Safona w EresosMaciej Pinkwart

Safona

 13 sierpnia 2025

TUTAJ wersja audio

Nadciągające upały i rozciągająca się od wielu dni nad Podhalem piękna pogoda przypomniały mi niedawne wakacje na Lesbos, kiedy pod upalnym słońcem wędrowaliśmy po wyspie, m.in. śladami poetki Safony. Niewiele było tych śladów – pomniki w Eresos i Mitylenie, jako że do dziś badacze spierają się, gdzie poetka się urodziła w zamożnej, by nie rzec – arystokratycznej rodzinie gdzieś pomiędzy 630 a 618 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie pomiędzy 604 a 590 p.n.e. po drugiej, wschodniej, stronie cieśniny, oddzielającej Lesbos od Eolii, na terenie dzisiejszej Turcji). Jest też kilka hoteli, restauracji i ulic z jej imieniem. Pozostawiła po sobie podobno ok. 10 tysięcy utworów -  znamy 550 wierszy, zachwycających kobiecym wdziękiem, siłą uczuć, wrażliwością i subtelnością. Wiemy, że posługiwała się (może wynalazła?) specyficzną strofą wiersza, którą dziś nazywamy saficką: zwrotka składała się z trzech wersów jedenastozgłoskowych i czwartego, pięciozgłoskowego.

Ale i tak pamięta się jej głównie to, że (choć podobno wyszła za mąż za niejakiego Cercylasa, miała córkę Kleis i kilku kochanków) była twórczynią i przewodniczką koła młodych, niezamężnych dziewcząt, które kształciła w poezji, muzyce i tańcu, obdarzając je gorącymi uczuciami, wyrażonymi głównie w najpiękniejszych lirykach i erotykach, opisujących przyjaźń, a nawet miłość kobiety do kobiety. No i właśnie to się jej głównie pamięta, że wolała kobiety (zwłaszcza młode) od mężczyzn (zwłaszcza starych). No, wielkie mi halo – też tak mam, ale nikt nie pisze o tym doktoratów ani wierszy. Od tego Lesbos poszło określenie miłości lesbijskiej, tylko najmłodszym dzieciom to przypominam.

A ja błądząc gdzieś między Mityleną a Eresos, napisałem dla Safony takie strofy safickie. Aha, w poezji greckiej w zasadzie nie stosowano rymów, tylko układ rytmiczno-sylabowy. No, ale u mnie rymy się znalazły. I pewna archaiczność także: moja muza (która by mnie nie lubiła…) jest w wieku późnobalzakowskim – miałaby dziś jakieś 2643 lata…

 

Safona

Stałyście obie, nago pod księżycem

Patrząc bez słowa w rzęs czarne zasłony

I coraz większe miewały źrenice

Oczy Safony.

Rzeźbiły marmur twoje drobne ręce

A gdzieś na fletni umierały tony

Sławiąc kobiece, a przecież dziewczęce

Piersi Safony.

Wiersz lekką drwiną, miłość pocałunkiem

Los czasem słodki, gorzki, ostry, słony

Lecz nigdy szczęścia nie zniszczą rachunkiem

Usta Safony.

Miłość umiera, rok za rokiem mija,

Przed zwyczajnością wciąż nie ma obrony

Ale wieczności tylko jedno sprzyja:

Wiersze Safony.