Maciej Pinkwart
Drzwi
7 maja 2025
Już niedobrze się robi od tych zwrotów przez sztag i ciągłego bujania w sprawie
kawalerki. Nie chciałem o tym pisać, bo piszą wszyscy, ale nie zauważyłem, żeby
ktoś zastanowił się nad prawdziwie dramatycznym momentem (opieram się tylko i
wyłącznie na wypowiedzi Karola Nawrockiego).
Jest grudzień, przed Bożym Narodzeniem 2024. Opiekujący się rzekomo troskliwie
chorym staruszkiem pan prezes IPN udaje się z darami i pomocą do podopiecznego,
którego już dawno nie widział. Udaje się do domu, bo nie wie, że podopiecznym
już od wielu miesięcy opiekują się w Domu Pomocy Społecznej. Puka. Odpowiada
cisza. Puka jeszcze raz. Nic. Zabiera niewręczone dary i wraca do domu.
I nie zastanowi się przez moment, że może tam, za tymi cichymi drzwiami jego
podopieczny leży ciężko chory, nie mający siły wstać i otworzyć? Nawet
odpowiedzieć? A może umarł już dawno i czeka na chrześcijański pogrzeb?
Prezes IPN, opiekun starszego pana, mający nad nim pieczę od wielu lat po prostu
odwraca się i odchodzi. I przez następne kilka miesięcy nie zastanawia się nad
tym, co jest za tymi drzwiami, których jest właścicielem i do których nie ma
kluczy. Nie boi się tego, czego nie sprawdził? Twierdzi, że nie miał pojęcia,
gdzie też podział się jego podopieczny. Ale nie zgłosił jego zaginięcia, nie
rozpoczął poszukiwań, nie uruchomił swoich kontaktów. No, nie zrobił nic - był
już przecież kolejnym odkryciem towarzyskim prezesa Kaczyńskiego, jego nominatem
na kandydata i we własnym mniemaniu - przyszłym prezydentem Polski. We własnym
mniemaniu - najważniejszym spośród 38 milionów Polaków. Co tam jakiś samotny,
chory, może umierający, może już nieżywy, a może oczekujący na pomoc starszy
pan. Jeśli go nie ma, to na niego i tak nie zagłosuje, mieszkanie notarialnie
nabyte, spoko.
I ten moment odejścia od tych cichych drzwi zapamiętajmy i mówmy o nim przed 18
maja. Mam w nosie to, czy miał jedno czy dwa, czy sześć mieszkań. To, że kręcił
w tłumaczeniach i może naciągnął staruszka na ten mieszkaniowy - pożal się Boże
- interes. Nic mnie to nie obchodzi. Nie mój kandydat. Ale to, że odszedł od
tych drzwi i nic nie zrobił - dyskwalifikuje go jako człowieka.