Maciej
Pinkwart
Safona
Nadciągające upały i rozciągająca się od wielu dni nad Podhalem piękna pogoda
przypomniały mi niedawne wakacje na Lesbos, kiedy pod upalnym słońcem
wędrowaliśmy po wyspie, m.in. śladami poetki Safony. Niewiele było tych śladów –
pomniki w Eresos i Mitylenie, jako że do dziś badacze spierają się, gdzie poetka
się urodziła w zamożnej, by nie rzec – arystokratycznej rodzinie gdzieś pomiędzy
630 a 618 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie pomiędzy 604 a 590 p.n.e. po drugiej,
wschodniej, stronie cieśniny, oddzielającej Lesbos od Eolii, na terenie
dzisiejszej Turcji). Jest też kilka hoteli, restauracji i ulic z jej imieniem.
Pozostawiła po sobie podobno ok. 10 tysięcy utworów -
znamy 550 wierszy, zachwycających
kobiecym wdziękiem, siłą uczuć, wrażliwością i subtelnością. Wiemy, że
posługiwała się (może wynalazła?) specyficzną strofą wiersza, którą dziś
nazywamy saficką: zwrotka składała się z trzech wersów jedenastozgłoskowych i
czwartego, pięciozgłoskowego.
Ale i tak pamięta się jej głównie to, że (choć podobno wyszła za mąż za
niejakiego Cercylasa, miała córkę Kleis i kilku kochanków) była twórczynią i
przewodniczką koła młodych, niezamężnych dziewcząt, które kształciła w poezji,
muzyce i tańcu, obdarzając je gorącymi uczuciami, wyrażonymi głównie w
najpiękniejszych lirykach i erotykach, opisujących przyjaźń, a nawet miłość
kobiety do kobiety. No i właśnie to się jej głównie pamięta, że wolała kobiety
(zwłaszcza młode) od mężczyzn (zwłaszcza starych). No, wielkie mi halo – też tak
mam, ale nikt nie pisze o tym doktoratów ani wierszy. Od tego Lesbos poszło
określenie miłości lesbijskiej, tylko najmłodszym dzieciom to przypominam.
A ja błądząc gdzieś między Mityleną a Eresos, napisałem dla Safony takie strofy
safickie. Aha, w poezji greckiej w zasadzie nie stosowano rymów, tylko układ
rytmiczno-sylabowy. No, ale u mnie rymy się znalazły. I pewna archaiczność
także: moja muza (która by mnie nie lubiła…) jest w wieku późnobalzakowskim –
miałaby dziś jakieś 2643 lata…
Safona
Stałyście obie, nago pod księżycem
Patrząc bez słowa w rzęs czarne zasłony
I coraz większe miewały źrenice
Oczy Safony.
Rzeźbiły marmur twoje drobne ręce
A gdzieś na fletni umierały tony
Sławiąc kobiece, a przecież dziewczęce
Piersi Safony.
Wiersz lekką drwiną, miłość pocałunkiem
Los czasem słodki, gorzki, ostry, słony
Lecz nigdy szczęścia nie zniszczą rachunkiem
Usta Safony.
Miłość umiera, rok za rokiem mija,
Przed zwyczajnością wciąż nie ma obrony
Ale wieczności tylko jedno sprzyja:
Wiersze Safony.