Maciej Pinkwart
Genom posła
26 października 2025
Obserwując od pewnego czasu zachowania kilkunastu posłów polskiego Sejmu oraz
jednego przedstawiciela władzy wykonawczej zacząłem się zastanawiać, czy nie
powinienem zweryfikować swojej wiedzy na temat tego, że jakoby kilkadziesiąt
tysięcy lat temu człowiekowaty gatunek Homo neanderthalensis wyginął,
zdominowany (także seksualnie) przez homo sapiens, człowieka rozumnego.
Bynajmniej nie chodzi mi o to, że neandertalczyk był ograniczony w rozwoju (bo
nie był), nie umiał używać narzędzi (bo umiał), nie umiał mówić (no, złotousty
to on nie był), miał cofnięte czółko (miał) i eksponował często zęby i siłę
fizyczną (takie były czasy), tylko o to, że był z gruntu konserwatywny,
przeciwstawiał się, póki mógł, imigrantom z Afryki i Bliskiego Wschodu, choć sam
w tej opanowanej początkowo przez siebie Euroazji, od Lizbony po Ułan Bator, też
ani nie został stworzony, ani nie wyewoluował z lokalnych naczelnych, bo ich tu
wówczas nie było. On też był imigrantem, tylko wcześniej. Neandertalczycy nie
umieli budować domów, siać ani zbierać, narzędzia mieli prymitywne, na zwierzęta
polowali dzidami, mieszkali w jaskiniach. Między innymi w Jaskini Mandrin nad
Rodanem, w południowej Francji.
Jakieś 54 tysiące lat temu przed jaskinią pojawiła się spora grupka innych
praludzi – właśnie naszych przodków, homo sapiens, którzy dotarli tam z
południowego wschodu. Neandertalczycy nie wybili ich, przeciwnie – użyczyli im
gościny. A może nawet ustąpili miejsca w jaskini. Sapiensi przynieśli z
sobą nowe narzędzia i nowe technologie ich tworzenia, a także nowe,
skuteczniejsze techniki polowania: umieli posługiwać się łukami, wyrabiali małe,
ostre groty do strzał, zapewne też noże do ćwiartowania mięsa. Koegzystowali z
wcześniejszymi lokatorami przez jakieś sto lat, co przy ówczesnej długości życia
mogło oznaczać prawie cztery pokolenia. Po czym zabrali swoje manatki i opuścili
jaskinię, a najprawdopodobniej także i tę okolicę.
Grotę
znów zasiedlili neandertalczycy – i jak się okazało, przez sto lat koegzystencji
nie nauczyli się od sapiensów niczego, ani nie chcieli przyjąć od nich
żadnych nowinek technologicznych. Powróciły dzidy i bezpośrednie walki ze
zwierzętami, łucznictwo się nie przyjęło – do czasu, gdy inni, późniejsi nasi
przodkowie nie opanowali całej ziemi. Może z wyjątkiem niektórych sfer
politycznych, gdzie gatunki pierwotne mają się nadal całkiem dobrze. W Mandrin
naukowcy zaobserwowali zjawisko, które także we współczesnej polityce jest
obecne: jedna, choć aż stuletnia (ech, marzenie prezesów!) kadencja progresistów
nie wystarczyła, by konserwatyści nauczyli się korzystać z nowoczesności: gdy
neandertalczycy powrócili do władzy w jaskini, w kolejnej swojej kadencji
wrócili do prymitywizmu.
W parlamentach wielu krajów zasiadają deputowani, zaliczający kilkadziesiąt lat
na stanowisku czynnych polityków. W Polsce Jarosław Kaczyński (PiS, 76 lat) i
Marek Sawicki (PSL, zaledwie 67 lat) są w parlamencie już ósmą kadencję. Przez
siedem kadencji są w Sejmie Antoni Macierewicz, Jerzy Polaczek i Krzysztof
Tchórzewski (wszyscy z PiS-u). Jakoś nie widzę ich w pierwszych szeregach
rycerzy postępu. Oczywiście, daleki jestem od ejdżyzmu, w sumie jestem od
nich wszystkich starszy, a nie mam się za wielkiego konserwatystę, może z
wyjątkiem kwestii filologicznych. W polityce wiek i przeszłość polityczna nie
zawsze są przeszkodą dla dobrego sprawowania funkcji: zmarły dwa lata temu
Giorgio Napolitano – w czasie wojny członek studenckiej partii faszystowskiej,
po wojnie długoletni działacz komunistyczny, potem socjalista, od końca XX wieku
– członek partii demokratycznej, zasiadał w parlamencie włoskim przez dziesięć
kadencji, był kilkakrotnie europosłem, po czym w 2006 roku, w wieku 81 lat
został prezydentem Włoch i sprawował tę funkcję przez 9 lat, rezygnując pod
koniec drugiej kadencji. I mimo przydomku Czerwony Książę, cieszył się
ogromnym szacunkiem i zaufaniem Włochów.
W polskim parlamencie zaufanie to towar sprzedawany spod lady. Prawdę
powiedziawszy – szerzej nie występujący. Zresztą, badanie zaufania społecznego
nie koniecznie budzi moje, prywatne, zaufanie: jak można uważać za obdarzone
największym społecznym zaufaniem osoby, które w tych samych ankietach u innych
respondentów otrzymują najmniejsze procenty zaufania? I to jest mniej więcej
tak, jak w podziale politycznym: fifty-fifty… Poza tym, od lat realną władzę (w
koalicjach rządzących i w opozycjach) sprawują ludzie, którzy budzą najmniejsze
zaufanie… Posłowie i w ogóle sfery rządzące są u nas ludźmi z innego świata, a
stają się nimi dopiero po elekcji, bo przecież najczęściej i najchętniej głosuje
się na tych, którzy udają swojaków, chłopaków i dziewczyny z tego samego
podwórka i z sąsiedztwa. Może nie najgłupszych, ale w każdym razie nie
wybijających się mądrością ponad przeciętną, a już na pewno nie mądrzejszych od
własnych wyborców. Potem, kiedy już zasiądą w tzw. ławach, kryteria oceny ich
postępowania są z zupełnie innej, niż wcześniejsza, bajki. I jakoś nikt – albo
prawie nikt – ich za to krytycznie nie osądza. Wiemy, że to takie poselskie DNA…
Nikt nie potępia lwa za to, że nie jest wegetarianinem. A jakby krowa zaczęła
podjadać schabowe, mielibyśmy jej to na pewno za złe.
Dwie sytuacje wymyślone:
Pierwsza.
W szkole podstawowej nr 25 w Nowym Targu otwarto stołówkę pracowniczą dla
nauczycieli, do której nie mają wstępu dzieci, rodzice i personel obsługi. Ceny
są tam niższe niż w zwykłej, uczniowskiej stołówce, dania bardziej pożywne, no i
można do obiadu wypić piwo czy setkę wódki. Jak ktoś wypije dwie czy trzy setki,
też nikt mu tego nie zabroni. Oczywiście, w stanie wskazującym nie może zasiąść
za kółko. Ale stanąć, choć chwiejnie, przy tablicy już może.
Możliwe? Niemożliwe. Nauczyciel nie może pić w pracy. Podobnie jak kierowca
autobusu, górnik czy operator koparki. Ale jeśli nauczyciel z tej szkoły,
kierowca, górnik czy operator koparki zostanie wybrany do Sejmu i tam znajdzie
się w stanie wypitości, będzie mógł nie tylko przysnąć w ławie sejmowej,
ale i bełkotać na mównicy, a nawet głosować nad prawem, które może decydować o
życiu nas, obywateli. Poseł jest najprawdopodobniej stworzeniem zupełnie innego
gatunku niż pozostali obywatele, staje się jakimś homo legatis, którego
przywilejem, opłacanym z naszych kieszeni są wysokie pensje, diety, kilometrówki,
darmowe mieszkania, pociągi, autobusy, samoloty i wódka w stołówce pracowniczej.
I bezkarność immunitetowa.
Druga sytuacja całkowicie wymyślona.
W szkole podstawowej nr 25 w Nowym Targu przeprowadzono konkurs na stanowisko
dyrektora. Wśród kandydatów znalazło się kilku znanych i cenionych miejscowych
nauczycieli, ale także kierownik sklepu Gminnej Spółdzielni w Klikuszowej.
Zainteresowani tą kandydaturą lokalni dziennikarze dość szybko wypatrzyli, że
kilka lat temu kandydat wyłudził mieszkanie za opiekę od starszej Klikuszowianki,
po czym załatwił jej przeniesienie do gminnego domu opieki. Niebawem okazało
się, że kierownik GS-u, zanim został kierownikiem GS-u, był ochroniarzem w
salonie masażu w Pyzówce, zajmował się też zaspokajaniem potrzeb erotycznych
swoich kolegów z miejscowego klubu sportowego FC Trute. Z którymi to kolegami
brał potem udział w bijatykach kibolskich z przeciwnikami z KS Morawczyna. W
dodatku za pieniądze Gminnej Spółdzielni wynajmował sobie domek weekendowy nad
jeziorem w Krauszowie i prowadził tam dynamiczną politykę międzygminną. W
dodatku dokumenty, stwierdzające jego kwalifikacje pedagogiczne były mało
czytelną kserokopią. A przed komisją konkursową nie mógł wytrzymać, zapewne ze
stresu, i publicznie zażywał środki dopingujące. Na wszystkie te wydarzenia
dziennikarze przedstawili dowody, oburzali się, jak taki człowiek ma kierować
szkołą i odpowiadać za bezpieczeństwo dzieci z Nowego Targu, przeciwnicy
polityczni kandydata złożyli doniesienie do prokuratury, która natychmiast
zakomunikowała o niewszczynaniu śledztwa, a Rada Szkoły nr 25 zatwierdziła
kandydaturę przy aprobacie większości rodziców. Kierownik GS-u został dyrektorem
szkoły.
Możliwe? Niemożliwe? No, bo ja wiem…
Spodziewam się jednak, że już niebawem wybory będzie przeprowadzać obiektywna
Sztuczna Inteligencja, dopuszczając na ważne stanowiska państwowe tylko
nielicznych przedstawicieli rodzaju homo, tych, którzy naprawdę będą
reprezentowali gatunek sapiens. Nie wiem tylko, czy można liczyć na to,
że zasiadający w naszym parlamencie już dwudziestą kadencję gerontokraci ze
swoją naturalną ćwierćinteligencją przysną po trzeciej setce wódki w Barze za
Kratą i pozwolą na to, żeby nieliczne 60-letnie młodziaki przepchnęły przez
komputery sejmowe taką ustawę.
Którą, obawiam się, jakiś były dyrektor GS-u z Klikuszowej i tak zawetuje.