|
Mijając Itakę |
|
26 kwietnia 2000, Bolonia - Ankona
Nad Adriatykiem wstaje
świt z masy perłowej.
Otulona płaszczem moich myśli
udajesz, że śpisz.
I wszystko to,
czego między nami nie ma,
dzieje się pod twymi powiekami.
27 kwietnia 2000, Bari - Igumenitsa Linia brzegowa Bari |
Klasztory postawione na skałach
między niebem a ludzkim przekleństwem
zapierają dech w piersiach
zwiedzających
i tych, co je budowali
budzą podziw
i irytację
prawdziwie piękne
i prawdziwie bezużyteczne
tylko bezużyteczne piękno
jest prawdziwe
Kto postawił ciebie
między mną a niebem?
Twoje imię, napisane na piasku,
zmyją fale, płynące od Troi.
Twoją postać, wykutą na skale
zmiecie lawina ze stoków Olimpu.
Twoje słowo "tak"
nie zniknie z mojego serca
nawet za Acherontem.
Olimpic Beach, 28 kwietnia 2000
Na tej plaży się nigdy nic nie dzieje.
Fale od wschodu wciąż płyną do Macedonii,
cień Olimpu wieczorem sięga aż tutaj,
siedzę i czekam aż przyjdziesz.
Najpierw wzdłuż brzegu
do Tracji i dalej
płynęła Argo brodatego Jazona
czekam na ciebie
Argonauci wrócili z Kolchidy
blask złotego runa zaćmił księżyc
śpiew Orfeusza słyszeli aż w Pelionie
zaczekam do jutra
Nocą na czarnych żaglach
płynąc chyłkiem od Sparty
Parys uwoził Helenę - dwuznaczny dar Afrodyty
czekam na ciebie
To była noc, gdy oświetlone kagankami
setki łodzi brodatych Achajów
dyszących zemstą płynęły w stronę grodu Priama
może i ty przypłyniesz
Łódź Odysa i towarzyszy, pijanych zwycięstwem
przemknęła o świcie szukając Itaki
z daleka niósł się śpiew syren
czekam na ciebie
Wojenne statki Kserksesa minęły mnie pod wieczór
do Salaminy będą się cieszyć swoją mocą
pewno gdy wrócą, płynąć będą po cichu
pewno nadejdziesz niebawem
Na tej plaży nic nigdy się nie dzieje
fale od Troi przychodzą i odchodzą
cień Olimpu przygniata mi serce
jeszcze zaczekam
|
Przy tolosie
Ateny Pronai |
Ateny, 30 kwietnia 2000, Wielkanoc
Pieśni mnichów w Bazylice Zwiastowania
podnoszą niebo nad głową
śpiew słowika nad palmą przy agorze
przebija nutą niebo
twoja postać przy łuku Hadriana
otwiera niebo jednym spojrzeniem
Cristos aneste!
Bezpańskie psy w Propylejach
żebrzą o kęs hamburgera
Kariatydy z Erechtejonu
ocierają pot z czoła
Kolumny Partenonu nie rzucają cienia
Wiatr od wzgórza Pnyks
przynosi echo słów Peryklesa
Metopy i Panatenaje Fidiasza
od dwudziestu pięciu wieków wstrzymują ten sam gest
jak zatrzymać szelest liści w drzewie oliwnym -
jak zatrzymać spojrzenie twoich oczu -
łaskawość darów sowiookiej Ateny.
Fala za falą od Eubei
lata, wieki i chwile
rozbijają się o kamienie pod stopami
giną i zmartwychwstają
wieczne jak morze
wieczne jak miłość
wieczne jak niespełnienie
Myśl za myślą do ciebie
od lat, chwila za chwilą
rozbijają się o rzeczywistość
samotnie - powyżej
samotnie - obok
samotnie - dalej.
Był taki moment, gdy spadł deszcz,
turyści stanęli pod drzewem przy bramie
i tylko wróbel ćwierkał w skalnej szczelinie
a cykady grały jak zawsze przed burzą.
I duch Atreusza samotny pod ścianą
pozwolił nam usiąść na moment przy sobie
I cisza przez chwilę
i czas się zatrzymał
i zanikła przestrzeń
w kopule
nad cichym
przez kilka minut
grobem Agamemnona
Dwadzieścia cztery wieki temu
Poliklet zwany młodszym
chciał wysłuchać monologu Antygony
w dobrych warunkach akustycznych.
Dziś istnieje obawa,
że moją myśl o tobie
usłyszą przypadkowi widzowie
w najwyższych rzędach teatru.
Kreon zapewne miał rację,
Antygona zapewne miała serce,
ja zapewne muszę milczeć w myślach
w idealnej akustycznie przestrzeni
tonącego w deszczu
teatru w Epidauros
Bez wątpienia lepiej by było,
gdybym twardo powiedział: "nie jadę!",
ale jednak wplątali mnie w podróż -
któż by inny im dał dobrą radę?
Tej Heleny to wcale nie znałem.
Ponoć piękna, lecz kiepska z niej żona.
Niezbyt dobrze także się działo
z Klitajmestrą u Agamemnona.
Pewno dalej pod Troją by stali,
wojsko tracąc i sprzęt by im niszczał
gdybym nie wpadł na koncept z tym koniem,
I dziś z Troi ruiny i zgliszcza.
A gdzież wdzięczność Achajów? Akurat!
Agamemnon coś mruknął pod nosem,
evharisto - powiedział - Odysie,
zostań teraz z tym końskim kolosem.
Przerobiłem go zatem na statek,
i wciąż płynę, Itakę wciąż mijam,
odkąd uwziął się na mnie Posejdon
los wybitnie mi jakoś nie sprzyja.
U tej Kirke dość było przyjemnie -
trójka synów, jedzenie, wygody...
kilku majtków się dało ześwinić,
pewno zostałbym, gdybym był młody.
Wyspą syren nas mocno straszyli,
śpiew usłyszysz i staniesz bez ruchu,
ale w sumie to całkiem niegroźne,
zwłaszcza dla mnie - człowieka bez słuchu.
Ale podróż się dłuży i dłuży,
mój Telemach do szkół się szykuje...
Penelopa wciąż jest atrakcyjna,
swoją szatę w dzień tka, w nocy pruje.
Płynę dalej, dnie, noce i lata,
patrzę w przyszłość dość jednak ponuro.
Raz Itaka mignęła przed dziobem,
ale znikła za falą i chmurą.
Tak naprawdę to prawie przywykłem,
dni, miesięcy i lat już tak wiele...
Może statek swój nazwać Itaką?
Może podróż, ta podróż jest celem?
Powracamy na Itakę,
dość już przygód, dość podróży,
powracamy na Itakę
chociaż droga nam się dłuży,
tam czekają nasze sprawy,
wszystko opowiemy komuś
powracamy na Itakę -
do domu.
Zapamiętamy pustelników w górach,
słoną wodę i muszle na plaży,
boski Olimp ukryty gdzieś w chmurach
i obawę, co jeszcze się zdarzy,
drogę która wywiodła nas w morze
i słowika, co w palmach miał dom,
i ten strach, że może być gorzej
jeśli jeszcze ucieknie nam prom...
Powracamy na Itakę...
Zapamiętamy Propyleje z psami,
Kariatydy, genialny Partenon
Apollina w Delfach z Muzami
pokłonimy się słońcom i cieniom,
zatańczymy sirtaki na plaży,
przewiniemy od nowa ten film,
znów Hellada się wszystkim zamarzy
i wrócimy z pewnością tu z kimś.
Powracamy na Itakę...