami
które potem
znajdowaliśmy ze zdziwieniem
w dziwnych miejscach
pokoju
a noc
mierzona głębokością oddechu
płynęła gondolą
nad otwartymi szeroko oczami

Linia

jak to możliwe
że analogowa linia telefoniczna
skonstruowana
z tandetnego aluminium
nie stopi się
po twoim "kocham cię"
wypalając
znak miłości
na mojej dłoni
zanurzonej w twoich włosach?

* * *

w szumie wielkiego miasta
nie słychać poszczególnych samochodów
rozmów ludzi
śmiechów i szeptów
słyszę
tylko bicie twego serca przy moim
w zapachu wielkiego miasta
spaliny z mozarellą
chanel nr 5 z dymem marlboro
butwiejące liście w jesiennym deszczu
czuję
tylko zapach twoich włosów przy moich
w światłach wielkiego miasta
we mgle rozpływają się latarnie
smugi białych i czerwonych gwiazd
rozmazane po jezdni
widzę
tylko blask twoich oczu przy moich

Rozglądam się

najlepsze swoje lata
przesiedziałem w przedpokojach
pałaców szczęścia
dworów nauki
zamków sławy
rezydencji miłości
czasami
udawało się wejść
kuchennymi drzwiami
na krótko
by za chwilę
zostać wyrzuconym
wyskoczyć oknem
odejść, mówiąc
przepraszam, pomyliłem adres

wreszcie
zaproszony
na ozdobnym papierze najpiękniejszego uśmiechu
zaprowadzony kochającym spojrzeniem
przyjęty najlepszym sercem
rozglądam się
widząc cel wędrówki
przez okno jak złodziej

* * *

w natłoku rozmów
prowadzonych codzień
w powodzi słów
ważnych i banalnych
w dziesiątkach zdań
które wypowiadam
do dziesiątków osób
milczę
bo to co mam do powiedzenia
przeznaczone jest tylko
dla twoich kolczyków

wśród atrakcyjnych widoków
atakujących mnie wokół
między wspaniałymi prezentami
którymi zasypuje mnie świat
w nadmiarze kolorów
migawkach twarzy
setkach uśmiechów
ślepnę
bo widzę tylko
zielony uśmiech
twoich oczu

w nędzy przedmiejskich chałup
w nieszczęściu ludzkiej głupoty
w braku zwyczajnej życzliwości
w cieniu dominującego chamstwa
w obawie o następną godzinę
w ciężarze długów i zobowiązań
w otępiającej codziennej robocie
krzyczę
o szczęściu i bogactwie
kogoś, kto mówi
jestem szczęśliwy
kogoś kto słyszy
twoje kocham
kogoś, kto widzi
twoje oczy

mówię
słyszę
widzę

Dwa lustra

nasze oczy
wpatrzone w siebie
dwa lustra
naprzeciwko
między nimi zapalona świeca
nasza miłość
zwielokrotniona do nieskończoności
sięgająca poza rzeczywistość
działająca poza prawami logiki
tajemnicza
magiczna
tak zwyczajna
jak świeca
między ustawionymi
naprzeciwko
lustrami

Próg tysiąclecia

Stoimy trzymając się za ręce
przed wychodzącym zza lasu księżycem
w todze z chmur
z łańcuchem gwiazd na szyi
wobec świadków - przydrożnych latarni
potoku szumiącego ze zdziwienia
odpowiadamy tak
na trudne pytania o jutro
a pojutrze
przeniosę cię na rękach
przez próg
tysiącleci
by zostać z tobą
po drugiej stronie
stłuczonego lustra