Maciej Pinkwart
Dziewiąta, czyli kwestia skali
5 czerwca 2025
W telewizji „Kultura” słucham i oglądam IX Symfonię Ludwiga van Beethovena w
wykonaniu orkiestry i chóru Opery Paryskiej pod dyrekcją Philippe Jordana.
Nagranie jest z 2015 roku, dokonano go w Operze Bastille w Paryżu. Wszystkie
miejsca na widowni są zajęte, na scenie zapewne jakieś 200 wykonawców. Przede
mną prawie półtorej godziny słuchania jednego z najsłynniejszych utworów
muzycznych na świecie. Jak żałuję, że to tylko z telewizyjnej konserwy, że nie
byłem tam, na widowni opery, wybudowanej koło miejsca, gdzie w 1789 roku lud
Paryża zburzył twierdzę anciene régime’u.
Po niespełna godzinie do akcji muzycznej wkracza siedzący dotąd chór i soliści.
Rozbrzmiewa pieśń do słów Fryderyka Schillera: Freude, schöner Götterfunken,
Tochter aus Elysium, wir betreten feuertrunken, Himmlische, dein Heiligtum!
*
Płetwal błękitny, największe zwierzę na Ziemi, mieszka w północnych częściach
Atlantyku i Pacyfiku. Ma ponad 30 metrów długości i waży ok. 150 ton. Żywi się
planktonem, którego zjada do 16 ton dziennie. Młode przy urodzeniu ma jakieś
siedem metrów, dziennie odsysa z matki ok. 300 litrów mleka. Serce dorosłego
płetwala waży 600 kilogramów, a krew doprowadzana jest przez aortę o średnicy
przeszło 20 cm. O blaszkach cholesterolowych u płetwali się nie pisze. Penis w
stanie aktywnym ma jakieś trzy metry. O ile wiadomo, przy przemieszczaniu się
między oceanami, płetwale nie korzystają z Kanału Panamskiego, co stwarza im
jakąś nadzieję na przeżycie obecnej kadencji.
Najmniejszym ssakiem na świecie jest ryjówka etruska, która waży półtora grama i
mierzy 3-5 cm. Nie zapominajmy też o ulubionym przez uczniów eukarioncie,
którego rysowaliśmy na biologii i uczyliśmy się wszystkich jego części. To
pantofelek, mierzący ok. 100 mikrometrów, czyli 100 tysięcznych milimetra.
*
Najwszechstronniejszymi zwierzętami na Ziemi, prawdziwymi królami naszej planety
były dinozaury, które pojawiły się w erze triasu, ok. 237 milionów lat temu i
panowały na lądzie, w wodzie i w powietrzu na wszystkich kontynentach przez 135
milionów lat, wytworzywszy blisko 2000 gatunków, po czym wymarły
najprawdopodobniej wskutek katastrofalnego zderzenia Ziemi z wielkim meteorem o
średnicy 10 km, który uderzył w naszą planetę w okolicach półwyspu Jukatan, być
może była to nawet głowa komety. Skutkowało to wyrzuceniem do atmosfery
ogromnych ilości pyłu, kamieni i innych pozostałości impaktu, co spowodowało
długotrwały okres chłodu. Wymarły rośliny, wymarły zwierzęta roślinożerne,
wymarły zwierzęta mięsożerne. Przetrwały egzemplarze najmniejsze. Wymarcie
dinozaurów umożliwiło rozwój ssaków, a w konsekwencji powstanie hominidów.
Poprawka: według współczesnej nauki dinozaury wcale nie wymarły całkiem, padły
tylko te większe. Potomkami, a właściwie odrębnym podgatunkiem dinozaurów są
ptaki. Gotując rosół musimy pamiętać, że wrzucamy do garnka dalekiego krewnego
tyranozaura. a bliskim kuzynem
gołębia, który właśnie ustroił nam balkon, jest krokodyl nilowy. Na świecie jest
obecnie blisko 10 000 gatunków ptaków, w sumie ponad 50 miliardów osobników.
Obejrzyjcie znany film Hitchcocka i zacznijcie się bać.
*
Najstarszy człowiekoid, Grekopitek, żył na terenie Grecji i
Bułgarii, ale niewiele o nim wiemy. Prawdopodobnie jesteśmy jego potomkami.
Jeśli tak, to hominidy istnieją na Ziemi niewiele ponad 7 milionów lat. Zdolność
do opanowywania poszczególnych biotopów mamy od jakiegoś miliona lat. Gdzie nam
do dinozaurów! Ludzi jest na świecie ponad 7 miliardów, ale żaden z nas nie może
bez pomocy techniki żyć w wodzie ani w powietrzu. Wcześniejsi nasi kuzyni –
neandertalczycy, denisowianie, hobbici z wyspy Flores – wymarli, choć niekiedy z
nami nie tylko walczyli, ale także się kochali, czego ślady mamy w genach. Ale
ich przechytrzyliśmy w rozwoju, wybiliśmy, albo zjedliśmy. Reprezentujemy teraz
tylko jeden gatunek, nazywający się bez naukowych podstaw homo sapiens.
*
Największą pustynią piaszczystą na świecie jest Ar-Rab al-Chali, zajmująca 25 %
obszaru Półwyspu Arabskiego. Jest większa niż Francja – ma 650 tysięcy km2
powierzchni (Francja - 551 695 km²).
Skoro już mówimy o powierzchniach – największym kontynentem na Ziemi jest Azja
(44 580 000 km²), drugim zaś co do wielkości – Afryka (30 370 000 km², czego na
mapach zwykle nie widać. Co prawda, gdyby obie Ameryki liczyć razem to Afryka
spada na trzecie miejsce – Ameryka Północna i Południowa mają 42 550 000 km².
Największym krajem Ameryki jest Kanada – 9 985 000 km², drugie są Stany
Zjednoczone Ameryki – 9 867 000 km², trzecia jest Brazylia – 8 510 000 km². Cała
Europa ma 10 530 000 km² (w tym prawie 4 mln km2 zajmuje europejska
część Rosji).
*
Ameryka to nie jest synonim USA; hasło Make America Great Again obejmuje
z definicji także Kanadę, Meksyk, Chile i Wenezuelę. No i Brazylię
oczywiście, nie mówiąc już o Kolumbii, Argentynie, Nikaragui, Kubie i innych
krajach. Nie zapominajmy też o Belize. Make Belize Great Again.
*
Polska chwali się Pustynią Błędowską, która jest dla nas bardzo ważna z powodu
nazwy. Pustynia ma 33 km2, w co wlicza się też przepływająca przez
nią rzeka Biała Przemsza. Tylko biała, polska rzeka może płynąć przez pustynię
piaszczystą.
*
W ostatnich latach zaczyna się mówić o tym, że gatunek człowieka myślącego
jest gatunkiem zagrożonym wymarciem, przez lawinowe mnożenie się osobników
homo cretinis. Homo sapiens występuje w kolorach czarnym, białym,
żółtym i czerwonym. Homo cretinis – w kolorze brunatnym oraz
pomarańczowym.
*
Największe i najgroźniejsze dinozaury po stu kilkudziesięciu milionach lat zniknęły,
pokonane przez naturę. Ludzie po kilku milionach lat znikną, pokonawszy naturę.
*
Ryjówka nie jest dużym pantofelkiem i nie uczymy się w szkole o jej budowie. Co
więcej – choć płetwal błękitny nie jest dużą ryjówką – o nim też nie uczymy się
w szkole. Uczymy się o pantofelku. Choć prawdę powiedziawszy, powinien się o nim
uczyć tylko Książę, poszukujący Kopciuszka. Ale uczymy się o pantofelku w
szkole, bo małe jest piękne.
*
Potrafię sobie wyobrazić orkiestrę strażacką z Górnych Dołów wykonujących
Dziewiątą Symfonię Beethovena z towarzyszeniem chóru lokalnej scholi
parafialnej. Ale chyba bym na taki koncert nie poszedł. W tym przypadku
szczególnie ważna jest kwestia skali.
*
Gdyby prominentni działacze polskiej prawicy mogli decydować o tym, jaki utwór
byłby wybrany na hymn Unii Europejskiej, z pewnością nastąpiłaby zmiana – nikt
by się nie zgodził na utwór niemieckich twórców, których potomkowie podpisali
pakt z Mołotowem i napadli na Polskę w 1939 r., zresztą nikt z nich i tak nie
śpiewa dzieła skomponowanego przez faszystę Beethovena i nazistę Schillera,
nawet w polskiej wersji autorstwa komunisty Gałczyńskiego. Jeśli będą mieli coś
w tej kwestii do powiedzenia, hymnem Unii Europejskiej będzie Szła dzieweczka
do laseczka.
*
Poza kwestią skali istotna niezwykle jest kwestia formatu. To czy ktoś – coś –
ma odpowiedni format, by zostać kimś – czymś – do niedawna była nieoczywista,
ale dość zrozumiała. W niektórych krajach, żeby zająć ważne stanowisko państwowe
trzeba było skończyć Oxford, Eton, czy Harvard. Potem można było być głupim, ale
zwykle format stanowiska wymagał od zajmującej je osoby by przynajmniej
zachowywała pozory. Znany mit amerykański streszczał się w powiedzeniu: od
pucybuta do milionera, choć pucybutami bywali zwykle obywatele o niebiałym
kolorze skóry, a oni milionerami zostawali rzadko i w dziedzinach dość
szemranych. No, chyba że skończyli Harvard, nazywali się Obama i zostali
prezydentem Stanów Zjednoczonych. W innych krajach, żeby zostać prezydentem,
trzeba było być absolwentem KGB. Jaki absolwent, taki format prezydencki. W
ostatnim czasie przekonaliśmy się, że prezydentem można zostać, będąc całkowicie
bez jakiegokolwiek formatu. A skala wydarzenia jest, powiedziałbym, połowicznie
rozpaczliwa.
*
Jeśli nadarzy się Wam okazja, wysłuchajcie Dziewiątej Beethovena, bo
niewykluczone, że niedługo takie utwory będą usunięte z programów radiowych i
telewizyjnych, jako nieinteresujące dla 50,89 % Polaków. Planem ratowania
Beethovena jest implementacja jego dzieła do repertuaru zespołu „Bayer Full”.